• Wskazanie, co robić, a nie co mówić Homilia na XV niedzielę zwykłą Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą ...
    Opublikowane: 14 lip 2018, 08:08 przez: Redakcja JotJotZet
  • Wdowa po Konstantynie czy oblubienica Jezusa? Homilia na XIV niedzielę zwykłą Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. 2 Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się ...
    Opublikowane: 9 lip 2018, 07:39 przez: Redakcja JotJotZet
  • Przyczynek do teologii dotyku Homilia na XIII niedzielę zwykłą 21 Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. 22 ...
    Opublikowane: 4 lip 2018, 04:22 przez: Redakcja JotJotZet
  • Milczenie Homilia na XII niedzielę zwykłą 57 Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. 58 Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią ...
    Opublikowane: 23 cze 2018, 05:14 przez: Redakcja JotJotZet
  • Tajemnicza moc Królestwa Homilia na XI niedzielę zwykłą 26 Mówił dalej: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. 27 Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w ...
    Opublikowane: 16 cze 2018, 02:25 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 98. Zobacz więcej »

Wskazanie, co robić, a nie co mówić

opublikowane: 14 lip 2018, 08:02 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 14 lip 2018, 08:08 ]

Homilia na XV niedzielę zwykłą

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!»
I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich!»
Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.
(Mk 6, 7-13)

Misja Jezusa nie jest misją samotnika. Utworzył grupę uczniów, która składała się z Dwunastu, w której prym wiódł Szymon Piotr i być może Judasz Iskariota, który w Ewangelii św. Jana przedstawiany jest jako ten, który odpowiedzialny był za finanse całej grupy. Poza tymi Dwunastoma w grupie uczniów istniał jeszcze krąg siedemdziesięciu osób (ta liczba ma raczej charakter symboliczny, w rzeczywistości mogło ich być więcej lub mniej). Ta liczba siedemdziesięciu może nawiązywać do Księgi Liczb:

16 Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Zwołaj mi siedemdziesięciu mężów spośród starszych Izraela, o których wiesz, że są starszymi ludu i nadzorcami, i przyprowadź ich do Namiotu Spotkania; niech tam staną razem z tobą. 17 Wtedy Ja zstąpię i będę z tobą mówił; wezmę z ducha, który jest w tobie, i dam im, i będą razem z tobą dźwigać ciężar ludu, a ty go sam już więcej nie będziesz musiał dźwigać.
(Lb 11, 16–17)

Uczniowie Jezusa mają zatem uczestniczyć w Jego misji. Zastanawia fakt, że Marek to rozesłanie uczniów umiejscawia zaraz po porażce, jaką Jezus poniósł w swoim rodzinnym Nazarecie, w którym Jego słowo zostało odrzucone. Tak, jakby chciał zasugerować, że decyzja wysłania Dwunastu z misją mogła być rezultatem tej klęski. Jakby Jezus przyznał się do tego, że nie przekona ludzi, przynajmniej tych najbliższych, w Nazarecie i jego okolicach, którzy mogli słyszeć te wszystkie bzdury, które były o Nim opowiadane bez pomocy Dwunastu. Być może ten epizod pozwala nam zrozumieć zuchwałą deklarację św. Pawła, która sprawia tyle kłopotów egzegetom:

24 Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół.
(Kol 1, 24)

W tym krótkim fragmencie posłania uderza brak tego, co Jezus poleca posłanym mówić lub robić. Wiemy tylko, jak mają robić. Czyżby ta metoda miała być właśnie samym przesłaniem? Albo też Marek zakłada, że ci, którzy słuchają jego Ewangelii, wiedzą, jakie było lub mogło być przesłanie samego Jezusa. Ewangelie nie rodzą się w pustce. One powstawały we wspólnotach, w Kościołach, które już znały Jezusa i wierzyły w Niego.

Jaka byłaby zatem metodologia głoszenia? Jezus postuluje ubóstwo: uczniowie mają nie zabierać ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. W gruncie rzeczy takie ubóstwo, ma gwarantować wolność. Rzeczą ważną jest dla zrozumienia tego warunku fakt, że Jezus prowadzi wędrowny tryb życia. Nie ma ani domu, ani małżeństwa. Utrzymuje się dzięki wsparciu przyjaciół, być może wykonując jakieś drobne prace stolarskie. I takiego wędrownego stylu życia, wydaje się, że oczekuje od swoich uczniów. To, rzecz jasna, trudno realizować w sytuacji Kościoła, który wykształcił struktury wymagające utrzymania i zabiegania o pieniądze. Kościół nie jest już wspólnotą w drodze.

Marek zaznacza niejako pośrednio, co było treścią misji tych Dwunastu. Wzywali do nawrócenia i okazywali, wyposażeni przez Jezusa w moc, bliskość i czułość tym, którzy cierpieli.

Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien.

ks. Adam Błyszcz

Wdowa po Konstantynie czy oblubienica Jezusa?

opublikowane: 8 lip 2018, 11:55 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 9 lip 2018, 07:39 ]

Homilia na XIV niedzielę zwykłą

Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. 2 Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! 3 Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. 4 A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». 5 I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. 6 Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
(Mk 6, 1-6)

Ludzie, którzy znają Jezusa od dzieciństwa, od małego nie wierzą w Niego, nie wierzą w Jego posłannictwo. Nie wierzą, że Bóg może przez Niego przemawiać. Być może dadzą wiarę tym, którzy Jezusa oskarżą o to, że jest opętany przez Belzebuba (dosłownie: władca łajna), ale póki co nie wierzą w Niego.

