Joanna Wojtas, Walka mojej rodziny o Niepodległość
Gdybym miała wskazać osoby z mojej rodziny, które walczyły o niepodległość, musiałabym opisać prawie każdego: począwszy od moich przodków, którzy przeżyli okupację i walczyli w czasie II Wojny Światowej, idąc przez rodziców, a zatrzymując się na najmłodszym dziecku. Wszyscy razem tworzymy Polskę, jej historię, kulturę i razem będziemy o nią walczyć.
Zacznę od historii mojego Pradziadka od strony Taty. Nazywał się Michał Czachura, urodził się 19 lipca 1895 roku w Starej Wsi koło Limanowej. Jako młodzieniec w czasie I Wojny Światowej był w armii austro-węgierskiej na froncie włoskim, a w 1920 roku brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W okresie II Rzeczypospolitej i w czasach okupacji był leśniczym w lasach należących do rodziny z Tymbarku. Został aresztowany przez Gestapo. 16 lutego 1943 roku trafił do Auschwitz, gdzie nadano mu numer 102711, powodem było słuchanie radia, kontakty z partyzantami oraz pomoc limanowskim Żydom. W 1943 roku przenieśli mojego dziadka do KL Sachsenhausen, następnie znalazł się w obozie koncentracyjnym Hamburg-Neuengamme. W kwietniu 1945 roku hitlerowcy, przeczuwając porażkę, załadowali więźniów do 3 okrętów i zakotwiczyli je w Zatoce Lubeckiej. Przeżył „Zbrodnię w Zatoce Lubeckiej”, w której zginęło 6600 osób. 3 maja 1945 r., statki z więźniami zostały zbombardowane przez aliantów, którzy dostali pogłoski o fałszywej ucieczce SS-manów. Ludzie z dwóch statków, które zostały zatopione, ratowali się na resztkach ze statków. Jeden z nich, pomimo uszkodzeń, płonący dotarł do portu Neustadt. Dziadka – jednego z dwóch ocalałych - uratowali Szwedzi i tam pozostał na jakiś czas. Zmarł w 1964 roku w Limanowej.
Mój Dziadek od strony Mamy, Stanisław Mazurek, ps. „Zawisza Czarny” urodzony 27 lipca 1924 roku w Czyżowicach należał do Batalionów Chłopskich w województwie świętokrzyskim. Zmarł 14 października 2016 roku; kilka miesięcy przed śmiercią dostał nominację na kapitana. Posiadał wiele medali za zmagania na wojnie. Jego najwyższym odznaczeniem jest Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Gdy zapytałam go, co sprawia, że jest szczęśliwy, powiedział mi, że opowiadanie ludziom prawdziwej historii, którą przeżył. Dziadek spisał swoją i naszej rodziny historię w sadze. Ukończył 7 klas szkoły podstawowej i miał chęć, aby uczyć się dalej. Niestety we wrześniu 1939 roku wybuchła wojna, a dziadek został w domu, pracując w gospodarstwie rolnym rodziców. W ich domu w Bejscach znajdowała się konspiracyjna skrzynka kontaktowa. Dziadek został wcielony przymusowo do budowy niemieckiej linii obronnej w okolicach Opatowca i Ksan. Pracując tam, uciekł. Zobaczył to żołnierz niemiecki i chciał go zastrzelić, ale uratowała go sąsiadka, podbijając broń. Pewnego dnia w 1943 roku, idąc z tajnego szkolenia w nocy, usłyszał jadącą z daleka furgonetkę. Wskoczył do rowu przy cmentarzu. Okazało się, że była to żandarmeria niemiecka. Szczęśliwie uszedł z życiem. Dziadek poszedł na zgrupowanie Wolnej Republiki Pińczowskiej, miał iść z drugim oddziałem do Skalbmierza pacyfikowanego przez żandarmerię niemiecką. Okazało się jednak, że pomoc nie będzie potrzebna. Następnie, pewnej nocy, Niemcy zabrali go do miejscowości Górki i tam musiał kopać rowy obronne. Wkrótce też został przydzielony do wożenia wody o wczesnych godzinach porannych. Pewnego ranka ktoś go złapał za nogi i poprosił o pomoc. Był to żołnierz radziecki. Dziadek pomógł mu uciec, tak samo pomógł drugiemu mężczyźnie. Niemcy zdenerwowali się, bo uciekło ich więcej i połapali uciekinierów, ale tym, którym pomógł Dziadek, udało się. Ostatecznie również On uciekł i trafił do domu po 3 dniach, pod koniec października 1944 roku. Niemcy zrobili wartownię z domu rodzinnego Dziadka, a potem, gdy szybko uciekli, Rosjanie zajęli ich miejsce. Dziadek dokończył swoją edukację po wojnie. Był nauczycielem i dyrektorem w szkole w Giebułtowie. Dożył 93 lat. jako szczęśliwy mąż, ojciec, dziadek i pradziadek.