Aktualności

DZIEŃ 31. KORONA CHWAŁY MARYI.

opublikowane: 27 maj 2020, 01:51 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki   [ zaktualizowane 27 maj 2020, 01:56 ]

MIESIĄC MARYI. Nasze dzieło już zakończone. Wszystkie kwiaty majowe są już ułożone w wieniec. Przeegzaminujmy dziś nasze dzieło i kontemplujmy je:

·         Czy czegoś zaniedbałem?

·         Włożyłem cały mój wysiłek, aby wypełnić moje postanowienia?

·         Jest jakaś cnota, która jeszcze nie wzrosła przez brak mojego oddania i wysiłku?

·         Brakuje jakiejś cnoty, która jest zaniedbana w moim życiu?

Jeśli ją widzisz, jeśli ją znalazłeś, weź ją i dodaj do jednego z trzydziest bukietów, który ja przedstawia. Świętujmy dziś kontemplując nasze dzieło.


NASZA KORONA WOKÓŁ MARYI

Przypatrzmy się dziś uważnie tej koronie, którą ukończyliśmy przyozdabiać; to wszystkie nasze cnoty zasymbolizowane w kwiatach. Nie może w niej brakować ani jednego kwiatu, zwłaszcza tej najważniejszej, z uwagę na najmniejsze drobiazgi, na miłość zrealizowaną we wspólnocie i poprzez bezwarunkowe ofiarowanie się tym, którzy najbardziej tego potrzebują.

Korona, która ozdabia głowę Maryi w chwale, była jej dana jako nagroda za wszystkie jej cnoty. Maryja żyła nimi w pełni, bo była zawsze wierna Słowu Boga, „Błogosławieni, którzy słuchają Słowa i je wypełniają”, i żyła pełnią błogosławieńst, które powinny znaczyć naszą drogę do odkrywania nowości Jezusa w naszym życiu i móc śpiewać: „Raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim”.

Słowami Adhortacji Apostolskiej GAUDETE ET EXSULTATE pragniemy „by Maryja ukoronowała nasze przemyslenia, albowiem Ona żyła jak nikt inny błogosławieństwami Jezusa. Ona jest tą, która radowała się obecnością Boga, która zachowywała wszystko w swoim sercu..., która uczy nas drogi do świętości i nam towarzyszy” (GE 176).

Intencja na dzisiejszy dzień:

Jak Jezus, proszę Maryję, abym uważał na drobne szczegóły: mały szczegół, że brakowało wina, że brakowało jednej owcy; drobiazg ofiary ubogiej wdowy, drobny zapas oleju do lampy, niewielki szczegół przygotowanego ognia i ryby na rożnie czekających na uczniów... (Por. Gaudete et Exsultate, 144).

Przedstawmy dziś nie tylko jeden kwiat, ale kompletną koronę, i ofiarując ją Maryi, mówmy:

Królowo Niebios: oddaję ci to, co najpiękniejsze i najaromatyczniejsze w moim ogrodzie; oddaję ci to, co najlepsze; oddaję ci to na nowo. Te kwiaty symbolizują cnoty, które pragnę praktykować. Ochraniaj je, podlewaj, kultywuj i udoskonalaj.

 

 

DZIEŃ 30. NASTURCJE, OSTRÓŻKI, MAKI. POSTAWA ZEWNĘTRZNA

opublikowane: 27 maj 2020, 01:29 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki   [ zaktualizowane 27 maj 2020, 01:33 ]

Nasturcje, ostróżki i maki, a także wiele innych kwiatów, służą do ozdoby naszych ogrodów ze swoją różnorodnością kolorów y kształtów. Są piewszorzędnymi kwiatami, pieknymi w kształcie, i wyrastają wysoko na swych łodyżkach, ale nie mają zapachu. Te kwiaty przedstawiają cnotę powściągliwości i dobrych manier w zewnętrznym zachowaniu.

Powściągliwość wnosi porządek do zewnętrznych form i jej rezultatem są dobre maniery: postawy i maniery, sposoby i formy bycia i ubierania się. W tym wszystkim powinien być porządek, uczciwość, skromność i szacunek.

Maryja w swej zewnętrznej postawie była modelem ułożenia i powściągliwości. Dlatego była w stanie rozpoznać, że wszystko, co miała, pochodziło od Boga: „Od tej chwili będą mnie błogosławić wszystkie pokolenia, albowiem Wszechmogący uczynił mi wielkie rzeczy” (Łk 1,46) i akceptowała w prostocie uwielbienie swej kuzynki Elżbiety: „Błogosławiona jesteś między niewiastami, i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1,42).


Intencja na dzisiejszy dzień:

Aby moja zewnętrzna postawa była pełna pokoju, dobroci i szacunku. Abym potrafił zachowywać się godnie i z prostotą.


Pytanie na dziś:

  • Jak wyglądają moje maniery, gesty, sposób wyrażania się?
  • Są przesycone wartościami ewangelicznymi?
  • Zachowuję się w taki sposób, że ci, którzy przebywają ze mną, cieszą się moim towarzystwem i bliskością?