Według Marka, który całą sytuację ocenia już z perspektywy zmartwychwstania, powodem jest właśnie ta znajomość historii Jezusa. Jego rodziny. Zastanawia fakt, że wzmiankowana jest tylko Jego Matka. Nazaret był małą wioską, właściwie nieznaną. (Józef Flawiusz, wielki historyk żydowski I wieku i przywódca powstania antyrzymskiego w Galilei, w swoich dziełach pisanych pod koniec życia wymienia prawie dwieście nazw miejscowości galilejskich, ale o Nazarecie cisza). Mogło w nim mieszkać kilkaset osób i wszyscy oni wiedzieli, że Jezus urodził się jakoś nietypowo. Bo od kiedy Józef zamieszkał z Maryją (i od tego momentu mogli rozpocząć współżycie seksualne), nie minęło jeszcze dziewięciu miesięcy, a już pojawił się synek. Co jak co, ale sąsiedzi widzą i potrafią liczyć. Po ludzku sądząc, konkluzje mogą być jednoznaczne: albo Józef z Maryją pogwałcili prawo i rozpoczęli tę swoją intymność wbrew Tradycji Ojców, zanim zamieszkali razem, albo Jezus jest bękartem, dzieckiem zrodzonym z jakiejś relacji pozamałżeńskiej. Wszystko to pachnie jednak grzechem. Czy Bóg może ustanawiać Proroka naznaczonego takim felerem pochodzenia? To nie mieści się religijnym mieszkańcom Nazaretu w głowie. Przecież tak nigdy nie było albo zawsze bywało inaczej – żeby przywołać jedno z ulubionych powiedzeń papieża Franciszka. Syndrom mieszkańców Nazaretu jest obecny również w Kościele.

Innym powodem tej niewiary mogą być bracia i siostry Jezusa. Zostawmy w tej chwili sprawę, jak rozumieć fakt, że ewangelista Marek wspomina o braciach i siostrach Jezusa, skoro my w Kościele rzymskim i prawosławnym wyznajemy dziewictwo Maryi. Jezus funkcjonował w rodzinie, która należała do klanu. (Członkowie rodziny Jezusa też w Niego nie wierzyli. Przecież Marek opowiada o tym, że byli przekonani, że Jezus zwariował). I jak to pewnie w normalnym życiu bywa, klan był uwikłany w jakieś spory z sąsiadami.

Wydaje się, że głównym powodem niewiary mieszkańców Nazaretu jest normalność, powszedniość Jezusa, utkanego z ich codzienności, która zazwyczaj bywa szara i pozbawiona splendoru. Nie mieści się po prostu w głowie, że ktoś taki może być Bożym Pomazańcem.

Zostawmy mieszkańców Nazaretu. Spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nie mamy współcześnie do czynienia z podobnym mechanizmem odrzucenia proroka, Franciszka, biskupa Rzymu, który staje przed bogatymi i silnymi Kościołami Europy i jest kontestowany: jakżeż to ktoś, kto pochodzi z dalekiej Argentyny i znamy dobrze jego szlak akademicki, który przecież imponujący nie jest, będzie nas pouczał, nas Europejczyków, założycieli, twórców umierającej cywilizacji łacińskiej, jak rozumieć miłość, miłosierdzie chrześcijańskiego Boga. Jakżeż to ten pochodzący z peryferii świata kościelnego Jorge Bergoglio ośmiela się nas pytać, czy Kościół to wdowa po Konstantynie, czy też oblubienica proroka z peryferyjnego Nazaretu, który przez mieszkańców Nazaretu został odrzucony.

ks. Adam Błyszcz

Przyczynek do teologii dotyku

opublikowane: 30 cze 2018, 09:28 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 4 lip 2018, 04:22 ]

Homilia na XIII niedzielę zwykłą

21 Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. 22 Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: 23 «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». 24 Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. 25 A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy 26 i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej.27 Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. 28 Mówiła bowiem: «Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa». 29 Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. 30A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto się dotknął mojego płaszcza?» 31 Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął». 32 On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. 33 Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. 34 On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!». 35 Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» 36 Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!». 37 I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. 38 Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, 39wszedł i rzekł do nich: «Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». 40 I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. 41 Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!" 42 Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. 43 Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.
(Mk 5, 21–43)

Dwa epizody przekazane w jednym opowiadaniu. Łączy je jedno. Dotyk. Swoista teologia dotyku. W pierwszym epizodzie kobieta cierpiąca na krwotok chce dotknąć się płaszcza modlitewnego Jezusa, bo wierzy, że dzięki temu wyzdrowieje. Zgodnie z przepisami Prawa (które jest przecież Prawem boskim) kobieta z taką dolegliwością jest nieczysta, wykluczona. Co więcej, to wykluczenie przenosi na wszystkich, z którymi ma kontakt:

