• Przypowieść nie tylko o miłosierdziu Homilia na XV niedzielę zwykłą 25 A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 26 Jezus mu ...
    Opublikowane: 13 lip 2019, 11:27 przez: Redakcja JotJotZet
  • Czego Jezus oczekuje od posłanych? Homilia na XIV niedzielę zwykłą Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. 2 Powiedział ...
    Opublikowane: 11 lip 2019, 06:45 przez: Redakcja JotJotZet
  • Odrzucone orędzie Homilia na XIII niedzielę zwykłą 51 Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy 52 i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w ...
    Opublikowane: 11 lip 2019, 05:40 przez: Redakcja JotJotZet
  • Sens Wieczernika dla nas Homilia na Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa 11 Lecz tłumy dowiedziały się o tym i poszły za Nim. On je przyjął i mówił im o królestwie Bożym, a tych ...
    Opublikowane: 24 cze 2019, 13:31 przez: Redakcja JotJotZet
  • Tęsknota za Kościołem Homilia na Uroczystość Zesłania Ducha Świętego 19 Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł ...
    Opublikowane: 24 cze 2019, 13:40 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 141. Zobacz więcej »

Przypowieść nie tylko o miłosierdziu

opublikowane: 13 lip 2019, 11:22 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 13 lip 2019, 11:27 ]

Homilia na XV niedzielę zwykłą

25 A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 26 Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» 27 On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. 28 Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył». 29 Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?» 30 Jezus nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. 31 Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. 32 Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. 33 Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: 34 podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. 35 Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: "Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał". 36 Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?» 37 On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie». Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!»
(Łk 10, 25–37)

Słuchamy w tej liturgii jednej z najważniejszych stron Nowego Testamentu, która do dzisiaj nie straciła swojej aktualności, więcej – wydaje się o wiele bardziej natarczywa w naszych czasach. Zaraz spróbuję to pokazać i proszę mi wierzyć, tu wcale nie chodzi o kwestię miłosierdzia, o którym tyle się mówi we współczesnym Kościele. Rzecz dotyczy czegoś innego.

Do Jezusa przychodzi uczony w Prawie, rabbi Tory przychodzi do Rabbiego z pytaniem, które nurtowało wielu pobożnych Żydów I wieku: co robić, aby osiągnąć życie wieczne. To znaczy, co robić, aby osiągnąć takie życie, takie szczęście, którego śmierć nie zniszczy? Łukasz nadmienia, że pytanie zostało postawione z pewną złośliwością, aby Jezusa postawić w trudnej sytuacji. Wygląda na to, że pytającemu zabrakło czystości intencji. Jezus mimo tego nie uchyla się od odpowiedzi, chociaż jest w niej również pewna doza prowokacji. Co czytasz? Jak jest napisane w Torze? Tak jakby Jezus chciał powiedzieć: Pytasz mnie o coś, co jest w zasięgu Twojego poznania, Twoich oczu, pytasz mnie o coś, co znajduje się w naszej Tradycji. Istotnie, rabbi, pewnie nieco zawstydzony, przywołuje zasadniczy tekst Tory, z księgi Powtórzonego Prawa. Wyznanie wiary, które każdy pobożny Żyd recytował trzy razy dziennie:

4 Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. 5 Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił.
(Pwt 6, 4–6)

I niejako odruchowo odwołuje się do innego tekstu Tory, z Księgi kapłańskiej, aby uzupełnić swoją odpowiedź:

… będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan!
(Kpł 19, 18)

Zdumiewa dynamika tej sceny. Wygląda to trochę tak, jakby Jezus chciał powiedzieć: Przecież nie potrzebujesz mnie, aby znaleźć odpowiedź na twoje pytanie. Masz Tradycję. Wystarczy ją czytać, medytować i być na nią otwartym.

Zatrzymajmy się chwilę przy kwestii Tradycji. Jeden z najpoważniejszych zarzutów stawianych papieżowi Franciszkowi polega na tym, że sprzeciwił się tradycji Kościoła, więcej, że z nią zerwał. W adhortacji Amoris laetiia, za którą Franciszkowi oberwało się najwięcej, czytamy taki piękny fragment, który mnie nieustannie prowokuje do refleksji:

Aby właściwie zrozumieć, dlaczego możliwe i konieczne jest szczególne rozeznanie w niektórych sytuacjach zwanych „nieregularnymi”, istnieje pewna kwestia, którą zawsze należy uwzględniać, aby nigdy nie pomyślano, że usiłuje się minimalizować wymagania Ewangelii. Kościół dysponuje solidną refleksją na temat uwarunkowań i okoliczności łagodzących.
(AL, 301)

Kościół dysponuje solidną refleksją. Nasza chrześcijańska tradycja pozwala nam właściwie oceniać sytuacje, w których znajdują się nasi wierni. I bądźmy uczciwi, to nie papież Franciszek zaproponował doktrynę grzechu śmiertelnego. On tylko przypomniał głęboką myśl św. Tomasza z Akwinu, która skądinąd została utrwalona w obowiązującym Katechizmie Kościoła Katolickiego. To nie papież Franciszek wypracował starożytną doktrynę Słowa rozsianego, która pozwalała starożytnym chrześcijanom w filozofii pogańskiej dostrzec odblask, refleks Słowa, Logosu, Mądrości Bożej. Analogicznie, czy w tych wszystkich niedoskonałych (kruchych, aby użyć języka Franciszkowego) związkach między mężczyzną a kobietą nie można dostrzec mimo wszystko refleksu pierwotnej myśli Stwórcy o małżeństwie?

Czym zatem jest tradycja? Była ona bardzo często pojmowana jako synonim konserwatyzmu, zapisem reguł z przeszłości, które miały regulować teraźniejszość. Dawało to poczucie bezpieczeństwa, ale nie przynosiło niestety życia.

Raz jeszcze oddajmy głos Franciszkowi: „…chciałbym zdefiniować, co to jest tradycja. Tradycja to nie jest niezmienne konto w banku. Tradycja to doktryna, która jest w drodze, która idzie naprzód”.[1]

Jeszcze trudniej wygląda przypowieść, którą Jezus opowiada, próbując zmierzyć się z pytaniem rabbiego o to, kto jest moim bliźnim. Dziwna przypowieść! Z wyjątkiem ofiary, o której nic nie wiemy, pozostali bohaterowie są zdefiniowani przez przynależność religijną. Dwaj pierwsi (kapłan i lewita) związani z sanktuarium jerozolimskim, trzeci (Samarytanin) to heretyk, odszczepieniec. Dwaj pierwsi zranionemu, pobitemu, na półumarłemu (to bardzo ważny szczegół, gdyż w jakiejś mierze może usprawiedliwiać, tłumaczyć obojętność lewity i kapłana). Pytamy zatem, dlaczego ci dwaj religijni ortodoksyjni ludzie nie okazują potrzebującemu współczucia? Zapewne dlatego, że doskonale znali Torę i jej przykazanie, które mówiło:

11 Kto się dotknie zmarłego, jakiegokolwiek trupa ludzkiego, będzie nieczysty przez siedem dni. 12 Winien się nią oczyścić w trzecim i siódmym dniu, a wtedy będzie czysty. Gdyby jednak nie dokonał w trzecim i siódmym dniu oczyszczenia, wówczas pozostanie nieczysty.
(Lb 19, 11–13)

Proszę sobie wyobrazić, że to przykazanie Tory było tak radykalne, że arcykapłan, który musiał być zawsze gotowy do sprawowania kultu w świątyni w przypadku śmierci kogoś ze swoich bliskich (rodziców, żony, dzieci), nie mógł ich dotknąć!

