W wymienionym w tytule dniu, wykorzystując fakt, że u nas świąteczny piątek, a w Niemczech dzień powszedni, co daje niższą taryfę za wstęp, a przy okazji uciekając od polskiej cmentarno-depresyjnej atmosfery tego dnia, pojechałem odwiedzić Satamę. Pobyt generalnie udany, niemniej tym razem było kilka "rys na szkle".
Jeśli chodzi o plusy, to niewątpliwie lepiej niż podczas mojej ostatniej wizyty ponad rok temu przedstawiała się kwestia seansów. Wiadomo, że zawsze największym plusem tego miejsca są imponujące seanse show w Satama Theater. Tym razem też tak było i nic dziwnego, skoro wykonywali je uznani sanamistrzowie z tego obiektu. Wszystkie seanse zarówno spektakularne pod względem efektów wizualnych, jak i odpowiednio dogrzane. Dla tych widowisk zawsze mnie ciągnie do tego obiektu i jeszcze nigdy nie byłem nimi rozczarowany. Pozostałe seanse też bardzo solidnej jakości. Wrócił stary dobry "Begmannsritual" ze śliwowicą i peelingiem, którego ostatnim razem chyba nie było, dobrze mają się "Wenik-Aufgussy", a jeszcze doszły dodatkowo inne ciekawe propozycje, takie jak seans o nazwie "Ayuverda" z kadzidłem zapachowym i też nieźle dogrzany prowadzony przez saunamistrzynię o azjatyckich rysach.
Niemniej, trochę uciążliwe wczoraj było strasznie duże obłożenie obiektu, z którym tam nie spotkałem się jeszcze nigdy. Dość powiedzieć, że Satama Theater w czasie wszystkich trzech seansów show wypełniał się po brzegi. Pomiędzy seansami ludzie jakoś się "rozmywali", więc aż tak odczuwalne to nie było. Niestety, przy takiej frekwencji i niemieckich zwyczajach polegających na wchodzeniu do sauny przed seansem, zamiast jej opróżnienia i wywietrzenia, trzeba było wchodzić na seans dobre kilka minut przed seansem, bowiem osoby przychodzące na ostatnią chwilę zazwyczaj nie znajdowały już miejsc. A już na pewno można było wtedy zapomnieć o jakichś dobrych miejscach. Osobiście najbardziej odczułem to w trakcie najgorętszego seansu "Abwehr-fit" w Maa Saunie, gdzie wejście do sauny 10 minut przed seansem niestety skończyło się tym, że po dwóch rundach musiałem wyjść. Co jak co, ale akurat na ten seans nie powinni wpuszczać przed seansem, a dopiero na samą ceremonię.
Poza seansami nie wchodziłem zbyt wiele do saun, zaledwie kilka razy, ale nie zdarzyło się, by było tłoczno we wspomnianych sytuacjach.
Było też parę innych negatywów, które zaobserwowałem. Po pierwsze, widziałem pojedyncze przypadki (jak podliczę, to chyba 3) gołych stóp na deskach, w tym również na seansie - bez reakcji saunamistrza . Z kwestii infrastrukturalnych, był straszny smród od potu w cichej wypoczywalni ("Ruheraum"), na tyle, że wchodząc tam wypocząć, od razu wycofałem się. Obstawiam jakiś problem z wentylacją pomieszczenia. W tej sytuacji wypoczywałem na ogół na siedzeniach (fotelikach i ławeczce) w części wewnętrznej przy półkach na podręczny ekwipunek. Poza tym, słabo wyglądają już deski w "Märchen Sauna" - pewnie dlatego ograniczyli ilość seansów w tej saunie do jednego dziennie, a bardziej wykorzystują do tego celu "Stolln-Saunę".
Generalnie, wydaje się, że Satama nie jest za bardzo przygotowana na aż tak dużą ilość klientów, jaka była tam w dniu wczorajszym. Dla seansów głównie tam jechałem i z tego jestem bardzo zadowolony. Ich jakość była bardzo zadowalająca, ale inne aspekty, to można określić: "bywało lepiej".
I jeszcze jedna uwaga. Gdyby ktoś się wybierał w najbliższym czasie do Satamy, mam istotną informację logistyczną. Zamknięta jest droga prowadząca z Fürstenwalde i A-12 do Wendisch-Rietz po zachodniej stronie jeziora. Oficjalny objazd po stronie wschodniej, fatalną drogą na odcinku Bad Saarow-Glienicke. W powrotnej drodze przetestowałem inny objazd według własnego pomysłu, przez Lindenberg i Herzberg do węzła Fürstenwalde-Ost. Ten w większości dobrej jakości, ale z paroma upierdliwymi, kiepskimi odcinkami, w tym paręset metrów po bruku w Herzbergu.