19 Jeżeli kobieta ma upławy, to jest krwawienie miesięczne ze swojego ciała, to pozostanie siedem dni w swojej nieczystości. Każdy, kto jej dotknie, będzie nieczysty aż do wieczora. 20 Wszystko, na czym ona się położy podczas swojej nieczystości, będzie nieczyste. Wszystko, na czym ona usiądzie, będzie nieczyste. 21 Każdy, kto dotknie jej łóżka, wypierze ubranie, wykąpie się w wodzie i będzie nieczysty aż do wieczora. 22 Każdy, kto dotknie jakiegokolwiek przedmiotu, na którym ona siedziała, wypierze ubranie, wykąpie się w wodzie i będzie nieczysty aż do wieczora. 23 Jeżeli kto dotknie się czegoś, co leżało na jej łóżku albo na przedmiocie, na którym ona siedziała, będzie nieczysty aż do wieczora. 24 Jeżeli jaki mężczyzna obcuje z nią wtedy, to jej nieczystość udzieli się jemu i będzie nieczysty siedem dni. Każde łóżko, na którym się położy, będzie nieczyste. 25 Jeżeli kobieta doznaje upływu krwi przez wiele dni poza czasem swojej nieczystości miesięcznej albo jeżeli doznaje upływu krwi trwającego dłużej niż jej nieczystość miesięczna, to będzie nieczysta przez wszystkie dni nieczystego upływu krwi, tak jak podczas nieczystości miesięcznej. 26 Każde łóżko, na którym się położy podczas swojego upływu krwi, będzie dla niej takie, jak łóżko podczas jej miesięcznej nieczystości. Każdy przedmiot, na którym usiądzie, będzie nieczysty, jak gdyby to była nieczystość miesięczna. 27 Każdy, kto dotknie się tych rzeczy, będzie nieczysty, wypierze ubranie, wykąpie się w wodzie i będzie nieczysty aż do wieczora. 28 Jeżeli zostanie ona oczyszczona ze swojego upływu krwi, to odliczy sobie siedem dni i potem będzie czysta. 29 Ósmego dnia weźmie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie i przyniesie je do kapłana, przed wejście do Namiotu Spotkania. 30 Kapłan złoży w ofierze jednego jako ofiarę przebłagalną, drugiego jako ofiarę całopalną. W ten sposób kapłan dokona za nią przebłagania wobec Pana z powodu jej nieczystego upływu krwi.
(Pwt 15, 19–30)

Kobieta, która dotknęła Jezusa, zapewne znała przepisy Prawa i zdawała sobie sprawę, że jej obecność między ludźmi naraża ich na nieczystość, na wykluczenie. Pytanie Jezusa, kto dotknął się mojego płaszcza, demaskuje ją. W społeczeństwie, które jest zorganizowane wokół normy i czystości rytualnej, nie wróży to nic dobrego. W konsekwencji jej czynu Jezus staje się nieczysty, wykluczony.

To wykluczenie pogłębia się z drugim epizodem. Z wizytą w domu Jaira, w którym spoczywają zwłoki dwunastoletniej córeczki przełożonego synagogi. Prawo zakazywało dotykania zwłok. Inaczej człowiek stawał się nieczysty, wykluczony. Przepis był na tyle rygorystyczny, że arcykapłan, który zawsze musiał być gotowy do służby w sanktuarium jerozolimskim, w przypadku śmierci swojej żony lub dzieci nie mógł dotykać ich zwłok, aby nie uczynić się wykluczonym, nieczystym.

Jezus, pozwalając się dotykać kobiecie nieczystej, wykluczonej, łamie Prawo. Jezus, dotykając zwłok córki Jaira, łamie Prawo. Wywołuje to skandal i zgorszenie. Ceną tego nieposłuszeństwa Prawu (o którym mówiło się, że jest Prawem boskim!) jest wykluczenie, nieczystość. Jezus jest przekonany, że tę cenę warto zapłacić, aby okazać miłość, współczucie, bliskość (raz jeszcze kłania się teologia dotyku). Służy to wyzwoleniu człowieka, służy jego zmartwychwstaniu.

Cały ten fragment Ewangelii św. Marka jest jakimś sądem Kościoła, wspólnoty uczniów Jezusa…

Przywiązani jesteśmy do normy, schowani za nią i za nic nie stać nas na zgorszenie, skandal miłości, miłosierdzia.

ks. Adam Błyszcz

Milczenie

opublikowane: 23 cze 2018, 05:12 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 23 cze 2018, 05:14 ]

Homilia na XII niedzielę zwykłą

57 Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. 58 Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. 59 Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. 60 Jednakże matka jego odpowiedziała: «Nie, lecz ma otrzymać imię Jan». 61 Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię». 62 Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. 63 On zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I wszyscy się dziwili. 64 A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. 65 I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. 66 A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim. 80 Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.
(Łk 1, 57–66.80)

Na początku lata świętujemy tę naprawdę wielką uroczystość narodzin świętego Jana Chrzciciela. Tylko w jego przypadku i Maryi Kościół obchodzi nie tylko dzień śmierci (jak czyni to w sytuacji pozostałych świętych), ale także dzień narodzin. O tych narodzinach opowiada Nowy Testament.

