Wiara‎ > ‎

O miłości w czasach obłudy

opublikowane: 5 maj 2018, 06:10 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 5 maj 2018, 06:13 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na VI Niedzielę Zmartwychwstania

9 Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! 10 Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. 11 To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. 12 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. 14 Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.
(J 15, 9–17)

Dzisiejszy fragment stanowi część tego, co egzegeci (zawodowi wyjaśniacze Pisma) nazywają mową pożegnalną Jezusa Chrystusa. W tej mowie i w takim kontekście rozstania pojawia się wątek przykazania nowego (por. J 13, 34) czy też mojego, tzn. Jezusa.

Są to słowa, które Jezus powierza swoim uczniom. Wieczernik jest zamknięty, nie ma tam obcych. Nie tylko zamknięte drzwi określają tę przestrzeń między swoimi a obcym (nienawistnym) światem. Byliśmy świadkami gestu, który bardzo mocno zakreślił tę granicę – Jezus swoim obmył stopy. To jednak nie oznacza, że miłość, o której mówi Pan i którą zaleca Pan ogranicza się jedynie do tego kręgu. Jeżeli mają rację ci, którzy powiadają, że słowa i czyny Jezusa wzajemnie się oświecają i wyjaśniają to przecież ważne i aktualne pozostaje to, do czego Jezus wzywał w ewangelii Łukasza:

27 Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą.
(Łk 6, 27–28)

A co sam Jezus uczynił podczas swojej męki i śmierci, kiedy modlił się za swoich oprawców. Nie po to, aby Ojciec pomścił Jego śmierć (o co prosiłby każdy wierny syn Starego Przymierza), ale aby Ojciec okazał im miłosierdzie i im wybaczył.

To ważne, aby widzieć właśnie to: przykazanie miłości zostaje powierzone swoim, ale nie ogranicza się do swoich! Co ciekawe kardynał Ratzinger zauważa, że:

„w pismach św. Jana dochodzi do ostatecznego utrwalenia chrześcijańskiego pojęcia braterstwa. Nie tylko słowo „brat” zostaje tu ograniczone do chrześcijan, ale znamienne jest również to, że św. Jan wymaga miłości braterskiej, a nigdy nie wspomina o miłości do wszystkich ludzi.”
(J. kard. Ratzinger, Chrześcijańskie braterstwo, Kraków 2007, str. 43).

Przywołany przez Kardynała Ratzingera przykład pokazuje, że Kościół pierwotny pozwalał sobie na pewną modyfikację słów samego Mistrza.

Miłość, o której mówi Jezus posiada kilka charakterystyk, którym dobrze jest się przyjrzeć.

Jest to miłość, której źródła są w Bogu, w Ojcu. W związku z tym jej dynamizm jest niewyczerpany!

Jest to miłość wyjaśniona w pełni w śmierci krzyżowej Jezusa (nigdy dość kontemplacji Krzyża Jezusa – trzeba Mu się przyglądać z uporem maniaka).

Jezus swoich uczniów nazywa przyjaciółmi. Ale zaledwie raz jeden użyje słowa przyjaciel (w liczbie pojedynczej) w bezpośredniej rozmowie zwracając się do konkretnej indywidualnej osoby. Będzie to Judasz, w momencie zdrady:

49 Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go. 50 A Jezus rzekł do niego: «Przyjacielu, po coś przyszedł?» Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go.
(Mt 26, 49–50)

Przyjacielu, słowo wyrzutu czy ostatnia deska ratunku dla jednego z uczniów, którego zwiodła mylna interpretacja (egzegeza) postaci, historii Jezusa Chrystusa?

Jest to miłość, która nie wyklucza nikogo, nawet tego, który mieni się, uważa się za wroga samego Jezusa czy Jego Kościoła.

Jak się nauczyć takiej miłości?

Przede wszystkim wierzyć w miłość Boga do człowieka. Wspomniany wcześniej Jan, apostoł w swoim Pierwszym Liście podaje oryginalną definicją chrześcijanina:

6 Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam.
(1 J 4, 16)

A druga wskazówka – również w tym samym piśmie janowym:

Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.
(1 J 4, 20)

Najtrudniej oczywiście z wrogami, nieprzyjaciółmi, a każdy z nas ma takich, którzy szkodzą (mają ku temu milion powodów, ale ten jeden najświętszy najbardziej nas irytuje, że to dla naszego dobra, dla naszej poprawy), czy wręcz niszczą. Nie widzę innego sposobu jak ten jeden: spróbować każdego dnia zmówić, za takich poprawiaczy z bożej łaski jedno Ojcze nasz. Nie po to, aby się zmienili czy nawrócili, ale żeby byli szczęśliwi.

ks. Adam Błyszcz