 

Zbieram dzisiejsze kwiaty i łączę je z roślinami aromatycznymi z mojego ogrodu i innymi kwiatami, które nadają zapach mojemu bukietowi, i przedstawiam je Maryi:


Moja Matko, ofiaruję ci powściągliwość w moich gestach, czynach i zewnętrznych działaniach. Dodaj siły i skuteczności moim postanowieniom. 



DZIEŃ 29. BAZYLIA. POKORA.

opublikowane: 27 maj 2020, 01:10 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki   [ zaktualizowane 27 maj 2020, 01:14 ]

Pośród roślin aromatycznych troskliwie kultywowanych w ogrodach i tarasach, bazylia jest preferowaną. Jej kwiat nie jest zbyt doceniany, ale jej smak ma wysoką wartość i jej zapach rozprzestrzenia się szybko gdziekolwiek się znajdzie.

Jej cechy reprezentują cnotę pokory, w przeciwności do pychy, ktora wywyższa osobę udającą bycie kimś innym niż w rzeczywistości jest i chwalącą się tym, czego nie ma. Potrzebna jest nam cnota, która zahamuje nasze pragnienia chwały, honoru i wielkości – materialnych czy duchowych – i tą cnotą jest pokora.

Bazylia , jeśli nikt jej nie uciska, depcze czy dotyka, jeśli wiart nią nie szarga, nie wydaje zapachu; ale jeśli się jej sprzeciwia, kładzie pod nogi, jeśli się ściska jej liście, wtedy ukazuje łagodność swego zapachu: taka jest osoba prawdziwie pokorna.

Jezus mówi nam: „Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokornego serca” (Mt 11,29). A w „Gaudete et Exsultate” nr. 18 czytamy: „Pokora może sie zakorzenić jedynie w sercu poprzez upokorzenia. Bez nich nie ma pokory ani świętości. Jeśli nie jeteś w stanie znosić i ofiarować kilku upokorzeń, nie jesteś pokorny i nie jesteś na drodze ku świętości”.

Pozwólmy, by rozbrzmiały w naszych myślach i sercach słowa Magnificatu, aby Maryja nauczyła nas jak być pokornymi. Pokorny to ten, który rozpoznaje powody do wdzięczności Bogu. To jest jego siła i najgłębsza prawda.

Intencja na dzisiejszy dzień:

Aby moja pokora, podobnie jak w powiedzieniu św. Teres yod Jezusa „Pokora to chodzenie w prawdzie”, żywiła się prawdą i w niej się zakorzeniała.

Pytanie na dziś:

  • Szukam w mojej duszy prawdziwej pokory?
  • Pragnę być przed ludźmi taki, jaki jestem przed Bogiem?
  • Jestem wdzięczny Bogu zo to, kim jestem, i dziękuję mu za wszystko to, co składa we mnie?

Zobowiązuję się wykorzystywać krytykę i upokorzenia, z którymi się spotykam, aby dokonać poprawy w mojej postawie.

Proszę Maryję, aby mnie nauczyła bycia pokornym, chodzenia w prawdzie, bycia wdzięcznym i skłądam u jej stóp bazylię wraz z pragnieniem, by jej zapach dotarł do tych, którzy się do Niej uciekają.

Panno pokorna, akceptuję dobrowolnie, jako coś, na co zasługuję i co mi się należy, wszystkie poniżenia, upokożenia i obrazy, które mnie spotykają, skądkolwiek by nie pochodziły. Nie chcę wyglądać na nic innego niż to, kim naprawdę jestem: mizernym grzesznikiem. Przyjmij, moja Królowo, ten mój bukiet jak emblemat mojej pokory. 



DZIEŃ 28. FIOŁEK. SKROMNOŚĆ.

opublikowane: 27 maj 2020, 00:54 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki   [ zaktualizowane 27 maj 2020, 00:54 ]

Chociaż nie kwitnie w maju, fiołek oznajmia, że skończyły się mrozy, śnieg już stopniał i zbliża się wiosna.

Ojciec Palau skojarzył go z cnotą skromności, cnotą, która pozwala nam skoncentrować się na tym, co jest dobre, bez rozpraszania się tym, co powierzchowne i nieważne; jest towarzyszką wstrzemięźliwości. Najpiekniejsza i najwymowniejsza definicja skromności to „hołd oddany tajemnicy”.

Katechizm Kościoła Katolickiego oferuje nam pewną refleksję na ten temat: Skromność zachowuje intymność osoby. Oznacza odrzucenie dla ukazywania tego, co powinno pozostać ukryte. Jest ukierunkowana ku czystości, której delikatność sama ogłasza... Skromność ochrania tejemnicę osób i ich miłości. Skromność to przyzwoitość. Inspiruje wybór ubioru. Zachowuje ciszę i dystans tam, gdzie odgaduje ryzyko chorej ciekawości. Przeradza się w dyskrecję” (KKK 2521-2522).

Maryja nigdy nie miała w sobie żadnego nieuporządkowania, ani przed tym, jak została wyniesiona na wysokość godności Matki Bożej i Królowej Nieba i Ziemi, ani potem. „Jak Maryja” oznacza skromność bez ryzyka: być jak Maryja będąc skromnym i być skromnym będąc jak Maryja.

Intencja na dzisiejszy dzień:

Aby naszym celem było zadowolić Boga i odbijać Jego chwałę.

Pytanie na dziś:

·         Jest widoczna skromność w moich poczynaniach?

