Zakony łowców nie znają podziałów krwi ani rasowych uprzedzeń. Nie ma znaczenia, czy jesteś człowiekiem czy elfem – jeśli przeżyjesz szkolenie, staniesz się jednym z nich. Liczy się tylko jedno: musisz zacząć jak najwcześniej. To właśnie dlatego większość uczniów stanowią Znajdy – niemowlęta porzucone z nieznanych przyczyn, dzieci zbyt słabe, by przetrwać w świecie, lub te, które oddano dobrowolnie, jako zapłatę za ocalone życie. Niektórych przekazują dłużnicy, inni trafiają tu, bo ich rodzice wierzą, że zakon jest dla nich jedyną szansą. Raz przyjęte, dziecko przestaje należeć do dawnego świata. Zakonna pieczęć zastępuje mu herb rodu, a jego przeszłość zostaje zatarta – nawet jeśli znało swe imię, zakon nada mu nowe.
Nie wszyscy jednak mogą dostąpić tego losu. Krasnoludy, choć silne i nieustępliwe, nigdy nie staną się łowcami. Ich społeczeństwo stroni od świata zewnętrznego, a tradycja nie pozwala im oddawać swych dzieci w obce ręce. Jeśli któryś z nich zdecyduje się walczyć z potworami, uczyni to na własną rękę, nigdy jako część zakonu.
Życie w zakonie to nie dzieciństwo – to nieustanna walka o przetrwanie. Od pierwszych lat uczniowie poznają sztukę walki i kształcą ciało w bólu i trudzie. Uczą się nie tylko fechtunku, ale i pisma, by móc studiować bestiariusze i księgi poświęcone potworom. Wiedza to broń równie ostra jak miecz, a ignorancja może kosztować życie. W końcu jednak nadchodzi Próba Przemiany – moment, w którym wielu upada, zanim zdążył chwycić za ostrze. Podaje się im mutageny i eliksiry zmieniające organizm, wzmacniające ciało, wyostrzające zmysły. Ich krew zostaje zmieszana z posoką jadowitych bestii, by uodpornić ich na trucizny. Cała przemiana trwała około tygodnia. Po przemianie młodzik jakiś czas odpoczywał aby nabrać sił, następnie uczył się na nowo oddechu, balansowania ciałem. Musiał przyzwyczaić się do wyczulonych zmysłów, większego refleksu czy siły. Często temu procesowi towarzyszyły halucynacje oraz dziwne wizje.
Początkowo w procesie przemiany uczestniczyli magowie, starając się zwiększyć przeżywalność mutacji i kontrolować proces tak, by uniknąć niepożądanych skutków. Z czasem jednak, z różnych przyczyn – czy to przez moralne dylematy, konflikty z zakonami, czy rosnącą niechęć wobec ich metod – magowie przestali w niej uczestniczyć. Ich miejsce zajęli wyspecjalizowani lekarze i alchemicy, których zadaniem było czuwanie nad organizmem dziecka podczas przemiany. Nie każdy zakon mógł jednak sobie na to pozwolić – w wielu przypadkach mutacje przeprowadzano bez jakiejkolwiek kontroli, co znacznie zwiększało śmiertelność wśród młodych adeptów. Ci, którzy przetrwali przemianę, nie są jeszcze łowcami. Przez kolejne lata doskonalą swoje umiejętności, powtarzając wyuczone techniki do perfekcji. Niektórzy z nich wyruszają w podróże u boku bardziej doświadczonych łowców – uczą się w praktyce, poznając życie na szlaku. Ich trening nie kończy się jednak, dopóki nie nadejdzie dzień Egzaminu Ostatecznego.
Ci, którzy przetrwali mutacje, nie są jeszcze łowcami. Przez kolejne lata doskonalą swoje umiejętności, powtarzając wyuczone techniki do perfekcji. Niektórzy z nich wyruszają w podróże u boku bardziej doświadczonych łowców – uczą się w praktyce, poznając życie na szlaku. Ich trening nie kończy się jednak, dopóki nie nadejdzie dzień Egzaminu Ostatecznego.
Gdy uczeń osiągnie osiemnasty rok życia, jego los zostaje rozstrzygnięty. To Arcymistrz zakonu, najstarszy i najbardziej doświadczony spośród łowców, decyduje, co stanie się z młodym wojownikiem. Niektórych natychmiast wypuszcza na szlak, by samodzielnie mierzyli się z przeznaczeniem. Innych wysyła do odległych zakonów, gdzie mają doskonalić swoje zdolności pod okiem mistrzów innej szkoły. Są też tacy, którzy przez kolejne lata towarzyszą starszym łowcom, poznając świat, zanim będą gotowi stawić mu czoła.
Nikt nie wie, czym kierują się Arcymistrzowie w swoich decyzjach – nie wyjaśniają swoich wyborów, nie odpowiadają na pytania. Być może widzą coś, czego inni nie dostrzegają. A może po prostu podążają za instynktem, który od wieków trzyma zakon przy życiu.
Pierwszy Zakon Łowców Potworów zrodził się z chaosu, który nastał po otwarciu Przedwiecznej Zadry. Brama do innego wymiaru, przez którą wlewały się na kontynent potwory, nie tylko zniszczyła spokój świata, ale i zasiała strach w sercach wszystkich mieszkańców. Ich mroczne cienie rozciągały się po wszystkich krainach, a walka z nimi stała się nieunikniona. Za powstanie zakonu odpowiadał Albert LeVett, elfi mędrzec, jeden z Proroków Zmierzchu, który czuł się odpowiedzialny za otwarcie tej bramy. Uderzony ciężarem winy, pragnął naprawić to, co zostało zniszczone, i stawić czoła niebezpieczeństwu, które wybuchło na całym kontynencie. Wiedział, że zwykła siła wojowników nie wystarczy – musiał stworzyć coś więcej, coś, co łączyłoby nie tylko potężne ramię, ale i mądrość, oraz umiejętność rozumienia potworów. Początkowo więc Albert zwołał tych, którzy byli gotowi podjąć walkę, chętnych, by stawić czoła cieniom, które wkrótce miały ogarnąć świat. Byli to wojownicy, rycerze, łucznicy i najemnicy, którzy pragnęli jednego: zatrzymać tę falę zniszczenia. Ich serca były pełne odwagi, ale ich umiejętności okazały się niewystarczające. Choć walczyli dzielnie, szybko okazało się, że ich siła nie wystarczała do obrony przed bestiami, które nie tylko były nieziemsko silne, ale posiadały moce, które wykraczały poza ludzkie zrozumienie. Wtedy LeVett dostrzegł, że nie wystarczy już tylko odwaga, by stawić czoła temu, co wydostaje się z Zadry. Potrzebował specjalistów, wojowników, którzy nie tylko będą umieli walczyć, ale także zrozumieją, co czai się w ciemnościach. Zrozumiał, że nie chodzi o samą siłę, ale o umiejętność rozumienia, jak poradzić sobie z bestiami, jak je poznać i zwalczyć. I tak powstał pierwszy Zakon Łowców Potworów – organizacja, która wprowadziła do sztuki walki elementy mutacji, by dać swoim wojownikom przewagę nad siłami, które miały zniszczyć świat.
