• Lekcja duszpasterstwa powołaniowego Homilia na drugą niedzielę zwykłą 35 Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami 36 i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». 37 Dwaj ...
    Opublikowane: 13 sty 2018, 03:59 przez: Redakcja JotJotZet
  • Początek i koniec, czyli niemowlę i starcy Homilia na niedzielę Świętej Rodziny 22 Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. 23 Tak bowiem jest napisane w Prawie ...
    Opublikowane: 10 sty 2018, 06:06 przez: Redakcja JotJotZet
  • Absolutna nowość Homilia na czwartą niedzielę Adwentu 26W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, 27do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a ...
    Opublikowane: 24 gru 2017, 01:29 przez: Redakcja JotJotZet
  • Nie jestem Homilia na trzecią niedzielę Adwentu 6 Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. 7 Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez ...
    Opublikowane: 16 gru 2017, 05:49 przez: Redakcja JotJotZet
  • Funkcja Mesjasza Homilia na drugą niedzielę Adwentu Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. 2 Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją ...
    Opublikowane: 9 gru 2017, 07:54 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 71. Zobacz więcej »

Lekcja duszpasterstwa powołaniowego

opublikowane: 13 sty 2018, 03:58 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 13 sty 2018, 03:59 ]

Homilia na drugą niedzielę zwykłą

35 Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami 36 i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». 37 Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. 38 Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?» 39 Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. 40 Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. 41 Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» - to znaczy: Chrystusa. 42 I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: «Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas» - to znaczy: Piotr.»
(J 1, 35–42)

Znajdujemy się w tygodniu, który inauguruje życie publiczne Jezusa Chrystusa. Dwa dni po przesłuchaniu Jana Chrzciciela przez wysłanników jerozolimskich kapłanów – Jezus przechadza się, spotyka, mija Jana Chrzciciela i dwóch jego uczniów (zostawmy egzegetom i zawodowym teologom szukanie odpowiedzi na pytanie czy Jezus Chrystus w swojej młodości należał do kręgu uczniów Jana Chrzciciela, co niektórzy z nich wydają się sugerować).

Chrzciciel wskazując na Jezusa określa Go mianem baranka, który gładzi grzech świata. Baranek to ulubiona ikona ewangelisty Jana, na opisanie Jezusa. Ta ikona, będzie się pojawiać w dwóch innych pismach należących do kręgu janowego: w pierwszym liście świętego Jana i w Apokalipsie.

Oczywiście punktem odniesienia dla odczytania tego obrazu jest baranek paschalny, który był zabijany i spożywany przez Żydów podczas wieczerzy paschalnej. A zatem cała ta teologia i myślenie związane z barankiem paschalnym zostają przeniesione na Jezusa Chrystusa.

Jan Chrzciciel jest dobrym nauczycielem, dobrym mistrzem. Wskazuje na Jezusa. To być może taki podstawowy mechanizm nauczania: niezatrzymywanie uwagi na sobie samym, ale przenoszenie jej na innego. W tym przypadku na Jezusa.

Uczniowie Jana w tym wskazaniu widzą jakąś zachętę, aby iść za Jezusem. Oni za Nim podążają. Idą. Podejmują pewien wysiłek.

W pewnym momencie Jezus zwraca się ku nim i pyta: czego szukacie? To pierwsze słowa wypowiedziane przez Niego w ewangelii świętego Jana. Nabierają przez to szczególnego znaczenia i wagi. I są skierowane do każdego człowieka, który znajduje się w zasięgu Chrystusowych oczu.

Czego / kogo szukacie? Jakie jest twoje najgłębsze pragnienie? Czym / kim bije Twoje serce? Kwestia rozeznania, o którym teraz tyle się mówi w Kościele. Ale już w regule świętego Benedykta (jesteśmy zatem w VI wieku) w rozdziale poświęconym przyjmowaniu nowych kandydatów do życia monastycznego, odpowiedzialny za to mnich (dzisiaj powiedzielibyśmy mistrz nowicjatu albo rektor seminarium) miał przede wszystkim patrzeć czy kandydat / nowicjusz naprawdę szuka Boga… (Reguła 58, 7).

To szukanie wydaje się czymś fundamentalnym, jeśli człowiek ma odkryć prawdę o sobie, tę prawdę, którą Bóg mu objawia w jego sumieniu, w intymności jego jestestwa.

Gdzie mieszkasz? Ta odpowiedź uczniów nieco dziwi. Nie jest odpowiedzią wprost. Tak jakby chcieli powiedzieć: Ciebie, ale żeby Cię głębiej poznać chcemy wiedzieć, gdzie mieszkasz. Chcemy wejść w żywioł Twojego życia. Nie tylko Cię słyszeć, widzieć, ale być z Tobą.

Taki wydaje się być najgłębszy sens jakiegokolwiek duszpasterstwa powołaniowego: szukanie Boga i zaangażowanie w życie Jezusa.

