Wiara‎ > ‎

Prawdziwe Słowo

opublikowane: 27 sty 2019, 12:37 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 27 sty 2019, 12:39 ]

Homilia na III niedzielę zwykłą

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, 2 tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. 3 Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, 4 abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. (…) Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. 15 On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. 16 Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. 17 Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: 18 Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, 19 abym obwoływał rok łaski od Pana. 20 Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. 21 Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli».
(Łk 1,1–4; 4, 14–21)

Łukasz chce opowiedzieć historię Jezusa Chrystusa. Ma przed sobą konkretnego człowieka, niejakiego Teofila (nie można wykluczyć, że jest to imię, które symbolizuje kogoś, kto miłuje Boga, człowieka wyczulonego na tajemnicę Boga [1]), ale przyjmijmy tę intuicję Łukasza, że ewangelii nie opowiada się bezimiennemu tłumowi. Opowiada się ją zawsze konkretnej osobie, która wyposażona jest w swoją chwalebną lub haniebną historię, która cieszy się swoją kulturą lub brakiem takowej, która posługuje się swoim kodem egzystencjalnym. Współczesny Kościół znajduje wiele trudności w rozpoznaniu kondycji słuchacza, którego ma przed sobą, i któremu chce przekazać cenne orędzie o Jezusie. Bez rozpoznania, kogo mamy przed sobą, mówiąc o Jezusie, wszelkie wysiłki Kościoła ewangelizowania spełzną na niczym.

Z drugiej strony, Łukasz pisząc Ewangelię dla dostojnego Teofila, jest świadomy, że chce przekazać Słowo Boże, które stało się ciałem. Taki przekaz nie może podlegać manipulacji. To nakłada na Łukasza szczególną odpowiedzialność, stąd wspomina o konieczności wsłuchania się w to, co o Jezusie powiedzieli inni, uprzedzając Łukasza. W ten sposób dowiadujemy się, że Łukasz nie był naocznym świadkiem życia Jezusa (czytając jego Ewangelię odnosimy wrażenie, że nie miał także zbyt dokładnego pojęcia o topografii Ziemi Świętej). To by znaczyło, że i sam Łukasz dotarł do Jezusa dzięki opowieści innych, tych, którzy z Jezusem byli od samego początku. To o tyle ciekawe, że dzisiaj nie brakuje teologów, egzegetów, którzy twierdzą, że ewangelie zostały spisane przez drugą, trzecią generację chrześcijan, a poszczególni redaktorzy ewangelii (mimo przyjętych imion, pewnie dla dodania sobie prestiżu) nie spotkali nigdy Jezusa Chrystusa ziemskiego. Ich wiara zapośredniczona jest w wierze naocznych świadków, którzy zadbali o to, aby opowieść o Jezusie, o Jego słowach i czynach, przekazana została następnym pokoleniom. Zrazu w tradycji ustnej, w przekazie ustnym, a następnie w przekazie spisanym. Okazuje się zatem, że w akt wiary w Boga wpisany jest również akt wiary w człowieka, który przekazuje orędzie, Słowo Boga. To oczywiście rodzi pewien niepokój w naszych sercach, czy mogę wierzyć temu, który mówi mi o Bogu? Czy aby człowiek, który opowiada mi o Bogu, nie chce manipulować moją nadzieją życia wiecznego? Może chce mnie zwieść? Takie podejrzenia rodzą się tam, gdzie zawiedliśmy się na ludzkim słowie. Czy Łukasz należy do takich zawiedzionych i rozczarowanych ludzkim gadaniem? A może takim rozczarowanym jest sam Teofil? I Łukasz, zdając sobie sprawę z tego kodu egzystencjalnego Teofila, próbuje temu zaradzić i dlatego rozpoczyna cały proces pisania, opowiadania od początku. Oczywiście nadając temu również swój osobisty charakter: w dzisiejszym fragmencie Jezus jest pokazany jako oddany współpracownik Ducha Świętego, a nadto motywem dominującym tej Łukaszowej narracji jest temat miłosierdzia. Tylko on opowiada przypowieść o marnotrawnym synu.

Ks. Adam Błyszcz

[1] Cenne i wiele mówiące spostrzeżenie kardynała Ratzingera, który w jednej ze swoich prac teologicznych udowadniał, że wielkim sprzymierzeńcem w dziele ewangelizacji rodzącego się Kościoła nie było to, że zdecydowana większość ówczesnego społeczeństwa była wierząca, religijna, ile to, że ta większość była również większością filozofującą! Być może się mylę, ale na takiego sojusznika w procesie współczesnej reewengelizacji liczyć raczej nie możemy.