Wspierany przez ówczesnego króla Eryntharu - Aelriona Valendrisa, który dostrzegł konieczność stworzenia elitarnej jednostki do obrony przed potworami, Albert zdołał zdobyć fundusze i środki niezbędne do stworzenia zakonu. Król elfiego imperium ofiarował nie tylko złoto, ale także ludzi, by pomóc wybudować pierwszą siedzibę. Początkowo planowano ulokować zakon w mieście, lecz po głębszym przemyśleniu decyzji, uznano, że przestrzeń potrzebna będzie większa, a niepokój mieszkańców byłby niesprzyjającym elementem. Ostatecznie zadecydowano o budowie fortecy w miejscu odludnym, gdzie dostęp był utrudniony, a tereny wokół pełne nieprzystępnych gór i lasów. Fortyfikacje, które tam wzniesiono, miały stanowić solidną obronę przed wszystkimi, którzy próbowaliby zakłócić pracę zakonu. Gdy wieści o zakończeniu budowy fortu dotarły na kontynent, zakon zaczął przyciągać uwagę. Stawał się nie tylko miejscem, w którym stawiano czoła potworom, ale także kuźnią, w której młodzi adepci poddawani byli mutacjom, a ich ciała i umysły formowane były na najbardziej elitarnych łowców. Z biegiem lat Zakon Łowców Potworów wyrósł na najpotężniejszą siłę do walki z potworami, która zyskała szacunek i strach zarówno wśród tych, którzy ich twory tworzyli, jak i wśród wszystkich, którzy walczyli o ocalenie tego, co jeszcze zostało.
Gdy forteca zakonu wreszcie została ukończona, Albert LeVett, nie czekając ani chwili, zabrał się do pracy. Wspierany przez grono zrzeszonych magów, alchemików i specjalistów, przystąpił do opracowywania mikstur i stymulantów, które miały przemieniać organizmy wojowników, by dostosować je do brutalnej rzeczywistości walki z potworami. Te istoty, które przenikały z Przedwiecznej Zadry, nie tylko miały nadludzką siłę, ale często były też zwinniejsze, wytrzymalsze i bardziej odporne na klasyczne techniki walki. Tylko odpowiednio przystosowani łowcy byli w stanie stawić im czoła. Mikstury te były tworzone na bazie niezwykłych mieszanek ziół, odrobiny magii, ale także tkanek potworów, których organizmy posiadały cechy, które były nieosiągalne dla zwykłych ludzi. Proces ten nie był jednak prosty, a wyniki pierwszych eksperymentów w podziemnym laboratorium okazały się fatalne. Większość testów kończyła się śmiercią lub poważnymi deformacjami, a same mutacje były na tyle nieznaczne, że nie mogły dawać żadnych realnych korzyści. Wtedy, zdesperowany i zdeterminowany, Albert postanowił spróbować czegoś drastycznego. Zdecydował się na testy na dzieciach – sierotach, które znalazły się w pobliskim sierocińcu. Był to ruch ryzykowny, nieobyczajny, ale ostatecznie nielegalny. Testowano na nich mikstury, mając nadzieję, że młody organizm będzie bardziej odporny na skutki uboczne, które zabiły poprzednich uczestników eksperymentów. Oczywiście ówczesny Hrabia północnych ziem Eryntharu, który był człowiekiem, wiedział o całym przedsięwzięciu, choć nie wiedziały o nim szerokie rzesze ludzkie. Hrabia systematycznie działał na rzecz ludzkich kolonii, odrzucając elfickie korzenie kraju.
Dzięki temu, że młodsze ciała potrafiły lepiej przetrwać proces mutacji, wyniki stały się zadowalające. Z czasem, pod wpływem tajemnych mikstur, w młodych organizmach zachodziły widoczne zmiany. Ich refleks przyspieszył, ból stał się dla nich znacznie mniej odczuwalny, a odporność na choroby drastycznie wzrosła. Najbardziej zadziwiająca była jednak siła, która u niektórych dzieci sięgnęła niewyobrażalnych poziomów. Ci, którzy przeżyli mutacje, nie tylko stali się nadludzcy, ale także mniej podatni na zmiany emocjonalne, gdyż całe ich życie od początku było podporządkowane surowemu kodeksowi zakonu. Te młode istoty, nazwane "młodzikami", były następnie poddawane intensywnemu szkoleniu. Ich dni mijały na nauce fechtunku, wzmocnieniu kondycji, ale także na zgłębianiu wiedzy o potworach. Choć wówczas posiadano tylko skromne informacje o tych bestiach, podstawy walki były kształtowane już na samym początku. Ich dziecięce ciała były zmieniane, by wytrzymały brutalny trening, a umysły – by były gotowe na mroczne tajemnice, które kryły się za tymi stworami. Zaledwie dziesięć lat później na świat wyszła pierwsza generacja łowców potworów, którzy swoją skutecznością wywarli ogromne wrażenie nie tylko na obywatelach Veldorii, ale i na samym królu Maximilianie Egercie III. Byli nie tylko znacznie bardziej efektywni niż zwykli wojownicy, ale dzięki wychowaniu w zgodzie z surowym kodeksem zakonu, byli także mniej skłonni do konfliktów wewnętrznych.
Pierwsza generacja stała się dla świata łowców symbolem nadziei i skuteczności. Skoro zaś okazała się tak wielkim sukcesem, pozostałe państwa, również ogarnięte falą paniki, postanowiły stworzyć własne zakony. Pojawiły się szkoły podobne do tej, która powstała w Veldorii, wykorzystujące mikstury i mutacje, by wykształcić kolejne pokolenia łowców. Czas ten, nazywany przez wielu "złotym okresem łowców", zdominował kontynent, a ich legenda rosła. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że to oni byli ostatnią linią obrony przed tym, co nadciągało zza granic ich świata.