Być może kryzys współczesnych kandydatów do kapłaństwa czy życia zakonnego bierze się nie tyle z tego, że mentalność współczesnego świata nie przylega do Ewangelii czy Kościoła, ale być może również z tego, że brakuje mistrzów zdolnych do odczytania tożsamości Jezusa. Za Janem Chrzcicielem stoi przecież doświadczenie pustyni, wieloletnie słuchanie słowa Bożego, asceza. Niewielu z tych, którzy dzisiaj pretendują do miana mistrzów może poszczycić się takim CV! Niemałe znaczenie w tym kryzysie powołań ma pewnie fakt, że dosyć często mamy do czynienia z nieczystą intencją szukania Boga. Nie ma co ukrywać i tego, że trudno zachęcić, zaprosić, do przebywania z nami, skoro w naszych wspólnotach kapłańskich, zakonnych nie ma życia, które mogłoby zafascynować, pociągnąć. Gdyż najczęściej nasze wspólnoty są rozbite brakiem mistrza, nauczyciela na wzór Jana Chrzciciela, indywidualizmem, zazdrością i interesownością. Nasze wspólnoty są rozbite!

ks. Adam Błyszcz

Początek i koniec, czyli niemowlę i starcy

opublikowane: 10 sty 2018, 06:04 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 10 sty 2018, 06:06 ]

Homilia na niedzielę Świętej Rodziny

22 Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. 23 Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. 24 Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. 25 A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. 26 Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. 27 Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, 28 on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: 29 «Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. 30 Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, 31 któreś przygotował wobec wszystkich narodów: 32 światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela». 33 A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. 34 Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. 35 A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu». 36 Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem 37 i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. 38 Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. 39 A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. 40 Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
(Łk 2, 22 – 40)


Tajemnica Wcielenia zawiera w sobie nie tylko moment poczęcia czy narodzin Syna Bożego (te dwa elementu bardzo cudowne), ale także okres dorastania, dojrzewania, stawania się człowiekiem (pewnie mozolny jak w przypadku każdego człowieka) na poziomie fizycznym, psychologicznym, duchowym i uczuciowym. Dojrzewanie w bardzo konkretnej rodzinie, w bardzo konkretnym środowisku naznaczonym swoją kulturą i religią.

Dojrzewanie naznaczone także (a może przede wszystkim) posłuszeństwem Prawu swojego Ludu (co wyraża się chociażby w geście obrzezania). Ale to posłuszeństwo wielkim wartościom monoteizmu żydowskiego zapośredniczone jest w posłuszeństwie rodzicom, od których jak każde dziecko był zależny.

To właśnie w takiej enigmie dziecka posłusznego, zdanego na rodziców Symeon i Anna rozpoznają Mesjasza. Głos należy do ludzi sędziwych. I tak zostają przez Łukasza zestawione bezbronne dziecko, które rozpoczyna swoją przygodę z ludzkim losem i dwoje starszych ludzi, którzy powoli sposobią się do odejścia. Początek i koniec. Obietnica i wypełnienie tejże.

Jak to się dzieje, że bohaterami dzisiejszej ewangelii są starsi ludzie? W naszym zachodnim, konsumpcyjnym społeczeństwie ludzie starsi nie mają nic do powiedzenia, nic nie znaczą, podobnie jak małe dzieci (instrumentalizowane na różne sposoby, mniej lub bardziej nikczemnie).

ks. Adam Błyszcz

Absolutna nowość

opublikowane: 23 gru 2017, 07:56 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 gru 2017, 01:29 ]

Homilia na czwartą niedzielę Adwentu

26W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, 27do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. 28 Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». 29Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. 30Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. 31Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. 32Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. 33Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». 34Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» 35Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. 36A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. 37Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». 38 Na to rzekła Maryja: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!» Wtedy odszedł od Niej anioł.
(Łk 1, 26–38)

Archanioł Gabriel ponownie z misją zwiastowania. Za pierwszym razem Bóg posłał Go do kapłana Zachariasza. Widzenie miało miejsce w sanktuarium jerozolimskim. W samym centrum żydowskiego świata. Tym razem posłany zostaje na peryferie, nieznanej mieściny (a może wioski) o nazwie Nazaret, w Galilei zamieszkanej nie tylko przez Żydów, ale również przez pogan, co sprawiało, że Galilea cieszyła się złą sławą ziemi zhańbionej obecnością nieczystych. Tym razem nie staje przed żadnym duchownym, a przed młodziutką dziewczyną. Maryja mogła mieć 12–13 lat. Tyle, ile kobieta potrzebuje, by móc począć i urodzić dziecko.

Maryja zostaje pozdrowiona tak jak prorocy Starego Testamentu pozdrawiali Lud Boga, córę Syjonu. Było to zarazem zaproszenie do radości eschatologicznej, to znaczy takiej radości, która była obiecana na dni ostatnie, na dni, w których obietnica Jahwe miała się spełnić.

Reakcja Maryi również jakoś się wpisuje w tradycję tych starotestamentowych nawiedzeń i wizji. Doświadczenie Boga, słuchanie Słowa, które Bóg kieruje do człowieka wierzącego, niepokoi go, budzi Bożą bojaźń i budzi świadomość małości, pokory, wręcz niegodności. Wszystko to prowadzi do człowieka do adoracji.