·         Zachowuję się jak przystało na naśladowcę i ucznia Chrystusa?

Proszę Maryję, aby mi pomogła dbać o mój fiołek.

Zobowiązuję się być dyskretnym, przyzwoitym.

Pani, przedstawiając ten bukiet, zobowiązuję się zachować zawsze skromność wewnętrzną i zewnętrzną. Przyjmij ten kwiat, który sama tak bardzo umiłowałaś: przyjmij moje postanowienia i spraw, by były mocne i skuteczne. 



DZIEŃ 27. CZERWONE GERANIUM I MALWA. ŁASKAWOŚĆ I ŁAGODNOŚĆ.

opublikowane: 25 maj 2020, 07:58 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki   [ zaktualizowane 25 maj 2020, 07:59 ]

Liście czerwonego geranium są delikatne w dotyku; kwiaty, małe y bez zapachu, ale liczne i tworzące małe bukieciki. Ta roślina unika nasłonecznienia, za to uwielbia zbiorniki wodne.

Dla Ojca Palau przedstawia wraz z innymi z rodziny malw cnotę łaskawości i łagodności. Łaskawość to dyspozycja do bycia wyrozumiałym i kontrolowania rygoru i srogości kary należnej. Łagodność ochrania serce przed gniewem.

Wszyscy w pewnym momencie odczuwamy gniew. Doświadczenie gniewu, poczucie się obrażonym, nie jest problemem. Problem zaczyna się, kiedy działamy zmotywowani przez to uczucie. Konieczne jest pozostawanie w kontakcie z własnymi uczuciami i wzięcie za nie odpowiedzalności; nie pozwalając, aby one nami kontrolowały, lecz wybierając świadomie powstrzymanie się od działania pod wpływem gniewu, działania niezgodnego z zamiarem Boga.

Z drugiej strony, aby wyrazić się asertywnie i efektywnie, potrzebna jest świadomość tego, co się budzi w nas, i akceptacja gniewu jako potencjalnie zdrowego mechanizmu, który pobudza nas do działania. Identyfikacja naszych myśli i uczuć, praca nad emocjami niewygodnymi, i zgoda na to, co może być niewygodnym procesem.

Intencja na dzisiejszy dzień:

Abym był narzędziem miłosierdzia i łagodności dla moich braci i sióstr.

 

Pytanie na dziś:

  • Co budzi we mnie gniew?
  • Jak praktykuję łaskawość i łagodność pośród codziennych zadań?


Zobowiązuję się dokonać rachunku sumienia i dokonać wyboru, by być łagodnym i wyrozumiałym.

Proszę Maryję, aby mnie nauczyła i poprowadziła do ćwiczenia w tych cnotach, abym stał się łagodnego serca, jak Ona.

MODLITWA. O łaskawa i słodka Maryjo! Przedstawiam ci dziś łaskawość i łagodność; będę zachowywać pokój serca, i w zły dzień będę się opierał sile gniewu. Tak ci obiecuję; przyjmij to postanowienie, zaakceptuj mój kwiat. 


Laudato si' palautian style. Świadectwo...

opublikowane: 22 maj 2020, 09:59 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki   [ zaktualizowane 22 maj 2020, 11:00 ]

OSTATECZNA JEDNOŚĆ WSZYSTKIEGO. Odkrycie własnego powołania w Kościele.

Kiedy 5 lat temu opublikowano encyklikę Laudato Sii, wydała mi się wielkim znakiem, że Kościół zaczął mówić o tematach wspólczesnych, a konkretnie o trosce o środowisko. Mimo to, będę szczery, nie zdarzyło się nic poza pierwszym entuzjazmem. Chodzi o to, że dokumenty papieskie raczej rzadko wpłynęły na moją wrażliwość, czy też stały się dla mnie wytycznią, nie tak jak w przypadku innych dokumentów. W tym tygodniu, kiedy obchodzimy 5-tą rocznicę tego dokumentu, pozwoliłem sobie na drugie spojrzenie na ten tekst. Dzisiaj, po doświadczeniach tych kluczowych lat dla mojego życia osobistego, zawodowego i duchowego; moje wizja jest trochę inna.

Dwa zdania z tego dokumentu i z tego tygodnia sprawiły, że  zakwesjonowałem się głęboko, aktywując mój „gen palautiański”, ten, który nosimy wewnątrz nas od czasu naszego poczęcia. Pierwsze z nich odpowiada tematowi tygodnia: „Wszystko jest połączone”. Jakże palautiańskie są te słowa! Wszystko jest połączone mogłoby być zdaniem zaktualizowanym tej tajemnicy, która się objawiła Franciszkowi; to nie tak, że wyciągam je z kontekstu związanego z jego oryginalnym znaczeniem, z kontekstu ekologii, ale rozumiem je w kontekście tajemnicy jedności wszystkich mężczyzm i kobiet, wszystkich zjednoczonych w Chrystusie, i wszystkich zjednoczonych i współzależnych z naturą, z kosmosem i ze wszystkim. Nie zapominajmy, że Palau w swoim osobistych dzienniku, Moje Relacje, opisuje jak powoli natura doświadcza coraz bardziej tej tajemnicy, która objawia się nieustannie, w drodze ku komunii uniwersalnej, gdzie wszytko to, co wyszło z Boga w stworzeniu, wróci do intymnego zjednoczenia z Nim. Drugie zdanie znajduje się w numerze 49 Encykliki: „prawidziwy kompromis ekologiczny przeradza się zawsze w kompromis społeczny”; współzależność jest taka między wszystkimi stworzeniami, że sposób, w jaki żyjemy, wpływa nie tylko na środowisko, ale także na nas samych; dlatego nasza misja, aby odzyskać piękno Kościoła nie jest skierowana tylko do osób, ale także do zachowania środowiska, aby służyło także innym osobom i wspólnotom.