Skąd zatem obojętność kapłana i lewity? Ano z wierności religii. Ich postawie zostaje przeciwstawione zachowanie Samarytanina, który zapewne jest również człowiekiem wierzącym (ateizm w starożytności jest zjawiskiem nader rzadkim), ale nie przestrzega Tory i odrzuca kult w sanktuarium jerozolimskim. Co ciekawe, rabbi, któremu Jezus opowiada tę przypowieść, natychmiast i bez przeszkód uświadamia sobie, że tym, który odsłania tajemnicę bliźniego, jest właśnie odszczepieniec, a nie ortodoksyjni kapłan czy lewita.

Czy Jezus chce tą przypowieścią powiedzieć, że doświadczenie religijne (spotkanie z Bogiem), które nie otwiera na drugiego człowieka, jest nic niewarte? Może zostać obudowane rytuałem i przepisane, ale nie przestaje być iluzją. Nie ma żadnej wartości.

ks. Adam Błyszcz

[1] Papież Franciszek, Dominique Wolton. Otwieranie drzwi. Rozmowy o Kościele i świecie, Kraków 2018, str. 322.

Czego Jezus oczekuje od posłanych?

opublikowane: 11 lip 2019, 06:42 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 11 lip 2019, 06:45 ]

Homilia na XIV niedzielę zwykłą

Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. 2 Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. 3 Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. 4 Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! 5 Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! 6 Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. 7 W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. 8 Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; 9 uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. 10 Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: 11 Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. 12 Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu. 17 Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: «Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają». 18 Wtedy rzekł do nich: «Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. 19 Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. 20 Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie»
(Łk 10, 1–12, 17-20)

Zanim przejdziemy do teologii, musimy się zatrzymać nieco przy matematyce. Pojawiają się dwie wartości. Pierwsza: 72 uczniów, których Jezus posyła, a którzy mają zapowiedzieć Jego nadejście w miasteczkach i wsiach Galilei. Skąd ta liczba? Ona może mieć fundament historyczny. Istotnie, Jezus mógł wybrać 72 swoich uczniów, których nie należy identyfikować z apostołami, ale może być i tak, że redaktor Ewangelii Łukasza całej tej scenie nadaje pewien wymiar symboliczny. Źródłem tego symbolizmu byłby X rozdział Księgi Rodzaju, który opisuje stan ludzkości po potopie. Otóż Żydzi wierzyli, i to przekonanie towarzyszyło również czasom Jezusa, że Ziemia jest zamieszkana przez 72 narody. Zatem powiedzenie, że misję otrzymało 72 posłańców, jest deklaracją, że orędzie jest skierowane do człowieka każdej kultury, każdego języka. Nikt nie jest wykluczony. I w tym miejscu należałoby poczynić jeszcze jedną uwagę. X rozdział Księgi Rodzaju nie opisuje ludzkości w stanie czystym czy też pierwotnym. To opis ludzkości po kataklizmie, po potopie. To opis takiej ludzkości, która widziała zagładę i jest zraniona. Kiedy myślę o tym, przychodzi mi do głowy przemówienie św. Jana XXIII, który otwierając 11 października 1962 roku Sobór Watykański II, powiedział:

Nie było nigdy takiego momentu, żeby Kościół nie sprzeciwiał się tym błędom, często je potępiając i to nierzadko z największą surowością. Odnośnie jednak do naszych czasów, Oblubienica Chrystusa woli stosować lekarstwo miłosierdzia niż odwoływać się do narzędzi, broni rygoryzmu… [1]

Nie zapominajmy, że Sobór Watykański II został zwołany 17 lat po II wojnie światowej, która była potopem chcącym zniszczyć całą ludzkość. W obliczu tych ran Kościół uznał, że najlepiej będzie odwołać się do miłosierdzia.

Drugą wartością matematyczną jest cyfra dwa. Ewangelista Łukasz relacjonuje, że posłani szli po dwóch. Skąd ten pomysł Jezusa? I ponownie musimy sięgnąć do Tory, do Księgi Powtórzonego Prawa, gdzie w rozdziale XIX znajduje się wskazówka procesowa:

15 Nie przyjmie się zeznania jednego świadka przeciwko nikomu, w żadnym przestępstwie i w żadnej zbrodni. Lecz każda popełniona zbrodnia musi być potwierdzona zeznaniem dwu lub trzech świadków.
(Pwt 19, 15)

Czyżby Jezus był przekonany, że egzystencja Jego uczniów to coś, co się dzieje pod znakiem procesu sądowego; coś, co jakiś czas później innymi słowy wyrazi autor Pierwszego Listu św. Piotra:

Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.
(1 Pt 3, 15)

Niewykluczone, że Jezus chciał osiągnąć jeszcze inny cel. Zdawał sobie sprawę, że posyła uczniów jak owce między wilki, że zostaną odrzuceni z powodu Jego słowa o Królestwie. Przecież tydzień temu w liturgii niedzielnej był czytany fragment o tym, jak Jezus został odrzucony przez wioskę samarytańską. Musiał brać pod uwagę, że podobny los spotka Jego wysłańców. Może chciał ich takim doświadczeniem skromnej wspólnoty (idą we dwóch, nie są sami) uchronić przed pokusą modyfikacji Jego Słowa, takiej modyfikacji, która byłaby PR-owskim chwytem, próbą pozyskania słuchacza, ale byłaby zarazem zdradą pierwotnego orędzia.

Tyle matematyki. Teraz nieco teologii. Czego Jezus oczekuje od tych swoich wysłańców? Wydaje się, że oczekuje trzech postaw:

Po pierwsze wierności Jego Słowu. Orędzie jest własnością Jezusa, ono nie należy do Kościoła, chociaż Kościół konstytuuje. I o tym nie wolno nam nigdy zapomnieć!

Po drugie Jezus wymaga ufności Bogu, zawierzenia Jego Ojcu. Te wszystkie zabiegi o posiadanie stosownych środków głoszenia Słowa są wtórne wobec zawierzenia Bogu.