Treścią zwiastowania jest zapowiedź narodzin dziecka, syna. Tego, którego tysiąc lat wcześniej Bóg obiecał przez proroka Natana królowi Dawidowi:

8A teraz przemówisz do sługi mojego, Dawida: To mówi Pan Zastępów: Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. 9I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. Dam ci sławę największych ludzi na ziemi. 10Wyznaczę miejsce mojemu ludowi, Izraelowi, i osadzę go tam, i będzie mieszkał na swoim miejscu, a nie poruszy się więcej, a ludzie nikczemni nie będą go już uciskać jak dawniej. 11Od czasu kiedy ustanowiłem sędziów nad ludem moim izraelskim, obdarzyłem cię pokojem ze wszystkimi wrogami. Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. 12Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. 13On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki. 14Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem, a jeżeli zawini, będę go karcił rózgą ludzi i ciosami synów ludzkich. 15Lecz nie cofnę od niego mojej życzliwości, jak ją cofnąłem od Saula, twego poprzednika, którego opuściłem. 16Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki. Twój tron będzie utwierdzony na wieki».
(2Sm 7, 8–16)

Maryja temu dziecku nada imię Jezus. Ale nie ona ani Józef to imię wybrali. Imię wybrał sam Bóg, ponieważ to imię oznacza misję i powołanie tego dziecka. I to imię zawiera w sobie tożsamość Dziecka – Syna, którego dać mógł tylko Bóg.

Maryja, która, powtarzam, w chwili zwiastowania jest zapewne nastolatką. Jest jednak nastolatką wiary. Wiara zawsze stawia pytania. Trudzi się około sensu. Inaczej niż Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela, nie żąda żadnego znaku, ale stawia pytanie: "jak to się stanie, skoro nie znam męża" (mężczyzny).

Kultura żydowska tamtych czasów ludzką seksualność traktowała jako temat tabu, o którym nie mówiono nigdy wprost. Nie znano takich wyrażeń, którymi my się dzisiaj posługujemy, jak z kimś spać, uprawiać seks, kochać się, mieć stosunek seksualny. Funkcjonowały eufemizmy takie jak ten, którego używa Maryja „znać męża, znać mężczyznę”. Maryja najzwyklej w życiu chce powiedzieć: jak mam zostać matką, skoro do tej pory jestem dziewicą. Ona zna tylko jeden sposób, w jaki pojawia się dziecko. To przestrzeń intymności między kobietą a mężczyzną. Ale Maryja tej intymności nie zna jeszcze.

Na niewiele zda się przywoływanie (co czyni liturgia adwentu) historii kilku kobiet Starego Testamentu (Sara, mama Izaaka; Anna, mama Samuela, czy też Elżbieta, mama Jana Chrzciciela), które były bezpłodne, a w końcu zaszły w ciążę i urodziły dziecko, gdyż w ich przypadku cudowna interwencja Boga, zakładała obecność męża, mężczyzny. Inaczej jest w przypadku Maryi. Tutaj nie ma miejsca dla jej męża (to temat zupełnie innej opowieści) i taką absolutną nowość trudno pojąć, zważywszy, że w przeszłości nie mamy niczego, co mogłoby by być pomocą w interpretacji cudownych narodzin Mesjasza.

Wiara Maryi uczy nas odszyfrowywać ślady Bożej obecności w życiu każdego z nas.

ks. Adam Błyszcz

Nie jestem

opublikowane: 16 gru 2017, 05:48 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 gru 2017, 05:49 ]

Homilia na trzecią niedzielę Adwentu

6 Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. 7 Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. 8 Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości. 19 Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», 20 on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». 21 Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» 22 Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» 23 Odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz». 24 A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. 25 I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» 26 Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, 27 który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». 28 Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.
(J 1, 6-8; 19-28)

Człowiek. Mężczyzna. Jan. Bez żadnego względu na fakt, że pochodzi z rodziny kapłańskiej. Nic o jego korzeniach społecznych czy plemiennych. Jedyną informacją mającą sens i wartość dla jego tożsamości, że to człowiek posłany przez Boga. Świadek. Tak jak tydzień temu, kiedy został ukazany jako funkcja Mesjasza. Obszerniej zostaje powiedziane, kim nie jest, niż kim jest. To być może również dlatego, że w czasie, kiedy powstawała Ewangelia św. Jana, nie brakowało takich, którzy w środowisku żydowskim odwoływali się do Jana Chrzciciela i przeciwstawiali go postaci Jezusa. A przecież i dzisiaj nie brakuje teologów, którzy w Jezusie widzą kogoś, kto jakiś czas spędził w kręgu uczniów Chrzciciela.

Jan niewątpliwie wzbudził wielkie poruszenie wśród Żydów i doskonale wpisał się w tęsknotę za Mesjaszem. To pewnie dlatego zjawiają się u niego przedstawiciele liderów religijnych Izraela, aby wybadać jego misję i jego poglądy. Czy widzą w nim zagrożenie dla swojej pozycji strażników prawdziwej wiary w Jahwe i w Jego Mesjasza?

Jan nie jest Mesjaszem! Nie jest także Eliaszem. Według wierzeń żydowskich Eliasz nie umarł, a został porwany do nieba. Ten prorok to jedna z trzech największych postaci Starego Testamentu (obok Abrahama i Mojżesza) i, jak wierzono, miał powrócić, aby zapowiedzieć Mesjasza:

23 Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego.
(Ml 3, 23)


Jan, mimo że powtarzał, że nie jest Eliaszem, to ubierał się jak on. A przecież sam Jezus widział w nim Eliasza.

