Do Budapesztu na rowerze

Zjazd z Przełeczy Glinne wynagradza nam zeszłodniowy podjazd.

   Już parę latu temu znajoma podrzuciła mi pomysł, aby pojechać na rowerze nad Balaton, po drodze zwiedzając Budapeszt. Wycieczka ta wydała mi się już wtedy ciekawa, ale z różnych powodów zrealizowałem ją dopiero w tym roku. Zrealizowałem nie do końca, gdyż z powodu zachwytu nad Budapesztem, nie dotarliśmy nad Balaton, za to wydłużyliśmy pobyt w stolicy Węgier.Zacznijmy od tego, iż już na samym początku było nieciekawie, padający od paru dni ulewny deszcz, powodował, że wyruszyliśmy w trasę dzień później niż planowaliśmy i to nie mając pewności, że po pierwszym dniu jazdy nie wrócimy pociągiem do Siemianowic. Na szczęście pogoda mimo, iż nienajlepsza, dawała nadzieję na poprawę, dzięki czemu udało nam się po lekkiej modyfikacji pierwotnych założeń, dotrzeć na miejsce. Po 2 dniach jazdy w deszczu wyszło słońce i w pełnym lipcowym upale, spędziliśmy 4 dni w stolic Węgier. 

    A naprawdę warto, Budapeszt jest miastem przepięknym, głównie dzięki przepływającemu przez niego Dunajowi, ale także z powodu otaczających go z jednej strony Budzińskich Wzgórz. Miasto, mimo ogromnej ilości 
turystów jak i mieszkańców nie wydaje się być zatłoczone, nie widzi się korków na ulicach, ani tłumu ludzi powodującego, że trudno się oddycha. Jest rewelacyjnie przystosowane do zwiedzania go na rowerze, ale też i komunikacja miejska nie pozostawia wiele do życzenia. Ok. 200 lini autobusowych, 3 linie metra, kilka linii tramwajowych, jak i statki oraz autobusy turystyczne, Okolica przepiękna. pozwalają szybko i niedrogo dotrzeć/zwiedzić każde niemal miejsce w mieście. Mnóstwo atrakcji nie tylko typowo miejskich (jak muzea, galerie, pomniki czy kościoły), ale także bardziej niezwiązanych z miastem (jak jaskinie, groty, podziemia, zamki i góry), powoduje, że każdy w tym miejscu znajdzie coś dla siebie. Mnogość basenów, zarówno krytych, jak i na wolnym powietrzu, termalnych i standardowych sprawia, że przez cały rok można się tutaj zrelaksować i naprawdę odpocząć. Niewygórowane ceny i możliwość znalezienia taniego, czystego hostelu wpływają na fakt, iż niemal każdy może sobie pozwolić na spędzenie kilku dni w Budapeszcie. Myśmy skupili sie na zwiedzaniu budzińskiej części miast, przez Peszt tylko przejeżdżąjąc w pierwszym dniu pobytu, w drodze do hotelu. Decyzja ta podjęta była z dwóch powodów, na zwiedzenie wszystkiego potrzeba więcej czasu, a nie zamierzaliśmy latać od muzeum do muzeum, tylko po to żeby "zaliczyć" jak najwięcej, a po drugie z tego powodu, iż bardziej interesują nas atrakcje - nazwijmy je  Most Łańcuchowy. - geograficzne, niż muzea czy opery. W każdym razie zobaczyliśmy wiele, w jeden dzień odpoczywaliśmy pływając w basenie na Wyspie Małgorzaty nie zwiedzając nic, poza nią samą.

    Na koniec dodam tylko, że Budapeszt jest miastem godnym polecenia chyba każdemu, dlatego też wiem, że na pewno jeszcze tam wrócę, a Balaton - cóż, na pewno będzie jeszcze szansa tam pojechać. Bardziej szczegółowe informacje otrzymacie, czytając opisy pod zdjęciami. Zapraszam więc do obejrzenia fotorelacji.


PS: Dziękuję Dorocie za towarzystwo i znoszenie moich humorów oraz trudów podróży, a także gratuluję pierwszego, tak długiego wyjazdu rowerowego, a wbrew pozorom - łatwo nie było.

autor relacji i zdjeć: Łukasz Kuc