Jak powidziałem wcześniej, mój palautiański gen uaktywnił się przy obu zdaniach. I jako że dzisiaj już nie mogę patrzeć na rzeczywistość innymi oczami niż oczy naszego charyzmatu, wybrzmiały mocno we mnie, zapraszjać mnie, za przykładem Palau, by dokonać rewizji mojego życia w tym duchu współzależności i troski o wszystkich. W ten sposób, pojawiła się jasność, wcześniej tylko przeczuwana, i przedstawiło mi się moje wyjątkowe powołanie, jakby Kościół w osobie powiedział: Zawszy tu byłem.

Jestem nauczycielem, mój przedmiot to historia. Bycie nauczycielem historii w Chile jest skomplikowane z powodu rynku pracy, który się załamał. To kierunek dość tani w systemie neoliberalnym, gdzie edukacja jest maksymalnie sprywatyzowana. Prawdą jest, że kiedy wybrałem ten kierunek, moją pierwszą motywacją było to, że lubiłem historię; z biegiem czasu zdałem sobie sprawę, że to, czego pragnąłem, było nauczać, budzić entuzjazm w innych, aby poczuli, co ja czuję kiedy uczę się wszystkiego z przeszłości, i dlatego zdecydowałem poświęcić się zupełnie nauczaniu, aż do stopnia by, romantycznie, umrzeć nauczając. Zacząłem nauczać w różnych szkołach, łamiąc schematy, wprowadzając innowacje, ryzykując dla dydaktyki, która miałaby znaczenie; jednak po kilku latach zostałem bez pracy i bez mozliwości. Ten okres czasu to nie tylko „jakiś czas”, ale prawie trzy lata. Depresja i frustracja pojawiły się z mocą; cały projekt, który miałem co do mojej przyszłości, stał się nicością.

Ale nagle, nie szukając, pojawiła się perspektywa, i zostałem wybrany do pracy jako nauczyciel. Gdzie? W miejscu, w którym nigdy bym sobie nie wyobraził: ośrodku odosobnienia dla nieletnich, w innych słowach, w więzieniu dla młodocianych przestępców. Celem było współpracować, aby ci młodzi ukończyli swoją naukę. Według prawa mojego kraju, każdy, kto popełni przestępstwo nie będąc pełnoletnim, w zależności od ciężkości, może wypełnić swój wyrok albo na wolności monitowrowanej, albo w odosobnieniu, w ośrodku wyspecjalizowanym dla ich reinsercji. Nawet jeśli później ukończy 18 lat, będzie nadal wypełniać swój wyrok w tym samym ośrodku, niezależnie czy ukończy nawet 25 lat. Zgodziłem się, z dwóch powodów: potrzebowałem pracy, poza tym wydało mi się czymś pięknym móc służyć tak moim powołaniem.

Prawdą jest, że romantycyzm tej decyzji szybko się rozwiał. Tamten ośrodek był daleko od przygotowywania młodych to powrotu do społeczeństwa. Instalacje nie były odpowiednie ani zadbane, młodzi mieszkali skupieni w „domach”, w innych budynkach byli odosobnieni, czasem padali ofiarami przemocy ze strony tych, którzy powinni się nimi zajmować, wielokrotnie widzieliśmy ich pod wpływem narkotyków, mimo że były w tym miejscu zabronione. Nie wszyscy zatrudnieni tam byli odpowiedzialni w swych obowiązkach; i system był podatny na zepsucie; poza tym, przeważał zwyczaj, ża ktokolwiek, kto próbował zmienić stan rzeczy stawał się szybko naznaczony, odrzucony, wykluczony, albo zabraniano mu pracy.

Z drugiej strony, nie pracowałem z młodymi, którzy byliby wyłącznie ubodzy, wykluczeni ze społeczeństwa, zagrożeni i bezbronni. W rzeczywistości, byli dalecy od bycia młodymi spragnionymi poznania i z wielką ochotą, by zmienić swoje życie, jak tego oczekiwałem; byli młodymi, którzy sami byli zagrożeniem, i jeśli tylko mogli się zaafirmować ponad słabszymi, zrobiiby to; młodymi, którzy opowiadali ci o swoich przestępstwach jakby były wielkimi wyczynami; jeden spalił dom z zemsty za obrazę, oczekując, że ofiara będzie w środku; drugi związał i porwał swoją matkę i przywiązał ją do krzesła i ciął po trochu nożem; trzeci zabił kierowcę ciężarówki, który zaofiarował mu podróż, bo chciał mu zabrać porcję frytek; czy tamten, którego spożywanie narkotyków zaprowadziło do skradnięcia całej wypłaty swojej matce aby kupić działkę; albo dziewczyna trans, która prostytuje się od kiedy miała 10 lat i okrada swoich klientów (opowie ci wszystko o nich, zamężnych i z rodziną); albo młody, który wziął udział w „meksykanie” aby ukraść narkotyki... I wielu innych. Twardość ich rzeczywistości, ich subkultura, była tylko pierwszym wrażeniem.