12 Rzekł im w odpowiedzi: «Istotnie, Eliasz przyjdzie najpierw i naprawi wszystko. Ale jak jest napisane o Synu Człowieczym? Ma On wiele cierpieć i być wzgardzonym. 13 Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i uczynili mu tak, jak chcieli, jak o nim jest napisane».
(Mk 9, 12–13)

Również na trzecie pytanie inkwizytorów, czy jest prorokiem, odpowiada negatywnie: Nie jestem! Jan jakby unikał prostych kategorii, w które chcieliby go zamknąć ci, którzy próbowali go rozczytać w świetle mesjańskiej tradycji. To zresztą stała pokusa, która towarzyszy przywódcom religijnym, kapłanom i znawcom Pisma: kontrolować, autoryzować lub przeszkadzać, być przekonanym, że tylko oni posiadają środki, narzędzia do prezentowania woli Boga i do rozpoznania Jego obecności w historii.

Jan zatem swojej tożsamości nie będzie szukał w kategoriach przeszłości, ale w Jutrze, które już jest i na które ma naprowadzać lud. Tożsamość znaku, który nie zatrzymuje uwagi na sobie.

ks. Adam Błyszcz

Funkcja Mesjasza

opublikowane: 9 gru 2017, 07:53 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 9 gru 2017, 07:54 ]

Homilia na drugą niedzielę Adwentu

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. 2 Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. 3 Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki! 4 Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. 5 Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. 6 Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. 7 I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. 8 Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym».
(Mk 1, 1–8)

Pierwszym słowem tej najstarszej Ewangelii, napisanej przed rokiem 70, jest słowo początek. Bez wątpienia jest to aluzja do Księgi Rodzaju, która otwiera Stary Testament, a zatem Biblię, a która rozpoczyna się przywołaniem początku, „na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1). Dla ewangelisty Marka opowieść o Jezusie wydaje się być opowieścią o nowym stworzeniu, o nowej historii, która widziana jest jako Dobra wieść, nowina.

Pojawienie się Jana odpowiada słowu prorockiemu Starego Testamentu. Zjawia się, aby obwieścić nadejście Nadchodzącego, aby obwieścić nadejście Mesjasza.

Kim jest Jan? Ascetą, człowiekiem pustyni? Nie zachodzi do możnych tego świata (odrzucą go możni, związani ze światem politycznym, jak i ze światem religijnym), unika także miast i wsi. Żeby go usłyszeć, trzeba wyjść ze swojego świata i udać się na pustynię, do niego. To jest chyba największa różnica między nim a Jezusem. Jezus ze swoim słowem zachodził do ludzkich osiedli. To bardziej on szukał słuchaczy niż oni Jego!

Ale myliłby się ten, kto by myślał, że pustynia, na której przepowiadał Jan, była pustkowiem. Dziś wiemy, że w czasach Jana i Jezusa na pustyni judzkiej działało wiele grup, wspólnot i proroków, którzy przygotowywali się na nadejście Mesjasza.

Sam Jan, tak jak to przedstawia Marek w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, nawołuje do przygotowania drogi dla Pana, dla Mesjasza. Żeby było jasne: drogi, którą przejść ma Pan, a nie my. To nie jest droga, którą my mamy pójść do Pana! Tą drogą On chce do nas przyjść. Mimo wyraźnych wymagań moralnych, stawianych człowiekowi, Jan strzeże prymatu miłości i miłosierdzia Boga! To Bóg przychodzi do człowieka, a nie człowiek do Boga. Jedna z najważniejszych książek współczesnego judaizmu, dzieło urodzonego w Polsce Abrahama Joshuy Heschela, nosi tytuł „Bóg szukający człowieka”. To Bóg szuka człowieka i wychodzi mu naprzeciw.

Nadto Jan żąda nawrócenia, przepowiada konieczność powrotu do Pana. Jego życie jest funkcją misji Jezusa. Z chwilą pojawienia się Mesjasza Jan znika ze sceny. Wskazuje na Syna Bożego i kiedy Syn zabiera głos on milknie.

Za mną, po mnie idzie mocniejszy ode mnie…

Przez Adwent przewijają się postaci, których życie i misja podporządkowane są Jezusowi tak dalece, że w Jego świetle (lub cieniu) tracą kontury: Jan i Maryja. Obydwoje istnieją jako funkcja (i tylko jako funkcja) historii Mesjasza. Czy nasze przeznaczenie jest podobne?

ks. Adam Błyszcz

Otworzyć oczy

opublikowane: 2 gru 2017, 02:03 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 2 gru 2017, 02:04 ]

Homilia na pierwszą niedzielę adwentu

33 Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. 34 Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. 35 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. 36 By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. 37 Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!».
(Mk 13, 33–37)

Rozpoczyna się adwent. Kolejny, nowy rok liturgiczny. Będzie nam w nim (podczas liturgii niedzielnych mszy) towarzyszył święty Marek. Jego ewangelia uważana jest za najstarszą (chociaż nie jest to najstarszy dokument Nowego Testamentu – za taki uchodzi Pierwszy List świętego Pawła do Tesaloniczan).

Dzisiejszy fragment, chociaż nie tak dostojny jak ten Mateuszowy sprzed tygodnia, przedstawia nam nadejście Syna człowieczego na końcu czasów, w Dzień ostateczny, i próbuje nam powiedzieć, w jaki sposób tego nadejścia oczekiwać.