W oczach świata: Łowcy bez duszy
Z czasem, gdy pierwsze generacje łowców zaczęły wyruszać na szlak, ich imiona zaczęły być szeptane w cieniu – zarówno z podziwem, jak i z przerażeniem. Ludzie, patrząc na ich nieziemską siłę i bezwzględność, zaczęli mówić o nich coraz częściej, a ich postacie zaczęły się oddalać od obrazu zwykłego człowieka. W opowieściach stawali się coraz mniej ludzcy, jakby w wyniku mutacji ich dusze w jakimś stopniu odeszły, zostawiając tylko puste ciała, które były niczym mechanicznymi narzędziami służącymi do walki.
Ludowe podania zaczęły krążyć po wsiach i miastach, snując mroczne historie o tym, jak łowcy – ci, którzy przeżyli przemianę – nie byli już pełnoprawnymi dziećmi ludzi. Mówiono, że po przejściu mutacji zniknęła z ich ciał ludzka wrażliwość, a ich serca stały się zimne jak stal, a dusze nieosiągalne. To dlatego, jak twierdzili niektórzy, łowcy nie obawiali się klątw – byli przecież istotami, które, według ludzkiej wiary, już żadnej duszy nie miały. W ten sposób stali się postaciami zarówno nielubianymi, jak i szanowanymi – zmorami na polach bitwy, ale i martwymi bohaterami, dla których nie istniały granice strachu ani skrupułów.
Z tej opowieści, która przekazywana była z pokolenia na pokolenie, wyrósł mroczny obraz, w którym łowcy stali się czymś więcej niż tylko wojownikami. Stali się istotami, które nie znały litości, nie bały się śmierci, a ich serca były tak twarde jak potężne ostrza ich broni. To oni, chodząc wśród ludzi, nie czuli tego, co czuli zwykli ludzie: nie czuli bólu, nie czuli strachu, nie czuli nawet smutku. Przemienieni w coś, co nie do końca było już ludzkie, nie budzili współczucia, lecz lęk – a ich imiona przeszły do legendy, w której to łowcy stali się symbolami nieumarłych wojowników, których ludzkie dusze zostały pochłonięte przez mroczne tajemnice mutacji.
Lecz czy rzeczywiście pozbawieni byli duszy? To pytanie, które nigdy nie miało jednoznacznej odpowiedzi, a każda legenda dawała inną wersję prawdy. Tylko łowcy, którzy przetrwali tę przemianę, wiedzieli, co tak naprawdę zostało z ich człowieczeństwa – i czy rzeczywiście pozbawili się duszy w imię walki z potworami, które nękały świat.
Zakon w Rozpadzie: Upadek Łowców
Upadek pierwszego zakonu był niczym cień, który powoli pochłaniał światło, aż nadeszła chwila, kiedy wszystko zaczęło gasnąć w cieniu strachu i nienawiści. Zakon, który niegdyś był symbolem nadziei, stał się więzieniem. Jego początki, tak pełne pasji i obietnicy, z czasem wpadły w pułapkę swoich własnych ambicji. W początkowych latach, kiedy potwory zalewały świat, gdy potężne bestie chodziły po ziemi jak cienie niegdyś zapomnianych koszmarów, liczba łowców rosła jak niepowstrzymany ogień. Potrzeba ich była ogromna, a ich moc w chwili pierwszej transformacji sprawiała, że stawali się prawdziwymi wojownikami, którzy nie bali się stanąć twarzą w twarz z najgorszymi potworami. Lecz z biegiem lat, gdy świat powoli się uspokajał, a potwory były wypierane, ich liczba zaczęła przytłaczać ziemię. Nie były już potrzebni w takim stopniu jak kiedyś, a ich obecność stała się zbędna, przeszkadzająca, czasami wręcz niepokojąca.
Zakon, zamiast dostosować się do zmieniających się realiów, pogrążył się w dążeniu do jeszcze większej produkcji swoich wojowników. Wzrastająca liczba łowców stała się problemem, nie rozwiązaniem. Z czasem stało się jasne, że nie można było pozwolić, by tak potężna organizacja istniała bez celu. Pośród tych, którzy przetrwali, zaczęły pojawiać się różnice, narastały napięcia, aż w końcu na powierzchni zaczęły wypływać mroczne sekrety. Najpierw były to plotki o brutalnych eksperymentach, które przebijały się przez mury zakonu niczym krzyk bólu. Krzyki dzieci, które przechodziły mutacje, nie zawsze umierały w mękach, ale stawały się czymś, czym nie były przedtem – czymś innym, czymś, co przestawało być człowiekiem. Słowa te, zasiane przez wątpliwości, rosły jak chwasty, a mieszkańcy zaczęli dostrzegać w łowcach coś, czego wcześniej nie dostrzegali – nienaturalność. To, co było pierwszym krokiem ku ochronie, stało się symbolem nieznanej grozy. Ludzie zaczęli nazywać ich „ludźmi bez duszy”, twierdzili, że mutacje zabrały im to, co ludzkie, pozostawiając tylko maszynę do zabijania. Legenda o łowcach, którzy nie obawiają się klątw, zaczęła zyskiwać popularność, a wkrótce na całym kontynencie pojawiły się opowieści o ich nieśmiertelności, przepełnionej mrokiem, ponieważ mówiono, że to, co zostało z tych dzieci, to nie dusze, ale potwory z człowiekiem w środku. Zamiast heroizmu, zaczęto postrzegać ich jako wynaturzenia, które nie zasługują na nic poza odrzuceniem. Gdy legendy pełne kłamstw rozchodziły się po całym królestwie, a ludzie zaczęli je traktować jak prawdę, nie było już drogi powrotu. A im więcej plotek i mitów o niecnych praktykach zakonu szerzono, tym bardziej narastała nienawiść. Niezrozumienie, strach, a przede wszystkim głęboka obawa przed tym, co nieznane, w końcu przekształciły się w czystą wściekłość. W jednej chwili, za sprawą zwołanego przez króla buntu, zakon stał się obiektem masowej nienawiści. Zdarzenie to przeszło do historii jako „Noc Tysiąca Łez” – krwawe starcie, które pozostawiło nie tylko martwych łowców, ale i zniszczoną nadzieję, którą niegdyś w sobie niosła cała organizacja. W tej nocy, pośród bólu i cierpienia, zginął Albert LeVett, założyciel zakonu, a wraz z nim zniknęły jego notatki i mikstury – ostatnia nadzieja na przyszłość.
