POBYT - 2.01.2016
Miałem okazję spędzić w Spreewelten całą sobotę, 2 stycznia. Był to drugi obiekt, który przy okazji saunowego rozpoczęcia roku w Spreewaldzie odwiedziłem.
I podobnie jak dzień wcześniej obiekt w Burgu, ten też przywitał mnie średnio miłą niespodzianką. Otóż gdy po rozebraniu się w szatni poszedłem do części saunowej i tam się rozłożyłem na jednej z leżanek, okazało się, że jeszcze po jedną rzecz musiałem wrócić do szatni. Wracając do saun okazało się, że nie mogę wejść przez bramkę... Zauważył do pewien Pan z obsługi i poinstruował mnie, że po przejściu ze strefy do strefy trzeba odczekać 10 minut, żeby móc wejść ponownie. Wpuścił mnie jednak do saunarium. W dalszej części pobytu okazało się, że nie musi to być pełne 10 minut, ale i tak nie można opuścić danej strefy zaraz po wejściu do niej. Ogólnie, trochę dziwne i w moim odczuciu mało praktyczne to rozwiązanie.
Po rozłożeniu niemal od razu był seans, a po 30 minutach jeszcze jeden, także zwiedzanie obiektu, od którego zwykle zaczynam pierwsze wizyty w obiektach zostawiłem sobie na później. Niemniej, zacznę od spostrzeżeń na temat infrastruktury obiektu. Mówiąc ogólnie, to przerost formy nad treścią. Zewnętrzne sauny stylizowane na stare domki, ale w większości zewnętrznych saun porozstawiane są jakieś bibeloty, a przestrzeni saunowej dość mało, z czego wiele miejsc teoretycznie przeznaczonych do siedzenia niekoniecznie zapewnia wygodne ułożenie nóg. Ogólnie na ogół moje pobyty w zewnętrznych obiektach kończyły się na jednej tylko wizycie. Jedynie sauny przeznaczone do seansów (sauna solna i sauna sienna) siłą rzeczy odwiedzałem częściej, i są to jedyne w części zewnętrznej klasycznie urządzone sauny. Z tych saun "stylizowanych" najbardziej przypadła mi do gustu sauna ogórkowa, z uwagi na koloroterapię, którą osobiście bardzo lubię. W ogóle w obiekcie mają jakiegoś bzika na punkcie ogórków, bo oprócz wspomnianej sauny ogórkowej, jest tam kilka seansów, na których częstuje się saunowiczów ogórkami na różnoraki sposób przyrządzonymi, jak również polania są z aromatem ogórkowym. Ja nie jestem fanem ogórków, także z takiego poczęstunku nie korzystałem, a sam aromat ogórkowy w saunie jakoś też szczególnie mi do gustu nie przypadł, ale nie przeszkadza.
W części wewnętrznej są dwie łaźnie parowe. Korzystałem parokrotnie w ciągu całego dnia z jednej z nich. Na drugą, położoną z dala od reszty saun, jakoś zabrakło okazji. Łaźnia parowa (ta, w której byłem), jak to zwykle w Niemczech, bez aromatu, z samą parą. Niemniej, większość do saun parowych wchodzi tam w klapkach :/ To mnie trochę zniechęcało do częstszych wizyt w tym elemencie infrastruktury. Wewnątrz jest też Spreewald Sauna, gdzie odbywa się część seansów i właśnie z tej okazji tam bywałem. Najbardziej podobała mi się biosauna. ma odpowiednią temperaturę na "międzysaunowanie" (niewyczerpujące pobyty w saunach między seansami). Całkiem niezła była też sauna "sztolnia solna" ("Salzstolln"), ale byłem tam tylko raz, bo ma tylko jeden poziom siedzisk, więc nie ma opcji siedzenia na górze i przeważnie ludzie tam saunujący leżeli zajmując właściwie całość przestrzeni do siedzenia, więc przy innych próbach tak trafiałem, że nie było tam gdzie usiąść. Znalazłem tez jeszcze dwie łagodne sauny suche (IR i jeszcze jedna lajtowa), z których jakoś nie miałem ochoty korzystać.
W kontekście infrastruktury wodnej, to jest basen termalny, w którym można się nago wykąpać, jest też jacuzzi i malutki basenik schładzający. ów basen schładzający jest naprawdę zimny, tak jest to naprawdę niezłe chłodzenie. Jak na taki obiekt, to jest stosunkowo mało pryszniców - tylko jedna strefa, w której są tylko dwa normalne prysznice, reszta to jakieś prysznice wrażeń, wiadra z wodą itp. Do tego dwa zimne prysznice przy saunie solnej, dobra opcja po gorących seansach w tejże.