Raz jeszcze wypada podkreślić, że ten Dzień nie przynależy do logiki historii ludzkości. To nie jest tak, że historia człowieka musi zakończyć się Paruzją, nadejściem Pana. Ten dzień wynika z wolności Boga, a nie z logiki historii. To nie oznacza jednak, że nadejście tego dnia, Paruzji nie jest czytelne. Że uważna lektura rzeczywistości pozwala odczytać znaki rychłego Nadejścia Pana!

Pierwszym warunkiem tego odczytania jest czuwanie. Jezus mówi o tym, żeby mieć oczy szeroko otwarte. Tydzień temu obydwie grupy (tak ci, którzy weszli do dziedzictwa Królestwa, jak i ci, którzy zostali potępieni) skarżyły się jednakowo: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym... albo spragnionym… jako przybysza… albo że byłeś nagi.. Kiedy widzieliśmy cię chorego lub w więzieniu... (Mt 25, 37;44).

Oto okazuje się, że pierwszą powinnością chrześcijan, uczniów Chrystusa jest posiadanie otwartych oczu, widzenie. Patrzenie. Ta postawa czujności, czuwania („czuwajcie”), żeby wrócić do świętego Marka, który nas dzisiaj prowadzi, podkreślana w tak krótkim fragmencie aż trzy razy, sprawia, że uświadamiamy sobie, że ta postawa jest czymś fundamentalnym dla chrześcijanina. Ojcowie pustyni widzieli w czujności źródło wszystkich cnót chrześcijańskich.

Wygląda to tak, że żyjemy jakby w czasie naznaczonym nieobecnością Pana. W przypowieści Jezus mówi o tym, że gospodarz wybrał się w podróż i sługom powierzył swoje mienie. Czy w odźwiernym można widzieć figurę biskupa, czy wręcz samego świętego Piotra, pozostaje sprawą sporną. Ta sugestia nieobecności nie pozwalała jednakże chrześcijanom pierwszej czy drugiej generacji mówić o Powrocie Pana. Mówili o Nadejściu Pana.

Co to znaczy czuwać? Jeśli powiązać to z wezwaniem do otwarcia oczu, to wydaje się, że takim podstawowym wymiarem czujności, czuwania jest świadomość tego, kim się jest (uczniem Jezusa) i jakie się ma zobowiązania, powinności tak wobec innych, jak i we wspólnocie uczniów Pana, w Kościele.

ks. Adam Błyszcz

Konkret miłości

opublikowane: 25 lis 2017, 09:33 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 25 lis 2017, 13:32 ]

Homilia na uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata

31 Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. 32 I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. 33 Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. 34 Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! 35 Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; 36 byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie". 37 Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? 38 Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? 39 Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?" 40 A Król im odpowie: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". 41 Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: "Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! 42 Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; 43 byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie." 44 Wówczas zapytają i ci: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?" 45 Wtedy odpowie im: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili". 46 I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».
(Mt 25, 31–46)

Dotarliśmy do ostatniej niedzieli roku liturgicznego. Od 1925 roku, dzięki inicjatywie papieża Piusa XI, jest to niedziela obchodzona jako uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Wyznajemy tego dnia naszą wiarę w to, że Pan nadejdzie u kresu historii i wyda definitywny werdykt o ludzkim dobru i ludzkim złu. I to nadejście (Paruzja) nie należy do istoty historii. Ona ma swój sens i wartość bez względu na to, czy Pan nadejdzie, czy nie! Jego nadejście i definitywność sądu to decyzja, wola Boga Ojca, a nie coś, co przynależy do samej historii.

To dosyć istotne, gdyż my chrześcijanie musimy przyznać się do dwóch spraw. Pierwsza, paruzja – dzień nadejścia była czymś, co niepokoiło chrześcijan pierwszej, drugiej generacji. Tak dalece, że niektórzy z nich przekonani, że Pan nadejdzie lada moment, nie chcieli pracować. Byli pewnie przekonani, że nie ma sensu angażować się w jakikolwiek projekt ludzki, skoro Pan jest u drzwi. To tak bardzo irytowało świętego Pawła, że zwolennikom takich poglądów napisał, że kto nie pracuje, to niech też nie je (por. 2 Tes 3, 10).

A druga, w przeciwieństwie do tych pierwszych generacji chrześcijan, to fakt, że nie jesteśmy zbytnio przejęci tym ponownym, ostatecznym nadejściem Pana. To nie jest tak, że budzimy się z myślą, że dzisiaj będzie dzień ostateczny. Paruzja. Nie! Więc dobrze, że raz w tygodniu, podczas Eucharystii niedzielnej wyznajemy, że „powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca”. Przynajmniej tak trwamy w tej pierwotnej wierze Kościoła, że ostatecznym horyzontem naszej nadziei, naszego oczekiwania jest Dzień Pana, a nie nasza śmierć!

Ten dzień sądu, spektakularny i podniosły, polega przede wszystkim na oddzieleniu owiec od kozłów. Tym właśnie charakteryzuje się ten dzień. To dzień rozdzielenia. Dobrze pamiętamy przypowieść Jezusa z trzynastego rozdziału Ewangelii Mateusza:

24 Inną przypowieść im przedłożył: «Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. 25 Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. 26 A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. 27 Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: "Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?" 28 Odpowiedział im: "Nieprzyjazny człowiek to sprawił". Rzekli mu słudzy: "Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?" 29 A on im odrzekł: "Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. 30 Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza"».
(Mt 13, 24–30)

Dopóki nie nadejdzie ten dzień, nie wolno rozdzielać. Dopiero tego dnia dojdzie do podziału, do sądu. I natychmiast pytamy o kryteria tego sądu. Na jakiej podstawie człowiek będzie sądzony?