Po trzecie, Jezus posłanym przez siebie zabrania stanowczo szukania własnej korzyści. To poszukiwanie osobistej korzyści jest czymś dyskwalifikującym ucznia!

ks. Adam Błyszcz


Odrzucone orędzie

opublikowane: 11 lip 2019, 05:38 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 11 lip 2019, 05:40 ]

Homilia na XIII niedzielę zwykłą

51 Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy 52 i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. 53 Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. 54 Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?» 55 Lecz On odwróciwszy się zabronił im. 56 I udali się do innego miasteczka. 57 A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!» 58 Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć». 59 Do innego rzekł: «Pójdź za Mną!» Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!» 60 Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!» 61 Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!» 62 Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego».
(Łk 9, 51–62)

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii zaskakuje fakt nieudzielenia Jezusowi – pielgrzymowi gościny przez Samarytan. To o tyle zdumiewające, że w kulturze ludów zamieszkujących Bliski Wschód udzielenie gościny było (i jest do dzisiaj) czymś świętym.

Jezusowi – z racji etnicznych (jest Żydem) oraz z racji religijnych (pielgrzymuje do sanktuarium jerozolimskiego) jakaś wioska samarytańska odmawia udzielenia gościny. Nie chcą przyjąć Jezusa – pielgrzyma. Dziwi to o tyle bardziej, że Jezus w swoim nauczaniu nie ukrywał swojej sympatii dla Samarytan, których pobożni Żydzi uważali za odszczepieńców.

To przecież ewangelista Łukasz przechował Jezusową przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (por. Łk 10, 25–37). I on opowiada epizod o uzdrowieniu dziesięciu trędowatych, z których tylko jeden wrócił podziękować Jezusowi. Samarytanin właśnie (por. Łk 17, 11–19).

Jak zachować się wobec odrzucenia? Pytanie, które nurtuje wielu z nas, gdyż wielu z nas obserwując sytuację współczesnego Kościoła, uświadamia sobie, że Jego orędzie jest odrzucane.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewne konieczne rozróżnienie. My, Kościół zachodni, należący do obszaru transatlantyckiego (Europa, USA i Kanada), nie jesteśmy Kościołem prześladowanym. Kościołami prześladowanymi są Kościoły Azji i Afryki. My jesteśmy Kościołem ignorowanym i odrzuconym. I to odrzucenie też należy widzieć w specyficzny sposób. Uczestniczyłem ostatnio w uroczystości Bożego Ciała w procesji miejskiej. Brał w niej udział również burmistrz miasta, w którym mieszkam. Szedł przepasany wstęgą w barwach włoskich. Strażnicy miejscy nieśli chorągiew miasta. My wciąż żyjemy taką relacją Kościół – miasto, którą w IV w. zaproponował cesarz Konstantyn. I dobrze nam z tym. Miasto pozwala nam używać swoich placów i szkół do głoszenia orędzia Jezusa Chrystusa, możemy ulicami miasta przechodzić z naszymi procesjami. Zaiste, nie jesteśmy dyskryminowani. Na czym zatem polega to odrzucenie, o którym wspomniałem? Ono dokonuje się nie tyle na placu miasta, ile przy rodzinnym stole. Uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy więcej źródłem sensu czy też interpretacji ludzkiej egzystencji dla naszych dzieci i wnuków. One bardziej słuchają miasta niż Kościoła! I najzwyklej w świecie nie wiemy jak się odnieść do tego lekceważenia. Jak zmierzyć się z tym, że świat (reprezentowany przez młode pokolenie) nie chce przyjąć naszego orędzia.

Z podobnym pytaniem musieli się zmierzyć apostołowie Jezusa. Jan i Jakub (dwie osoby kluczowe dla tworzącego się Kościoła) proponują swoje rozwiązanie: spalić, zniszczyć miasteczko samarytańskie, które odmówiło gościnności Jezusowi. Jezus nie akceptuje ich rozumowania. Ich myślenie nie przystaje do Jego logiki. To nie pierwszy epizod, w którym tych dwóch wybitnych apostołów wykazuje niezrozumienie misji Jezusa. Ewangelista Marek pisze, że kiedy Jezus zapowiada po raz trzeci swoją haniebną śmierć, ci dwaj mają czelność prosić Pana o szczególny przywilej:

«Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy». 36 On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?» 37 Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twojej stronie». 38 Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?» 39 Odpowiedzieli Mu: «Możemy». Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie.
(Mk 10, 35-39)

Jeśli dzisiaj chcemy znaleźć właściwą odpowiedź (właściwa oznacza zgodną z wolą Pana, Jezusa Chrystusa) na pytanie, jak zachować się wobec odrzucenia, którego doświadczamy ze strony świata, musimy dobrze widzieć dramat rodzącego się Kościoła, który w takiej sytuacji wystawiony został na dwie pokusy. Pierwszą była myśl o zemście, unicestwieniu tych, którzy nas nie chcą. Druga pokusa to myśl, że można coś dla siebie, dla instytucji Kościoła uzyskać; że coś nam się należy.

Obydwie pokusy unicestwiają wiarygodność przesłania Jezusa Chrystusa, który przecież, jak napisze kilkadziesiąt lat po Jego śmierci i zmartwychwstaniu, św. Paweł w liście do Filipian:

To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. 6 On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem
(Flp 2, 5–6)

NIE SKORZYSTAŁ ZE SPOSOBNOŚCI!

ks. Adam Błyszcz

Sens Wieczernika dla nas

opublikowane: 24 cze 2019, 13:29 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 cze 2019, 13:31 ]

Homilia na Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

11 Lecz tłumy dowiedziały się o tym i poszły za Nim. On je przyjął i mówił im o królestwie Bożym, a tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrawiał. 12 Dzień począł się chylić ku wieczorowi. Wtedy przystąpiło do Niego Dwunastu mówiąc: «Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność, bo jesteśmy tu na pustkowiu». 13 Lecz On rzekł do nich: «Wy dajcie im jeść!» Oni odpowiedzieli: «Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby; chyba że pójdziemy i nakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi». 14 Było bowiem około pięciu tysięcy mężczyzn. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Każcie im rozsiąść się gromadami mniej więcej po pięćdziesięciu!» 15 Uczynili tak i rozmieścili wszystkich. 16 A On wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi. 17 Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały.
(Łk 9, 11–17)

Ten fragment Ewangelii dzisiejszej niedzieli w Kościele we Włoszech uzasadniony jest tym, że niedziela po uroczystości Przenajświętszej Trójcy (tydzień temu) to świętowanie Bożego Ciała. Na mocy konkordatu między Republiką Włoską a Watykanem postanowiono przenieść uroczystość Bożego Ciała z czwartku na niedzielę. Mamy zatem okazję w realiach włoskiego Kościoła (w realiach polskiego Kościoła mieliśmy okazję do tego w ubiegły czwartek) wrócić do Wieczernika, gdyż tam została ustanowiona Eucharystia. Stało się to na kilkanaście godzin przed śmiercią, egzekucją Jezusa Chrystusa. Spożywa On ostatni posiłek ze swoimi uczniami (ostatnia wieczerza według Ewangelii w narracji Jana), spożywa On kolację paschalną według Ewangelii w narracji Łukasza, Marka i Mateusza). To ostatni moment, w którym może w sposób czytelny dla odbiorcy i jednoznaczny zinterpretować swoją męczeńską śmierć. Będąc przybitym do krzyża, utraci zdolność wyraźnego wysławiania się. Ślady tego mamy w ewangelicznych zapisach Męki Pańskiej. A zatem wieczerza paschalna, ta narracja synoptyczna (Łukasz, Marek, Mateusz) swoje odzwierciedlenie znajduje także w Pierwszym Liście św. Pawła do Koryntian (napisanym między 52 a 56 rokiem naszej ery, a zatem jakieś 20–25 lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa):

