Wiara‎ > ‎

Chleb życia

opublikowane: 5 sie 2018, 00:37 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 5 sie 2018, 06:02 przez Leszek Zygmunt ]

Homilia na XVII niedzielę zwykłą

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: "Rabbi, kiedy tu przybyłeś?" W odpowiedzi rzekł im Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec". Oni zaś rzekli do Niego: "Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?" Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: "Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał". Rzekli do Niego: "Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”. Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu". Rzekli więc do Niego: "Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!" Odpowiedział im Jezus: "Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie".
(J 6: 24 – 35)

Szósty rozdział ewangelii Jana pełen jest znaków, cudów uczynionych przez Jezusa. Najpierw rozmnożenie chleba i ryb dla tłumu, ludu zgromadzonego na pustyni, aby słuchać słów Proroka (J 6, 1–15). Jezus wzbudza entuzjazm tych kilku tysięcy ludzi, którzy chcą Go obwołać królem. Tą swoją inicjatywą wsadziliby Proroka z Nazaretu na minę. Bo niby jakiego królestwa miałby zostać władcą i z kim tak obwołany król musiałby walczyć o koronę? I kto w starciu z legalnymi władzami Palestyny, wyposażonymi w wojsko, opowiedziałby się po stronie Króla z Galilei? Przecież historia Jezusa, zwłaszcza jej zakończenie, pokazują jaki byłby finał tej propozycji. Przed Piłatem, który był przedstawicielem Cesarza Rzymu, władcy Palestyny, mieszkańcy Jerozolimy będą domagać się śmierci krzyżowej dla Jezusa, i ani Jego uczniowie ani pielgrzymi z Galilei, którzy z Jezusem szli świętować do Jerozolimy Paschę, nie staną w obronie Jezusa.

Entuzjazm najedzonego tłumu nie jest gwarancją realizacji misji Jezusa. Dlatego On postanawia się usunąć. I jak pisze Jan:

Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.
(J 6, 15)

To istotny moment. Wobec pokusy łatwego mesjanizmu Jezus kryje się w samotności, która naznaczona jest obecnością Ojca. To wierność temu, czego od Syna oczekuje Ojciec. Ta wierność Ojcu jest także gwarancją wolności Jezusa. Wolności wobec najbliższych i wobec wrogów. Widać to chociażby w dwóch momentach janowej narracji historii Pana.

W rozdziale drugim ewangelista Jan opowiada o cudzie, znaku w Kanie Galilejskiej i przekazuje dziwny zapis rozmowy między Jezusem a Jego matką:

3 A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». 4 Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?»
(J 2, 3–4)

Ta godzina, o której mówi Jezus, zależy według Niego całkowicie od Ojca i tylko od Ojca.

Podobny epizod, nacechowany tą teologią posłuszeństwa i wolności Syna Bożego, widzimy pod koniec życia Jezusa, kiedy staje przed Piłatem:

Rzekł więc Piłat do Niego: «Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzą Ciebie ukrzyżować?» 11 Jezus odpowiedział: «Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry.
(J 19, 10–11)

Dla Jezusa ta góra, o której mówi, to Ojciec, gdyż tajemnica Jego męczeńskiej śmierci wpisana jest w tę intymność między Synem a Ojcem a nie w urzędnicze prerogatywy Piłata.

Wracając do szóstego rozdziału ewangelii Jana po znaku, cudzie rozmnożenia i ryb, Jezus kroczy po Morzu Tyberiadzkim [1]:

17 i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; 18 jezioro burzyło się od silnego wiatru. 19 Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. 20 On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się!»
(J 6, 17–21)

Ten znak, cud wydaje się być zarezerwowany dla grona uczniów, którzy przeprawiają się przez Morze Tyberiadzkie. Nie widzieli tego inni pielgrzymi, mieszkańcy stąd ich pytanie: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? Jakby w domyśle chcieli powiedzieć; przecież nocą była burza na jeziorze jakżeż zatem przeprawiłeś się na drugi brzeg?

Jezus podejmuje próbę ocenienia intencji całego wysiłku poszukiwania Jego osoby. Nie ulega bowiem wątpliwości, że ludzie Go szukają, za Nim chodzą, próbują poznać miejsca Jego przebywania. Pewnie ktoś, komu zależałoby na popularności byłby z tego kontent. Ale Jezusa niepokoi (i powinno niepokoić również samych zainteresowanych) pytanie dlaczego Go szukają. W ocenie swoich fanów, wielbicieli Jezus nie jest zbyt delikatny. Twardo twierdzi, że szukają Go nie dlatego, że widzieli znaki (Jan w swojej ewangelii uprzywilejował taki termin na określenie cudów Jezusa; znak odsyła do innej rzeczywistości i ktoś kto doświadczył cudu powinien przede wszystkim poza materialność samego faktu), ale dlatego, że jedli chleb do syta.

Zarzut postawiony przez Jezusa można byłoby zwerbalizować w następujący sposób: odkryliście w waszym życiu, egzystencji jakiś deficyt, brak, głód. A moją siłą, moją władzą został on zaspokojony. Ukojony. I stąd Wasza obecność przy mnie. Wspomnienie tego głodu, deficytu i ryzyko, że się powtórzy każe Wam trwać przy Mnie i Mnie szukać.

Tak jakby Jezus chciał powiedzieć: czy moja obecność może być zredukowana tylko do zaspokojenia Waszego głodu? Waszych deficytów?

Przyparci do muru pielgrzymi galilejscy zaczynają się bronić i stawiają Jezusowi pytanie: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?”. Odpowiedź Nauczyciela z Nazaretu jest nader prosta: Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał. Warto zwrócić uwagę, że pielgrzymi pytają Jezusa o dzieła (liczba mnoga) On natomiast mówi o dziele (liczba pojedyncza). Tak jakby Jezus chciał przestrzec tych, którzy idą za nim, aby nie trwonili swojej uwagi i energii na wielości spraw a skoncentrowali się na tym, co jest najważniejsze.

Na czym polega zatem to dzieło – czego Bóg oczekuje? Jaka jest Jego wola? Według Jezusa polega ona na wierze w Tego (lub wierze Temu), którego Bóg posłał. Należy dobrze zrozumieć czym jest ta wiara. To nie tyle akt intelektualny. Nie chodzi zatem o wiarę „zamkniętą w subiektywizmie, gdzie liczy się jedynie określone doświadczenie albo zbiór idei czy informacji, które – jak się sądzi – przynoszą otuchę i oświecenie, ale gdzie podmiot ostatecznie zostaje zamknięty w immanencji swojego własnego rozumu lub swoich uczuć” (Franciszek, Gaudete et exsultate, 36). Wiara, którą postuluje Jezus to przylgnięcie do Jego osoby, historii, słów.

Musi nas dziwić, że dla wyrażenia tej jedności człowieka z Jezusem używa On kategorii konsumpcji (zamiast na przykład kategorii małżeństwa): Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.

ks. Adam Błyszcz

[1] W Nowym Testamencie mamy trzy równoważne określenia tego akwenu, który znajduje się na terytorium Galilei: Jezioro Galilejskie, jezioro Genezaret lub Jezioro (a czasem Morze) Ttyberiadzkie.