Zakon pogromców cienia upadł w hałasie i gruzach, ale nie bez śladu. Mimo zniszczeń, ocalałe zapiski, choć częściowe, pozwoliły na odrodzenie idei łowców w innych krainach. Jednak dla ówczesnego Eryntharu, zakony już nigdy nie były tym samym, co kiedyś. Zatarły się granice między bohaterstwem a potwornością, a cienie pierwszego zakonu wciąż kładły się ciężko na sercach tych, którzy o nich pamiętali. Krótko po tym nastąpił też upadek Eryntharu jako państwa i wyodrębnienie się z niego dwóch, niezależnych państw, którymi rządzili już nie elfy, lecz ludzie - Veldorii i Caldri. Po upadku pierwszego zakonu, jego członkowie, którzy przeżyli i rozproszyli się po świecie, nie pozostali bezczynni. Zrozumieli, że cały kontynent potrzebuje ich umiejętności i doświadczenia w walce z bestiami, które z każdą dekadą stawały się coraz bardziej agresywne i nieprzewidywalne. Choć Zakon w Eryntharze, a obecnej Veldorii upadł w atmosferze nienawiści i nieufności, resztki dawnej organizacji wkrótce zaczęły kształtować nowe formacje w innych częściach świata.
Na pustynnych ziemiach Kharaz-Amin, gdzie niebezpieczeństwo z potworami łączyło się z surowymi warunkami klimatycznymi, powstał nowy Zakon Łowców, wsparty środkami i szczerymi chęciami przez tamtejsze gildie kupieckie, dla których potwory były zmorą w interesach i nie tylko. Tamci łowcy, zahartowani zarówno w walce, jak i w brutalnych warunkach życia, rozpoczęli szkolenia wśród miejscowych wojowników. Czerpiąc z doświadczeń starych mistrzów, oraz zapisków pozostawionych przez Alberta LeVetta stworzyli elitarną organizację, która szybko zdobyła szacunek i zaufanie zarówno wśród pustynnych plemion, jak i władców tego ziemskiego imperium.
Równocześnie, na wschodnich ziemiach Thalassi, również zaczęli się gromadzić dawni łowcy, którzy zdołali przeżyć nie tylko walkę z potworami, ale i straszliwe mutacje, które dotknęły ich ciała. W tej egzotycznej krainie, w której morze stykało się z potężnymi burzami, a wyspy były pełne dzikiej fauny, łowcy w krótkim czasie zbudowali swoje własne struktury obronne i system szkolenia, który przyciągnął nowych adeptów do sztuki zabijania potworów. Rola Wysokiej Rady w powstaniu Zakonu w Thalassi była kluczowa. Władcy i możni upatrywali w łowcach swoistą armię do obrony, nie tylko przed potworami, ale wszelkimi innymi zagrożeniami.
Na gruzach niegdyś potężnego Eryntharu, po wojnach i upadku elfickiego imperium, zdołali również odrodzić się kolejni łowcy, którzy wtopili się w nową rzeczywistość tego zniszczonego świata. Zakon, choć słabszy niż jego pierwowzór, zdołał przetrwać w postaci luźnej sieci. W tym zróżnicowanym, pełnym nowych zagrożeń Eryntharze, ci, którzy zostali, wciąż pielęgnowali pamięć o dawnych dniach, tworząc organizację opartą na łączonej wiedzy ludzi i elfów, której celem było oczyszczenie z ziemi potworów oraz ochrona tych nielicznych ostańców, którzy przetrwali upadek. Rola magów i potomków Proroków Zmierzchu wytoczyła zakonowi w Eryntharze zupełnie nowy tor. Teraz, łowcy otrzymywali konieczne przeszkolenie magiczne, a dzięki stałemu pierwiastkowi magii podczas prób przemiany, mutacje wiązały się z magicznymi umiejętnościami.
Rozproszeni, ale nie zapomniani, łowcy kontynuowali swoją misję, wciąż zmagając się z demonami przeszłości i potworami z Zadry. Korzystając z pozostałości wiedzy pierwszego założyciela - Alberta LeVetta, idąc ścieżką ku dawnej świetności.
Powrót do historii - Pierwszy Zakon, Zakonem w niepodległej Veldorii.
Po niemal czterech wiekach od upadku Pierwszego Zakonu Łowców, w mrokach zapomnienia zrodziła się nieoczekiwana nadzieja. Dwaj dawni łowcy, którzy przeżyli pierwsze brutalne mutacje zakonu, stali się fundamentem odrodzenia tej legendarnej instytucji. Ich imiona, Grimus i Halvor, byli wśród nielicznych, którzy przetrwali w opowieściach, zacierając się w miarę jak minęły wieki. Obaj byli uczestnikami pierwszej fali eksperymentów zakonu, niegdyś młodymi chłopakami, którzy przeżyli mutacje i stali się pierwszymi łowcami Eryntharu, ówczesnej potęgi, która niegdyś rządziła tymi ziemiami, a dziś przekształciła się w Veldorię.
Jednak pomimo wspólnej przeszłości, ich drogi zaczęły się rozchodzić, gdy wciąż kruchy świat Eryntharu zaczął staczać się ku upadkowi. Grimus, człowiek, widział w mutacjach zakonu szansę na obronę ludzkości przed zagrożeniem ze strony bestii, ale również przed samymi ludźmi, którzy wciąż nie potrafili poradzić sobie ze swoimi wewnętrznymi demonami. Postrzegał zakon jako strażnika, który nie tylko broni przed potworami, ale i przed moralnym upadkiem cywilizacji.
Z kolei Halvor, elf, wychowany w królewskim dworze Eryntharu, miał inny punkt widzenia. Jego elfi rodowód sprawiał, że nie rozumiał w pełni ludzkich lęków, ale doskonale zdawał sobie sprawę z politycznej siły, jaką mógłby stać się zakon. Postrzegał go jako narzędzie do utrzymania władzy i kontroli w świecie, który wkrótce miał zostać pogrążony w chaosie. Również nieustanne naciski ze strony elity Eryntharu, która coraz bardziej obawiała się wpływów ludzkości, sprawiły, że jego podejście stało się coraz bardziej pragmatyczne.
Gdy świat Eryntharu chylił się ku upadkowi, a granice Veldorii i Eryntharu zaczęły się wyodrębniać, łowcom przestało być po drodze. Grimus pozostał wierny swojej misji i ideałom zakonu, wierząc, że tylko przez czystość swoich rąk i duszy będą w stanie bronić ludzkości przed upadkiem. Halvor, z drugiej strony, postanowił wykorzystać wszystkie dostępne środki, by odbudować potęgę elfów, obawiając się rosnącego wpływu innych państw, które mogłyby zagrozić niezależności Eryntharu.
