Pobyty: 28.07.2018 i 8.08.2018:
Wiele razy myślałem, żeby wrócić kiedyś w to miejsce... Miejsce, któremu właściwie zawdzięczam ten naturystyczny pierwiastek mojego życia. To, na którym to kiedyś, pełen wewnętrznego stresu pierwszy raz w obecności innych ludzi zdjąłem majtki...
Ponieważ na moje rowerowe wojaże w roku 2018 wybrałem szeroko pojęty zachód Polski z małą domieszką wschodu Niemiec, była więc okazja zajechać tam ponownie. Niestety przez pierwsze etapy wyjazdu byłem oddalony od granicy na Odrze i Nysie i nie miałem kompletnie gdzie (ani w sumie kiedy) się opalać. W Lubuskiem i w południowej części Pomorza Zachodniego naturyzm jest zjawiskiem kompletnie nieznanym i nawet małe dzieciaki na plażach tekstylnych ubiera się w majtki (i staniki!!!), tak więc mogłem tylko jeździć i zwiedzać, bez przerywników na opalanie. Toteż, "wyposzczony" od opalania i z wyblakłą względem rąk, nóg i twarzy resztą ciała, pognałem w stronę Halbendorfu już w pierwszy (akurat słoneczny) dzień bytności na terenie Łuku Mużakowa. Dzień okazał się słoneczny akurat nad Halbendorfer See, podczas gdy w okolicach, nawet bliskich, było tego dnia sporo chmur, a wieczorem burze. Także wybór miejsca był strzałem w dziesiątkę (w tamtych stronach to nie jedyna opcja, jakby ktoś nie wiedział, ale o tym będzie w innych wątkach)
Najpierw może o samej plaży z pewną refleksją historyczno-sentymentalną. I powiem tak, gdyby w tym 2010 roku były podobne ustawienia, jak obecnie, to tej niespodziewanej bytności by nie było i pewnie nie byłoby mnie na naturystycznym forum i miałbym może nadal biały tyłek... Zapewne nie byłoby też tej strony... A to dlatego, że teraz cały teren plaży jest ogrodzony i nie da się jechać ścieżką wzdłuż jeziora, a to tak właśnie pierwszy raz przypadkowo tam trafiłem. A wówczas trafiłem i... coś pękło. Puszka Pandory się wtedy otworzyła... I kilka lat później z kogoś totalnie wstydliwego zrobił się ze mnie naturysta... Teraz nie ma mowy o przypadku - wchodzą ci, co chcą i są świadomi tego, gdzie wstępują. Wchodzi się na areał przez jedną furtkę i płaci za wstęp. Z tego, co zauważyłem, nie płacą tylko mieszkańcy położonego obok kempingu FKK. Wstęp €2.
No i tym razem, w zupełnie innych okolicznościach i przy zupełnie innym "stanie umysłu" niż 8 lat temu mogłem ogarnąć teren lokalizacyjnie. No i muszę stwierdzić, że tu jest co najmniej średnio, z uwagi na to, że zaraz za płotem przechodzi asfaltowa ścieżka rowerowa okalająca jezioro, którą to zresztą tam dojechałem. Wprawdzie rzadko ktoś tam jeździ, ale jednak... znaczna część plaży jest z tej ścieżki widoczna jak na talerzu. Jednak ten ogrodzony areał jest na tyle duży, że można znaleźć części plaży oddalone zarówno od tej ścieżki rowerowej, jak i innych plażowiczów. jednak większość plażowego życia skupia się na piaszczystej plaży przy wejściu i barach i wybrałem jednak tę część (blisko brzegu jeziora, by znajdować się daleko od owej ścieżki), bo tylko ta część była w słońcu. Te bardziej ustronne części to teren zadrzewiony, gdzie więcej cienia niż słońca. Co ciekawe, owa ścieżka dzieli plaże od kempingu, a, co zauważyłem wiele mieszkańców kempingu drogę na plażę pokonuje nago, przechodząc przez tą ścieżkę, kompletnie nie przejmując się ewentualnymi rowerzystami tamtędy przejeżdżającymi .
Plaża ma dwa bary i dwa prysznice. Są też toalety, ale dość daleko od głównej części plaży - trzeba się w celu skorzystania udać na spacerek do zalesionej części plażowego areału. Woda czysta, zdecydowanie czystsza niż, z tego co pamiętam, ta sprzed 8-miu lat.
Ciekawostką jest, że na jeziorze w rejonie plaży FKK jest pływająca drewniana platforma, na którą chętni mogą podpłynąć i się tam rozłożyć.
Ludzi sporo, ale widać było wyraźną luką pokoleniową. Dużo emerytów i ludzi 40+ i dużo dzieci, również nie brakowało dorastającej młodzieży. Natomiast wiek ok. 15-40 bardzo nielicznie reprezentowany. Było boisko do siatkówki, używane niemal cały czas, ale siatkówka była raczej tekstylna - grający do gry ubierali gacie, koszulki itp. No i, niestety, zdarzały się tekstylne dzieciaki, na szczęście bardzo nieliczne, ale to spostrzeżenie o utekstylnianiu dzieciaków mogę przypasować do wszystkich plaż niemieckich, które tego lata odwiedziłem.
Ogólnie pobyt udany, pogoda (bardzo lokalnie) dopisała i typowo niemiecka relaksowa atmosfera na plaży, bez jakichkolwiek dziwnych osób. Odświeżyłem nieco opaleniznę i trochę zregenerowałem mięśnie po rowerowej harówce na lubuskich piaskach w poprzednich etapach. Niemniej trochę rozczarowały mnie warunki lokalizacyjne tej plaży, zwłaszcza całkowity brak odizolowania wzrokowego od tej ścieżki rowerowej, także następnego dnia, również plażowego, pojechałem sprawdzić inną miejscówkę... Ale o tym już w następnej relacji, w innym wątku. Na plażę w Halbendorfie zajechałem raz jeszcze w czasie jednej z późniejszych tras turystycznych - zwiedzając niemiecką część Łuku Mużakowa, jednak już w niewielkim zakresie, tylko skorzystać, z kąpieli i chwilę odpocząć, w sumie z tej chwili wyszły 2 godziny. I spostrzeżenia podobne, jak w przypadku pierwszej wizyty, więc nie będę jej oddzielnie opisywać.