Jan Chrzciciel to postać kluczowa dla zrozumienia tajemnicy Jezusa. W ewangeliach synoptycznych (Marek, Mateusz, Łukasz) orędzie o Królestwie Bożym rozpoczyna się od misji Jana. Jego narodziny mają cudowny charakter. Jego rodzice, Elżbieta i Zachariasz, to pobożni, starsi ludzie, którzy cały czas czekali na dziecko. Wieść o jego narodzinach przychodzi wtedy, kiedy po ludzku rzecz biorąc, zgodnie z prawami fizjologii kobiecego ciała, nie było żadnych szans na dziecko. I ta fizyczna niemożność dla Zachariasza, ojca Jana, jest jakimś zgorszeniem, skandalem, czymś, co każe mu w czasie zwiastowania postawić Aniołowi pytanie:

18 Na to rzekł Zachariasz do anioła: «Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku
(Łk 1, 18)

Ewangelista to pytanie interpretuje jako objaw niewiary w Słowo Pana. Zachariasz, człowiek pobożny, człowiek świątyni, kapłan traci głos. Do chwili narodzin dziecka będzie milczał. Nie wypowie żadnego słowa. Nie opowie żadnej historii. Nie pochwali swojej żony. Nie skarci swojej służby. Pierwszymi ofiarami jego przymusowego milczenia będą pielgrzymi w świątyni jerozolimskiej, którym nie będzie mógł udzielić zwyczajowego błogosławieństwa. Skazany na milczenie, bo nie okazał wiary w Słowo Pana.

Dziecko przychodzi zgodnie z obietnicą Anioła. I zgodnie ze zwyczajami krewni rodziców spodziewają się, że odziedziczy ono imię po swoim ojcu. Ale Elżbieta, szczęśliwa matka, decyduje, że mały będzie się nazywał Jochanan, co znaczy Pan okazuje łaskę. Krewni próbują jeszcze oponować. I ponownie odwołują się do tradycji: w Twoim rodzie nie ma nikogo, kto by się tak nazywał. Ostatecznie wybór żony potwierdza milczący mąż. Nadchodzi bowiem Nowość. Milczenie, na które Zachariasz został skazany pozwala mu teraz odczytać absolutną nowość, którą Bóg przygotował dla swojego Ludu.

Tego milczenia, które pozwala czytać plany Boga, będzie szukał również sam Jan Chrzciciel. Ewangelista nie omieszkał dodać na końcu, że Jan wybrał życie na pustkowiu i w milczeniu przygotowywał się do swojej misji, którą najpierw musiał rozczytać.

W kulturze takiej jak nasza, która nasycona jest hałasem, szumem milczenie okazuje się błogosławieństwem.

ks. Adam Błyszcz

Tajemnicza moc Królestwa

opublikowane: 16 cze 2018, 02:22 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 cze 2018, 02:25 ]

Homilia na XI niedzielę zwykłą

26 Mówił dalej: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. 27 Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. 28 Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. 29 A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo». 30 Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? 31 Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. 32 Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu». 33 W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. 34 A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.
(Mk 4, 26–34)

Jezus posługuje się wymyślonymi przez siebie przypowieściami, aby uczniom przybliżyć Królestwo Boże. Przypowieść, której siłą nośną jest obraz wzięty w życia codziennego (Jezus był zapewne wytrawnym obserwatorem tego życia), nie tylko ma na celu przekazanie pewnej prawdy, ale także (i kto wie, czy nie przede wszystkim) proponuje zmianę myślenia, oceny i działania.

Czwarty rozdział Ewangelii Marka przechowuje cztery przypowieści Jezusa. Tę o siewcy, który wyszedł siać, oraz o świecy, którą stawia się na świeczniku. Następują dwie kolejne, które czytamy w dzisiejszej liturgii, które mówią o sile Słowa zasianego.

Pierwsza z tych przypowieści, przechowana tylko przez ewangelistę Marka, mówi, że Królestwo Boże podobne jest do ziarna rzuconego w ziemię, które w niej rośnie, dojrzewa. Nikt nie wie, jak ani dlaczego. Wobec tej tajemnicy rolnik, siewca, jest bezradny. Jego zaangażowanie lub lenistwo nie mają żadnego wpływu na dynamizm ziarna / Królestwa Bożego.

Ta przypowieść w naszych superaktywnych czasach budzi zdumienie. Nastawionych na działanie ludzi musi dziwić, że ziarno / Królestwo rośnie samo. Bez naszych strategii, planów, bez naszego działania. Ktoś może uważać, że Jezus zachęca do lenistwa. To nie tak. Ta przypowieść nie jest bowiem przypowieścią o tym, jak przyjąć Królestwo Boże i co uczynić, aby przyniosło w nas owoc stokrotny. To jest przypowieść o sile Królestwa, która nie zależy od człowieka. I winno to budzić w ludziach zachwyt i nadzieję, że skoro siła ziarna / Królestwa nie zależy od wysiłków rolnika, to również zaniedbania rolnika nie mogą zniszczyć dynamizmu ziarna / Królestwa. Pozostaje dla nas tajemnicą, w jaki sposób Królestwo rośnie w sercach tak wielu ludzi, również tych, którzy wydają się daleko od Kościoła.

W jakiejś mierze do tej tajemnicy nawiązuje druga przypowieść. Tym razem obrazem wiodącym jest ziarno gorczycy. Jest tak wątłe i tak małe, że nic nie zapowiada, że może z niego wyrosnąć drzewo, krzew, które da schronienie ptakom. Na pierwszy rzut oka nie ma żadnej odpowiedniości, żadnej symetrii między znikomym początkiem a chwalebnym końcem.

