Odbyło się to na zasadzie kompletnego spontanu i decyzji podjętej między 4 a 5 rano, że... zamiast planowanego wyjazdu kolejowo-rowerowego (w które w moim przypadku z racji idealnej na rower pochmurnej pogody lipiec obfituje), będzie wyjazd autem na plażowanie do Lubiewa. Akurat w tytułowym dniu ładna, bezchmurna pogoda prognozowana była tylko i wyłącznie dla pasa zachodniego, co zauważyłem, gdy sprawdzałem pogodę na planowaną trasę rowerową, która miała być też na zachodzie. Po sprawdzeniu prognozy dla Grzybowa (a w zasadzie Kołobrzegu), okazało się, że tam pogodowo dość niepewnie, sprawdziłem więc Międzyzdroje. I wskazywało bezchmurne niebo... Decyzja była natychmiastowa. Okazało się później, że tak rzeczywiście było. Przez całą drogę pochmurno, a na wyspie Wolin lazurowe niebo :)
I może chronologicznie, zacznę od parkingu, o który jest tu ostatnio dużo szumu. Nawet się nie siliłem, by wjeżdżać do miasta, tym bardziej, że owa ulica Gryfa Pomorskiego podobno jest w fatalnym stanie. "Organoleptycznie" sprawdzać tego nie miałem zamiaru, bo ewentualnego późniejszego remontu zawieszenia mój budżet nie przewiduje. Pojechałem dalej za węzeł Międzyzdroje na leśny parking przy DK-3, dokładnie na wysokości plaży. Może nie jest on duży i przy znaczniejszej frekwencji znalezienie tam miejsca do parkowania mogłoby nie być kwestią oczywistą, ale w dzień roboczy ok. 10:00 bez problemu tam zaparkowałem. Nie ma żadnych zakazów i, co najważniejsze, żadnych opłat. Trzeba wprawdzie jakieś 1,5 km iść pieszo na plażę, ale dla mnie chodzenie nie stanowi żadnego problemu.
Przy zejściu na plażę stało dwóch gliniarzy, co trochę mnie na wstępie zaniepokoiło, ale na szczęście na plażę chyba nie zeszli, a przynajmniej nie widziałem, by później po plaży krążyli.
Schodzę więc i kieruję się na lewo. Na początku ewidentna zwyczajowa część C.O. Trochę tekstylnych, trochę naszych, trochę pań topless. Szedłem więc wzdłuż plaży, aż dotarłem do sektora, w którym wydawali się być już sami nasi, bez tekstylnych i toplessów. Tam początkowo znalazłem miejsce bliżej wydm, ale jak zobaczyłem, że w bliskim sąsiedztwie rozłożyła się (a ściślej była w trakcie rozkładania) jakaś mieszana tekstylno-naturystyczna rodzinka, poszedłem jeszcze dalej i tam już było 100% nagich plażowiczów. I super
Sama plaża wprost rewelacyjna. Przede wszystkim bardzo szeroka, na tyle, że usadawiając się bliżej wydm, można być z dala od przechadzających się brzegiem morza tekstylnych spacerowiczów. A jeśli już przy nich jesteśmy, to kolejnym plusem jest to, że tych spacerowiczów w tekstyliach nie było zbyt wielu. Naprawdę ilości w zasadzie marginalne, zupełnie nieuciążliwe. Nie mam tam po prostu dokąd za bardzo iść. Także przez większość czasu dojście do wody było "czyste". Poza tym, miałem wrażenie, że odcinek służący na plaże naturystyczną, jest naprawdę długi, choć w najbardziej zachodniej widziałem wyłącznie panów, więc to zapewne zwyczajowa część gejowska. Zauważywszy to w czasie spaceru rozpoznawczego w tamtą stronę, zawróciłem i więcej w tamtą stronę nie miałem ochoty się zapuszczać. Generalnie miejsce plażowania, jak się okazało, wybrałem sobie optymalnie - z dala od gejów i z dala od jakichkolwiek tekstylnych :)
No ale skoro wspomniałem o wodzie, to skomentuję ją tak: Po prostu tragedia. Pełno glonów tworzących wywołującą odruch wymiotny zieloną maź, a z biegiem dnia przybyło jeszcze tego więcej. Przed południem jeszcze udało się trochę zanurzyć w wodzie, wykorzystując jakiś skrawek, gdzie tych glonów było na tyle mało, że było widać piaszczyste dno. Po południu wielokrotnie robiłem rekonesans, czy gdzieś woda nadaje się do użytku, ale niestety. Z godziny na godzinę była coraz gorsza. Co ciekawe, wielu ludzi wydawało się być całkowicie nieprzejętych tym stanem wody, i nawet dostrzegłem jakieś dwie młode pannice rezolutnie baraszkujące w tej zaglonionej wodzie, z nurkowaniem włącznie... Ja do tego stopnia czułem obrzydzenie względem tej wody, że nawet spacerując starałem się unikać obmywania przez nią moich stóp... Możliwe, że to akurat nieszkodliwy gatunek glonów, ale ja do tego typu wody nie wchodzę.
Był jeszcze jeden upierdliwy aspekt - komary... Nie było ich na plaży, ale były w krzakach, do których chodziłem za potrzebą. W efekcie każda taka "wycieczka" kończyła się próbami pokąsania lub pokąsaniem. Były na tyle zdesperowane, że po wyjściu z krzaków kilka sztuk leciało za mną z zaciekłością na poziomie much końskich. Dopiero zabicie natarczywców załatwiało sprawę, samo wyjście na słońce ich nie zatrzymywało. W lesie po drodze do parkingu i na samym parkingu też pełno komarów. Te komary miały jednak jedną niewątpliwą zaletę - skutecznie załatwiły ewentualny problem podglądaczy w krzakach czy na wydmach. Gdyby jakiś taki się znalazł, z pewnością szybko by się nim zajęły W efekcie ilość podglądaczy - 0 (słownie: zero)
A żeby zakończyć jednak pozytywnym akcentem, to kolejnym plusem jest to, że wśród bywalców panowała pełna kultura i nie widziałem jakichkolwiek niewłaściwych zachowań. Wprawdzie każdy sobie i jakiejkolwiek integracji brak (cóż, parawaning na całego robi swoje), ale do tego już się na nadmorskich plażach przyzwyczaiłem. A co parawanów to dodam, że wczoraj wiatru nie było prawie wcale, więc gdyby parawany miały służyć (jak niektórzy uparcie utrzymują) do ochrony przed wiatrem, to wczoraj nie powinno było być ani jednego. A większość ludzi miała parawany. A, co ciekawe, widziałem przypadki, że ludzie mieli parawan rozstawiony, a opalali się poza nim - pewnie po osłonięciu się zbyt wielka "patelnia"
Generalnie plaża rewelacyjna, tylko okoliczności mojej wizyty mało szczęśliwe. Przy lepszej wodzie i braku komarów plaża mogłaby ocierać się o mój ideał... Szkoda tylko, że mam tam ponad 270 km, co oznacza grubo ponad 500 km jazdy tam i z powrotem w jednym dniu - za daleko na regularne wizyty. Ale z pewnością jeszcze tam kiedyś wrócę.