POBYTY - 12 i 13.08.2023
Do tegorocznych nadbałtyckich pobytów nie mam raczej szczęścia. Do tej pory udał się tylko jeden... Przede wszystkim dlatego, że przez większość lata brakowało najważniejszego elementu układanki - pogody. Ale cóż, tak się złożyło, że w tym roku na wakacyjny wyjazdowy cel urlopowo-turystyczny mój wybór padł poniekąd na tereny nad Bałtykiem. Ale... po jego drugiej stronie - w szwedzkim regionie kalmarskim. Głównie oczywiście czas zajmuje mi zwiedzanie, ale w związku z tym, że w weekend pokazało się dawno nie widziane słońce, za którym już zdążyłem się bardzo stęsknić, postanowiłem nieco poskracać turystyczne marszruty i w oba dni zawitać na plażę. A że w Szwecji naturyzm jest jak najbardziej znanym zjawiskiem, a Kalmar plażę naturystyczną, i to w sumie (chyba) oficjalną, posiada, to cóż, był to oczywisty w tej sytuacji wybór na plażowanie w tych stronach.
Patrząc tylko na samo zdjęcie dołączone do tej recenzji, ostatnią rzeczą, którą by można typować, jest to, że to plaża nad morzem... A jednak. Choć wygląda to jak plaża nadjeziorna, to jednak ta woda, którą na zdjęciu widać, to nic innego jak nasz dobrze znany Bałtyk... To wszystko wynika z faktu, że szwedzkie wybrzeże jest diametralnie inne od naszego. Tam pełne morze osłania multum wysp i wysepek, co sprawia, że bardzo często na stały ląd nie docierają typowo morskie fale i specyfika akwenu jest tam stricte jeziorna. Jednak tym, co przypomina, że to morze, jest fakt, że woda jest słona. Sama plaża położona jest na terenie rezerwatu przyrody chroniącego przybrzeżne mokradła oraz drzewostan dębowy, no i fakt, dęby są głównym elementem dendrologicznym plażowej scenerii.
Plaża, jak wspomniałem wyżej, wygląda na oficjalną. Oznaczona jest na mapach, a na miejscu znajdziemy urządzony parking oraz w pełni zagospodarowane miejsce. Zdaje się, że plażą gospodaruje jakieś miejscowe stowarzyszenie naturystyczne, ale niestety języka Linneusza nie znam, więc tylko się tego domyślam na podstawie tabliczek przed wejściem na plażę. Fakt na pewno jest jeden - w przypadku każdego pobytu w obrębie położonego przy plaży drewnianego budynku było mniej więcej to samo towarzystwo sprawiające wrażenie zarządców plaży.
Jeśli chodzi o plażę, to jest niemal w całości trawiasta, jedyna żwirowa część znajduje się przy wejściu do wody. Zanurzanie w wodzie ułatwia bardzo pomost z dwoma drabinkami zejściowymi na jego końcu. Czyli wszystko jak nad jeziorami... ;) Miejsca jest dużo, a trawa wygląda na regularnie koszoną. Są też stoliki z ławkami, takie w stylu leśnych parkingów. Jest na plaży kosz na śmieci, opróżniany rankami przez służby gminne (sam to widziałem, jak w niedzielę rano dość wcześnie zawitałem!) Z kolei, przy wejściu z parkingu na plażę znajduje się toi-toi, w którym znajdziemy również papier toaletowy! Generalnie nie można stwierdzić, by czegokolwiek na tej plaży brakowało w kwestii infrastrukturalnej.
Dni, w które tam zajechałem, akurat nie były w pełni słoneczne, ale takich to tego lata niemal w ogóle nie ma... Chmurne przerywniki były, ale można było i tak całkiem nieźle skorzystać i myślę, że nieco tę już ostatnio blednącą opaleniznę odświeżyć się udało. Woda dość chłodna, ale po odpowiednim nagrzaniu przez słońce dało się wchodzić. A niektóre osoby to nawet wskakiwały z pomostu! No i trzeba to stwierdzić, zważywszy na moje na ogół średnie szczęście do czystości wody, to teraz jakiś cud się stał, bo wreszcie w czasie naturystycznego plażowego pobytu trafiłem na czystą wodę!
