Czas więc na relację z trzeciej plaży odwiedzonej latem 2018 we wschodnich Niemczech. Chodzi o plażę położoną w mieście Senftenberg w brandenburskiej części Łużyc nad jeziorem Senftenberger See. Jest to jezioro, które powstało wskutek zalania wodą dawnej odkrywki węgla brunatnego, podobnie zresztą, jak wszystkie inne jeziora w regionie. Warto dodać, że ta odkrywka zalana została jako jedna z pierwszych i dziś jezioro jest w pełni zagospodarowane pod względem turystycznym.
Od razu dodam, że nie planowałem tam całodniowego plażowania, bo miejsce to było strasznie daleko od mojej kwatery po polskiej stronie, także zdecydowałem się zahaczyć o tę plażę w ramach stricte turystycznej rowerowej wycieczki po zachodniej części owego pojezierza. czasowo zaplanowałem to tak, by móc tam choć trochę pobyć, najlepiej parę godzin i kontynuować zwiedzanie regionu po rewelacyjnych ścieżkach rowerowych zbudowanych wzdłuż brzegów jezior. Region do turystyki rowerowej rewelacyjny, naturyzm też jest gdzie uskuteczniać i jest tu spory wybór...
Plaża FKK usytuowana jest w zasadzie w samym mieście nad jeziorem, na wschód od plaży tekstylnej. Od plaży tekstylnej oddzielona drzewami czyli w sumie w porządku. Ale wszystkie inne aspekty lokalizacyjne to kompletna porażka. Górą plaży biegnie ścieżka pieszo-rowerowa, którą przemierza baaaardzo wielu rowerzystów, głównie tzw. spacerowych, oraz mnóstwo pieszych spacerowiczów. Są wprawdzie liche krzaczki w celu jakiegoś tam osłonięcia plaży, ale (sprawdzone osobiście) przejeżdżający rowerzyści golasów i tak widzą doskonale... No i przynajmniej parę razy słyszałem jakieś podśmiechiwania się przejeżdżających, zwłaszcza nastoletnich cyklistów czy pieszych. To z jednej strony...
Od strony wody jest jeszcze "ciekawiej". Tuż przy brzegu plaży biegnie trasa kursującego rozkładowo po jeziorze statku wycieczkowego. Statek przepływa niezbyt szybko na tyle blisko naturystów, że wszyscy chętni pasażerowie mogą sobie do woli pooglądać golasów, a plaża naturystyczna i korzystający z niej naturyści zostają zepchnięci do poziomu atrakcji turystycznej lub "małpek w zoo"...
Powiem tak, powstrzymam się od komentarza na temat takiej lokalizacji plaży, bo gdybym skomentował do adekwatnie do sytuacji, zapewne oberwałbym ostrzeżenie. Niech więc każdy wnioski wyciągnie sobie sam...
Niemniej, postanowiłem jednak się poświęcić i pomimo tych wybitnie ekstremalnych okoliczności spróbowałem rozłożyć się na jakiś czas na tej plaży, tym bardziej, że w momencie rozkładania się o statkach jeszcze nie wiedziałem - to się dopiero okazało w trakcie...
I tak - po pierwsze okropnie gorący piasek, dosłownie parzący w stopy. Na tyle, że właściwie trzeba było wejść do wody, by móc w ogóle po nim chodzić... A w praktyce, by podejść do postawionego pod drzewami roweru musiałem robić niezłe kółko (w znaczniej części w wodzie) by mieć jak najmniejszą styczność stóp z piaskiem i jak najszybciej z wody wychodzić na trawiastą część.
Sama woda, bez szału, zwłaszcza w porównaniu do innych zbiorników, nieco mętna, ale w sumie brudna nie była. Powiedzmy w miarę. Warto zaznaczyć, że w tym jeziorze na wysokości plaży bardzo daleko sięga płycizna, więc jeśli ktoś wchodzi do wody, kiedy akurat przepływa statek, to... wszystko ze statku widać w w opcji "full frontal"...
Tekstylni? - byłem tylko jakieś 1,5 godziny i widziałem jedna panią w bikini i jedną nastoletnią pannicę, również w bikini. Jak na tak krótki czas, niemało...
Najciekawsze było to, że pomimo dnia powszedniego (upalnego, to fakt) na plaży panowała duża frekwencja i bywalcy wydawali się kompletnie nieprzejęci ani statkami, ani rowerzystami, ani tekstylnymi. Nie wiem, widocznie rola małpek w zoo im odpowiada. Jeśli chodzi o mnie, tego typu plaża to zupełnie nie moje klimaty i pomimo wcześniejszych planów spędzenia tam co najmniej kilku godzin, w tych okolicznościach, po wypróbowaniu miejscówki, ewakuowałem się stamtąd dużo szybciej niż planowałem, z bardzo dużym niesmakiem.
Według mapy turystycznej, którą miałem, na której zaznaczają większość plaż FKK, nad Senftenberger See jest jeszcze jakaś plaża po drugiej stronie jeziora chyba bardziej na uboczu. Podejrzewam, że tam mogłoby być sympatyczniej, a przynajmniej, może byłyby jakieś normalne warunki nagiego plażowania. Niestety, nie było mi z tą lokalizacją po drodze. Plaży naturystycznej w samym Senftenbergu zdecydowanie nie polecam.