Kalendarz Lethidy
Święto Pierwszego Wypłynięcia
Święto Pierwszego Wypłynięcia jest jednym z najważniejszych i najbardziej wyczekiwanych momentów w roku na całej Lethidzie, a w Gavrionie przybiera szczególnie huczną formę. To nie tylko otwarcie sezonu żeglarskiego, lecz także symboliczny próg dorosłości dla tych, którzy mają związać swoje życie z morzem. Tego dnia po raz pierwszy wypływają zarówno młodzi marynarze przyszłych załóg handlowych i wojennych, jak i młodzi rybacy, którzy dotąd pracowali przy sieciach, naprawach łodzi i połowach przybrzeżnych. Od tej chwili uznaje się ich za ludzi morza, zdolnych ponosić odpowiedzialność nie tylko za siebie, lecz także za innych.
Poranek święta ma niemal rytualny charakter. Łodzie przeznaczone do pierwszego wypłynięcia przygotowuje się wspólnie, całymi rodzinami i sąsiedztwami. Burty zdobi się jasnymi wstęgami, oliwnymi gałązkami i prostymi znakami ochronnymi, często przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Starsi rybacy i żeglarze czuwają nad przygotowaniami, lecz nie wyręczają młodych, pozwalając im samodzielnie zmierzyć się z drobnymi błędami. Przed wypłynięciem padają krótkie życzenia i gesty pożegnania, bez długich przemówień, ponieważ na Lethidzie wierzy się, że morze nie lubi nadmiaru słów.
Samo wypłynięcie odbywa się w pełnym świetle dnia. Młodzi rybacy i marynarze kierują się poza linię portowych murów, dalej niż kiedykolwiek wcześniej, choć tylko na krótki rejs. Nie chodzi o daleką podróż ani o połów, lecz o pierwszy samodzielny kontakt z otwartą wodą, z wiatrem i z odpowiedzialnością. Gdy ostatnia z łodzi znika z pola widzenia, w Gavrionie rozpoczyna się właściwa część święta.
Uczty, napitki i tańce trwają do późnej nocy, a często aż do świtu. Place, dziedzińce i nabrzeża wypełniają się stołami, muzyką i rozmowami, ale pod tą radością kryje się czujne oczekiwanie. Wspólnoty nie rozchodzą się do domów, czekając na powrót łodzi razem, podczas biesiad i śpiewów. Co jakiś czas ktoś spogląda w stronę morza, nasłuchuje lub wychodzi na mury portowe. Nikt nie mówi o niepokoju, lecz wszyscy go czują. Wino i śmiech pomagają wytrwać w tej długiej nocy.
Gdy łodzie wracają, czy to przed zmierzchem, czy dopiero o świcie, radość wybucha na nowo, głośniejsza i bardziej szczera niż wcześniej. Nie urządza się osobnych ceremonii powitania, wystarczy sam fakt powrotu. Dopiero wtedy święto uznaje się za naprawdę udane. Na Lethidzie wierzy się bowiem, że Święto Pierwszego Wypłynięcia nie jest próbą odwagi młodych, lecz sprawdzianem tego, czy morze jest gotowe ich przyjąć i oddać z powrotem tym, którzy czekali całą noc.
Dni Cichej Wody
Dni Cichej Wody nie są znakiem groźnej ciszy, lecz szczególnym okresem w roku, gdy nad Lethidą utrzymują się długotrwałe upały, a morze staje się niezwykle spokojne. Powietrze gęstnieje od ciepła, wiatr niemal całkowicie ustaje, a powierzchnia wody wygładza się jak rozgrzany metal. Sztormy w tym czasie praktycznie nie występują, fale są niskie, a przypływy łagodniejsze niż zwykle. Woda przy brzegu nagrzewa się szybciej, zmienia zapach i kolor, a niektóre gatunki ryb znikają, schodząc głębiej, podczas gdy inne pojawiają się niespodziewanie blisko lądu.
Choć warunki sprzyjałyby żegludze, na Lethidzie traktuje się ten czas z ostrożnością. Rybacy wypływają rzadziej i krócej, wiedząc, że ciepłe, spokojne morze bywa zdradliwe. Sieci częściej wracają puste, a w głębszych wodach obserwuje się dziwne zachowania stworzeń morskich, jakby coś zakłócało ich naturalny rytm. Mówi się też, że w czasie Dni Cichej Wody dźwięki niosą się dalej pod powierzchnią, a morze „słyszy” lepiej niż zwykle.
