Na wysuszonym brzegu tylko mech zalega,
Wreszcie, o rannej porze w maju,
Błękitna błyskawica przez niego przebiega,
Fiołki zakwitły tam na skraju.
A po niebie obłoki ciągną się pomału,
Ciężka, nużąca jest ich jazda.
Gdy promień za promieniem przebił się przez całun,
Błyszczy wspaniale niczym gwiazda.
A ten świat dookoła, choć nikt mu nie kazał,
Życie otoczył poniżeniem,
Dopóki uśmiech Boga się nam nie pokazał,
A twoje było to spojrzenie.
(Tłum. Wiktor J. Darasz, 2014)