Kursowo-biwakowy wyjazd na Jurę - czerwiec 2011  

Mirów
    
Od dłuższego już czasu, starałem się wybrać na mszę św. w jaskini Wiercica. Msza ta odbywa się już od 5 lat, a ja jakoś nigdy nie mogłem znaleźć czasu, ażeby w niej uczestniczyć. W tym roku miało być jednak inaczej.
    
    Już rok temu podczas biwaku pod Wiercicą organizowego przez Speleo-Myszków, obiecałem sobie, że w 2011 zrobię wszystko, aby we mszy owej uczestniczyć. Czas leciał nieubłaganie, a godzina zero, była coraz bliżej. Jakiś czas temu, okazało się również, że akurat w ten weekend odywa się klubowy wyjazd szkoleniowy dla obecnych kursantów, którzy przed letnim obozem tatrzańskim powinni raz jeszcze przypomnieć sobie i poćwiczyć techniki linowe. Na jednym ze spotkań klubowych, dowiedziałem się również, iż na wyjazd ten szykuje się także spora ekipa klubowiczów, którzy kurs taternicki mają już dawno za sobą. Zapachniało więc ciekawym wyjazdem, na którym poza aspektami treningowymi, wielki udział powinny mieć sprawy integracyjno-imprezowe. I jak tu nie skorzystać z takiej okazji? Po krótkim namyślę, stwierdziłem, że jeśli tylko zamienić rowery na samochód (tak, tak - pierwsza wersja zakładała dojazd na msze rowerem obładowanym sakwami ze sprzętem), to powinno się udać połączyć obie te "imprezy". Aby nie tracić więc nic, z tak wspaniałego weekendu (a pogoda zapowiadała się świetna), postanowiliśmy wraz z paroma osobami, że wyjedziemy już w piątek po pracy. Wybór miejsca noclegowego nie był trudny i padło na sentymentalny (dla mnie oczywiście) Mirów i gopodarstwo Państwa Mygi - sprawdzone od wielu lat. Oczywiście - jako zdeklarowani biwakowicze, pod uwagę wchodziło tylko pole namiotowe.
 
pole biwakowe    Na miejsce dotarliśmy trochę później niż planowaliśmy, a tam na nas czekał już Sylwek z cóką Agatką. Szybkie
rozpakowanie, piwo do ręki i marsz w kierunku zamku, na początek mirowskiego, a następnie bobolickiego. Po drodze zwiedzenie skałek i jaskini Stajnia. Po powrocie na miejsce noclegowe okazało się, że czekają tam na nas już Paweł z kurstantem Andrzejem, więc komplet na ten dzień już był. Następnie przygotowanie imprezy - po zdobyciu drewna od gospodarzy, postanowiliśmy dołozyć jeszcze co nieco, przeszukując okoliczny las. Okazało
się, ze suchego drewna jest tam całkiem sporo, więc mogliśmy być pewni, że nie zabraknie nam go przez całą noc. Impreza była bardzo udana, o szczegółach jednak nie wypada pisać, kto jest ciekaw, niech wybierze się z nami na kolejny wyjazd. Dnia następnego wstaliśmy skoro świt, gdyż w namiotach nie dało się wyleżeć, z powodu niesamowitego gorąca. Szybkie śniadanie, po którym dojechał do nas Menel i już pędziliśmy w stronę Grzędy Mirowskiej. Część ekipy (Menel, Paweł, Dorota i Andrzej), powędrowała na skały, a druga część postanowiła odwiedzić pobliską jaskinię Suchą. Następnie przyszedł czas na wspinaczkę, w międzyczasie dotarli również Michał i Magda, więc ekipa była już zacna.
 