Jeśli chodzi o to, co poza saunarium, to część basenowa nasuwa trochę skojarzeń z Kristall Therme, ale tylko pod względem architektury, bo całość niestety w 100% tekstylna. W związku z tym, że widok ludzi w strojach kąpielowych przyprawia mnie o mdłości, ograniczałem pobyt w tej części do niezbędnego minimum. Niemniej parę razy poszedłem pooglądać dużo przyjemniejszy widok, a mianowicie słynne pingwiny. Stworzonka bardzo sympatyczne i nawet podchodzą do oglądających. Pingwinom towarzyszyły dwie egzotycznie wyglądające kaczki. Niestety, z uwagi na realia pogodowe (coraz większy mróz), zbyt długo przy tych pingwinach wytrzymać się nie dało, ale dwie wizyty w pingwinim areale były ;)
A wracając jeszcze do strojów kąpielowych, to niestety, pomimo strefy nietekstylnej, w części saunowej na leżankach też część osób wyleguje się w strojach... Zwłaszcza widoczna była grupka naszych rodaków (chyba dwie rodzinki) prawie nierozstających się z tym elementem garderoby. Mnie osobiście zrobiło się wstyd za takie ich zachowanie. Obsługa niestety zupełnie nie zwraca na to uwagi. Chociaż do sauny te stroje zdejmują (raz trafiłem na część tych Polaków w saunie i byli bez strojów), ale i tak sam pobyt w tej strefie w strojach jest niestosowny. Jak chcą leżeć w kostiumach, to w części basenowej leżanek nie brakuje.
Teraz może o seansach. W tej kwestii mam mieszane odczucia. Niektóre seanse naprawdę rewelacyjne, a niektóre to dno totalne. Najbardziej przypadły mi do gustu seanse solne z przerwą na peeling. Były to w zasadzie seanse podwójne, przy czym każda z części składała się 3 polań z dwóch wiader, aczkolwiek jeden z saunamistrzów robił po 2 polania, ale wylewał w czasie polania całe wiadro. wszystkie bardzo gorące, zaryzykuję stwierdzenie, że najgorętsze seanse tego typu, jakie kiedykolwiek trafiłem. Tak, samo, pod względem dogrzania wyróżniał się ostatni seans, na jakim tam byłem, czyli "Der Schober kommt..." ("Stóg nadciąga"). Składał się z pięciu polań, początkowo wodą z kostkami lodu. Coś takiego na koniec pobytu to to, co tacy aufgussomaniacy jak ja lubią najbardziej ;) Był jeszcze jeden gorący seans, jeden z tych z niespodzianką, w czasie którego przy ostatnim polaniu saunamistrz machał flagą (jak ja to uwielbiam...). Niestety, niektóre seanse były w ogóle bez wachlowania, tylko polanie kamieni - coś w stylu tego, co w Kristall Therme robią co godzinę w saunie lawendowej. Tylko w przeciwieństwie do obiektu w Ludwigsfelde, tam jest to seans planowy, a nie jako dodatkowa alternatywa. Cześć seansów prowadził koleś, który dogrzewał wprawdzie nieźle, ale cały czas opowiadał dowcipy i anegdoty, nawet niektóre dość "pieprzne". Niestety, nie znam na tyle niemieckiego, by zrozumieć przesłania ich dowcipów, także dla mnie to śmieszne nie jest, w związku z tym dla mnie to żadna atrakcja. Ale bywalcy śmiali się do rozpuku, odniosłem wrażenie, że z tych pieprznych najbardziej... Jednak część osób tam machających niestety saunamistrzami to nazwać nie można. Było całkiem sporo innych kiepskich seansów, ale najbardziej na minus wyróżniła się Pani o imieniu Linda, która zrobiła seans z tak monotonnym machaniem, że myślałem, że tam usnę, a ciepła czuć nie było w ogóle. Nawet jeden z obecnych stwierdził, że jest nudno i zaczął opowiadać dowcip, prosząc najpierw prowadzącą o pozwolenie. Nie było sprzeciwu, ale chyba aluzji facetka nie zrozumiała, bo dalej machała tak samo monotonnie. Potem jeszcze kilka innych osób opowiedziało jakieś dowcipy. Wprawdzie sens oczywiście dla mnie też niezrozumiały, ale przynajmniej to gadanie mnie rozbudziło trochę.
Ogólnie, obiekt jak dla mnie bardzo przeciętny. Ma sporo plusów, ale mankamenty niestety przeważają. Także jak już mam się wybierać posaunować za naszą zachodnią granicę, to jest jednak wiele lepszych opcji, więc była to moja pierwsza wizyta w tym miejscu i raczej ostatnia.