Wiara‎ > ‎

Zwieńczenie dzieła stworzenia

opublikowane: 7 cze 2019, 00:00 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 cze 2019, 00:02 ]

Homilia na uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego


Dzisiejszą uroczystość wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa trzeba niewątpliwie rozpatrywać w kategoriach wielkiej teologii, to znaczy , że zostaje tym wydarzeniem, tą tajemnicą dopełnione dzieło stworzenia.

Dzieło stworzenia nie kończy się powołaniem do życia Adama i Ewy. Ono kończy się wtedy, kiedy natura ludzka zostaje wyniesiona do chwały nieba, co wydaje się być ostatecznym, definitywnym zamysłem Boga wobec człowieka. A to dzieje się właśnie w tajemnicy wniebowstąpienia Syna Człowieczego. To oczywiście prowokuje do jeszcze jednej uwagi. Gdyby utożsamiać stworzenie Adama i Ewa z pojawieniem się gatunku homo sapiens na Ziemi, to trzeba przyznać, że między początkiem procesu stworzenia człowieka, a ujawnieniem ostatecznego celu tegoż stworzenia (właśnie w wydarzeniu wniebowstąpienia) upłynęło mniej więcej 200 tysięcy lat! Daje myśleć o cierpliwości Boga! O Jego pedagogii wobec człowieka!  

To niewątpliwie stanowi pewien trop refleksji nad dzisiejszą uroczystością, ale mnie dzisiaj uderza jedno zdanie z głoszonej Ewangelii: Jezus powiada, że uczniowie będą świadkami tego, co mówi Pismo: że Mesjasz musi cierpieć, musi umrzeć haniebnie i zostanie wskrzeszony trzeciego dnia. Świadkami tego jest pierwsze pokolenie uczniów Jezusa. A my czego jesteśmy świadkami?

Przychodzi mi do głowy taki epizod z przeszłości. Lat temu bez mała trzydzieści przez przypadek uczestniczyłem we Mszy św., podczas której świętowano 25-lecie pewnego małżeństwa. Nie znałem tych osób, kościół był pięknie przyozdobiony, kwiaty, jakiś zespół, który grał niekoniecznie pieśni liturgiczne, ale niewątpliwie wprowadzał wszystkich w sentymentalny nastrój. Stąd też wszyscy ze zdziwieniem przyjęliśmy fakt, że kiedy podczas tej mszy ksiądz zaprosił do przekazania sobie znaku pokoju, dorosłe dzieci tego małżeństwa w sposób widoczny odmówiły przekazania znaku pokoju swojemu ojcu. Ci synowie uściskali swoją mamę, ale pominęli tatę. Jak się później dowiedziałem, uczynili tak, gdyż wiedzieli, iż był taki czas w małżeństwie ich rodziców, że ojciec zdradzał swoją żonę, a ich matkę. Odmawiając mu znaku pokoju, chcieli publicznie zdystansować się wobec jego niewierności. W jakiejś mierze nie tylko byli świadkami (i owocem) miłości swoich rodziców, byli również świadkami upadku swojego ojca!

A my czego jesteśmy świadkami? Każdego dnia bombardowani jesteśmy informacjami, które tratują naszą tożsamość kościelną. Dzisiaj doświadczamy wstydu, odpowiadając na pytanie, czy jesteśmy katolikami, czy należymy do zhańbionego Kościoła katolickiego. Oczywiście nie relatywizując zbrodni pedofilii i zaniedbań biskupów, których dopuścili się kryjąc księży – pedofilów, niczemu nie służy wskazywanie palcem grzechu innych. Swego czasu Matce Teresie z Kalkuty zadano pytanie, co trzeba zmienić w Kościele, żeby był lepszy. Miała odpowiedzieć, patrząc na dziennikarkę, że tylko dwie rzeczy: mnie i ciebie. Proces nawrócenia rozpoczyna się ode mnie. Jeżeli znam jakikolwiek grzech, to znam jedynie mój grzech. Być może początkiem tego nawrócenia jest odzyskanie owej właściwej, pierwotnej perspektywy, o której wspomniałem na samym początku: że zostałem stworzony po to, aby zasiąść po prawicy Ojca.

ks. Adam Błyszcz CR