I jestem po wizycie w Termach Rzymskich... I muszę z przykrością stwierdzić, że odczucia mam niemal wyłącznie negatywne. Szczerze powiem, że to był pierwszy całodniowy pobyt w obiekcie, w którym czas wlókł się niemiłosiernie. Miałem nawet ochotę gdzieś koło godziny 17.00-18.00 opuścić ten przybytek, ale pomyślałem, że skoro już zdecydowałem się na całodniową wejściówkę, to chociaż seanse (jedyny w miarę pozytywny aspekt tego obiektu) wszystkie "zaliczę". Ale do rzeczy.
Ostatnio raczej staram się we wszystkim szukać pozytywów, więc i tu coś znajdę. Podobały mi się seanse. Byłem na wszystkich dostępnych tego dnia i muszę powiedzieć, że wszystkie przejawiały się dobrym machaniem i solidnym grzaniem. W pierwszej części dnia prowadził je młody saunamistrz o imieniu Mateusz, Pod wieczorem i wieczorem nieco starszy i szczuplejszy, również o imieniu Mateusz. Ten młodszy miał trochę lepszy warsztat, ale ten drugi też dobrze machał. Seanse rzekłbym klasyczne, były też seanse z peelingiem realizowane w stylu znanym mi z Kristall Therme. Wychodzenie nago po dwóch rundach i wchodzenie z solą z powrotem, bez prysznica w międzyczasie. Ja oczywiście potraktowałem to jako przewietrzenie i krótki odpoczynek między naparzaniami, tak jak to robię w Niemczech przy podobnych seansach, bo solne peelingi to duża nieprzyjemność dla mojej skóry. Seans "Witamy w Piekle" byłby dobry, gdybym w tym dniu miał moja saunową czapeczkę, a pewien traf sprawił, że jej nie miałem... Tak musiałem siedzieć na dolnych ławach. Był on gorętszy w wykonaniu młodszego Mateusza.
Sama Sauna Saturna... Cóż, średnio mi się podobała. Byłem w niej tylko na naparzaniach i stwierdzam, że ten podział na dwie części sprawiał, że nie było równomiernego rozprowadzenia powietrza w czasie seansów. Jak saunamistrz machał w jednej części, w drugiej temperatura spadała.
Inny pozytyw to poprawność saunowania bywalców - nie było nikogo w gaciach czy strojach, nie widziałem nikogo, kto by miał stopy na deskach czy wchodził z ręcznikami do łaźni parowych
Teraz na temat kiepskiej reszty atrakcji w tym obiekcie.
Po pierwsze (i co najważniejsze), ten obiekt powinien nazywać się "Termy Mroku" lub "Termy Ciemności". To jest jakaś totalna pomyłka, że w obiekcie, do którego przyjeżdżam wypocząć i się zrelaksować, cały czas czułem się zdołowany wszechobecną ciemnością. Po prostu tak depresyjnej atmosfery to nie widziałem jeszcze nigdzie. Gdyby było cieplej, chyba spędzałbym więcej czasu na zewnątrz, bo w środku to ja cały czas czułem się, jakbym nie miał się gdzie podziać i zadawałem sobie pytanie: "Co ja tu robię?". Jedyne wyjątki to kilka w miarę jasnych saun suchych (Kleopatry, Afrodyty i częściowo jasna Cezara), gdzie przynajmniej na chwilę można było od tego dołującego mroku odpocząć. Choć do Sauny Afrodyty chodziłem mniej, bo tam trzeba było przejść przez ogródek z silnie dmuchającym wiatrem.
Sauny parowe wszystkie ciemne. W jednej (tej czerwonej) nie zagrzałem ani minuty, w tej ziołowej chwilę zostałem z uwagi na zapachy, w solankowej też raz byłem i chwilę zostałem ze względu na inhalacje. Ale panujące ciemności szybko mnie stamtąd wygoniły. Ja rozumiem, że niektórzy wstydliwi wolą sauny, gdzie jest ciemno i nie widać ich szczegółów anatomicznych, ale ja jednak bym wolał wypoczywać przy radośniejszym oświetleniu, ponieważ to, czy moją nagość ktoś widzi, czy nie, zupełnie mi zwisa. Czemu zatem nie ma ani jednej sauny parowej nieco jaśniejszej dla tych, którzy nie są tak wstydliwi, a ciemności w saunach nie lubią?
Ten ciemny basen solankowy, to opiszę tylko tak: rozpacz... I dodam tylko, że jak otworzyłem drzwi i zobaczyłem, co to jest, równie szybko je zamknąłem. Pomijając fakt, że fanem jacuzzi (przynajmniej ciepłego) nie jestem, to nie wiem, jak można się relaksować w tych warunkach. Kompletne ciemności sprawiłyby, ze w ogóle nie wszedłbym do tego, bo nie wchodzę do czegoś, jeśli nie widzę do czego wchodzę.