Co do frekwencji na plaży, to niezbyt duża. W sobotę było chyba trochę lepiej pod tym względem niż w niedzielę. Pod względem struktury wiekowej dominowało raczej zaawansowane wiekowo towarzystwo, młodsze osoby nieliczne. No i te młodsze to też trzeba rozumieć raczej z trójką z przodu, bardzo młodych ludzi nie było wcale za mojej bytności. Generalnie niemal wszyscy na plaży nago, choć w niedzielę zdarzyła się jedna parka, której żeńska połowa pozostała w ubraniu. Ale... schowali się oni w zakątku za trzcinami, nie narzucając się nagim plażowiczom. Przy takich mieszanych ustawieniach, wzorowe podejście! Szkoda, że na polskich plażach tego typu tekstylno-naturystycznym parkom czy grupkom brakuje takiego wyczucia... Trzeba jeszcze w kwestii bywalców wspomnieć o jednym elemencie lokalizacyjnym tej plaży. Jest to w zasadzie sam koniec półwyspu, w związku z czym w zasadzie nie ma szans, by trafić tam przechodząc przypadkiem. Przychodzą więc ci, którzy wiedzą, gdzie i po co przychodzą, co też ma spory wpływ na specyfikę tego miejsca. No i wyraźnie widać, że na plaży dominowali raczej stali, zapewne miejscowi bywalcy, bo niemal wszyscy się znali. Przyjezdni naturyści rzadko chyba tam trafiają.
Jeszcze może jeszcze o pewnej osobliwości, którą zaobserwowałem. Trzeba zauważyć, że plaża wydaje się dzielić na dwie części - część północna, przy wspomnianej wcześniej chatce to część bardziej towarzyska, na której bytują osoby sprawujące pieczę nad plażą, a część południowa służy plażowaniu. Ale pod koniec mojego sobotniego pobytu miało miejsce dość nietypowe wydarzenie - znaczna część bywalców plaży się ubrała i usiadła wspólnie w okolicach owej chatki. Wyglądało to, jakby robili jakieś zebranie, ewentualnie coś celebrowali. Tylko czemu w ubraniach...? Normalnie takie nagromadzenie ubranych osób chyba by mi przeszkadzało, ale w związku z tym, że wcześniej wszyscy ci ludzie jednak plażowali nago, to w sumie ok. Potem ktoś na drzewach w różnych częściach plaży rozwiesił jakieś kartki, a ci wcześniej zebrani zaczęli chodzić po plaży od karteczki do karteczki z własnymi kartkami, na których coś wypełniali... Z ciekawości przeszedłem się sprawdzić, co to za karteczki. I znów niestety bariera językowa, ale wywnioskowałem, że był to chyba jakiś quiz.
Na koniec zostawiam pewien minus tej plaży. Otóż dało się odczuć, że jest tam sporo uciążliwych, w tym również kąsających owadów, przede wszystkim jakichś małych muszek, ale i jakaś mucha końska też próbowała się pożywić moim kosztem. Ale nie było to wszystko aż w takim natężeniu, by utrudniało plażowanie, ale co jakiś czas była konieczność od czegoś tam się opędzić. Myślę, że ma to związek z tym, że na sąsiednim półwyspie jest prowadzony wypas bydła - pasące się krasule było widać (a chwilami i słychać) z perspektywy plaży. A zawsze gdzie krowy, tam i muchy wszelkiej maści... Dodam, że ogólnie w Szwecji na wielu chronionych przyrodniczych terenach wypasa się bydło. Chyba chodzi o to, by teren nie zarastał. Także wędrując po takowych, trzeba się trochę od latających natrętów opędzać, no i uważnie patrzeć pod nogi, by w coś nie wdepnąć...
Ogólnie to trzeba ponad wszelką wątpliwość stwierdzić jedno - jest to całkiem fajna naturystyczna miejscówka. Wraz w miarę dobrą pogodą pozwoliła zagospodarować bardziej wypoczynkowy element programu wyjazdu. Atmosfera całkiem fajna i przyjazna i zdecydowanie integracyjna, choć możliwa w tym aspekcie wyłącznie dla osób znających język szwedzki. Ale jako ktoś nie znający tej mowy, i tak zrelaksować się mogłem całkiem konkretnie, bez znaczących perturbacji. Mogłoby być jeszcze trochę więcej słońca, ale zważywszy na to, co się działo w pogodzie w ostatnich tygodniach, chyba trzeba się cieszyć, że było w ogóle jakiekolwiek słońce...