Sugestia Jezusa opowiadającego tę przypowieść o Sądzie Ostatecznym może zdumiewać czy wręcz szokować. Gdyż tym kryterium nie jest kult Boga (kwesta „chodzenia” lub „niechodzenia” do kościoła) ani nawet człowiecza ułomność przywierająca do naszych namiętności, którym ulegamy i które nami powodują, prowadząc częstokroć do opłakanych sytuacji. Nie. Trzeba byłoby powiedzieć tak: nie żeby to nie były grzechy, zło, ale w ostatecznym rozrachunku nie decydują o losie wiecznym człowieka. Brzmi to świętokradczo, ale taka wydaje się sugestia Opowiadającego.

Kryterium sądu jest natomiast miłość okazana potrzebującym. Zbawienie decyduje się w relacji do drugiego człowieka. To zbawienie nie decyduje się w sanktuarium, w przestrzeni kultu, ono rozgrywa się między dwoma ciałami, w spojrzeniu oczu, które szukają spojrzenia drugiego. Miłość, o której mówi Jezus, a która stanowi osnowę sądu, jest konkretna. To nie kwestia sentymentów czy deklaracji werbalnych. To konkret.

Kryterium sądu to nie jedyne zaskoczenie tej Jezusowej opowieści. Zdumiewa także fakt, że ani ci nagrodzeni, ani ci potępieni nie zorientowali się, że coś uczynili albo czegoś nie uczynili samu Królowi. Być może Jezus chciał przez to powiedzieć, że złość lub dobroć jakiegoś ludzkiego czynu nie bierze się z jego odniesienia do Boga, którego się nie widzi, ale z odniesienia do człowieka, którego się widzi i którego można dotknąć.

Ten fragment ewangelii to piękne słowo, piękna nauka dla tych, którym wydaje się, że mogą, potrafią kochać Boga, którego nie widzą, gardząc bliźnim, którego mają na wyciągnięcie ręki.

ks. Adam Błyszcz

Pochwała podejmowania ryzyka

opublikowane: 18 lis 2017, 10:05 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 lis 2017, 10:12 ]

Homilia na 33. niedzielę zwykłą

14 Podobnie też jest jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. 15 Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz 16 ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. 17 Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. 18 Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. 19 Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. 20 Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: "Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem". 21 Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!" 22 Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: "Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem". 23 Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!" 24 Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. 25 Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!" 26 Odrzekł mu pan jego: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. 27 Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. 28 Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. 29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów".
(Mt 25, 14–30)

Czy na pierwszy rzut oka ta przypowieść nie przypomina nam świata współczesnego, w którym trwa nieustanny wyścig szczurów i wszyscy zorientowani są na sukces (zwłaszcza ten ekonomiczny) i na zyski? Wszyscy i wszystko musi przynosić, pomnażać zysk i jeśli jest inaczej to wszystko i wszyscy pozbawieni są wartości i sensu. Nie ulega wątpliwości, że podobna mentalność obecna jest także w Kościele, że również w Kościele – sukces i pieniądz wydają się mieć decydujący głos. Przykładów jest bez liku. Czyżby Jezus Chrystus swoją przypowieścią chciał legitymizować taki porządek rzeczy?

A może jest jednak tak, że w kontekście jakiejś sugerowanej nieobecności Pana – wyruszył On w podróż i Jego nadejście, Jego powrót się opóźnia; że Jezus, opowiadając tę historię, chce skłonić swoich uczniów do czujności, do czuwania i orientuje ich ku przyszłości.

Pan, wyruszając w podróż, obdarza swoich podwładnych, swoje sługi talentami. Talent to przede wszystkim jednostka wagi. Ale był także jednostką monetarną. W jednym talencie mieściło się sześć tysięcy drachm (denarów) i tutaj trzeba pamiętać, że denar w czasach Jezusa był wynagrodzeniem za cały dzień pracy robotnika – najemnika rolnego. Talent to zatem pokaźna kwota pieniędzy. Jest znakiem zaufania powierzyć swoje dobra drugiemu człowiekowi. Przecież może zawieść! Może oszukać lub okraść!

Mamy chyba prawo zapytać, jak interpretować ów talent, ów dar. Co się kryje pod symbolem tych pieniędzy, tych dóbr. Święty Ireneusz z Lyonu widzi w talencie życie, którym Bóg obdarza człowieka. I właściwie od razu uświadamiamy sobie, jak wielką wzgardą we współczesnym świecie poranione, upokorzone jest ludzkie życie. Wcale nie trzeba myśleć o zbrodniczych systemach, które zbudowały GUŁagi czy obozy koncentracyjne. Wystarczy popatrzeć na ulice naszych miast i do wnętrz naszych domów, żeby odkryć, jak marnotrawione jest ludzkie życie. Porzucone dzieci, odrzuceni starcy.