To rozdarcie między ich różnymi wizjami zakonu i przyszłością Eryntharu doprowadziło do tragedii. Ich drogi się rozeszły, a Halvor, dążąc do zdobycia władzy, zginął w zasadzce przygotowanej przez te same bestie, które miał niegdyś zniszczyć. Grimus, pozostając wiernym swoim przekonaniom, postanowił, że Zakon Łowców nie upadnie – będzie trwał, niezależnie od tego, jak bardzo potwory zagrażają światu. I choć Grimus kontynuował dzieło odbudowy, pamięć o Halvorze, elfie, który pamiętał o swoich ideałach i dawnej potędze elfów, na zawsze pozostała w cieniu tej walki, której echo wciąż odczuwano na ziemiach Veldorii.
Grimus, porzucając wszelkie wątpliwości i kierując się jedynie chęcią zapewnienia przetrwania zakonu, postanowił odbudować Zakon Łowców na własną rękę. Z pomocą swoich zaufanych towarzyszy, którzy przeżyli najcięższe zmagania z potworami, rozpoczął odbudowę starego fortu, zmieniając go w nową twierdzę, w której znów kształcono przyszłych łowców. Jego determinacja nie pozostała niezauważona, a wieść o jego wysiłkach szybko rozeszła się po całym kontynencie.
Łowcy z innych państw, którzy pamiętali dawne chwile chwały zakonu, ochoczo ruszyli, by wspierać Grimusa w jego misji. Zakon zyskał nową falę adeptów, a inne państwa, dostrzegając potrzebę odbudowy potęgi łowców, zaczęły wysyłać swoich młodych wojowników, którzy uczyli się nowych sztuk walki, stymulacji i mutacji, wzbogacając wiedzę przekazywaną przez Grimusa i jego towarzyszy. Zaczęły się formować regionalne sieci współpracy, w których różne zakony wymieniały się doświadczeniem i zasobami, walcząc o wspólną przyszłość w świecie, który nieustannie stawiał nowe wyzwania. Zakon Łowców w Veldorii zyskał nie tylko nowych wojowników, ale także stawał się symbolem odrodzenia i nadziei, którą kiedyś wstrząsnęły upadki i porażki.
Kodeks Łowców to zbiór zasad i wartości, którymi powinni kierować się członkowie zakonu. Choć kultura i historia mogą się zmieniać, kodeks ten stanowi fundament, na którym opiera się profesja łowcy. Nie wszyscy jednak go przestrzegają – młodzi, niedoświadczeni łowcy często działają według własnego uznania, a powiadają, że nawet Arcymistrzowie zakonu nie zawsze trzymają się jego litery. Jak jednak jest naprawdę? Nie wiadomo.
Łowca stoi na straży ludzkości, ale nie jest jej sługą.
Pomoc ludziom to obowiązek, lecz nie za darmo. Łowca nie jest dobroczyńcą, a rzemieślnikiem śmierci – wiedza, ostrze i eliksiry mają swoją cenę.
Łowca nie poluje nieprzygotowany.
Potwór, choć może wydawać się słaby, zawsze jest groźny. Przed podjęciem zlecenia łowca musi zebrać informacje, przygotować eliksiry i broń odpowiednią do starcia.
Łowca trzyma się z dala od polityki.
Królowie, lordowie i możni tego świata toczą własne wojny – łowca nie miesza się w ich sprawy, jeśli nie dotyczą potworów. Jednak czasem świat nie daje wyboru.
Łowca nie morduje ludzi bez powodu.
Zabijanie człowieka to ostateczność. Łowca nie jest płatnym zabójcą, ale jeśli wróg stanie mu na drodze, nie zawaha się sięgnąć po broń.
Tajemnice zakonu są święte.
Wiedza łowców, ich techniki, eliksiry i rytuały – to wszystko musi pozostać w ukryciu. Niegodni nie powinni poznać sekretów, które mogłyby sprowadzić zgubę na świat.
Niektórzy łowcy, przez złamanie kodeksu, zostali wyklęci i wymazani z historii zakonu. Były to jednak przypadki tak skrajne, że ich czyny wstrząsnęły całym kontynentem. Ich imiona stały się synonimem zdrady, a pozostawiony przez nich cień do dziś kładzie się na bractwie. Ludzie nie zapominają – wspomnienia o dawnych zbrodniach wciąż budzą niechęć, a echo tych historii odbija się w nieufnych spojrzeniach i szeptach za plecami każdego łowcy.
Hierarchia Zakonu Łowców
Zakon łowców od wieków trzyma się surowych zasad, a jego struktura ukształtowana jest przez doświadczenie, przelaną krew i lata spędzone na szlaku. Awans w hierarchii nie przychodzi łatwo – droga od przerażonego dziecka po doświadczonego łowcę usiana jest nie tylko potworami, ale i ludzkimi tragediami.
Znajda / Powierzony
Każdy łowca zaczyna jako dziecko, które trafiło do zakonu – porzucone, osierocone lub oddane dobrowolnie przez rodziców. Niezależnie od okoliczności, losy takich dzieci spisuje się w archiwach, lecz ich imiona często giną w cieniu prostszych przydomków. Mistrzowie twierdzą, że łatwiej zapamiętać „Znajdę” niż chłopca czy dziewczynkę, którzy jutro mogą już nie żyć.
Uczeń
W wieku sześciu lat dziecko oficjalnie rozpoczyna szkolenie. Od tego momentu jego dni wypełniają się ćwiczeniami fechtunku, nauką anatomii potworów oraz surową dyscypliną. Wtedy też kształtuje się jego ciało i umysł – zioła stymulujące poprawiają refleks i odporność, a nieustanne treningi budują pamięć mięśniową. Próba Przemian - Dziesiąty rok życia przynosi najtrudniejszy etap – mutacje. Alchemiczne procesy zmieniają ich organizmy, obdarzając ich nadludzkimi zdolnościami, ale nie wszyscy przetrwają ten rytuał. Ci, którzy przeżyją, pozostają w zakonie, kontynuując intensywną naukę i szkolenie. Po przemianie młodzi łowcy wciąż nie są gotowi, by wyruszyć na szlak samotnie. W zakonie spędzają kolejne lata, doskonaląc sztukę walki, strategię i znajomość potworów. Doświadczonym łowcom często przydziela się młodzików jako towarzyszy podczas wypraw – uczniowie uczą się w praktyce, obserwując, jak wygląda prawdziwe życie na szlaku.
