W całej różnorodności obiektów, która obecnie charakteryzuje moje saunowe szlaki, dość oczywistą kwestią jest, że jedne obiekty odwiedzam częściej, inne rzadziej. Na pewno do tej drugiej listy można zaliczyć AquariUM, obiekt położony w przemysłowym niemieckim mieście Schwedt/Oder, tuż za Odrą stanowiącą granicę z naszym krajem, w przypadku którego to trafiło się tak, że nie było mnie tam niemal równe 10 lat... No, ale cóż, najpierw zniechęcił poziom usług, potem swoje zrobiły covidowe lockdowny, a po nich ciągnąca się latami odbudowa obiektu po katastrofie budowlanej. Teraz, kiedy wreszcie obiekt funkcjonuje, zasadnym było odwiedzić, zobaczyć, co się tam zmieniło po tylu latach. A idealną okazją jawił się akurat tytułowy dzień - data, w którą to imprez saunowych, czy w ogóle czynnych obiektów to w naszym kraju można ze świecą szukać. A w niemieckiej Brandenburgii ten dzień to po prostu zwykła sobota, więc całość infrastruktury funkcjonuje tam normalnie. A że z punktu widzenia lokalizacji, którą odwiedziłem dzień wcześniej, był to akurat najbliższy niemiecki obiekt, to właśnie tam padło na dopełnienie tego niełatwego do zagospodarowania saunowego weekendu.
Zaczynając może tym razem od kwestii infrastruktury, to tak długi okres czasu teoretycznie powinien przynieść jakieś odświeżenie czy liftingi. Ale... nie ma takich wcale! Obiekt wygląda dokładnie tak samo, jak owo 10 lat temu, kiedy byłem tam ostatnio, z tą tylko różnicą, że wszystko zaczyna już mieć widoczne ślady zużycia, z domieszką pewnego zaniedbania. Większość strefy jest wprawdzie w dalszym ciągu dość schludnie utrzymana, ale np. drewniane ławki czy ściany w saunach już tak trochę wydają się mieć dość i się domagają pewnej wymiany, jeszcze bardziej o litość proszą niektóre już próchniejące ławeczki w saunowym ogrodzie. Robiący ongiś wrażenie stawek wydaje się coraz bardziej poddawać się wpływowi puszczonej samopas przyrody i coraz bardziej zarasta, podobnie przyroda zaznacza swój udział na dachu Sauny Ziemnej (akurat w tym dniu nieczynnej z powodu jakiejś awarii), gdzie są już rosnące kępki jakiejś roślinności. Swoją drogą to, skoro był tak długi czas remontu zawalonego dachu, który akurat strefy saun nie dotyczył, aż się prosiło, by wykorzystać te okazję również na to, by i strefę saun nieco wyremontować. Ale tak nie zrobiono, w efekcie infrastruktura zaczyna już nieco "trącić myszką". Oczywiście na pewno niezmiennym plusem jest zdatność ogrodu saunowego do opalania w ciepłych miesiącach, ale na realia listopadowe akurat przełożenia to siłą rzeczy nie miało.
W kwestii seansów, to może na wstępie nadmienię, że odbywają się co dwie godziny, w godzinach nieparzystych, w saunie Panorama. Niby teoretycznie mają to być też sesje polewania pieca o parzystych pełnych w Saunie Ziemnej, ale z racji awarii tej sauny nie odbywały się, za to nadal są polewania pieca o połówkach godzin w Saunie Fińskiej wewnątrz (przynajmniej na ogół - zdarzały się połówki bez takowych...). Co do tych naparzań w Panoramie, to... Ok, nie spodziewałem się cudów, jak to w niemieckich przy-aquaparkowych obiektach, ale to, co obecnie ten obiekt w tym zakresie oferuje, to moim zdaniem tylko bardzo na siłę można w ogóle nazwać seansem. Te sesje składają się z dwóch polań oraz dwóch rundek rozmachania powietrza wachlarzem lub ręcznikiem po każdej z nich. Powszechną praktyką są długie przestoje po polaniu i między rundami rozmachania, co sprawia, że w rezultacie mało to efektywne i gorące powietrze w zasadzie w niewielkim zakresie do saunowiczów dociera. Więcej czuć to, co sam piec wytworzy niż wykonujący seans rozprowadzi. Szczerze powiem, że nie przypominam sobie, żebym kiedy- i gdziekolwiek trafił na tak kiepskiej jakości seanse, jak w tym przypadku. Te naparzania były w wykonaniu trzech różnych kolesi i każdy z nich robił to podobnie słabo. I to chyba niestety teraz rutyna w tym miejscu... 😒 Dodam, że w użyciu są wyłącznie roztwory z koncentratów polewanych z wiaderka na piec, jak to zresztą w wielu niemieckich obiektach jeszcze.