Inni Ojcowie Kościoła w tych talentach widzieli Słowo Boże, które Pan powierzył swoim uczniom, apostołom. Inni mówili natomiast o łasce. Wszystko to miało procentować i przynosić zysk. Oczywiście w rozumieniu Ojców Kościoła w porządku duchowym, a nie materialnym czy finansowym.

Po długim czasie – kolejna aluzja do Paruzji (czyli Dnia Ostatecznego, w którym ponownie w swojej chwale objawić się miał Chrystus Pan), która się opóźnia. Wygląda to tak, jakby Pan nie chciał wrócić. Możemy sobie tylko wyobrażać, jakie emocje to opóźnienie musiało wywoływać w wspólnotach zakładanych przez apostołów, którzy tę Paruzję zapowiadali. Rozczarowanie? Zwątpienie? Ci pierwsi chrześcijanie targani wątpliwościami nie przestawali pytać: kiedy nadejdzie Chrystus? Jak się objawi? Dlaczego jeszcze się nie zjawił?

Wróćmy do przypowieści. Dwaj słudzy, którzy pomnożyli dobra Pana, bo działali według osobistych zdolności, zostają wynagrodzeni. Trzeci sługa natomiast (on wydaje się być prawdziwym bohaterem tej przypowieści, gdyż wyraźnie odstaje od postawy dwóch swoich współsług i od oczekiwań, nadziei Pana) pokazuje myślenie, które go sparaliżowało. Objawia fałszywy obraz Pana, który sobie stworzył na usprawiedliwienie swojej bierności, na usprawiedliwienie decyzji nieryzykowania. Zarzut Pana byłby zatem następujący: sługo gnuśny, nie miałeś troski o dobro, które Ci powierzyłem, i które przyjąłeś, dając tym samym znak, że będziesz się o nie troszczył i je pomnażał.

Dobrze wiemy, że łatwiej, prościej jest pogrzebać dary Boga niż dzielić je z innymi; łatwiej okopać się na ustalonych pozycjach i żyć nostalgią przeszłości niż iść ku przyszłości i odkrywać nowe skarby; prościej jest oczernić bliźniego niż okazać mu współczujące miłosierdzie. Przypowieść, która jest pochwałą tych, którzy podejmują ryzyko, i naganą tych, którzy nie uczynili nic złego, co gorsza nic nie zrobili. I jak nie wspomnieć prorockich słów naszego Ojca Świętego, biskupa Rzymu, Franciszka: „mam nadzieję, że wszystkie wspólnoty znajdą sposób na podjęcie odpowiednich kroków, aby podążać drogą duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie, w jakim są” (Evangelii Gaudium, 25).

ks. Adam Błyszcz

Definitywnie zamknięte drzwi

opublikowane: 11 lis 2017, 09:02 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 lis 2017, 09:57 ]

Homilia na 32. niedzielę zwykłą

Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. 2 Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. 3 Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. 4 Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. 5 Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. 6 Lecz o północy rozległo się wołanie: "Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!" 7 Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. 8 A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". 9 Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie!" 10 Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. 11 W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam!" 12 Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was". 13 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.
(Mt 25, 1–13)

Zbliża się powoli zakończenie roku liturgicznego. Jeszcze dwa tygodnie, a zamkniemy cały ten cykl celebracji niedzielnych, podczas których czytaliśmy Ewangelię św. Mateusza.

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Królestwo Boże przyrównane jest do dziesięciu dziewic, z których pięć jest mądrych, pięć zaś głupich. Przypowieść Jezusa przywołuje małżeńskie zwyczaje Żydów Jego czasów: dzień przed zaślubinami, w wigilię uroczystości narzeczony razem ze swoimi przyjaciółmi udawał się do domu swojej narzeczonej, która oczekiwała go razem ze swoimi przyjaciółkami. Wczytując się w Jezusową przypowieść, zauważamy pewne modyfikacje, żeby nie powiedzieć udziwnienia. I tak: śladu nie ma po narzeczonej; sam narzeczony zamiast o zachodzie zjawia się po północy i o tej porze część druhen ma iść kupować oliwę do swoich lamp!

Te celowe zmiany sprawiają, że punkt ciężkości całej przypowieści zostaje ulokowany gdzie indziej. Chodzi nie tyle o samo czekanie na narzeczonego, ile na czekanie w sytuacji opóźniającego się nadejścia narzeczonego.

Rzecz, którą my chrześcijanie XXI wieku raczej nie rozumiemy. Otóż pierwsza i druga generacja uczniów Jezusa (do tej generacji należał Mateusz ewangelista i Paweł apostoł, autor listu do Tesaloniczan – to najstarsze pismo Nowego Testamentu) głęboko wierzyła w rychłe nadejście, powrót Jezusa Chrystusa. To oczekiwanie w młodym Kościele w Tesalonikach właśnie doprowadziło do niemałych napięć. Część z tamtejszych chrześcijan przestała pracować, tłumacząc to tym, że skoro lada dzień na wrócić Pan, nie ma sensu angażować się w jakiekolwiek sprawy tego świata. Spotkało się to z ostrą krytyką ze strony Pawła apostoła: Kto nie chce pracować niech też nie je! (por. 2 Tes 3, 10).

Czy my dzisiaj czekamy na powrót Jezusa Chrystusa, Pana historii i wszechświata? Czy też może jest tak, że to zupełnie umknęło naszej uwadze i naszej wrażliwości. I nie ma żadnego znaczenia dla naszej duchowości!?