23 Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb 24 i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę». 25 Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę». 26 Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie.
(1 Kor 11, 23–26)

Oznaczałoby to, że to i takie rozumienie Wielkiego Czwartku było dominujące w rodzących się wspólnotach chrześcijańskich i doprowadziło do wykształcenia bardzo wcześnie zwyczaju sprawowania Eucharystii, która miała imitować ostatnią wieczerzę paschalną Jezusa Chrystusa. Czyżby autor ostatniej Ewangelii, Jan miał coś przeciw tej tradycji, skoro opisując ten ostatni posiłek Pana z uczniami, pomija słowa Ustanowienia („To jest ciało moje...”, „To jest krew moja…”, „To czyńcie na moją pamiątkę…”), a wprowadza epizod obmycia stóp, o którym milczą Łukasz, Mateusz i Marek?

Przyjmijmy, że racja jest po stronie tych trzech i Pawła, którego w Wieczerniku nie było, ale jego zapis w Pierwszym Liście do Koryntian jest śladem tego, jak mocna to była tradycja i przekonanie dla pierwszej czy drugiej generacji chrześcijan[1].

Co zatem wydarzyło się tamtego wieczoru (Pierwsze dni kwietnia roku 30?) w Wieczerniku? Jezus spożył z uczniami, którzy stanowili Jego nową rodzinę, wieczerzę paschalną. Możemy założyć, że w tej kolacji paschalnej udział wzięły żony niektórych apostołów i ich dzieci, bo oni także należeli do tej mesjańskiej wspólnoty. Jak taka wieczerza miała wyglądać, wiemy dobrze, bo do naszych czasów przetrwał starożytny żydowski traktat Pesachim opisujący przygotowania do świętowania Paschy. Uczta składała się z czterech etapów. Każdy kończył się wzniesieniem toastem błogosławionego wina. Każdy z uczestników pił z własnego kielicha. W trakcie kolacji najmłodszy z uczestników (Kto to był tam wtedy w Wieczerniku? Któreś z dzieci Szymona Piotra?) stawiał pytanie temu, który przewodniczył tej bardzo rytualnej kolacji: Dlaczego my dzieci tej nocy jeszcze nie śpimy? I wtedy ten, który kolacji przewodniczył (w naszym przypadku nie ulega wątpliwości, że był to Jezus), opowiadał historię wyzwolenia Hebrajczyków z Egiptu. Tej nocy w grze jest wolność!

Kiedy zestawiamy Pesachim z opowiadaniami synoptyków, uświadamiamy sobie znaczenie dwóch różnic. Jezus zaprasza, więcej – nastaje na to, aby uczniowie wino spożywali z jego kielicha, gdyż po błogosławieństwie wina przekazuje go uczniom. I drugi szczegół: utożsamia się z błogosławionym winem i chlebem, czyniąc w ten sposób aluzję do swojego człowieczeństwa.

Czymże zatem jest Eucharystia? To celebrowanie człowieczeństwa Syna Bożego, który w tymże człowieczeństwie wydał się dla naszego zbawienia, dla naszej wolności. Ale nie jest to celebracja w pojedynkę. Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na pewien szczegół, o którym mówi Łukasz w dzisiejszej Ewangelii: Jezus zgłodniałym słuchaczom każe usiąść w grupach po mniej więcej pięćdziesiąt osób. Nie chodzi o to, aby ci zgłodniali i spragnieni słowa czy sensu ustawili się gęsiego, wzięli swój kawałek rozmnożonego chleba i ryby i odeszli, aby w samotności, w swoim kąciku zjedli to, co dostali od Pana. Mają stanowić wspólnotę. Jeśli nasze przeżywanie Eucharystii nie prowadzi nas do zbudowania wspólnoty, to staje się bezużyteczne.

Ks. Adam Błyszcz

[1] Pamiętajmy i o tym, że te pierwsze wspólnoty żyły dwoma sakramentami: chrztem i Eucharystią właśnie. Nie odkryto jeszcze pełnego znaczenia sakramentu pojednania. Jego czas nadejdzie dopiero!

Tęsknota za Kościołem

opublikowane: 9 cze 2019, 06:43 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 cze 2019, 13:40 ]

Homilia na Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

19 Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» 20 A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. 21 A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». 22 Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! 23 Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
(J 20, 19–23)

Pięćdziesiąt dni po uroczystości Paschy Żydzi świętowali Pięćdziesiątnicę. Było to święto, które miało upamiętniać dar Prawa, Tory, którą Naród Wybrany otrzymał od Jahwe w trakcie swojej wędrówki po pustyni ku Ziemi Obiecanej. Należałoby w tym miejscu przeczytać rozdziały 19 i 20 Księgi Wyjścia. Otrzymane Prawo było jednym z elementów konstytuujących lud. To Przymierze, zawarte między Bogiem a ludem, w czasach ostatecznych miało być potwierdzone, spisane nie na kamieniu, lecz w sercu wierzących. Tak to przynajmniej widział prorok Jeremiasz:

31 Oto nadchodzą dni - wyrocznia Pana - kiedy zawrę z domem Izraela i z domem judzkim nowe przymierze. 32 Nie jak przymierze, które zawarłem z ich przodkami, kiedy ująłem ich za rękę, by wyprowadzić z ziemi egipskiej. To moje przymierze złamali, mimo że byłem ich Władcą - wyrocznia Pana. 33 Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach - wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem.
(Jer 31, 31–33)

W oparciu o te dwa momenty (przymierze na Synaju i tajemnicze proroctwo Jeremiasza), a także (a może przede wszystkim) w oparciu o fakt zmartwychwstania Jezusa Chrystusa pierwsi chrześcijanie wierzyli, że spełnia się w ten sposób obietnica Jahwe. W Nowym Testamencie znajdziemy dwa opisy tej realizacji: Łukasz w Dziejach Apostolskich mówi o zesłaniu Ducha Świętego właśnie w uroczystość Pięćdziesiątnicy:

Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. 2 Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. 3 Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. 4 I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. 5 Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. 6 Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. 7 «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami?» - mówili pełni zdumienia i podziwu. 8 «Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? - 9 Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, 10 Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, 11 Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże». 12 Zdumiewali się wszyscy i nie wiedzieli, co myśleć: «Co ma znaczyć?» - mówili jeden do drugiego. 13 «Upili się młodym winem» - drwili inni.
(Dz 2, 1–13)

Wspomnienie młodego wina może być aluzją do faktu, że religijne święto Pięćdziesiątnicy zbiegało się z dożynkami, podczas których dziękowano Bogu także za obfite zbiory winnej latorośli.