We wszystkich tych przypadkach był wspólny element zaniedbania ze strony rodziców; rynek seksualny dzieci, który trudno było im przyjąć podczas rozmów; rodzice, którzy wysyłali ich na kradzieże wymagając, żeby nie wracali do domu, żeby nic nie jedli, jeśli nie przynosili pieniędzy; inne przypadki tych, którzy zostali porzuceni i dla których kradzież była jedynym sposobem na przeżycie. Poznanie ich historii oznaczało łamanie się wewnątrz powoli poprzez ludzką mizerię. Ale nie tą mizerię ubogich miewinnych, tylko tą, którzy byli w tym miejscu, bo zranili kogoś, czasem nawet zabili. Jeden szczególny przypadek to ten młody, który był odrzucony przez każdy ośrodek; nie pozwalano mu chodzić ni rozmawiać ni poruszać się wolnie; miał wyznaczone miejsce na murze, gdzie inni kazali mu stać. Popełnił najcięższe przestępstwo, wedłu nich, które nigdy nie może być przebaczone: gwałt; nadużywał seksualnie sóch bratanków, 3 i 5-latka. Miał poważne problemy kognitywne, które nigdy nie zostały zdiagnozowane i, o czym nikt nie mówił, jego mama, kiedy miał 5 lat, oddała go kierowcy autobusu jako „pomocnika”, co w rzeczywistości oznaczało usługi seksualne wszelkiego rodzaju w zamian za kilka monet dziennie.

We nich wszystkich były aspekty dotyczących wszystkich, które, nawet w sposób nieświaodmy, były obecne we wszytskich przypadkach. Ubodzy, tym byli, ubogimi. Ze wszystkich przypadków, które poznałem od kiedy pracuję z młodymi, tylko raz poznałem dwóch młodych, którzy nie mogliby być zakwalifikowani jako ubodzy. Spośród pozostałych, tylko niektórzy żyli ponad linią ubóstwa, wszyscy mieszkali na marginesie miast, mieli przeszłość przestępczą z pokolenia na pokolenie, przekazywaną z ojców na synów raz i drugi; bez usług, bez odpowiedniego wsparcia, będąc w większości rodzicami nastolatkami. Poza tym, wszyscy zostali wyrzuceni ze szkoły czy to dlatego, że sami ją porzucili, czy też z powodu zachowania, czy też innego powodu. Niektóry staczając się w dół od dobrych szkół, aż do dwuletnich ośrodków szkolenia, gdzie kończyli w nieskutecznych programach powrotu de szkoły. Średnio nie osiągnęli nic ponad piątą klasę.

Co ja tam robiłem? Jak tam trafiłem? Wielokrotnie „interwencja” oznaczała walkę o to, by móc dokończyć lekcję, na brudnym i śmierdzącym podwórku, z młodymi bijącymi się między sobą, krzyczącymi na mnie, obrażającymi mnie, wskazującymi, że jestem „perkin” (służącym), bo pracuję za wypłatę, że „hampa” (świat przstępczy) nadaje osobie prawdziwą wartość. Jak to się stało, że przeszedłem od nauczania historii myśli politycznej w Europie do nauczania młodych jak się pisze jego imię, podczas gdy mnie obraża albo próbuje ukraść moje długopisy czy zeszyty? Jak to się stało, że przygotowałam się przez 5 lat z różnych nurtów historiograficznych Ameryki, i skończyłem ucząc liczenia, dodawania czy odejmowania? To wszystko obudziło we mnie powołanie do Kościoła; nie jako stylu życia podobnie jak w życiu zakonnym, ale pośród świata, jako osoba świecka.

Każdego dnia musiałem wysiąść z autobusu na drodze i iść półtora kilometra do Ośrodka, który mieścił się w terenie odosobnionym, aby dotrzeć do pracy. Podczas tej drogi, zawsze rozmyslałem o tych rzeczach, albo stawałem się świadomy bólu brzucha tylko na myśl o dotarciu na miejsce. Ale pewnego dnia, podczas drogi, zrozumiałem wszystko: jestem tu dla Kościoła. W ten czy inny sposób zrozumiałem, że byłem tam dzięki głębokiemu wezwaniu Kościoła, Boga-Relacji, do którego wołałem nocami, aby Mu służyć, wyobrażając sobie moje życie jako misjonarza w Afryce czy konferencjonistę w Europie. Jednak moje powołanie to być tutaj, pośród tego bólu. Ale dlaczego? W jakiś sposób zrozumiałem, że ci młodzi byli tacy, jak ja; mieszkali w tym samym mieście, gdzie ja wzrastałem i bawiłem się, ale nie mieli nikogo, kto by o nich dbał i ich ochraniał, jak ja. Zrozumiałem, że byli mną. Ale w tym samym czasie, czułem głębokie wezwanie, aby uzdrowić to ciało spróchniałe, martwe, ciało, któremu ja sam „pomogłem” aby było w tym stanie; wielokrotnie milcząc, zaniedbując, dyskriminując, udając że nie słyszę, a nawet konkretnymi czynami. I teraz Kościół dawał mi szansę, aby naprawić ten błąd co do mojego ciała, co do jego ciała, co do ciała Chrystusa, które ja sam uczyniłem takim; jako indiwiduum, jako społeczeństwo. Zrozumiałem, nie wiedząc, głębokie znaczenie tematu Laudato Sii: Wszystko jest połączone.