I tak jest w chrześcijaństwie od samego początku, bo nikt (zwłaszcza przeciwnicy Jezusa) nie mógł przewidzieć, patrząc na Jego zmaltretowane i obumarłe ciało, że Jego słowo będzie przepowiadane na wszystkich kontynentach ludziom wszystkich epok. A i Paweł, apostoł, który w Liście do Galatów użala się na jakąś swoją niedyspozycją:

13 Wiecie przecież, jak pierwszy raz głosiłem wam Ewangelię zatrzymany chorobą 14 i jak mimo próby, na jaką moje niedomaganie cielesne was wystawiło, nie wzgardziliście mną ani nie odtrąciliście, ale mnie przyjęliście jak anioła Bożego, jak samego Chrystusa Jezusa.
(Gal 4, 13–14)

nie może się nadziwić, że mimo tak niesprzyjających okoliczności Słowo zapuściło swoje korzenie i powstały gminy chrześcijańskie w Galacji.

ks. Adam Błyszcz

Jezus wariat, czyli mechanizmy samobronny rodziny i religii

opublikowane: 9 cze 2018, 00:47 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 9 cze 2018, 00:50 ]

Homilia na X niedzielę zwykłą

20 Potem przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli. 21 Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów». 22 Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy». 23 Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może szatan wyrzucać szatana? 24 Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. 25 I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. 26 Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. 27 Nie nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. 28 Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. 29 Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». 30 Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego». 31 Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. 32 Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie». 33 Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są braćmi?» 34 I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. 35 Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».
(Mk 3, 20–45)

Po okresie wielkanocnym i wszystkich uroczystościach powracamy do czytań z ewangelii Marka, która jest przypisana do aktualnego roku liturgicznego.

Działalność Jezusa jest już czymś znanym i ugruntowanym. Bardzo wielu widzi w Nim proroka, który być może, mimo dzielących ich różnic, ma kontynuować misję Jana Chrzciciela. Dzielących ich różnic, gdyż Jezus w przeciwieństwie do Jana nie mieszka na pustyni, nie prowadzi ascetycznego życia (tak dalece, że przypięto Jezusowi łatkę żarłoka i pijaka), utrzymuje kontakty z wykluczonymi (tak dalece, że uchodzi za przyjaciela celników i prostytutek). Inni widzą w Jezusie uzdrowiciela, który może wybawić człowieka z choroby, z kalectwa. Wszystko to sprawia, że wokół Jezusa gromadzą się tłumy. Jedni po to, aby słuchać proroka, inni po to, aby szukać ocalenia przed chorobą. Wieść o tym dochodzi do uszu tych, którzy odpowiadają za religijne doświadczenie Ludu. Uczeni w Piśmie (kontrolerzy łaski – jak w tym miejscu nie odwołać się do pewnego fragmentu adhortacji apostolskiej Franciszka, Evangelii Gaudium, w którym Papież podejmuje autokrytykę Kościoła i pisze: Często zachowujemy się jak kontrolerzy łaski, a nie jak ci, którzy ja przekazują. Kościół jednak nie jest urzędem celnym, jest ojcowskim domem, gdzie jest miejsce dla każdego z jego trudnym życiem. EG, 47) próbują sprawdzić na czym polega fenomen Jezusa. Co ciekawe, nie negują cudów dokonywanych przez Jezusa. Tyle, że przypisują to wszystko związkowi Jezusa z Belzebubem (co ponoć dosłownie oznacza: władca gnoju, łajna). Dla Jezusa źródłem mocy, siły jest Jego intymna wieź z Ojcem a nie z władcą złych duchów!

Mówiąc szczerze, takiego ataku Jezus mógł się spodziewać. Takie było przeznaczenie, los każdego z proroków. Gdyż ich przepowiadanie kontestuje prawie zawsze obowiązujący status quo doświadczenia religijnego i instytucji religijnych. Ich instynkt (wpisany w instytucję każdej religii) samoobrony eliminuje niewygodnego proroka. Jezus zostanie ukrzyżowany. Jak wierzą Jego przeciwnicy w ten sposób wyeliminują niewygodnego proroka raz na zawsze.

Ale Jezusa spotyka jeszcze jeden afront, jeden atak. Ewangelista Marek powiada bowiem, że do miasteczka, w którym nauczał i uzdrawiał przyszła Jego rodzina, klan. Jest wśród nich także Jego Matka. Są zaniepokojeni sławą, która otacza Jezusa. Oni również mają swoje wytłumaczenie Jego nadzwyczajnego zachowania. Jeśli dla uczonych w Piśmie Jezus jest kimś opętanym przez złego ducha, to dla krewnych Jezus po prostu zwariował.

Jeśli wcześniej napisałem, że w nieprzychylnym sądzie przeciwników religijnych Jezusa widać sposób, z jakim regularnie traktowany zostaje każdy niewygodny (innych raczej nie ma) prorok, to w sądzie krewnych też można dostrzec pewną regularność.