W obiekcie brakuje jakiegoś normalnego miejsca wypoczynku - małe tepidarium, w którym miejsca dla wszystkich nie starcza (zwłaszcza zaraz po seansie), kilka foteli przy barze, z których jeszcze wyganiają. Przy saunie Cezara co najwyżej siedziska, na których położyć się trudno. Ludzie, kto to projektował?! Naprawdę nie wiedziałem, gdzie się podziać w tych realiach. W efekcie wiele czasu miedzy seansami spędzałem w szatniach, gdzie wprawdzie zbyt miło nie było, ale 1. było jasno i 2. tylko tam można było się coś zjeść i się napić... Bo w części głównej obiektu nie pozwalają. Wg regulaminu tam też chyba nie można, ale tam przynajmniej nikt za to nie gonił.
Baseny: kąpałem się tylko w tym większym, ale też tylko dwa razy, bo jakoś nie miałem ochoty wchodzić do basenu, który był tak słabo oświetlony. Czuję pewien dyskomfort, jeśli mam kąpać się w sytuacji, gdy nie do końca widzę, jak wygląda woda. Teoretycznie zewnętrzny basen schładzający mógłby być przyjemny, bo tu na jego oświetlenie narzekać nie mogę. Byłby, gdyby nie pływały w nim liście i inne niezidentyfikowane farfocle. Nikt z obsługi nie kwapił się by to wyczyścić przed otwarciem obiektu... Wyczyścili to chyba przed wieczorem (pewnie, dla tej garstki klientów, która jest w niedzielę rano, nie opłacało się dupska ruszyć), wtedy raz czy dwa wszedłem, bo do ochłody to było idealne.
Co do organizacji seansów, to za patologię uważam to, że jeden saunamistrz prowadzi wszystkie seanse przez pół dnia, potem drugi przez drugie pół dnia. Panowie wprawdzie stawali na wysokości zadania, ale mnie było tych chłopaków trochę żal. na ogół jest tak, że saunamistrzowie robią 2-3 seansów dziennie. Ale motywy włodarza obiektu poniekąd rozumiem - oszczędności. Mniej saunamistrzów = mniej trzeba płacić, a efekt ten sam. Tylko nie wiem, czy to nie graniczy z wyzyskiem. Szczerze mówiąc to wcale się nie dziwię, że (jak ktoś wyżej wspomniał) saunamistrzowie się tam często zmieniają. Bo kto by takie coś na dłuższą metę wytrzymał?
Poza tym, okazało się że to obiekt, w którym bywają złodzieje ręczników! Otóż podczas, gdy poszedłem sobie wypoczywać do tepidarium (akurat było miejsce) zostawiłem dwa ręczniki na wieszakach niedaleko basenu do przeschnięcia. Po kilkudziesięciu minutach wracam, a ręczników nie ma w miejscu, w którym je zostawiłem... Zacząłem łazić w tę i z powrotem po całym obiekcie, niczym tzw. "smutni panowie" i szukałem swoich ręczników. Poprosiłem również jedną panią, by sprawdziła czy nie wiszą jakieś w damskiej szatni. Poszukiwałem je przez najbliższe klika godzin, bez rezultatu. Pytałem się sprzątaczek, obsługi, ale wyraźnie mieli to w d****. Odburknęli tylko, że nie widzieli i tyle.
W ogóle obsługa sprawiała wrażenie, jakby pracowała tam za karę. Zero uśmiechu, zero serdeczności, zupełne przeciwieństwo tego, czego dzień wcześniej doświadczyłem w LifeAge. Sprawiają wrażenie, że klientów traktują na zasadzie: "zostaw forsę i spadaj". nawet zamawiając w barze filiżankę kawy, trzeba było ich przywoływać dzwonkiem, bo woleli siedzieć w swojej kanciapie i pewnie spędzać czas na pogaduchach...
Do tego wszystkiego dochodzi drobny wypadek, którego doznałem w końcowej fazie pobytu, kiedy to po poślizgnięciu się na schodach Świątyni Saturna, skaleczyłem sobie stopę na ścięgnie Achillesa. Ale to już nie wina obiektu, tylko mojego pecha, jednak dołożyło się to do świadomości nieudanego pobytu.
Pobyt uważam za stracone pieniądze. Choć może tak nie do końca, bo zawsze trzeba być i posaunować, by wyrobić sobie opinię. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie, z którego trzeba wyciągnąć wnioski. Moja jest taka, jak opisałem wyżej i pewnym jest to, że w tzw. "normalnym dniu" już mnie tam nie zobaczą. Być może przyjadę na Sauna Cup, ale tylko ze względu na atrakcje związane z samym wydarzeniem. Bo sam obiekt nie jest wart ani przejechanych kilometrów, ani wydanych pieniędzy...