Łowca
W wieku osiemnastu lat młodzik musi przejść swój ostatni test. Ostateczny egzamin to próba, której wynik decyduje o jego dalszym losie. Niektórzy zginą, inni zawiodą, a tylko najlepsi zdobędą prawo, by nazywać się pełnoprawnymi łowcami. Ci, którzy pomyślnie przejdą Egzamin Dojrzałości, oficjalnie stają się łowcami. Od tego momentu mogą samodzielnie przyjmować zlecenia i wyruszać w świat. Nie oznacza to jednak, że są bezpieczni – wielu nie dożywa nawet kilku lat na szlaku. W tym zawodzie nie ma miejsca na słabość.
Starszy Łowca
Ci, którzy przeżyli wystarczająco długo, by zdobyć doświadczenie, zyskują miano Starszych Łowców. Znają już smak porażki, nauczyli się oceniać, kiedy warto sięgnąć po broń, a kiedy lepiej się wycofać. Czasem wracają na zimowanie do zakonu, by przy ogniu dzielić się opowieściami z młodzikami.
Mistrz
Mistrzowie to weterani, którzy swoje już przeżyli – ich twarze znaczy czas, ich ciała pokrywają blizny, a w oczach widać zmęczenie. Są biegli w sztuce fechtunku, znają na pamięć bestiariusz, ale coraz rzadziej ruszają na szlak. Ich rola często sprowadza się do przekazywania wiedzy kolejnym pokoleniom, choć w razie potrzeby potrafią przypomnieć światu, dlaczego nazywa się ich legendami.
Mistrz Przemian
To osobny tytuł, który noszą nieliczni alchemicy i magowie, zaufani przez zakon. To oni przeprowadzają mutacje na młodzikach, czuwając nad ich przemianą i dbając o to, by proces nie zakończył się śmiercią… przynajmniej nie częściej niż to konieczne.
Najwyższy stopień w zakonie. Arcymistrzowie to nieliczni łowcy, którzy przeżyli czasy jego świetności i noszą w sobie mutacje sprzed wieków. To oni odbudowali zakon, przywrócili szkolenie młodych i sprawili, że łowcy znów pojawili się na traktach. Posiadają nie tylko wiedzę o potworach, ale i o świecie – jednak pamięć dawnych lat sprawiła, że stali się ostrożni i milczący. Nie tworzą formalnej Rady. Nie zbierają się na zgromadzeniach, nie podejmują wspólnych decyzji. Każdy działa we własnym zakresie, a gdy sytuacja wymaga konsultacji, Arcymistrzowie komunikują się między sobą w sposób, który pozostaje tajemnicą nawet dla innych łowców. Jedni twierdzą, że używają posłańców, inni mówią o znakach przekazywanych między zakonami. Faktem jest, że gdy Arcymistrzowie uznają coś za istotne, odpowiednie osoby dowiedzą się o tym bez zwłoki. Nie mieszają się w sprawy, które nie dotyczą zakonu, bo wciąż pamiętają, czym skończyło się to sto lat temu.
Charakterystyka Zakonów
Thalassia – Łowcy Głębin
Zakon Łowców Głębin powstał na wschodnich ziemiach Thalassi w odpowiedzi na zagrożenia ze strony potworów, które od lat atakowały wybrzeża i wyspy tego egzotycznego regionu. W tej ziemi, gdzie morze spotykało się z potężnymi burzami, a dzika fauna była wszechobecna, zdołali przetrwać nieliczni łowcy, którzy, podobnie jak ich bracia w innych częściach kontynentu, przeszli przez okrutne mutacje. Ich ciała zostały zmienione, przystosowane do walki z przerażającymi bestiami, które terroryzowały tutejsze ziemie.
Z początku łowcy nie mieli struktury, działali samodzielnie, chroniąc rybaków, handlarzy i podróżnych przed morskimi potworami, które regularnie atakowały statki i wioski. Wkrótce jednak okazało się, że ich działania nie mogą być już tylko przypadkowymi interwencjami. Zrzeszyli się, tworząc wspólnotę, której celem stała się nie tylko ochrona mieszkańców przed bestiami, ale także dbanie o porządek na morzu, które było sercem ich świata. Dzięki temu w krótkim czasie zbudowali pierwsze struktury obronne, wzmacniając wyspy i nadmorskie klify.
Zadra miała olbrzymi wpływ także na potwory morskie, które jak się potem okazało, stały się jeszcze bardziej niebezpieczne, zyskując nowe, nieznane wcześniej zdolności. Morskie stwory, które niegdyś były tylko drapieżnikami, zaczęły zyskiwać cechy nieumarłych, a ich ciała stawały się ożywione przez ciemną magię płynącą z otwartego przejścia. Te przerażające istoty były odporne na tradycyjne metody walki, a ich ataki na statki i nadbrzeżne osady stały się jeszcze bardziej brutalne i skoordynowane.
Zakon, widząc rosnące zagrożenie, postanowił nie tylko stworzyć skuteczniejsze metody walki, ale także dostosować swoje mutacje i narzędzia do nowych realiów. Łowcy, oprócz tradycyjnych metod obrony, takich jak oszczepy, czy halabrady, zaczęli opracowywać specjalistyczne bronie, w tym srebrne łańcuchy, które skutecznie unieruchamiały nieumarłe morskie potwory, sprawiając im ból i pozbawiając ich woli do ataku. Srebro, które wcześniej okazało się skuteczne w walce z lądowymi bestiami, okazało się również kluczowe w walce z nieumarłymi istotami morskimi.
Równocześnie, Wysoka Rada Thalassii, dostrzegając rosnącą rolę łowców, postanowiła wesprzeć ich w budowie zakonu, który miał służyć nie tylko do walki z potworami, ale także jako siła obronna w obliczu zewnętrznych zagrożeń, takich jak wrogie floty, najazdy czy zamachy. Władcy i możni z Thalassii, widząc w łowcach siłę, która mogła stanowić tarczę dla ich ziem, zaoferowali im wsparcie i zasoby, które umożliwiły szybki rozwój zakonu. Do tej pory Arcymistrzami tego Zakonu byli najwybitniejsi wojownicy, ale całkiem niedawno, bo 50 lat temu, Wysoka Rada Thalassi odeszła od tego pomysłu i postawiła na czele zakonu jednego ze swoich - świeżo upieczonego łowcę - Diego Salazzara, który został arcymistrzem w bardzo młodym wieku. Mimo, że jego umiejętności i doświadczenie były średnio zadowalające, to jego talent dyplomatyczny i znajomość polityki, zrobiły z niego silnego i charyzmatycznego przywódcę, który miał posłuch u wielu, nawet poza samą Thalassią.