Wybory Jezusa, których dokonuje (życia wędrowca, rezygnacja z małżeństwa, orędzie o miłosierdziu Ojca, które wydaje się relatywizować przepisy Prawa) muszą wywoływać zdziwienie i burzyć ustabilizowane życie klanu. Tak dzieje się w każdej rodzinie, w której ktoś zachowuje się wbrew ustalonym zasadom. I wtedy też włączają się mechanizmy samoobrony, które mają doprowadzić do eliminacji niewygodnego krewniaka. Oczywiście nie tak okrutnej jak ta wcześniejsza. Chcą zabrać Jezusa do domu i ukryć Go przed oczyma gawiedzi.

ks. Adam Błyszcz

Jezus liberał

opublikowane: 2 cze 2018, 04:49 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 2 cze 2018, 04:50 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na IX niedzielę zwykłą

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze mówili do Niego: "Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?" On im odpowiedział: "Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom". I dodał: "To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu". Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: "Podnieś się na środek!" A do nich powiedział: "Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie uratować czy zabić?" Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: "Wyciągnij rękę!". Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.
(Mk, 2, 23–3, 6)

Jedna z zasadniczych kontrowersji wokół nauczania Jezusa: kwestia szabatu. W dzisiejszym fragmencie powraca za sprawą zachowania uczniów Jezusa. Postępują wbrew Prawu. I staje się jasnym, że Jezus to ich wykroczenie akceptuje, co więcej, w sporze z faryzeuszami szuka jakiegoś usprawiedliwienia. I tej odpowiedzi warto się przyjrzeć. Jezus nie powołuje się w niej na swój autorytet, mówiąc na ten przykład: Ja im pozwoliłem. Szuka w historii Ludu Wybranego epizodu, w którym ktoś łamie prawo. I znajduje historię króla Dawida, Bożego pomazańca, opowiedzianą w 21. rozdziale Pierwszej Księgi Samuela. Również Dawid zrobił coś, czego według Prawa nie powinien uczynić. Tak zatem, według Jezusa, zdarzają się sytuacje, w których sumienie może się uchylić od posłuszeństwa wobec normy prawnej. Oczywiście chcielibyśmy zapytać Jezusa, w jakich okolicznościach można tak zrobić. Historia Dawida, którą przytacza Jezus, nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi. Głód? Jakiś deficyt? Jakaś wewnętrzna potrzeba człowieka nie może przecież tłumaczyć tak dramatycznych wyborów?

Nieco więcej światła rzuca na tę kwestię drugi epizod opowiadany w dzisiejszej Ewangelii. Uzdrowienie chorego człowieka w dzień Szabatu. Jezus stawia bardzo wyraźne pytanie: „co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie uratować czy zabić?". Wydaje się, że dla Jezusa nieposłuszeństwo prawu dotyczącego Szabatu jest warunkowane promocją człowieka. Bo to szabat został stworzony dla człowieka! To nie tyle sprawa pewnego deficytu, ile promocja człowieka.

Oczywiście chcielibyśmy z tego dzisiejszego sporu wyciągnąć jakieś wskazówki dla naszych moralnych wyborów, zwłaszcza takich, w których wydaje się, że idziemy przeciw prawu.

W przypadku sporu o szabat, pierwszą sprawą jest chyba określenie dobra, jakim jest Szabat i pytanie, czy przepisy mające strzec tego dobra i je gwarantować istotnie to czynią. Tutaj chyba powstaje przestrzeń, w której sumienie Jezusa może wyrazić (i uzasadnić) swój sprzeciw wobec konkretnej normy prawnej, która nie odpowiada pierwotnemu zamysłowi twórcy Szabatu. (podobnie jak sprzeciw Jezusa wobec historycznej normy Mojżesza pozwalającej na rozwody). Drugą sprawą jest poznanie (poznanie, a nie utworzenie) autentycznego dobra człowieka, o którego toczy się spór.

Wielki wysiłek sumienia!

Ks. Adam Błyszcz


Wspomnienie pewnej wieczerzy

opublikowane: 30 maj 2018, 12:55 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 30 maj 2018, 12:57 ]

Homilia na Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Czy bohaterem dzisiejszej uroczystości jest serratia marcescens? Spytacie, kto to taki. Już odpowiadam. To taka bakteria, którą każdy z nas posiada. Należy do flory fizjologicznej człowieka. Raczej nie stanowi zagrożenia. Chyba, że ktoś z nas ma obniżoną odporność fizjologiczną.

Przywołanie jej dzisiaj nie jest jednak związane z tym, że to taka niechciana towarzyszka naszego organizmu i nam może zaszkodzić. Nawiązał do niej, swego czasu, jeden z najbardziej poczytnych polskich portali internetowych, publikując materiał dotyczący uroczystości Bożego Ciała. Materiał opublikowany w Internecie stanowi pokłosie pewnego artykułu (o czym jednak autorzy materiału nie informują), który w 1994 roku ukazał się w czasopiśmie American Society for Microbiology. Jego autorka, Johanna C. Cullen, dowodzi, że wspomniana bakteria, żerując na skrobi (składnik hostii), produkuje czerwony pigment stwarzający wrażenie krwi. Takie miałoby być (w dużym uproszczeniu) racjonalne wytłumaczenie cudów eucharystycznych, którymi żyła chrześcijańska Europa i które doprowadziły między innymi do ustanowienia w Kościele uroczystości Bożego Ciała. I tak być może jest. Być może serratia marcescens wywołuje takie skutki. A te wszystkie cuda eucharystyczne mają swoje wytłumaczenie w niej. Być może.

Ale ja dzisiaj, w uroczystość Bożego Ciała, nie świętuję jakiejś bakterii. Ja wspominam pewną wieczerzę. Wieczerzę, którą pewien Rabbi z Nazaretu spożywał ze swoimi przyjaciółmi i uczniami. Najprawdopodobniej miało to miejsce w jakiś kwietniowy wieczór na początku lat trzydziestych naszej ery. Niektórzy z tych uczniów opuścili rabbiego. Niektórzy go zdradzili. Niektórzy nie rozumieli, co się dzieje. Zachowujemy się podobnie, więc nie powinno nas to ani gorszyć, ani dziwić.

