Wiara‎ > ‎

Epifania czy Befana?

opublikowane: 6 sty 2019, 05:42 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 6 sty 2019, 05:44 ]

Homilia na uroczystość Objawienia Pańskiego

Gdybyśmy dzisiaj postawili pytanie, jaką uroczystość świętujemy w liturgii Kościoła, to w całym świecie katolickim podniósłby się prawie jednomyślny krzyk, że to Epifania, święto Objawienia Pańskiego, uroczystość trzech tajemniczych królów, zwanych również magami, mędrcami.

W Kościele pierwotnym istniało jedno, jedyne święto. Była to Pascha, Wielkanoc. Dopiero z czasem pojawiły się inne uroczystości. Po koniec II wieku w Aleksandrii Egipskiej pojawiły się grupy heretyckie związane z działalnością niejakiego Bazylidesa, które 6 stycznia czciły w jednej celebracji cztery wydarzenia z życia Jezusa, czyli: Jego Narodziny w Betlejem, Jego objawienie się magom, chrzest w Jordanie oraz cud w Kanie galilejskiej. Po kilku wiekach święto rozpowszechniło się w całym chrześcijaństwie, tyle że na Zachodzie, w tradycji łacińskiej, zostało rozbite na osobne celebracje: 25 grudnia narodzenie Syna Bożego, Epifania, czyli objawienie się Jezusa poganom i pierwsza niedziela po Epifanii – chrzest Jezusa w Jordanie.

Niezwykle trudno ustalić, skąd pochodzili ci mędrcy (bo raczej chodzi o ludzi ówczesnej nauki niż władzy). Wśród pojawiających się hipotez najbardziej przekonująca jest ta, która mówi, że była to grupa (nie ma w Ewangelii żadnej wskazówki co do liczby tych osób), która wywodziła się z Babilonii. Żyła tam wielka diaspora Żydów i dawało to możliwość, żeby obcy (czyli ludzie spoza Przymierza z Abrahamem) mogli zaznajomić z Księgami Narodu Wybranego. Z nadziejami mesjańskimi Izraela. Nadto ówczesna Babilonia była centrum badań astronomicznych, co tłumaczyłoby także informację, że mędrcy zjawiają się w Jerozolimie ze względu na gwiazdę, którą dostrzegają na niebie.

Byłaby ta dzisiejsza uroczystość zatem uroczystością tych, którzy do Boga przychodzą nie dzięki Świętym Księgom, które Bóg powierzył Ludowi, a wysiłkiem intelektu poszukiwań rozumowych, refleksji nad wszechświatem, ludzką kulturą lub historią.

Nie jest zatem tak, że jesteśmy skazani na wieczny konflikt między rozumem a aktem wiary. Nie jest tak, że są to wartości wykluczające się. Można zresztą mnożyć przykłady tych, którzy w swoim życiu doskonale pogodzili jedno z drugim. Wystarczy wspomnieć chociażby George Lemaître’a, belgijskiego fizyka, astronoma (i księdza katolickiego), który uchodzi za jednego z twórców teorii wielkiego wybuchu Big Bang. Kiedy papież Pius XII chwalił go za jego pracę naukową, twierdząc, że jego odkrycia dadzą się pogodzić z opowieścią biblijną o stworzeniu świata, sam Lemaître protestował, mówiąc: „Wasza Świątobliwość, do moich konkluzji doszedłem na drodze rozumowej, a nie biblijnej”.

Na początkowe pytanie, co dzisiaj obchodzimy, odpowiedź, że Epifanię, słyszymy w całym Kościele, z wyjątkiem Włoch. Tutaj większość osób, zwłaszcza dzieci, powiedziałyby, że 6 stycznia świętujemy Befanę. Kim jest ta postać?

To kobieta, której przypisuje się cechy od czarownicy począwszy, a na dobrej wróżce skończywszy, w kulturze włoskiej jest utożsamiana z dwiema postaciami kobiet ze świata biblijnego. W niektórych regionach Włoch wierzy się, że w Befanę wciela się dusza żony Piłata, Klaudia Prokula, która po śmierci miała prosić Boga, aby mogła pozostać na ziemi do końca świata i w ten sposób pokutować za grzech swojego męża, który skazał na śmierć Syna Bożego. W innych rejonach Włoch wierzy się, że Befana personifikuje babcię Heroda Wielkiego, który podjął decyzję o wymordowaniu dzieci w Betlejem. Również ona chciała, opiekując się dziećmi i przynosząc im podarunki, wynagrodzić zbrodnię swojego wnuka [1]. Te dwie postaci, połączone w takiej legendarnej, bajkowej wizji łączy jedno: przekonanie, skądinąd głęboko chrześcijańskie, o możliwości pewnego zadośćuczynienia za grzechy czy winy innego człowieka.

Ale trzeba nadmienić jeszcze jedną rzecz. Befana w powszechnym przekonaniu przychodzi do dzieci, żeby te dobre nagrodzić (dają im na przykład słodycze), a te złe przywołać jakoś do porządku (zostawiając im jako ostrzeżenie węgiel). A to oznacza, że włoskie dzieci żyją w perspektywie pewnego sądu: oto nadejdzie dzień, w którym moje postępowanie, moje wybory, moja wolność zostaną osądzone, ocenione. Czy nie jest to perspektywa chrześcijańska? Możemy oczywiście to wszystko ośmieszyć i przywołać opinię francuskiego filozofa Jean-Paula Sartre’a, który pisał, że do wiary zniechęciło go przekonanie, że jest nieustannie obserwowany przez Boga, oceniającego jego postępowanie.

ks. Adam Błyszcz

[1] Por. Carlo Lapucci, La Vecchia dei camini. Vita pubblica e segreta della Befana, Firenze 2018, str. 11–12.