Na pewno zdecydowanym plusem tego miejsca, przynajmniej z punktu widzenia saunowicza, jest bardzo niska frekwencja. Pomimo weekendu osób na strefie było niewiele, przeważnie to nawet sprawiało wrażenie, że jest zaledwie garstka. W efekcie duże luzy i w saunach i na seansach, co, zwłaszcza w weekendy, jest zjawiskiem niezwykle rzadkim. W kwestii tekstylizacji i poprawności saunowania to można mieć mocno mieszane uczucia, a to za sprawą faktu, że pomimo istnienia przebieralni zaraz przy wejściu z basenu, i tak co niektóre osoby, ładowały się w strojach kąpielowych na strefę i dopiero tam te stroje zdejmowały, zostawiając je na położonych tam półeczkach lub wieszakach. Ale na szczęście zdejmowali te stroje dosłownie wszyscy, a trzeba nadmienić, że w saunach dosłownie 100% nagości - ani jednej osoby okrywającej się ręcznikami przez cały mój czas pobytu! Choć poprawność saunowania już nie tak pełna - widziałem dwa przypadki położenia nóg na deskach, co ciekawe, akurat w przypadku osób, które przy innych okazjach saunowały w pełni prawidłowo. Jednorazowo zapomniało się...? Dodam jeszcze, że proporcje płci były z pewną, choć niemiażdżącą przewagą panów, a struktura wiekowa typowo niemiecka, czyli przewaga osób 50+. Wśród saunujących było oprócz mnie jeszcze kilkoro ludzi z Polski, w tym pewna trzyosobowa grupa, która dość (w moim odczuciu zbyt) głośno rozmawiała w czasie siedzenia w jacuzzi.
Podsumowując, ogólnie mocno tak sobie to wygląda. Obiekt w dalszym ciągu ma kilka wyraźnych zalet, ale zawsze wyznacznikiem jakości obiektu dla mnie są seanse, a te niestety są, jakie są... Przede wszystkim ogólne podejście obsługi do tej strefy wygląda tak, jakby to wszystko funkcjonowało tak trochę od niechcenia. Tak więc ok, odświeżyłem sobie obiekt, zaktualizowałem sobie opinię i stwierdzam tyle, że jeśli tam ponownie przyjadę, to chyba jedynie w okolicznościach sezonu letniego w celu opalania połączonego z saunowaniem, bo nie da się ukryć, że kombinacja nasłonecznienia ogrodu i godzin otwarcia wyjątkowo ten obiekt do tego celu predestynuje, jak mało który inny. Wiele ludzi po internetach się dopytywało o powrót nocy saunowych w tym miejscu. Na razie o tym cicho, ale nawet, jeśli wrócą, to nie wiem, czy przy takiej jakości naparzaniach jest w ogóle sens się na nie silić. Chyba, że komuś będzie zależało na opcji nagiego basenu, która była ongiś typowa dla tych okazji, to o ile oczywiście taką opcję też przywrócą, ewentualnie warto będzie jeszcze taką bytność rozważać. Póki co, jest tam tylko saunowa codzienność, która wygląda właśnie tak, jak wyżej opisane i perspektyw na jakąś poprawę jakości niestety nie widać...
Źródło zdjęcia tytułowego: www.tourismus-uckermark.de