Innym sposobem opowiadania o obecności Ducha Św. w rodzącym się Kościele jest ten zaprezentowany przez ewangelistę Jana. Wracamy do wieczernika, do poranka zmartwychwstania. Pośród wylęknionych, przestraszonych, pobitych Wielkim Piątkiem uczniów staje Zmartwychwstały i udziela im Ducha Świętego. Rodzący się Kościół jest gotowy wyjść i stanąć przed światem, który dopiero co ukrzyżował Pana! Tak. Bohaterem dzisiejszej uroczystości nie jest tylko Duch Święty, ale i Kościół. W nas jest tęsknota za Kościołem, jest w nas nostalgia za Kościołem. Gdzieś ta tęsknota i nostalgia (to nie to samo!) rodzą się z rozczarowania Kościołem. Bo my w większości jesteśmy rozczarowani Kościołem. Niektórych z nas to rozczarowanie doprowadziło do odejścia z Kościoła; niektórych z nas natomiast uczyniło ludźmi kontestacji wewnątrz wspólnoty Kościoła; niektórych doprowadziło do apatii i rezygnacji. A mimo tego rozczarowania odczuwamy tęsknotę za Kościołem. Myślę, że wzmacnia tę nostalgię pontyfikat papieża Franciszka. On sam w adhortacji apostolskiej Evangelii Gaudium pisze:

„Być Kościołem znaczy być Ludem Bożym, zgodnie z wielkim planem miłości Ojca. Oznacza to być zaczynem Bożym pośród ludzkości. Czyli głosić i nieść zbawienie Boże w ten nasz świat, który często jest zagubiony, potrzebuje odpowiedzi dodającej odwagi, dającej nadzieję, dodającej siły w drodze. Kościół powinien być miejscem bezinteresownego miłosierdzia, w którym wszyscy mogą się czuć przyjęci, kochani, w którym mogą doświadczyć przebaczenia i być zachęceni, aby żyć zgodnie z dobrym życiem Ewangelii”.
(EG 114)

Każde zdanie tej papieskiej wypowiedzi w jakiejś mierze demaskuje nasze bycie nie-Kościołem, czy wręcz anty-Kościołem.

Ks. Adam Błyszcz

Zwieńczenie dzieła stworzenia

opublikowane: 7 cze 2019, 00:00 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 cze 2019, 13:32 ]

Homilia na uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego


Dzisiejszą uroczystość wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa trzeba niewątpliwie rozpatrywać w kategoriach wielkiej teologii, to znaczy , że zostaje tym wydarzeniem, tą tajemnicą dopełnione dzieło stworzenia.

Dzieło stworzenia nie kończy się powołaniem do życia Adama i Ewy. Ono kończy się wtedy, kiedy natura ludzka zostaje wyniesiona do chwały nieba, co wydaje się być ostatecznym, definitywnym zamysłem Boga wobec człowieka. A to dzieje się właśnie w tajemnicy wniebowstąpienia Syna Człowieczego. To oczywiście prowokuje do jeszcze jednej uwagi. Gdyby utożsamiać stworzenie Adama i Ewa z pojawieniem się gatunku homo sapiens na Ziemi, to trzeba przyznać, że między początkiem procesu stworzenia człowieka, a ujawnieniem ostatecznego celu tegoż stworzenia (właśnie w wydarzeniu wniebowstąpienia) upłynęło mniej więcej 200 tysięcy lat! Daje myśleć o cierpliwości Boga! O Jego pedagogii wobec człowieka!  

To niewątpliwie stanowi pewien trop refleksji nad dzisiejszą uroczystością, ale mnie dzisiaj uderza jedno zdanie z głoszonej Ewangelii: Jezus powiada, że uczniowie będą świadkami tego, co mówi Pismo: że Mesjasz musi cierpieć, musi umrzeć haniebnie i zostanie wskrzeszony trzeciego dnia. Świadkami tego jest pierwsze pokolenie uczniów Jezusa. A my czego jesteśmy świadkami?

Przychodzi mi do głowy taki epizod z przeszłości. Lat temu bez mała trzydzieści przez przypadek uczestniczyłem we Mszy św., podczas której świętowano 25-lecie pewnego małżeństwa. Nie znałem tych osób, kościół był pięknie przyozdobiony, kwiaty, jakiś zespół, który grał niekoniecznie pieśni liturgiczne, ale niewątpliwie wprowadzał wszystkich w sentymentalny nastrój. Stąd też wszyscy ze zdziwieniem przyjęliśmy fakt, że kiedy podczas tej mszy ksiądz zaprosił do przekazania sobie znaku pokoju, dorosłe dzieci tego małżeństwa w sposób widoczny odmówiły przekazania znaku pokoju swojemu ojcu. Ci synowie uściskali swoją mamę, ale pominęli tatę. Jak się później dowiedziałem, uczynili tak, gdyż wiedzieli, iż był taki czas w małżeństwie ich rodziców, że ojciec zdradzał swoją żonę, a ich matkę. Odmawiając mu znaku pokoju, chcieli publicznie zdystansować się wobec jego niewierności. W jakiejś mierze nie tylko byli świadkami (i owocem) miłości swoich rodziców, byli również świadkami upadku swojego ojca!

A my czego jesteśmy świadkami? Każdego dnia bombardowani jesteśmy informacjami, które tratują naszą tożsamość kościelną. Dzisiaj doświadczamy wstydu, odpowiadając na pytanie, czy jesteśmy katolikami, czy należymy do zhańbionego Kościoła katolickiego. Oczywiście nie relatywizując zbrodni pedofilii i zaniedbań biskupów, których dopuścili się kryjąc księży – pedofilów, niczemu nie służy wskazywanie palcem grzechu innych. Swego czasu Matce Teresie z Kalkuty zadano pytanie, co trzeba zmienić w Kościele, żeby był lepszy. Miała odpowiedzieć, patrząc na dziennikarkę, że tylko dwie rzeczy: mnie i ciebie. Proces nawrócenia rozpoczyna się ode mnie. Jeżeli znam jakikolwiek grzech, to znam jedynie mój grzech. Być może początkiem tego nawrócenia jest odzyskanie owej właściwej, pierwotnej perspektywy, o której wspomniałem na samym początku: że zostałem stworzony po to, aby zasiąść po prawicy Ojca.

ks. Adam Błyszcz CR

Nam się objawia

opublikowane: 26 maj 2019, 13:55 przez Roma Zygmunt   [ zaktualizowane 26 maj 2019, 13:57 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na VI Niedzielę Wielkanocną