wspinaczka Sylwka    Wspinaczka na Grzędzie Mirowskiej należy do tych ciekawszych, a na Skale z Grotą ma ten dodatkowy atut, iż w upalne lato jest tam zawsze cień. Niestety mnie osobiście w tym dniu nie wychodziło nic - kompletnie, ale pozostali za to zrobili parę ładnych V i V+. Pod wieczór postanowiliśmym, że podjedziemy już bezpośrednio na biwak pod (a w zasadzie nad), jaskinię Wiercica. Na miejscu spotkaliśmy dobrych znajomych ze Speleo-Myszkowa i dzięki pomocy jednego z nich (dzięki Krzysiu!), udało nam się wjechać na samą górę, niemalże pod sam otwór jaskini, ogólnie nie przepadam za tak wielką pomocą samochodu w eksploracji terenu przyotworowego, ale w tym przypadku okazała się ona zbawienna. Nie obyło się również bez niespodzianek, podczas przejazdu przez las, samochód Sylwka nagle odmówił posłuszeństwa. Po bliższej obserwacji, okazało się, że pracy odmówiła pompa paliwa. Brak jakichkolwiek narzędzi, jak również dosyć znaczna odległość od cyliwizacji nie napawały optymizmem. Na szczęście i tym razem z pomocą przyszedł Krzysiek i w parę chwil załatwił komplet kluczy samochodowych od jednego ze znajomych biwakujacych na górze. Po rozbicu namiotów przyszedł czas na odwiedzenie jaskini Wiernej, dla większośći z nas była to pierwsza wizyta w tej norze. Gdy weszliśmy do środka, spotkaliśmy wychodzącego Prezesa KKS'u Szymona, wraz z grupką znajomych, ekipa więc znowu urosła w siłę. Następnie zwiedziliśmy znaczną część jaskini, warto tutaj dodać, iż jest to aktualnie najdłuższa jaskinia Jury i jedna z najpięknieszych. Co prawda nie zrobiliśmy jej całej, ale to celowe działanie, mające zachęcić nas do ponownego jej odwiedzenia. Po wyjściu oczywiście znowu nadszedł czas imprezy, która bez naszej obecności trwała już w najlepsze. Czym prędzej dołączyliśmy do ekipy ogniskowej i szybko wczuliśmy się w panujący tam klimat.
 
 msza w wiercicy   Następnego dnia wstaliśmy trochę później, gdyż rozbiliśmy się w lesie, co obniżyło znacznie temp. w namiotach. Po śniadaniu i jako takim uporządkowaniu sprzętu, zjechaliśmy do Wiercicy na mszę świętą. Część osób wyszła wcześniej po zwiedzeniu jaskini, część została do końca. Muszę przyznać, iz wrażenia były konretne, gdy zobaczyłem księdza ubierającego ornat na kombinezon jaskiniowy byłem w lekkim szoku. Ogólnie we mszy uczestniczyło (wg. zdjęcia grupowego) 28 osób na dole i trochę wiecej na górze. W każdym razie polecam każdemu, choć raz w życiu przeżyć takie coś. Po mszy okazało się, że szybko z jaskini nie wyjdziemy, gdyż na linach idących ku górze tworzą się zatory (nie ma się co dziwić, część ludzi miała pierwszy raz sprzęt na sobie, a do wyjścia po linie jest prawie 20m, z czego znaczna część bez kontaktu ze ścianą, a w dodatku na końcu jest bardzo ciasny przełaz). Na szczęście wszyscy cali i szczęśliwi wydostali się na zewnątrz. Po szybkim spakowaniu i pożegnaniu się z ekipą z Myszkowa i nie tylko udaliśmy się na obiad do Złotego Potoku, część ludzi z
autoratownictwoklubu i kursanci pojechała już wcześniej do Mirowa, gdzie mieli trenować techniki linowe. Niestety, o tym co działo się podczas treningu nie napiszę, gdyż mnie tam po prostu nie było, za to możecie pooglądać zdjęcia z tamego miejsca. Pozostała czwórka (Dorota, Krystian, Adam i ja), po obiedzie postanowiła odwiedzić jeszcze jaskinię Kryształową. Dosyć szybko udalo nam się dojechać na miejscu, gdzie po niedługim czasie zlokalizowaliśmy otwór. Jaskinia Kryształowa jest jaskinią poziomą, jednak wymaga nieco wprawy, gdyż jest w niej kilka ciasnych miejsc, szczególne z nich znajduję się już przy otworze, który zresztą, pewnie już wkrótce zostanie zasypany obsypującymi się ze zbocza kamieniami i roślinnością. Po zwiedzeniu znacznej części jaskini udaliśmy się na zasłużony wypoczynek w kierunku Siemianowic.
 
    Weekend uważam za bardzo udany, na Jurze spędziliśmy niecałe 3 dni, a miałem wrażenie jakbyśmy tam byli tydzień (tyle się działo!), ekipa jak zwykle dopisała. Szczególne podziekowania dla członków Spele-Myszków, za zaproszenie i miłe towarzystwo. Wszystkim członkom KKS'u również dzięki, mimo iż nie raz bawiliśmy się w różnych miejscach, w różnym składzie. Pogoda także dała radę, a piękno Mirowa i okolic, chyba nigdy nie przestanie mnie zachwycać...
 
PS: Zapraszam do obejrzenia zdjęć w naszej galerii, a tutaj zdjęcia Speleo-Myszkowa, polecam także do przeczytania, co o całym biwaku i mszy św. napisali koledzy z Myszkowa.
 
autor relacji: Łukasz Kuc
 
Zamek w Mirowie