Podczas tej wieczerzy Rabbi, wiedząc, że za kilkanaście godzin zostanie skazany i ukrzyżowany, interpretował tę swoją śmierć. To testament. W tej interpretacji, przekazanej przez ewangelistów, trzeba uchwycić pewien szczegół. Ten szczegół to deklaracja, że Rabbi robi to ze względów na uczniów. Dla nich. W nich – bo tak trzeba to widzieć – dla nas. Dla mnie zatem również.

Dlatego jestem tutaj. Ze względu na to, że prawie dwa tysiące lat temu Jezus, Rabbi z Nazaretu, powiedział do tych, którzy za Nim podążali, że tej jego obecności potrzebują. Że ta obecność ma swój wymiar odkupieńczy, zbawczy. A to oznacza, że muszę uznać, że On widzi we mnie coś, co sprawia, że potrzebuję Jego łaski, Jego obecności, Jego czułości. To coś to najprawdopodobniej moja grzeszność.

Do grzeszności można odnosić się na wiele sposobów. Można ją wypierać i mówić, że jej nie ma. Można z niej zrobić produkt medialny i nią się chełpić. Można do niej się przyzwyczaić i wypracować pewną kohabitację. Można ją także przyjąć jako jedyne i ostateczne słowo na temat człowieka. Piętno, które nas radykalnie unicestwia.

Jak Jezus odnosi się do grzeszności człowieka? Do mojej grzeszności? W swoim przepowiadaniu, w swojej misji przyjmował grzeszników. Jak dalece ta otwartość była posunięta, najlepiej widać na krzyżu. W chwili śmierci modli się o miłosierdzie dla swoich oprawców. Nigdy nie będzie za wiele powtarzać, że została objawiona miłość, która nikogo nie wyklucza, nie eliminuje. Nawet tego, kto mieni się wrogiem Jezusa.

Teologia wypracowała taki urzekający sposób mówienia, że Bóg grzesznika przyjmuje, a odrzuca grzech. To brzmi bardzo przekonywająco. I zapewne jest prawdziwe. Ale...

Zarzucano Jezusowi, że jada z grzesznikami, z celnikami i z prostytutkami. Próbuję sobie wyobrazić tamte spotkania. I zastanawiam się, w jaki sposób dokonać rozróżnienia (tego teologicznego) między kobietą, która włosami ociera stopy Pana, a tym, że się prostytuuje? Jak oddzielić jej osobę od jej czynów? Jak odseparować Szymona, przyjaciela Jezusa, od faktu wyparcia się tej przyjaźni na dziedzińcu pałacu arcykapłańskiego? Takich sytuacji w ewangeliach jest znacznie więcej.

Być może istnieje jakaś konstrukcja myślowa, która pozwala na to, aby oddzielać grzesznika od grzechu. Ale egzystencjalnie, konkretnie bez zgody na dwuznaczność, nie da się tej bliskości okazywanej przez Jezusa grzesznikowi obronić.

Być może kiedyś znajdziemy czas i możliwość, aby o tej dwuznacznej miłości Jezusa, Boga opowiedzieć. Dzisiaj spróbujmy przyjąć te dwie intuicje. Ze względu na nas, dla mnie i w sposób radykalnie niewykluczający. Amen.

ks. Adam Błyszcz

Szczypta feminizmu

opublikowane: 26 maj 2018, 10:48 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 26 maj 2018, 10:48 ]

Homilia na Uroczystość Najświętszej Trójcy

16 Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. 17 A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. 18 Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. 19 Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. 20 Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».
(Mt 28, 16 – 20)

Powiada się, że liturgiczne święta czy uroczystości w kalendarzu Kościoła katolickiego dzielą się na historyczne i dogmatyczne. Przykładem tych pierwszych jest chociażby uroczystość Bożego Narodzenia czy Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa odnoszące się do bardzo konkretnych wydarzeń z Historii Zbawienia. Przykładem świąt dogmatycznych (mówiących zatem o pewnych prawdach, dogmatach naszej wiary) jest chociażby dzisiejsza uroczystość Przenajświętszej Trójcy. Nie znajdziemy w Biblii żadnego wydarzenia, w którym objawiłaby się Trójca. Jest raczej tak, że Słowo Odwieczne zostawia ślad Ojca, zaś Ojciec sygnalizuje obecność Syna i Ducha.

Stajemy dzisiaj zatem wobec tajemnicy Boga. Boga, którego nikt nigdy nie widział (por. J 1, 18), a do którego, jeśli mamy jakikolwiek dostęp, to przez Jezusa, bo „nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”. (por. J 14, 6). A zatem wszystko, co nam pozostaje, to uporczywe wpatrywanie się w tę postać z Nazaretu, ukrzyżowaną w Jerozolimie, gdzieś na początku kwietnia roku 30. Wsłuchiwanie się w Jego słowa, przekazane przez tych, którzy Mu towarzyszyli od chrztu w Jordanie aż po wniebowstąpienie, kiedy to człowieczeństwo (wspólne nam wszystkim – proszę mi wierzyć, że kiedy mówię o tym człowieczeństwie, to nie mam na myśli zdolności kochania czy pisania poematów, ale raczej myślę o konieczności pocenia się, jedzenia, picia i konieczności wypróżniania się) zostaje wprowadzone w tajemnicę życia Trójcy. Większej, bardziej doniosłej promocji człowieczeństwa nie możemy się spodziewać. Oczywiście początek tego wszystkiego znajdujemy w tajemnicy Wcielenia, kiedy to Słowo stało się ciałem właśnie, a może jeszcze inaczej, w tajemnicy stworzenia, bo już tam człowiek, Adam i Ewa, mężczyzna i kobieta, są widziani i przeznaczeni do udziału w Bożym życiu (poprawniej byłoby napisać w trynitarnym życiu).