I mi praca nauczycielska, to niezmęczone zadanie nauczania tych, którzy nie chcą się uczyć, aby zwrócić prawa i szansę skradzione, stała się moim polem działania. Była to moja forma o mówieniu o Bogu bez mówienia o Nim, bez nazywania Go po imieniu (była to pozycja rządowa, nie mogliśmy dokonywać prozelityzmu religijnego). Byłem tam, wraz z innymi, walcząc o tych, o których nikt nie walczył, których nikt nie chce, za którymi wszyscy krzyczą „do więzienia! Zamknijcie ich!”; i mimo wszystko, mogłem zobaczyć w nich osoby. Nauczyłem się nie skandalizować. Moja praca stała się instrumentem ewangelizacji; była moją formą walki o sprawiedliwość, także formą dbania o to wszystko połączone, co odkryłem; albowiem zrozumiałem, że zmiana modelu ekonomicznego, sposobu życia, wpływała bezpośrednio na życie innych ludzi, na życie tych młodych i ich dzieci, które każdej środy przybywali o 4 po południu, by stać w kolejce, aby odwiedzić ich przez kilka godzin; moja obecność współpracowała z tym kompromisem środowiskowym, które zawsze staje się kompromisem społecznym. Zrozumiałem także, że 80% tych, którzy tam pracowali, wyznawali ideały lewicowe, a ja byłem jednym z trzech katolików obecnych tam. Pytałem samego siebie: gdzie są pozostali?

To odkrycie epifaniczne nie sprawiło, że wszystko się zmieniło, po prawdzie wszystko było tak samo, czasem nawet gorzej; od tamtego dnia 5 młodych zginęło z powodu bójek, kar fizycznych i innych okoliczności. Mimo że z czasem więzienie dodaje ci wartości przez czas i wiek, i to czyni wszystko trochę łatwiejszym. Ale ja się zmieniłem, od wewnątrz. Wiedziałem, co robiłem: co czyniłem, dlaczego to robiłem, dlaczego przełykałem łzy, kiedy widziałem, jak rzucali wszystkim o ziemię, krzycząc, że do niczego się nie nadawali, że nie ma sensu uczenia ich niczego jeśli nadawali się tylko to kradzieży i przestępstwa; dlaczego odwiedzałem ich w ich rodzinnych domach, kiedy opuszczali ośrodek, starając się ich przekonać, aby nie porzucali znowu nauki; dlaczego świętowałem szerokim gestem najmniejsze z ich sukcesów, jak kiedy jeden z nich nauczył się czytać mając 18 lat przed moimi oczami, albo inny, którego uczyłem pisać jego imię, gdy miał 23 lata; czy kiedy ktoś ofiarował mi ochronę na ulicy, czy jak ci, którzy nadal, czasem, pozdrawiają mnie serdecznie, gdy spotykam ich na ulicy, nawet jeśli ich nie rozpoznaję.

Dziś już nie pracuję w zamniętym ośrodku, tylko z tymi, którzy odsiadują wyrok na wigilancji; to ta sama populacja, ta sama sytuacja. Ta misja zawodowa miała też swoją cenę; mówią mi, że zatraciłem słodkość, która wcześniej mnie charakteryzowała, więc zacząłem jej szukać na nowo. Ale jest dla mnie jasne, że moje czyny współpracują bezpośrednio z ofertą Laudato Sii; prawda, że nie zaczynam od ekologii idąc ku przemianie społecznej, ale na odwrót; jestem pewny, że współpracuję powoli i w sposób niewidoczny z nowym stylem życia; nową formą uzdrawiania ciała Chrystusa; aby nie zagubili całkowicie swego dziecięcego piękna, które zostało im skradzione.

Dziś żyjemy w kontekście pandemii z powodu COVID19. Słyszałem wielokrotnie w tych dniach, oby wszystko się skończyło, abyśmy mogli wrócić do normalności. Protestuję przed powrotem normalności; wszystko to, co się dzieje dzisiaj, nie jest spowodowane przez wirus, jest tylko ewidencją tgeo, że już wcześniej istniały poważne problemy w naszym globalnym społeczeństwie; ta choroba tylko uczyniła je widocznymi. To nie jest czas, aby wszystko wróciło do normy, ale czas, aby wszystko zrobić dobrze. I my, chrześcijanie, mamy znaczącą rolę, której wcześniej nie byliśmy w stanie przyjąć w całości, ale teraz mamy szansę na nowo i wierzę, że możemy tego dokonać.

Uzdrawiać Kościół, Uzdrawiać Ludzkość, Uzdrawiać Ziemię; trzy elementy jednej i tej samej akcji.

Orlando Carvallo C.

Ekipa Duchowości Ameryki

Chile.



