19 listopada 2012
To kolejny obraz niderlandzkiego malarza Pietera Bruegla Starszego. Tematyka obrazu stanowiła rzadkość w czasach Bruegla. Historia sztuki nie zna drugiego dzieła, które by przedstawiało taką liczbę różnorodnych gier i zabaw dzieci. Uważny widz może tu rozpoznać 92 różne gry i zabawy oraz 250 postaci dzieci. Samo ujęcie tematyki dziecięcej już jest wyjątkowe - dzieciństwo w sztuce było pomijane, a w życiu codziennym stanowiło etap przejściowy do dorosłości.Obraz oczywiście można traktować dosłownie, ja jednak widzę tu wielką metaforę. Wszystkie postacie noszą szaty dorosłych – dziewczynki fartuchy i czepki swoich mam, a chłopcy – spodnie, kapoty i kubraki ojców. Na obrazie nie ma zabawek - jako zabawki służą kawałki drewna, kości, obręcze, beczki – wszystko, co jest pod ręką. Twarze dzieci nie mają określonego wieku, brak jest dziecięcych cech, często wydają się tępe i głupie. W zabawie nie widzimy głębszych uczuć czy zainteresowania. Kilkoro dzieci gra w kości na pieniądze, co już samo w sobie nie jest dziecięcą zabawą.
Moim zdaniem obraz stanowi ostrzeżenie dla dorosłych przed trwonieniem życia i traktowaniem go jak dziecięcą zabawkę.
Ostatnie wydarzenia pokazują dziecięce zabawy polityków i prasy. Codziennie możemy obserwować rozwydrzone „bachory”. Padają okropne słowa i zarzuty o największe zbrodnie, jako zabawki służą uczucia innych i trupy. Ulubioną zabawą jest opluwanie, żonglerka kłamstwami. Wszystko to bez najmniejszej odpowiedzialności za słowa i czyny.
A pamiętam, gdy odpowiedzialność za słowa była egzekwowana z całą surowością. Pamiętam, jak bezdomnego z Dworca Centralnego w Warszawie skazali za słowną obrazę prezydenta Kaczyńskiego. Dziwi mnie teraz i bardzo irytuje brak reakcji na oskarżenia o zamordowanie 96 osób przez premiera i prezydenta. Formułuje się teorie spiskowe z Putinem w tle, który wykonał "mokrą robotę" na zlecenie premiera. Prasa donosi o obecności materiałów wybuchowych na pokładzie samolotu na podstawie słów "wiarygodnego świadka", którego nie można ujawnić, bo grozi mu śmierć w stylu "tajemniczego samobójstwa" mechanika Jaka-40. Ogłasza się takie idiotyzmy w mediach i... nic, żadnych konsekwencji. Przeraża mnie perfidia JK i jego ludzi, którzy nie cofną się przed niczym, żeby dorwać się do władzy. Czy pisanie i głoszenie takich bzdur ma być bezkarnie? Czy życie to zabawa bez żadnych konsekwencji?
Bomby z II wojny światowej są groźne do dzisiaj, trotyl w nich zawarty jest dalej zdatny do detonacji. Okazało się, że trotyl z siedzeń samolotu gdzieś zniknął, pozostał jednak trotyl w głowach niektórych, (statystyki mówią, że 30% wierzy w wybuch). Jak długo będzie groźny?
W imię, własnych, chorych ambicji, opluwa się wszystkie instytucje państwa. Żąda się powołania niezależnej międzynarodowej komisji - przecież to kompromitacja państwa i jego instytucji, a nawet zdrada.
Mówi się, że państwo nie zdało egzaminu, że zawiodło. Państwo zrobiło zbyt wiele dla ofiar i ich rodzin, zrobiło niewspółmiernie wiele w stosunku do innych swoich obywateli.
W kontekście trotylu na siedzeniach samolotu mam inne poważne spostrzeżenie. Na dziewięćdziesięciu paru procentach banknotów znajdują się ślady narkotyków - prosty wniosek, ta ogromna część społeczeństwa to zwykli narkomani.
Na zakończenie warto przytoczyć słowa prezydenta. "Jeśli się okazuje, że jeden artykuł, oparty o błędne przesłanki (...) wywołuje polityczne tsunami, wywołuje falę agresji politycznej, oskarżeń najdalej idących, o zabójstwo, o morderstwo, o wszystkie zbrodnie, które popełniają władze państwa polskiego, to coś niesłychanie złego się z nami wszystkimi dzieje." Co z nami jest nie tak?
Autor Halina K. HK