Na użytek dzisiejszej liturgii wybrane zostało zakończenie Ewangelii Mateusza, w którym Jezus Zmartwychwstały powierza uczniom misję ewangelizacji i udzielania chrztu w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ta formuła stanie się najprostszym wyznaniem wiary dla chrześcijan wszystkich Kościołów.

Cała scena pożegnania została ulokowana w Galilei. Uczniowie muszą opuścić na polecenie Pana Jerozolimę, święte Miasto, w którym Jezus został zabity i udać się do ziemi, w której rozpoczęła się ich przygoda z Nauczycielem z Nazaretu. Po doświadczeniu Wielkiego Piątku Jezus chce, aby wrócili do początku. Intryguje i to, że polecenie przekazują uczniom kobiety, które widziały Zmartwychwstałego. W Ewangelii św. Mateusza Zmartwychwstałego widzą tylko kobiety. I to na ich kruchym (w świecie starożytnego judaizmu kobieta nie mogła składać żadnych zeznań sądowych, gdyż z natury była niewiarygodna!!!) świadectwie opiera się decyzja Jedenastu, aby jednak ruszyć w drogę do Galilei. Być może u niektórych z uczniów budziło to zastrzeżenia, stąd też informacja Mateusza, że niektórzy wątpili. Mam nieodparte wrażenie, że to wspomniane zwątpienie niektórych uczniów nie dotyczy tylko faktu, że Pan zmartwychwstał, ale w pierwszym rzędzie sposobu, w którym pan komunikuje tę prawdę. Poprzez niewiarygodne kobiety. Raz jeszcze daje znać o sobie logika Chrystusa. Tą logiką próbuje zarazić rodzący się Kościół, ale jak było do przewidzenia, natrafia na opór niektórych uczniów.

Ta scena jest modelowa. Ona pokazuje Kościół każdej epoki, każdego czasu.

ks. Adam Błyszcz

Kościół jest Pana

opublikowane: 19 maj 2018, 04:12 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 19 maj 2018, 04:17 przez Leszek Zygmunt ]

Homilia na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego

19 Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» 20 A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. 21 A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». 22 Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! 23 Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
(J 20, 19–23)

Wracamy po siedmiu tygodniach do Wieczernika, do dnia zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Ukazując rany, ślady męki, Pan potwierdza swoją tożsamość. Wielki Piątek to nie iluzja. Uczniom ofiaruje dwa dary: pokój i Ducha Świętego.

Duch Święty, którego Jezus obiecuje uczniom, był stale obecny w Jego nauczaniu i w Jego działalności. Poświadczają to tak Ewangelie synoptyczne (Marek, Łukasz, Mateusz), jak i Ewangelia Janowa.

Duch pojawia się na początku publicznej działalności Mistrza z Nazaretu:

10 W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. 11 A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie». 12 Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię.
(Mk 1, 10–12)

I już wtedy Jezus zapowiada Ducha, który będzie wspomagał uczniów, Kościół w czasach próby, prześladowań:

18 Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. 19 Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, 20 gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was.
(Mt 10, 18–21)

Nie inaczej w Ewangelii św. Jana:

26 A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem.
(J 14, 26)

We fragmencie, który jest proklamowany w dzisiejszej liturgii Zesłania Ducha Świętego, Jan, opowiadając, że Jezus tchnął na swoich uczniów, czyni wyraźną aluzję do Księgi Rodzaju i do aktu stworzenia świata i człowieka. To tchnienie, które pochodzi z głębi Bożej intymności, z głębi Bożej istoty. Czyżby Zesłanie Ducha Świętego miałoby być również interpretowane jako stworzenie nowej ludzkości? Kościół jako pierwociny nowej ludzkości, „ten lud mesjaniczny, choć nie obejmuje aktualnie wszystkich ludzi, a nieraz nawet okazuje się małą trzódką, jest przecież potężnym zalążkiem jedności, nadziei i zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego” (Konstytucja dogmatyczna Soboru watykańskiego II o Kościele, Lumen gentium, punkt 9).

Duch stwarza Kościół i tak jak towarzyszył Jezusowi, tak też towarzyszy każdemu uczniowi Proroka z Galilei. Z tego wynika jeden wniosek. Ilekroć mówimy o Kościele, tylekroć musimy pytać o pierwotny projekt tej wspólnoty zapisany w działaniu Ducha. Kościół nie jest mój, nie jest nasz. Kościół nie należy także do biskupów. Kościół jest Pana. Wszyscy jesteśmy zaproszeni do udziału w tym projekcie i wszyscy jesteśmy wystawieni na pokusę zawłaszczania tej propozycji, tego zaproszenia uczynienia Kościoła na miarę naszych lęków i naszych oczekiwań. Dzisiejsza uroczystość Zesłania Ducha Świętego przypomina nam także tę podstawową prawdę naszej obecności w Kościele.

ks. Adam Błyszcz

1-10 of 98