DZIEŃ 26. WANILIJKA (HELIOTROP). WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ.

opublikowane: 22 maj 2020, 01:09 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki   [ zaktualizowane 22 maj 2020, 01:32 ]

Ta roślina wypełnia nasze ogrody swych silnym zapachem; jej kwiat nie ma w sobie uroku, ale posłuży do upiększenia bukietów, gdyż ozdobi je swym zapachem. Sama z siebie nie utrzyma się prosto, potrzebuje czegoś, co by ją podtrzymało.

Ojciec Palau skojarzył tę roślinę z cnotą wstrzemięźliwości. Oznacza ona siłę, aby wybierać dobre czyny w sposób powtarzalny, co pozwala nam zdobyć nawyk czynienie dobra w stosunku do naszych pragnień.

W wielu okolicznościach życia musimy wybierać czynienie tego, co poprawne. Wstrzemięźliwość może nam w tym pomóc poprzez siłę naszej woli, co pozwala wygrać z własnymi pasjami.

Jako że w Maryi jej pasje pozostały jej posłuszne, ta cnota była jej dana z całą konieczną doskonałością.

Intencja na dzisiejszy dzień:

Abyśmy ćwiczyli się w panowaniu nad naszymi egoistycznymi skłonnościami, tak by wzrastać w miłosnym oddaniu się Bogu i bliźniemu.

 

Pytanie na dziś:

  • Jak panuję nad moimi emocjami, takimi jak melancholia, strach, smutek, samotność, radość i nadmierne pragnienie?

Zobowiązuję się pracować nad moimi impulsami, aby dobrze je ukierunkować.

Proszę Maryję aby troszczyła się o mój ogród i prowadziła do pełni tej cnoty.


MODLITWA.
Pani, ofiaruję ci, wraz z tym bukietem, symbol mojej wstrzemięźliwości i kontroli, które obiecuję włożyć we wszystkie me pragnienia. Przyjmij mój kwiat i spraw, abym potrafił opanować moje impulsy przez wzgląd na bogobojność.  


DZIEŃ 25. WERBENA CYTRYNOWA. UBÓSTWO.

opublikowane: 20 maj 2020, 01:50 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki

Werbena cytrynowa to roślina lecznicza; ma świeży zapach przypominający cytrynę i potężny efekt dla zdrowia fizycznego. Chociaż sama z siebie nie posiada piękna, upiększy nasze kwiatowe aranżacje.

Ojciec Palau utożsamia ją z cnotą ubóstwa. Ubóstwo prowadzi nas do stylu życia bardziej ascetycznego, surowego i zrównoważonego. Zaprasza nas do podjęcia kompromisu w obronie sprawiedliwości, pokoju i troski o stworzenie.

Papież Franciszek w encyklice Laudato Sii podkeśla, że „w rzeczywistości globalnego społeczeństwa, gdzie przeważa niesprawiedliwość i wzrasta liczba osób pozbawionych podstawowych praw człowieka, zasada dora wspólnego przemienia się w logiczne i konieczne wezwanie do solidarności i preferencyjnej opcji dla naszych braci i sióst najuboższych” (LS 158).

Maryja żyła ubogo i, jako uczennica Jezusa, naśladowała go w ubóstwie, żyjąc tak, jak On żył. Niech Ona inspiruje nas do życia w prostocie, przykładając uwagę do naszych braci i sióstr cierpiących i potrzebujących naszego współczucia i czynnej miłości.

Intencja na dzisiejszy dzień:

Aby wołanie ubogich popychał mnie do pójścia drogą dzielenia się, które buduje komunię i solidarność.

Pytanie na dziś?

Czym mogę się podzielić z moimi braćmi i siostrami, którzy mają mniej, a co pomogłoby im odczuć miłość i Bożą opatrzność?

 

Zobowiązuję się żyć tym, co jest niezbędne i wyrzec się tego, co niepotrzebne, także “moich” planów.

Proszę Maryję, aby pomogła mi wzrastać w duchu wyrzeczenia.

Pani, ofiaruję ci dziś moje ubóstwo; zobowiązuję się poprzez tą ofiarę do wyrzeczenia takiego, o jakie mnie prosi miłość Boga. Pani, oto moje kwiaty: przyjmij je i daj siłę moim postanowieniom.

 

DZIEŃ 24. TYMIANEK, ROZMARYN, MIĘTA... POKUTA

opublikowane: 19 maj 2020, 01:15 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki

Tymianek, rozmaryn i mięta to rośliny aromatyczne i lecznicze. Wplecione pomiędzy innymi kwiatami, nadają bukietowi zapachu. Dodaj do nich fioletowy kwiat, iareprezentują cnotę pokuty, która zakłada żal za zło, jakiego dokonaliśmy, lub dobro, którego zaniedbaliśmy.

Każdy grzech to odrzucenie miłości Boga i, jako takie, rani naszą z Nim relację. Rani także naszą komunję z Ciałem Chrystusa, Kościołem. „Z tego powodu, nawrócenie zakłada zarówno przebaczenie od Boga, jaki i pojednanie z Kościołem, które się wyrażają i realizują liturgicznie poprzez sakrament pokuty i pojednania” (KKK 1440).

Sakrament pokuty jest ważny dla naszego życia wiary: aby uczynić efektywnym nasze pojednanie, nawrócenie i bliskość z Jezusem Chrystusem. Jeśli naprawdę wierzymy, że sakramenty są osobistym spotkaniem z Jezusem i Jego miłością, co utrzymuje nas na odległość? Czego się obawiamy?

