Paweł Pałka, Przeżycia wojenne mojej babci
Moja prababcia ma teraz 90 lat, przeżyła bardzo dużo, łącznie z II wojną światową. Przybliżyła mi, jak wyglądało jej życie i rozpoczęcie drugiej wojny światowej.
Urodziła się we wsi Chomranice koło Nowego Sącza, gdzie nadal mieszka. Ma na imię Genowefa. Pochodzi z rodziny chłopskiej, miała dwie siostry i jednego brata. Obecnie żyje już tylko jedna jej siostra. Rodzice mieli duże gospodarstwo, z którego się utrzymywali. Jej tato przeżył I i II wojnę światową, podczas pierwszej był oficerem armii austriackiej. Znał dobrze język niemiecki, dzięki czemu w czasie II wojny światowej uratował swoją rodzinę i pomógł sąsiadom w wielu sytuacjach zagrożenia życia i majątku.
,,1 września 1939 r., kiedy szłam rano z grupą kolegów i koleżanek do szkoły, w połowie drogi usłyszeliśmy wielki hałas, ale nie do końca wiedzieliśmy, co to jest. Kiedy się otrząsnęliśmy, pomyśleliśmy, że to po prostu wybuch dynamitu, rozwalającego skały w Kopalni Surowców Skalnych w Klęczanach - pobliskiej miejscowości. Za chwilę zobaczyliśmy nadlatujące samoloty, było ich kilka. Jak się później okazało, był to zwiadowczy lot niemieckiego Luftwaffe nad naszą miejscowością - Chomranicami. Przerażeni, zamiast do szkoły, pobiegliśmy do domów. Od rodziców dowiedziałam się, że rozpoczęła się II wojna światowa”- tak odpowiedziała mi babcia na pytanie: Jak zaczęła się wojna, jak wyglądał 1 września?
,,Moje życie się zmieniło, rzadko chodziłam do szkoły, ponieważ często przechodziło przez naszą wioskę wojsko niemiecki. Po drodze zabierali ludziom inwentarz, a i do nas do domu przychodzili. Mój tato, dzięki znajomości języka niemieckiego, miał poważanie we wsi oraz wśród Niemców. Udało mu się pomóc wielu ludziom.. Jedną z takich sytuacji było wkroczenie Niemców do kościoła i na plebanię. Chcieli oni spalić kościół i zniszczyć księgi parafialne. Gdy tato się o tym dowiedział, pobiegł do kościoła i odbył rozmowę z dowódcą niemieckim, dzięki czemu żołnierze odstąpili od tego zamiaru.
Innym zdarzeniem, które sobie bardzo dobrze zapamiętałam jest to, kiedy pewnej listopadowej nocy u nas na strychu nocowali partyzanci, w środku nocy przyszli do nas Niemcy, też na nocleg. Wystraszony tato schował drabinę, którą można było wyjść na strych i ich ugościł. Całą noc wszyscy nie spaliśmy ze zdenerwowania, rano Niemcy opuścili dom, a później partyzanci uciekli do lasu. Całe dwa tygodnie w naszej kopie ze słomy, ukrywała się rodzina żydowska, nocą dostarczaliśmy im jedzenie. Pewnej nocy, kiedy przyszliśmy z jedzeniem, nie był już nikogo, nie wiemy co się z nimi stało. Moi sąsiedzi , ukrywali rodzinę żydowską w kole młyńskim. Kiedy przychodzili Niemcy, puszczali koło, które mieliło zboże i w ten sposób uratowali im życie; ich kryjówka znajdowała się pod kołem młyński. Żydzi wiedzieli, że jeżeli koło się obraca, to są Niemcy i muszą być cicho. W sąsiedniej wiosce, za przechowywanie Żydów, została zabita cała rodzina, miało to być przestrogą dla innych.
Ja często pasałam krowy, kiedy tylko słyszałam bomby spadające z lecących samolotów, zostawiałam krowy i uciekałam do domu. Mimo tego wszystkiego udało mi się ukończyć sześcioletnią szkołę podstawową. Dzięki tacie, pomimo strachu i niepewności, moja rodzina w całości przeżyła wojnę. Nas wojna potraktowała w miarę łagodnie, mimo wielu niebezpiecznych sytuacji.”- o tym między innymi opowiadała mi babcia.
Zadziwiające jest, że ma taką dobrą pamięć, mimo tylu lat...