23 W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. 24 Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. 25 To wam powiedziałem przebywając wśród was. 26 A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. 27 Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka! 28 Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. 29 A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie.
(J 14, 23–29)

Wciąż jesteśmy w Wieczerniku! To ostatni posiłek, jaki Jezus spożywa ze swoimi uczniami, za dwie, trzy godziny zostanie aresztowany, a za jakieś piętnaście, szesnaście godzin zgładzony na Golgocie. Zatem cały czas jesteśmy świadkami ostatnich słów Jezusa, Jego testamentu. Te ostatnie godziny, które spędza ze swoimi uczniami, naznaczone są wielkimi emocjami. Możemy to sobie wyobrazić. Trzech z uczniów ma odwagę i śmiałość postawić pytania:

najpierw Piotr:
36 Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, dokąd idziesz?» Odpowiedział mu Jezus: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz».
(J 13, 36-37)

Następnie Tomasz:
5 Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?»
(J 14, 5)

I na samym końcu Judasz, ale nie Iskariota:
«Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?»
(J 14, 22)

To właśnie odpowiedź na pytanie tego trzeciego jest treścią dzisiejszej Ewangelii, którą głosimy w liturgii.

Musimy sobie również uświadomić, że w pytaniu Judasza, nie Iskarioty, pobrzmiewa jakaś nuta rozczarowania. Dopiero co kilka dni temu triumfalnie weszli do Jerozolimy i Jezus został przez pielgrzymów z Galilei okrzyczany Mesjaszem, potomkiem Dawida. Wydaje się, że to są te dni, w których Jezus rzuci wyzwanie Rzymianom i okaże raz jeszcze tę swoją moc, dzięki której uciszył burzę na jeziorze i wskrzesił zmarłych. I wtedy wszyscy będą się musieli ukorzyć. A my uczniowie będziemy mogli powiedzieć: Tak, tak. Przypatrzcie się dobrze, byliśmy z tym człowiekiem od samego początku. Kiedy wyście w Niego wątpili, my okazaliśmy Mu zaufanie. Byliśmy z Nim. Nadszedł w końcu dzień chwały.

Może jest i tak, że Judasz, nie Iskariota, wyraża pragnienia wszystkich uczniów i apostołów (wszystkich czasów), że przychodzi taki czas, w którym chce się odcinać bonusy od przyjaźni z Jezusem. Po prostu coś z tego mieć. W końcu dla siebie.

I wtedy właśnie przychodzi świadomość, że perspektywa Mistrza jest radykalnie inna. Że On nie chce rzucić świata na kolana i podporządkować go sobie siłą. On mówi o miłości. W grze nie jest ślepe posłuszeństwo wobec wodza, który dowodzi pułkami żołnierzy; nie chodzi też o nagą siłę, która złamie wszelki opór. Jezus mówi o miłości. Już wiemy, czytaliśmy to tydzień temu, że ta miłość to nie jest uczucie, jakiś tani produkt ludzkiego sentymentalizmu, a postawa, bardzo konkretna postawa wobec drugiego człowieka. W ostatniej wieczerzy Jezus wyznacza dwa punktu graniczne tak pojętej miłości: pierwszym jest obmycie stóp uczniom. Gest sam w sobie absurdalny, zważywszy, że w kulturze pogańskiej i żydowskiej stopy biesiadnikom obmywano (czynili to niewolnicy) przed rozpoczęciem wieczerzy. Jan Ewangelista natomiast nastaje, że Jezus obmywa stopy uczniom w trakcie wieczerzy. Należy zatem sądzić, że kilkadziesiąt minut wcześniej już obmyli sobie stopy, by móc położyć (posiłek spożywano na leżąco) się do wieczerzy. Drugim punktem granicznym tej Jezusowej miłości jest deklaracja, która pada pod koniec ostatniej wieczerzy:

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.
(J 15, 13)

Słowa, które zostaną zweryfikowane na Golgocie. Można powiedzieć, że kiedy Jezus mówi o miłości, to mówi o zdolności do służby i do poświęcenia się dla Innego, lub za Innego.

ks. Adam Błyszcz

Wszechmocna Rozpacz Judasza i miłość Jezusa

opublikowane: 19 maj 2019, 01:25 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 19 maj 2019, 01:48 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na V Niedzielę Wielkanocną - Czy rozpacz wszechmocna, a miłość bezsilna?

31 Po jego wyjściu rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. 32 Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. 33 Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. 34 Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. 35 Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali».
(J 13, 31–35)

Krótki fragment dzisiejszej Ewangelii przynależy do mowy pożegnalnej Jezusa Chrystusa, która w Ewangelii św. Jana zajmuje prawie cztery rozdziały (J 13, 31–16,33). Dopiero co Jezus obmył stopy swoim uczniom (J 13, 13–20), objawiając się jako Pan i Mistrz wspólnoty, następnie mówi, iż wie, że jeden z tej wspólnoty Go zdradzi (J 13, 21–30). Tragiczny gest Judasza, dopełniony jego samobójstwem, pozostaje dla nas enigmą. Jan sugeruje, że motywacja działania Judasza to pieniądze, ale mając na uwadze nienawiść arcykapłanów do Jezusa, staje się jasne, że Judasz mógł zarobić znacznie więcej na tej transakcji.

Może zatem mają rację ci, którzy tej motywacji działania upatrują w racjach teologicznych. Judasz, jedyny Judejczyk w gronie galilejskich uczniów Jezusa z Nazaretu, być może przed powołaniem na ucznia Nazarejczyka należał do frakcji Zelotów – podobnie jak Tomasz Gorliwy (ugrupowania na poły terrorystycznego, które przemocą wobec Imperium Rzymskiego chciało przywrócić teokratyczne Królestwo Izraela). To, że Judasz przeżywa jakiś kryzys w swojej relacji do Jezusa, pokazał, krytykując otwarcie kobietę, która tydzień przed śmiercią Mistrza namaściła stopy Jezusa. (J 12, 1–8). Nie spodobało mu się, że zmarnowano tyle pieniędzy na zbyteczny gest, a można było pozyskać tymi pieniędzmi poparcie ludzi. Judasz myśli, mówi i działa jak wytrawny polityk. Skoro Jezus uzyskał tak wielkie poparcie wśród ludu, należało to wykorzystać do samego końca i poświęcić temu wszystko. Rozchodzą się drogi Judasza i Jezusa. Obydwaj wierzą w innego Boga, obydwaj mają inny obraz Boga. Być może Judasz uważa ostatecznie Jezusa za heretyka, który swoim nauczaniem i działaniem nie doprowadzi do odtworzenia Królestwa Izraela, więcej, doprowadzi do unicestwienia marzeń Judasza. Rozczarowanie musiało być dotkliwe. Tak duży ładunek negatywnych emocji mógł doprowadzić do decyzji zdrady Jezusa.