Przeznacz dzisiaj czas na rozmyślanie nad dobrami, jakie płyną z sakramentu pojednania przeżywanego sercem żałującym i przygotowanym, i skoncentruj się na życiu, do którego cię przygotowuje: oto radość Ewangelii!


Intencja na dzisiejszy dzień:

Abym zawsze świadomie szukał pojednania z Kościołem, zranionym przez moje grzechy, w życiu codziennym i w sakramencie.

Pytanie na dziś:

  • Żyję w postawie pojednania z innymi? Z sobą samym? Z Bogiem?
  • Jestem gotowy uczymić sprawiedliwość naprawiając zło, jakie wyrądziłem?
  • Jest sakrament pokuty ważną częścią mojego duchowego życia?

Proszę Maryję, Matkę Miłosierdzia, Ucieczkę Grzeszników i Gwiazdę Nowej Ewangelizacji, aby mi towarzyszyła w drodze do łaski przebaczenia Jej Syna.

Zobowiązuję się zwrócić uwagę na postawę, jaką kultywuję w moim sercu, szukać pojednania, dążyć do świętości i zerwać z grzesznymi nawykami.

Przedstawawiam te aromatyczne i lecznicze rośliny Maryi, mówiąc:

Pani, oto mocne zioła, znak mojego żalu za grzechy. Przyjmij je, przedstaw Twemu Synowi i zdobądź dla mnie przebaczenia za nie wszystkie.



DZIEŃ 23. LEWKONIE BIAŁE. CZYSTOŚĆ I DZIEWICTWO.

opublikowane: 19 maj 2020, 00:57 przez Karmelitanki Misjonarki Terezjanki

Jest to kwiat biały jak śnieg, jego kwiaty są zgrupowane, obfite, trwałe, piękne i aromatyczne. Według ojca Palau, w formie prostej lewkonia symbolizuje czystość; podwójna, dziewictwo.

Każdy stan życia jest zaproszony do zachowania czystości, owocu wstrzemięźliwości. Chrześcijanie w związku małżeńskim mogą praktykować czystość zachowując wierność współmałżonkowi. Oczekuje się od osób konsekrowanych i celibatariuszy miłości Boga ponad wszystko, oraz że się będą zajmować jego sprawami i zmartwieniami.

Sposób, w jaki miłował Jezus, jest najbardziej czysty i doskonały. Chciał, aby Jego sposób miłowania stał się standartem dla miłości dla Jego naśladowców. „Miłujcie się wzajemnie tak, jak ja was umiłowałem”.

* Nasze konstytucje podkreślają, że praktykowanie czystości wyzwala nasze serce w sposób szczególny, aby mogło się rozpalić bardziej miłością do Boga i całej ludzkości. Rozwijamy naszą kobiecość w sposób głęboki i owocny ofiarując nas samych Kościołowi, propagując życie gdzekolwiek jesteśmy, gotowe by oddać nasze zycie w Jego służbie (Konst. Nr. 12). Aby żyć wiernie naszą czystością konieczne jest zatroszczenie się o aspekt mistyczno-ascetyczny naszego życia, odkrycie wartości samotności i przyjęcie jej z radością, staranie się o zintegrowanie nasz aspekt uczuciowo-seksualny, unikanie tego, co może być zagrożeniem dla naszego powołania i używanie środków przekazu społecznego z dyskrecją.  Przykładamy specjalną uwagę do naszego życia wspólnotowego, do miłości, którą mamy dla siebie nawzajem, świadome tego, że dobra i zdrowa relacja sprzyja zachowaniu czystości (Konst. Nr. 13)

Maryja, jak kwiat w podwójnej formie, poczęła jeden kwiat: Jezusa. Jego Matka była Dziewicą. Czystość i dziewiczość są skarbami, które podtrzymują nasze spojrzenie i naszą uwagę skupionymi dokładnie tam, gdzie powinny być. Kościół – Bóg i ludzkość, obiekt naszej miłości.


Intencja na dzisiejszy dzień:

Aby moje przeżywanie czystości było znakiem profetycznym całkowitego oddania się Kościołowi, Bogu i bliźniemu.

Pytanie na dziś:

  • Czy rada Ewangeliczna czystości uwalnia moje serce i pomaga mi wzrastać w miłości i wierności?
  • Zachowuję czystość intencji w dziełach miłosierdzia dla budowania Królestwa? Czy też może robię to dla siebie?

Proszę Maryję, aby mnie nauczyła czystego spojrzenia, bezinteresownego, wobec wszystkich osób, z którymi się spotykam.

Zobowiązuję się zbadać moje relacje pod pryzmatem czystości: relacje z samą sobą, z Bogiem, z braćmi i naturą.

Przynoszę mój bukiet Maryi, mówiąc:

Matko Dziewico, Najczystsza spośród wszystkich stworzeń, przyjmij ten bukiet: daję ci serce zdeterminowane i gotowe, aby zachować czystość według zasad wstrzemięźliwości i praw mojego stanu życia i zawodu; przyjmij, Najczystsza Panienko, ten kwiat: powierzam go Twej matczynej trosce.



1-10 of 99