Zakon Łowców Głębin stał się nie tylko symbolem oporu przeciwko potworom, ale także reprezentował siłę polityczną, w której uczestniczyły wpływowe osoby z kręgów rządzących Thalassii. Dzięki swojemu szkoleniu, umiejętnościom i sile, łowcy zaczęli być postrzegani jako kluczowy element stabilności regionu, a ich rola w obronie przed zagrożeniami stała się niezastąpiona.
Kharaz-Amin – Bractwo Wydmowych Ostrzy
Bractwo Wydmowych Ostrzy powstało jako jeden z pierwszych zakonów po upadku Zakonu Łowców w dawnym Eryntharze, obecnej Veldorii, jednak jego historia sięga głębiej, w serce pustyni Kharaz-Amin. Zakon znajduje się na górzystym terenie, daleko od innych miast. Zainspirowana tragedią pierwszego zakonu, grupka łowców i głów gildii kupieckich, postanowiła stworzyć nową organizację, która nie tylko walczyłaby z pustynnymi bestiami, ale również broniła karawan handlowych, które regularnie padały ofiarą ataków zmutowanych potworów. Gildie kupieckie, świadome konieczności zabezpieczenia szlaków handlowych, postanowiły wesprzeć ideę powstania zakonu, dostarczając nie tylko funduszy, ale również informacji na temat pustynnych potworów, z którymi walczyli.
Założycielką zakonu była Luthien Martwa, łowczyni, która przeszła przez pierwsze mutacje, będąc częścią eksperymentów alchemicznych w Pierwszym Zakonie Łowców. Luthien, dzięki swojej niezwykłej wytrwałości i odporności na mutageny, stała się jednym z najbardziej doświadczonych łowców swojego pokolenia. Po upadku zakonu w Veldorii, postanowiła nie tylko odbudować potęgę łowców, ale i stworzyć organizację, która będzie w stanie stawić czoła nie tylko pustynnym bestiom, ale i rosnącej potędze niezależnych państw Veldorii i Caldrii.
Jako Arcymistrzyni zakonu, Luthien wykorzystała swoje doświadczenie, by opracować metody walki z zmutowanymi potworami, które ukrywały się w piaskach pustyni Kharaz-Amin. Dzięki wsparciu lokalnych alchemików oraz importowi cennych zapisków z Veldorii, Luthien stworzyła nową generację łowców wyspecjalizowanych w walce z potworami pustynnymi. Zakon nie tylko zwalczał mutacje, ale także opracował nowe techniki walki, jak użycie tarczy oraz podwójnych ostrzy, a także specjalistycznych petard, które pomagały w eliminowaniu bestii, które miały zdolność znikania pod piaskiem. Zakon szybko zdobył popularność, a jego sława dotarła do innych części kontynentu. Luthien przeżywszy niespełna 180 lat odeszła, mianując na kolejnego Arcymistrza swojego zaufanego przyjaciela i kompana w boju. I tak w tym zakonie narodziła się tradycja powierzania pozycji Arcymistrza najwierniejszym i najlojalniejszym członkom, która trwa po dziś dzień. Jednak historia Bractwa nie skończyła się na sukcesach. Jeden z łowców, Aleron Durnev, wywodzący się z Bractwa, dopuścił się straszliwej zbrodni. Pod wpływem rosnącej potęgi niezależnych państw Veldorii i Caldrii, a także ciągłego napięcia między tymi dwoma krajami, Aleron postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. W wyniku coraz silniejszych napięć, Aleron dokonał królobójstwa, ścinając głowę króla Ostreta I, w obawie, że zbytnia potęga sąsiednich państw zagraża niezależności Kharaz-Amin i osłabi jego pozycję. Chociaż Bractwo próbowało zatuszować sprawę, a później załagodzić ją, aby uniknąć całkowitego upadku zakonu, krwawe echo tej zbrodni rozbrzmiewało długo na kontynencie, pozostawiając na Bractwie plamę, którą trudno było usunąć.
Mimo tej ciemnej karty w historii, Bractwo Wydmowych Ostrzy przetrwało, a młodsze pokolenia łowców wciąż posyłane były do nowo odbudowanego zakonu w Veldorii, gdzie kontynuowali swoją misję walki z bestiami. Dzięki stabilizacji na szlakach handlowych oraz odbudowie, zakon nie tylko przyczynił się do obrony Kharaz-Amin, ale także stał się jednym z bardziej szanowanych na kontynencie. Tą dobrą sławę i renomę stara się podtrzymywać obecny Arcymistrz zakonu, Rashid Hajsam Al-Faris.
Erynthar - Strażnicy Zapomnianych Dusz
Na zgliszczach niegdyś potężnego Eryntharu, w sercu zniszczonego świata, po wojnach, które pogrążyły elfickie imperium, narodził się nowy Zakon Łowców, którego celem stało się oczyszczenie tych ziem z bestii, które wciąż siały spustoszenie. Erynthar, zdewastowany przez Przedwieczną Zadrę, nie był już tym samym miejscem, co dawniej. Ludzie, elfy i inne rasy, które przetrwały upadek, musiały nauczyć się żyć w świecie, w którym granice pomiędzy rzeczywistością a mrocznymi wymiarami były cienkie jak nici pajęcze.
Zakon Łowców, który powstał w tej nowej rzeczywistości, był czymś zupełnie innym niż jego pierwowzór, który powstał na dawnych ziemiach Eryntharu, a obecnej Veldorii. Przetrwał jako luźna sieć, złożoną nie tylko z dawnych łowców, ale również z ludzi, którzy przeżyli upadek Eryntharu. Na czoło wysunęły się dwie grupy: potomkowie dawnych magów, którzy zdołali ocalić część swej wiedzy, oraz elitarni łowcy, którzy podjęli trud nie tylko walki z potworami, ale i z ich własną naturą.
Nazwa nowego zakonu, Strażnicy Zapomnianych Dusz, nawiązywała do dawnego symbolu Eryntharu – związku między życiem a śmiercią. Przełomowym momentem w odbudowie zakonu było połączenie wiedzy o mutacjach i magii. To właśnie magia, niegdyś tak naturalna dla elfów, w połączeniu z nieprzerwaną linią mutacji, nadała łowcom z Eryntharu zupełnie nowe umiejętności. Mutacje nie były już tylko fizycznym wzmocnieniem, ale zaczęły również wiązać się z rozwojem magicznych zdolności, które były konieczne do walki z nieumarłymi i potworami, które zaczęły nawiedzać świat po otwarciu Przedwiecznej Zadry. W wyniku tego połączenia, każdy łowca z Eryntharu był teraz nie tylko wojownikiem, ale i osobą obdarzoną zdolnościami magicznymi. Wielu z nich zaczęło odkrywać w sobie zdolności związane z manipulowaniem energią czy żywiołami, co pozwalało im nie tylko wzmocnić swoje umiejętności, ale również skuteczniej odpierać ataki potworów z innych wymiarów.