Judasz opuszcza zgromadzenie uczniów, ostatnią wieczerzę. Jest noc i ciemność, które już nigdy nie opuszczą serca Judasza.

Jezus podejmuje próbę interpretacji tego wszystkiego, wychodząc ze swojego doświadczenia Boga, Ojca. To jest Jego perspektywa oglądania ludzkiej historii. Również, a może przede wszystkim, swojej śmierci, która przez tych, którzy pozbawieni są tej perspektywy, widziana była jako absolutny koniec, jako definitywna porażka.

Jezus w tym krótkim fragmencie nie tylko próbuje interpretować swoją męczeńską śmierć. Mówi także o miłości. To nie uczucie, sympatia, które łączą człowieka z człowiekiem, ale postawa wobec drugiego człowieka. Jezus niejako od razu podaje metrum, kryterium takiej miłości: Miłujcie się tak, jak ja was umiłowałem. Gdyby szukać bardziej precyzyjnych wskazówek, trzeba byłoby się odwołać do tego, co stanowi niejako obramowanie dzisiejszego fragmentu: po pierwsze to gest obmycia stóp (J 13, 1–11), a po drugie deklaracja Jezusa, że nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (J 15, 13).

Czy ta miłość ma jakąś granicę? Czy Judasz został z tej miłości wyłączony? Jezus rozpoczyna swoje orędzie do uczniów, kiedy ten opuszcza ich zgromadzenie, tak jakby Jezus czekał, aż Judasz sobie pójdzie. Z drugiej strony nie możemy zapomnieć, że Jezus w swoim życiu (tak jak opowiadają to życie czterej ewangeliści) raz jeden użył słowa przyjaciel, zwracając się do pojedynczego człowieka, w takim bezpośrednim dyskursie:

Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!». 49 Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go. 50 A Jezus rzekł do niego: Przyjacielu, po coś przyszedł?» Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go.
(Mt 26, 48–50)

I dopiero teraz staje się jasne, co znaczy, że nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Judasz w tę miłość zostaje włączony i tą miłością zostaje ogarnięty. I proszę mi wierzyć, że samobójstwo Judasza nie stanowi pytania, czy wolność Judasza jest silniejsza od miłości Jezusa. To nie jest kwestia metafizyczna. To kwestia egzystencjalna, gdyż wolność Judasza naznaczona jest rozpaczą. Czy ta rozpacz jest silniejsza od miłości Jezusa? Czy nasza rozpacz (gdyż Judasz jest w każdym z nas) jest silniejsza od miłości Jezusa?

ks. Adam Błyszcz

Kuszenie pod krzyżem

opublikowane: 14 kwi 2019, 00:38 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 cze 2019, 13:36 ]

Homilia na Niedzielę Palmową (roku C)

W liturgii Niedzieli Palmowej czytamy obszerny fragment Ewangelii opisujący ostatnie kilkanaście godzin życia Jezusa Chrystusa. Każdego roku czytamy innego ewangelistę, żeby kilka dni później, w Wielki Piątek, czytać Pasję według św. Jana. W tym roku liturgicznym (jest to cykl C) w Niedzielę Palmową głosi się opis Męki Pańskiej według św. Łukasza. Spróbujmy zatem z tej całej opowieści wyłowić to, czym Łukasz różni się od pozostałych ewangelistów. Motywem dominującym dla Łukasza jest widzenie męki Jezusa jako ostatniego aktu kuszenia, które rozpoczęło się na pustyni (czytaliśmy ten fragment w pierwszą niedzielę tegorocznego Wielkiego Postu). Tym razem nie zjawia się demon. Jezusa kuszą ludzie, którzy mówią językiem demona i myślą jego logiką.

Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym».
(Łk 23, 35)

W podobnym tonie będzie Jezusa na krzyżu prowokował:

39 Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, […] «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas»
(Łk 23, 39).

Skandaliczność tej sceny polega na tym, że narzędziem demona są liderzy religijni Narodu Wybranego, liderzy, którzy winni strzec Słowa Bożego, Tory, oraz pospolity złoczyńca, który swoje życie przeżył w opozycji do Tory, Prawa Bożego.

Jeśli na pustyni Jezusowi towarzyszy Duch Święty, to tutaj towarzyszem Cierpiącego jest anioł, który wspiera Jego modlitwę w Ogrodzie Oliwnym przeciw pokusie.

I jeszcze jedną rzecz warto zauważyć. Kuszenie, którego próbie poddawany jest Jezus, staje się kuszeniem wspólnoty: zdrada Judasza, zaprzaństwo Szymona Piotra, słabość pozostałych uczniów. Rodzący się Kościół nie radzi sobie z naporem demona. Czy dlatego, że nie towarzyszy Jezusowi w Jego modlitwie przeciwko pokusie?

Drugim motywem wyłącznie Łukaszowym jest ukazanie przebaczenia, które Jezus w tych dramatycznych okolicznościach okazuje człowiekowi: modlitwa do Ojca za tych, którzy Go mordują.

34 Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią».
(Łk 23, 34)

Czy też gest przyjęcia żalu drugiego złoczyńcy, który do historii przeszedł jako dobry łotr:

I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». 43 Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju».
(Łk 23, 42–44)

Jestem przekonany, że w tę logikę przebaczenia wpisuje się szczegół, o który mówi wyłącznie Łukasz w swojej Pasji:

61 A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: «Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». 62 Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.
(Łk 22, 61–63)

Przypominam sobie tę islamską przypowieść o pewnej mistyczce, która w VIII w. żyła i działała w Basrze. Do tej mądrej kobiety o imieniu Rabi’a przyszedł kiedyś człowiek, który wyznał, że jest wielkim grzesznikiem i w życiu dopuścił się wielu złych czynów. I zapytał, czy jeśli będzie żałował, to Bóg (Allach) mu przebaczy. A ona popatrzyła na niego i powiedziała: jak On Ci przebaczy, to zaczniesz żałować.[1]

Przebaczenie Boga, Jego miłosierne spojrzenie jest czymś uprzednim wobec jakiejkolwiek akcji, czynu człowieka.

ks. Adam Błyszcz

[1] Gianfranco Ravasi, Grammatica del perdono, Bologna 2015, str. 7-8.

Miejsce na miłosierdzie

opublikowane: 7 kwi 2019, 07:39 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 kwi 2019, 07:40 ]

Homilia na V niedzielę Wielkiego Postu

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, 2 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. 3 Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: 4 «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. 5 W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» 6 Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. 7 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». 8 I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. 9 Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. 10 Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» 11 A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!».
(J 8, 1–11)

Pamiętam rozczarowanie, które przeżyłem, kiedy czytając pewnego razu komentarz do Ewangelii św. Jana, natrafiłem na wzmiankę, że początek ósmego rozdziału, a zatem spotkanie Jezusa z kobietą cudzołożną, jest dosyć późnym wtrętem któregoś z redaktorów Ewangelii, gdyż brakuje tego fragmentu w najstarszych kodeksach Ewangelii Jana, a do IV w. łacińscy ojcowie Kościoła go nie komentują, nie mówiąc już o tych greckich, wschodnich, którzy ignorują go do X wieku. Tak jakby nie istniał, jakby go nie było. Poczułem się, jakby ktoś chciał mi ukraść jedną z najpiękniejszych scen Ewangelii, więcej, serce samej Ewangelii.