Czuwanie, czekanie na narzeczonego, który się spóźnia. O jakim to czuwaniu Jezus mówi, skoro w Jego przypowieści wszystkie panny, dziewice zasypiają! Na czym polega różnica między mądrymi a głupimi, skoro wszystkie zasypiają jednakim snem?! Czy ta piątka mądrych panien nie grzeszy czasem egoizmem, odmawiając w takiej krańcowej sytuacji pomocy piątce dziewic, które spały tak samo twardym snem i po przebudzeniu spostrzegły, że brakuje im oliwy w lampach?

Chyba nie. Przypowieść jest tak skonstruowana, żeby podkreślić odpowiedzialność każdej osoby. Odpowiedzialność, która nacechowana jest jakąś skrajną samotnością. Nikt nie może pomóc, nikt nie może wyręczyć. Oczywiście stwarza to jakąś nieporadność, niedogodność dla współczesnego Kościoła, który mocno optuje na rzecz modlitwy za tych, co już przed Panem historii stoją w jakiejś perspektywie definitywności. Bo, jak mówi Jezus, drzwi zostały zamknięte. I wobec tego faktu pięć dziewic głupich pozostaje na zewnątrz, podejmuje nieśmiałą próbę dostania się na weselną ucztę.

W ewangeliach nie brakuje fragmentów, w których te próby są o wiele bardziej natarczywe. Jak chociażby ta historia opowiedziana przez Jezusa w siódmym rozdziale u Mateusza:

21 Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?"
(Mt 7, 21–22)

O co zatem chodzi w tej definitywnej rozgrywce dotyczącej niepodważalnej wspólnoty z Panem? Nie chodzi o jakąś spektakularność cudów, a o spełnienie woli Ojca. Tę wolę Ojca również objawia Jezus i to najprawdopodobniej jest ową oliwą w lampach czuwających:

13 Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».
(Mt 9, 13)

ks. Adam Błyszcz

Między sanktuarium a gabinetem kosmetologicznym

opublikowane: 4 lis 2017, 14:16 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 6 lis 2017, 01:11 ]

Homilia na 31. niedzielę zwykłą

Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: 2 «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. 3 Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. 4 Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. 5 Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. 6 Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. 7 Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. 8 Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. 9 Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. 10 Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. 11 Największy z was niech będzie waszym sługą. 12 Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.
(Mt 23, 1–12)

Jezus atakuje prawowitych pasterzy swojego ludu. Byli uznanymi autorytetami, ekspertami od wiążącej interpretacji Słowa Bożego. Funkcjonowali (lub chcieli funkcjonować) jako wzorce do naśladowania. Aż korci, aby postawić pytanie, czy krytykę Jezusa można widzieć tylko w odniesieniu do judaizmu i liderów Jego ludu. Czy też Jezus piętnuje wady i uchybienia, które towarzyszą każdej religii i można je rozpoznać także u pasterzy chrześcijaństwa, czy mówiąc wprost u pasterzy Kościoła rzymskokatolickiego.

Główny zarzut Jezusa polega na tym, że pasterze nie przestrzegają tego, czego sami nauczają, co sami interpretują. To zarzut hipokryzji, obłudy! Nie jedyny, gdyż Jezus powiada o pasterzach swojego ludu, że „wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą”.

Mam wrażenie, że Jezusowi udaje się uchwycić pewien mechanizm obróbki, manipulacji religijnej. Otóż uczeni w Prawie, doktorzy Słowa, interpretując Słowo, prowadzą do wytworzenia przykazania, które ma strzec Słowa i prowadzić ku głębszemu rozumieniu słowa. Z czasem jednak przykazanie staje się czymś, co przysłania Słowo, przygłusza Słowo. Czy to choroba tylko judaizmu czasów Jezusa, czy także chrześcijaństwa?

Jezus, krytykując swoich przeciwników, próbuje zdemaskować ich intencje. Wszystko, co czynią, czynią, aby się ludziom przypodobać. Mamy do czynienia z jakimś ekshibicjonizmem religijnym, w którym doświadczenie Boga podporządkowane jest jakimś antropologicznym projektom! Jakim? Można stworzyć litanię takich celów, którym zostaje podporządkowane doświadczenie religijne, ale wydaje się, że te najważniejsze sprowadzają się do trzech:
  • władza nad drugim człowiekiem;
  • posiadanie – spieniężenie;
  • swoista kosmetologia – na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma to większego znaczenia, ale daje do myślenia fakt, jak wielką wagę wielu duchownych przywiązuje do koloru swoich szat. Jak często zdarza się, że ten czy ów biskup, rozmawiając, bez ustanku poprawia pierścień biskupi lub gładzi krzyż zawieszony na sutannie. Zdaje się to funkcjonować w przestrzeni jakiejś kobiecej, zniewieściałej biżuterii niż znaków mających naprowadzić na tajemnicę.
Na koniec zapytajmy o intencje Jezusa krytykującego owych pasterzy. Czy on ich krytykuje, obnaża, demaskuje, aby ich potępić, czy też po to, aby ich otrzeźwić, naprowadzić na nowo na Słowo, które daje życie i nie pozwala żyć w iluzji?

ks. Adam Błyszcz

1-10 of 71