Magowie z dawnego Eryntharu odegrali kluczową rolę w tworzeniu nowych struktur zakonu. Łowcy, będący częścią tej organizacji, otrzymywali odpowiednie przeszkolenie z zakresu magii, od podstawowej obrony przed mrocznymi zaklęciami, po zaawansowane techniki związane z manipulowaniem magiczną energią i żywiołami, niezbędną do walki z potworami oraz zagrożeniami ze strony nieumarłych. Wprowadzenie magii do łowieckiego rzemiosła sprawiło, że Strażnicy Zapomnianych Dusz stali się jednym z najbardziej skutecznych zakonów w regionie. Wśród Strażników wyłonił się Larianell, elf z pierwszej fali mutacji. Był on jednym z nielicznych, którzy przetrwali zarówno walki z potworami, jak i mroczne zmiany, jakie niesie Przedwieczna Zadra. Larianell łączył w sobie wyjątkowe talenty wojownika oraz maga. Jego ciało, zmienione przez pierwsze mutacje, obdarzyło go nadzwyczajną wytrzymałością i zdolnościami magicznymi, które pomogły mu stać się jednym z najpotężniejszych łowców. Larianell, choć początkowo nie dążył do władzy, szybko stał się naturalnym liderem. Jego doświadczenie i zdolności magiczne przyciągnęły młodszych łowców, którzy szukali nauczyciela i przewodnika. Jako Arcymistrz Zakonu, Larianell poprowadził Strażników w nowe czasy, rozwijając nowe techniki walki i ochrony przed potworami, szczególnie tymi, które były wynikiem mutacji Przedwiecznej Zadry. Jego mądrość i poświęcenie dla zakonu uczyniły go legendą. Larianell nie tylko zjednoczył łowców, ale również pomógł im stać się potężną siłą, której celem było przywrócenie równowagi w zniszczonym świecie Eryntharu.
Zakon zyskał również szersze uznanie wśród ocalałych mieszkańców Eryntharu, którzy po wojnach i zniszczeniach zaczęli rozumieć, jak ważna jest rola Strażników w ochronie resztek ludzkości przed rosnącą liczbą mrocznych potworów. Strażnicy ci nie tylko walczyli z bestiami, ale pełnili także rolę obrońców przed wszelkimi innymi zagrożeniami – zarówno ze strony dzikich stworzeń, jak i coraz bardziej rozpadających się i nieprzyjaznych społeczności, które wyłoniły się z ruin Eryntharu. Mimo że zakon ten wciąż pozostawał cieniem swojej niegdysiejszej potęgi, to dzięki połączeniu wiedzy o mutacjach, magii oraz przeszłości Eryntharu, Strażnicy Zapomnianych Dusz stali się istotnym elementem równowagi, nie tylko w samym Eryntharze, ale również w walce z potworami, które odrodziły się w wyniku otwarcia Zadry. Organizacja zaczęła kroczyć nową drogą – pełną magii i równowagi.
Przeznaczeniem Strażników było nie tylko oczyszczanie ziem z potworów, ale również piecza nad duszami tych, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach – jako stróżowie tego, co zostało zapomniane.
Veldoria – Nowy Początek
Grimus, poświęcił się całkowicie jednemu celowi – odbudowie Zakonu Łowców i zapewnieniu jego przetrwania. Nie czekał na wsparcie możnych ani na cudowne odrodzenie dawnej potęgi. Z pomocą swoich najbardziej zaufanych towarzyszy, którzy przeżyli najcięższe starcia z potworami u jego boku, rozpoczął odbudowę starego fortu. Z czasem stał się on nową twierdzą łowców – miejscem, gdzie znów szkolono tych, którzy mieli stanąć do walki przeciwko bestiom zrodzonym z Przedwiecznej Zadry.
Determinacja Grimusa nie pozostała niezauważona. Wieść o jego wysiłkach szybko rozeszła się po kontynencie, przyciągając łowców z różnych stron Avaronu. Ci, którzy pamiętali chwałę dawnego zakonu, a także młodzi wojownicy szukający swego miejsca w świecie, przybywali, by wesprzeć Grimusa i jego misję. W miarę jak kolejne grupy dołączały do zakonu, jego struktura zaczęła się rozwijać – wprowadzano nowe techniki walki, adaptowano wiedzę pochodzącą z innych regionów, a doświadczeni mistrzowie uczyli młodych adeptów sztuki polowania na potwory. Minęło kilka lat, a Grimusowi udało się zaszczepić swoje plany i pomysły w młodych łowcach, którzy kontynuowali odbudowę zgodnie z jego wolą. Grimus odszedł. Nie w walce, lecz ze starości, do ostatnich dni trzymając pieczę nad rozwojem Zakonu, w który tchnął drugie życie. Od tego czasu Zakon w Veldorii miał tylko dwóch Arcymistrzów, a ostatnim z nich został Hektor Jednooki. Mimo, że Hektor od początku swojego pobytu w Zakonie sprawiał nie małe problemy, finalnie udowodnił swoją wartość podczas egzaminu ostatecznego, który z jakichś powodów był okryty pasmem niedopowiedzeń i domysłów. Niektórzy nie zgadzali się z tym wyborem, jednak z biegiem lat, Hektor udowodnił, że znalazł się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Jako Arcymistrz ściśle trzymał się woli Grimusa, który był dla niego największym autorytetem.
Z czasem Zakon Łowców w Veldorii stał się ośrodkiem współpracy między zakonami z różnych krain. Państwa, widząc jego rosnącą siłę, zaczęły wysyłać swoich łowców na szkolenie, a regionalne sieci wymiany wiedzy i zasobów wzmocniły pozycję organizacji. Mutacje i stymulacje, udoskonalone dzięki doświadczeniom łowców z Eryntharu, Thalassi i Kharaz-Amin, wzbogaciły arsenał przyszłych pokoleń łowców.
Zakon w Veldorii nie tylko odbudowywał swoją dawną świetność, ale stał się symbolem odrodzenia – dowodem na to, że upadek nie oznacza końca. Dzięki Grimusowi i jego wizji, łowcy nie tylko odzyskali swoje miejsce w świecie, ale także wzmocnili fundamenty nowej ery walki z potworami, gotowi stawić czoła każdemu zagrożeniu, jakie mogło nadejść.