Wioski i porty nie zamierają całkowicie, ale życie wyraźnie zwalnia. Prace przenosi się na poranki i wieczory, unika się głośnych zgromadzeń, a w południe ulice pustoszeją. Do wody składa się drobne ofiary, nie z lęku, lecz z przyzwyczajenia, jako gest szacunku wobec morza, które w tym okresie wydaje się obojętne, lecz czujne. Dni Cichej Wody kończą się wraz z pierwszymi silniejszymi wiatrami i nagłym ochłodzeniem, gdy morze znów zaczyna oddychać pełniej, a mieszkańcy Lethidy wracają do zwyczajnego rytmu, traktując ten czas jak chwilę zawieszenia między jednym a drugim oddechem wyspy.
Noc Świateł Głębin
Noc Świateł Głębin jest najbardziej cicha i najbardziej mistyczna ze wszystkich morskich uroczystości Lethidy. Przypada na jedną z najjaśniejszych nocy w roku, gdy księżyc odbija się w wodzie tak wyraźnie, że granica między niebem a morzem zdaje się zacierać. Tego wieczoru porty pustoszeją szybciej niż zwykle, a mieszkańcy w ciszy kierują się ku otwartym brzegom, skalistym przylądkom i miejscom, z których widać głębię. Nie towarzyszy temu muzyka ani uczty. Jest to noc skupienia, pamięci i uważnego słuchania.
Każdy niesie ze sobą lampion, prosty lub bogato zdobiony, w zależności od tradycji rodziny. Przed spuszczeniem go na wodę ludzie zatrzymują się na chwilę, by w myślach przywołać imiona zmarłych oraz tych, którzy nie wrócili z morza na ląd. Wspomina się nie tylko tych, których ciała pochłonęły fale, ale również tych, którzy odpłynęli i nigdy nie powrócili, zostając w cudzych portach albo w opowieściach. Wierzy się, że tej nocy morze pamięta wszystkie imiona i że nie trzeba ich wypowiadać głośno, by zostały usłyszane.
W starszych rodzinach Noc Świateł Głębin wiąże się także z rozważaniami nad dawnymi bóstwami morza, tymi, których imiona zachowały się jedynie w fragmentach pieśni i na zniszczonych stelach. Nie oddaje się im oficjalnej czci, lecz uznaje się ich obecność jako części świata, który istniał przed obecnymi wierzeniami. Lampiony traktowane są nie jako ofiary, lecz jako znaki pamięci, subtelne światła wysyłane w stronę głębin, by przypomnieć, że ludzie nie zapomnieli o tym, co było przed nimi. Mówi się, że dawne morskie bóstwa nie pragną modlitw, lecz uwagi i szacunku.
Gdy lampiony zostają spuszczone na wodę, nikt nie podąża za nimi wzrokiem zbyt długo. Światła unoszą się powoli, znikając jedno po drugim, a wraz z nimi ulatują niewypowiedziane myśli, żal i wdzięczność. W tej ciszy wielu twierdzi, że czuje obecność czegoś starego i rozległego, nie wrogiego, lecz obojętnego wobec ludzkich dramatów. Noc ta nie przynosi ukojenia w prostym sensie, raczej pozwala pogodzić się z tym, że morze nie oddaje wszystkiego, co zabiera.
Po powrocie z brzegu nie rozpala się świateł ani nie prowadzi długich rozmów. Domy pogrążają się w półmroku, a mieszkańcy kładą się spać z poczuciem, że przez krótką chwilę stali bliżej dawnych porządków świata. Noc Świateł Głębin nie jest próbą przebłagania morza, lecz aktem pamięci i uznania jego starszeństwa, przypomnieniem, że głębiny były tu na długo przed wyspą, miastami i imionami tych, którzy próbują je zrozumieć.
Festiwal Powrotów
Festiwal Powrotów obchodzony jest po wielkich połowach, długich wyprawach handlowych lub po powrocie statków, które uznano już za stracone. Nie ma jednej ustalonej daty, bo każdy powrót liczy się osobno, choć gdy kilka następuje w krótkim czasie, całe miasta i wioski świętują wspólnie. Porty wypełniają się muzyką, jedzeniem i winem, a przybyłych wita się głośno i otwarcie, jakby sam hałas miał odepchnąć resztki morskiego gniewu. Ważną częścią festiwalu są opowieści z podróży, choć wszyscy wiedzą, że są rzeczy, o które się nie pyta i których się nie dopowiada. Festiwal Powrotów nie celebruje odwagi ani podbojów, lecz wdzięczność. Na Lethidzie uważa się, że każdy powrót jest czymś, na co trzeba było zasłużyć, i że morze, pozwalając wrócić, zawsze zachowuje dla siebie część tajemnicy.