Bo popatrzcie sami: do Jezusa, który jest w świątyni i naucza Słowa Bożego (autorowi opowieści zależy na tym, żebyśmy mieli poczucie takiej zwielokrotnionej, spotęgowanej świętości), faryzeusze i uczeni w Piśmie (a zatem liderzy religijni Jego ludu) przyprowadzają kobietę dopiero co pochwyconą na cudzołóstwie, czyli zdradzie małżeńskiej. To bardzo poważne przestępstwo i pewnie odrażające dla tych mężczyzn zajętych sprawami Boga. Kara była jedna: ukamienowanie. Tora, Prawo przewidywało śmierć dla kobiety za przekroczenie szóstego (Nie cudzołóż) przykazania, a dla mężczyzny – jej wspólnika, za przekroczenie siódmego (Nie kradnij) przykazania. Taki subtelny niuans, który jedynie podkreślał podporządkowanie kobiety. Podporządkowanie, którego nie uniknęli również obrońcy Prawa, gdyż oni instrumentalizują postać i historię tej kobiety przywleczonej (ona nie przychodzi do Rabbiego z Nazaretu z własnej inicjatywy) do Jezusa. Dla nich to cudzołożnica, całe jej jestestwo sprowadzone jest do tego jednego aktu, czynu. W opinii ewangelisty jest to pułapka zastawiona na Jezusa. Jeśli zgodzi się na ukamienowanie tej kobiety, to między bajki można włożyć opowieści o Jego łagodności i miłosierdziu, jeśli natomiast wzywać będzie do odstąpienia od ukamienowania, można będzie oskarżyć Jezusa o nieposłuszeństwo Prawu Bożemu, co jest przecież zagrożeniem dla ładu społecznego.

Jezus jest sam, bez swoich uczniów i wygląda, tak jakby zrazu nie wiedział, co począć. Pochyla się i zaczyna coś kreślić na piasku. Czyżby potrzebował nieco czasu, żeby podjąć mądrą decyzję? A może jest w tym jakieś wyzwanie rzucone tym uczonym w Piśmie, którzy wiedzą przecież, że gdy Bóg skończył rozmawiać z Mojżeszem na górze Synaj, dał mu dwie tablice Świadectwa, tablice kamienne, napisane palcem Bożym. (Wj 31, 18), bo przecież jest i tak, że to Prawo Boże zapisane zostało nie na kamiennych tablicach, które mają gwarantować swoistą stabilność, ale w kruchości ludzkiej wolności, która targana namiętnościami próbuje dochować wierności Słowu Bożemu.

Jezusowi nie jest jednak pisane ukrycie się w piaskowych bohomazach. Obrońcy ładu moralnego i Prawa Bożego nastają i domagają się odpowiedzi. Prawa Bożego nie wolno lekceważyć. Stąd też Jezus czyni aluzję do zapisu Tory, która mówi, że lincz ma rozpocząć ten, kto jest świadkiem nieprawości (por. Pwt 13, 9–10) i od razu stawia pewien warunek, o którym Tora nie mówi: niech uczyni to ten, kto jest bez grzechu. Tym prostym gestem zamyka usta obrońcom Tory i ładu moralnego, gdyż każdy z oskarżycieli ma na sumieniu jakiś grzech. Jedyny bez grzechu – Jezus Chrystus – nie ma zamiaru nikogo kamienować! Dziedziniec świątynny pustoszeje. Oskarżyciele się wycofują. W tej pustce pozostaje tylko ona – misera (nieszczęśliwa) i On – misericordia (miłosierdzie). I w tej pustce, nie ma już tych, którzy stosują prawo moralne jakby było kamieniami, którymi rzuca się w życie innych osób (por. Franciszek, Amoris Laetitia, 305). Jest natomiast Wcielone Słowo, Egzegeza Tory, Prawo Ojca, który nie pragnie śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył w wolności dziecka Bożego. I to Słowo Wcielone, Miłosierdzie Ojca zwraca się do nieszczęśliwej wezwaniem, które zwykł używać wobec własnej matki: Kobieto. Tak Jezus mówi do Maryi w Kanie galilejskiej i na krzyżu. Nieszczęśliwej zostaje przywrócona jej godność, która jest czymś większym niż jej grzech.

Bądźmy świadomi tego podstawowego dynamizmu Ewangelii: człowiek zostaje ocalony nie dlatego, że jest mu przypominamy jego grzech, jego nieprawość, ale dlatego, że zostaje mu okazane przebaczenie, miłosierdzie!

W Nowym Testamencie mamy dwie ikony, które opisują miłosierdzie. Tydzień temu w liturgii głosiliśmy przypowieść o Synu marnotrawnym, któremu Ojciec wybacza nieprawość. Ale syn marnotrawny robi na nas wrażenie, jakby zasłużył na to miłosierdzie. Żałuje, wyznaje swój grzech, jest gotów przyjąć konsekwencje swej grzesznej postawy, podejmuje wysiłek powrotu.

Drugą ikoną miłosierdzia jest dzisiejszy epizod z kobietą cudzołożną. Z jej strony nie dostrzegamy żadnej inicjatywy. Ona nawet nie przychodzi do Jezusa. Przywlekli ją do Niego. Nie wiemy, czy żałuje. Nie wiemy, czy zaakceptuje zachętę Jezusa, aby więcej nie grzeszyć. A mimo to zostaje jej ofiarowane przebaczenie i miłosierdzie. W sposób bezwarunkowy i niezasłużony.

Nam, strażnikom prawa moralnego, trudno zaakceptować taką wizję miłosierdzia. Świadom tego jest papież Franciszek, który w adhortacji apostolskiej Amoris laetitia pisze gorzkie słowa pod adresem Kościoła: „Czasami wiele kosztuje nas zrobienie w duszpasterstwie miejsca na bezwarunkową miłość Boga. Stawiamy tak wiele warunków miłosierdziu, że ogołacamy je z konkretnego sensu i realnego znaczenia, a to jest najgorszy sposób rozwodnienia Ewangelii. Prawdą jest, na przykład, że miłosierdzie nie wyklucza sprawiedliwości i prawdy, ale trzeba przede wszystkim powiedzieć, że miłosierdzie jest pełnią sprawiedliwości i najjaśniejszą manifestacją prawdy Bożej. Dlatego też należy zawsze uznać za „nieadekwatną jakąkolwiek koncepcję teologiczną, która ostatecznie kwestionuje wszechmoc Boga, a w szczególności Jego miłosierdzie”.

ks. Adam Błyszcz

1-10 of 141