Wiara‎ > ‎

Jak krytykować dobrze?

opublikowane: 3 mar 2019, 01:44 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 3 mar 2019, 01:54 ]

Homilia na VI niedzielę zwykłą

39 Opowiedział im też przypowieść: «Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? 40 Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. 41 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? 42 Jak możesz mówić swemu bratu: "Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku", gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. 43 Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. 44 Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. 45 Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta.
(Łk 6, 39–35)

Gdyby zestawić ten fragment Ewangelii Łukasza z podobnymi tekstami w Ewangelii św. Mateusza (chodzi o rozdział siódmy), to natychmiast zauważymy pewną zmianę. Mateusz w swojej redakcji jest nastawiony bardziej na polemikę z przywódcami Izraela, natomiast Łukasz widzi słowa Jezusa jako skierowane do wspólnoty uczniów, do formujących się wspólnot, które po początkowym entuzjazmie muszą konfrontować się ze złem w swoim łonie. Złem sprowokowanym przez uczniów Jezusa. Pierwsza i druga generacja chrześcijan.

Czy pierwsze ostrzeżenie Jezusa o tym, że ślepy nie powinien prowadzić ślepego, skierowane jest do liderów wspólnot chrześcijańskich? I na czym miałaby polegać owo ślepota? Czy na tym, że owi liderzy, pasterze będąc niezdolni dostrzec własnych błędów, i niezdolni przyznać się do nich, chcą być przewodnikami innych. Ach, czy swoistym komentarzem do tego fragmentu Ewangelii nie są słowa o. Adama Żaka SJ, który odnosząc się do oskarżeń wobec nieżyjącego ks. prałata Henryka Jankowskiego i całego zamieszania wokół jego pomnika, powiedział nie mniej nie więcej, że w takiej sytuacji potrzeba interwencji instytucji wyższej. Możemy się domyślać, że miał na myśli Watykan (w osobie nuncjusza papieskiego) i, być może, papieża Franciszka. Ale ta deklaracja polskiego jezuity w przełożeniu na góralski znaczy jedno: skoro nie potraficie rządzić, kierować lokalnym Kościołem, to o pomoc musimy prosić instancję wyższą. Nie słyszałem, w ostatnich dziesięcioleciach, bardziej dosadnej opinii na temat pasterzy Kościoła w Polsce. Opinii wyrażonej z otwartą przyłbicą.

Ale cały ten Łukaszowy fragment mówi jedno. W pierwotnych wspólnotach musiało dochodzić do napięć między wiernymi a pasterzami, którym zapewne zarzucano ślepotę i nieporadność. I próbowano w tych konfliktach powoływać się na jakiejś wskazówki Jezusa. Słowa krytyki czy sądy kierowane były zapewne w pierwotnych wspólnotach (podobnie jak w naszych aktualnych) nie tylko pod adresem przełożonych, ale również współbraci. Kontrast, którym posługuje się Jezus (belka i drzazga), pokazuje, że w upomnieniu braterskim nie może chodzić o upokorzenie brata, ale o jego nawrócenie, zbawienie. Trzeba również w tym kontekście zapytać o coś innego: czy udzielając upomnienia bliźniemu, odnosimy się do czegoś, co jest obiektywnym złem i grzechem (przypominam, że do definicji grzechu ciężkiego przynależą trzy kategorie; poważna materia, pełna świadomość i całkowita wolność podmiotu działającego – te dwie ostatnie kategorie znajdują się właściwie poza kontrolą osób trzecich, może spowiednicy mają do nich dostęp?), czy też do czegoś, co w zachowaniu bliźniego sprawia, że zostajemy pozbawieni naszego bezpieczeństwa emocjonalnego, że zostaje naruszony nasz ład i czujemy się z tym źle. Ale czuć się źle, a mieć do czynienia ze złem to nie to samo!

ks. Adam Błyszcz