Obiekt funkcjonuje już w pełni oficjalnie, więc myślę, że w końcu mogę się pokusić o relację, z pewną wzmianką na temat wcześniejszych w zasadzie regularnych pobytów w tym miejscu, w czasie lockdownu branży saunowej, których po prostu w kontekście niniejszej relacji nie sposób pominąć.
Ale może od początku. Wczoraj wybrałem się (można by rzec tradycyjnie w sobotę...) do Destresso, tym razem na jeden z dni walentynkowego weekendu i tym razem na znacznie dłuższy pobyt niż wcześniej. Wybrałem sobotę z seansami już od 14:00 i pierwotnie był zamiar zostania do ostatniego seansu. Niemniej, zważywszy, że w ostatnich miesiącach większej ilości seansów nie miałem możliwości przerabiać, przez co wieczorem niestety czułem już tzw. zmęczenie materiału, no i mając na myśli jeszcze 3,5-godzinny nocny powrót, postanowiłem z ostatniego seansu już zrezygnować.
Niemniej, seanse na dobrym poziomie. Zdecydowanie najlepszy z nich był o 15:15, kiedy to wreszcie był "marmurek" na skórze (jak ja dawno tego nie miałem... - przy seansach w trybie lockdownowym jakoś na taki ani razu nie trafiłem), po którym nastąpiło wytarzanie się w śniegu, którego 2 lata wstecz stałem się fanem. Potem było kilka seansów łagodniejszych, wieczorne były też konkretnie dogrzane, choć już bez "marmurkowych" doznań. No, ale powiedzmy sobie szczerze, pomimo iż takie wręcz parzące seanse lubię najbardziej, seansów na tyle gorących też za dużo w ciągu jednego dnia być nie może, całej serii takich nie da się wytrzymać. Zawsze muszą być jakieś łagodniejsze przerywniki, zwłaszcza przy całych seriach seansów i myślę, że w przypadku wczorajszego dnia akurat ustawienia były optymalne. Wieczorem były też peelingi. A konkretniej zdaje się, że był to co godzinę dokładnie ten sam peeling, powtarzany aby wszyscy chętni mogli skorzystać. Ja skorzystałem akurat z drugiej tury. Peeling całkiem spoko, solno-cukrowy z dodatkiem olejku z pestek winogron, z dodatkowymi atrakcjami jak rozprowadzanie pary wachlarzem, polewanie stóp czy nacieranie lodem. W sumie efekt tego olejku czuję jeszcze dzisiaj...
Niby motyw saunowego weekendu był walentynkowy, ale w ową sobotę jedyną nadzwyczajną okolicznością z tego tytułu była po prostu większa ilość seansów. Wszystkie seanse to była klasyka bez wyraźnych motywów okolicznościowych. Niemniej, dla mnie to akurat niewielka strata, a nawet powiedziałbym, że bardzo na plus, bo przynajmniej był konkret, bez zbędnego rozczulania się. Było kilka elementów walentynkowego wystroju i cały czas trwały jakieś walentynkowe masaże, ale były to elementy kompletnie poza najbardziej mnie interesującym aspektem seansowym.
Teraz może o samym obiekcie, również na podstawie wizyt w minionych miesiącach. O infrastrukturze pisałem już parę lat wcześniej (i nic tu się nie zmieniło), więc teraz o innych spostrzeżeniach nt. funkcjonowania tego miejsca. Na pewno plusem obiektu jest zaangażowanie saunamistrzów. Widać, że osoby tam machające to ludzie z pasją. W obiekcie też panuje całkiem fajna atmosfera, bywalcy to ewidentnie pasjonaci saunowania. Nie zauważyłem w czasie żadnej z wizyt osób, których zachowanie budziłoby jakieś wątpliwości. Chociaż zdecydowanie lepiej prezentowało się to w trybie lockdownowym, kiedy to z obiektu korzystali tylko "wtajemniczeni". Wczoraj, wraz dołączeniem wszystkich chętnych, w sumie też większość bywalców też w podobnych bardzo pozytywnych ustawieniach, ale też już trafiło się kilka przypadkowych osób, tak jak pewna grupka młodych rosyjskojęzycznych mężczyzn w pierwszej części dnia, którzy zachowywali się głośno i chyba również wulgarnie. Przynajmniej tak to brzmiało, języka Dostojewskiego nie znam, więc na 100% nie powiem. W dalszej części dnia trafił się też jeden koleś, który (jak się okazało przy wychodzeniu z jednego z seansów) chował bokserki pod ręcznikiem oraz jeszcze później grupka tekstylnych, która to akurat została cofnięta przez obsługę do szatni. Nie interesowałem się już, czy w efekcie zdjęli stroje, czy opuścili obiekt. Fakt był taki, że po tej interwencji w strojach z saun nikt nie korzystał. W każdym razie w tym przypadku brawo dla obsługi. Myślę, że niektórych zainteresuje również to, że w Destresso panują też na ogół względnie wyrównane proporcje płci. Przynajmniej tak było w czasie funkcjonowania w trybie lockdownowym. Choć akurat wczoraj było tak głównie w godzinach wieczornych. Po południu była znaczna przewaga panów, a pierwszy seans był (przynajmniej po stronie uczestników) wyłącznie męski. Niemniej, jak już jesteśmy przy kwestii płci, to jednak jest (przynajmniej dla mnie) zasadnicza wada tego miejsca, w postaci tego, że na seanse kobiety wchodzą pierwsze. No cóż, jest to element organizacyjny, który mnie osobiście bardzo przeszkadza, ale w okolicznościach, jakie towarzyszą branży saunowej od jakichś paru miesięcy, postanowiłem jakoś to przeboleć, na zasadzie, "jak się nie ma, co się lubi...". Na szczęście nie było żadnego przypadku, na którym z tego powodu nie znalazłbym odpowiedniego miejsca w saunie, ale i tak na bardziej obsadzonych seansach przedzieranie się na górną ławę przez panie siedzące na niższych ławach jest, mówiąc delikatnie, średnio fajne
Jedno trzeba przyznać - Destresso to obiekt, który walcząc o swoje przetrwanie w ostatnim czasie, mnie przy okazji uratował saunowy sezon, fundując przy tym świetne saunowe pobyty. I tych zasług temu obiektowi nigdy nie zapomnę. Tak więc, pomimo tego największego dyskryminacyjnego mankamentu, o którym pisałem wyżej, przy jakichś szczególnych okazjach czy okolicznościach mimo wszystko jestem gotów zawitać. Niemniej, moja przygoda z Destresso jako zastępczym "obiektem bazowym" na razie dobiegła końca. Fakt jest taki, że obecnie, jak już wybór saunowych opcji się trochę rozszerzył, to jeżeli już tak zostanie również w marcu, po tych "próbnych" 2 tygodniach złagodzenia obostrzeń, będę już zdecydowanie mniej chętny, by do tego miejsca dalej jeździć. Z konieczności dalej będę skazany na saunowanie w rozjazdach, ale zawitam już do innych obecnie czynnych miejsc.
A na koniec może motyw muzyczny, który mnie będzie się kojarzyć z wczorajszą wizytą, jak i całym tym wspomnianym okresem. Wybrzmiał wczoraj na jednym z seansów, ale z seansów w czasie lockdownu też go kojarzę. Dla mnie, są to rytmy bardzo pasujące do seansu saunowego.