Paweł Sokal, Moi pradziadkowie byli bohaterami
Bohaterowie to nie tylko postacie z komiksów, filmów czy książek. Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że żyli lub żyją wśród nas. Bohater to ktoś odważny, honorowy, skromny i pomocny. Takimi ludźmi byli moi pradziadkowie: Michał i Regina Sołoduchowie.
Mój pradziadek, Michał Sołoducha, przez moją mamę i jej kuzynostwo jest nazywany Michałkiem. Urodził się 1904 r. Mieszkał w małej miejscowości Stabrów pod Zamościem. Bardzo wcześnie umarli mu rodzice i opiekował się trójką młodszego rodzeństwa. Był rolnikiem i stolarzem. Zakochał się w Reginie Sędłak, (w rodzinie zwanej Reginką) i w końcu lat 20. XX wieku młodzi pobrali się. Gospodarstwo w Stabrowie było małe, dlatego pradziadkowie postanowili sprzedać je i zakupić od Państwowego Banku Rolnego w Warszawie ziemię w miejscowości Rozdoły. Były to nieużytki i lasy należące do ordynacji Zamoyskich, przeznaczone do wykarczowania i rozparcelowania. Dzięki ciężkiej pracy uzyskali ziemię uprawną. Wybudowali drewniany dom. Pradziadek Michał pomagał swojemu rodzeństwu w zakładaniu gospodarstw. Trudno jest sobie wyobrazić, że ich gospodarstwa, domy powstały po prostu z niczego, to znaczy dzięki pracy własnych rąk. Dziadek zasadził wokół domostwa sad: jabłonie, czereśnie, grusze i mały lasek brzozowy. To nie wymagało bohaterstwa, tylko wysiłku.
We wrześniu 1939 r. Pradziadek Michałek i jego brat Karol walczyli w kampanii wrześniowej, między innymi w bitwie pod Cześnikami. Karol Sołoducha najprawdopodobniej zginął, jego ciało nie zostało odnalezione. Pradziadek długo poszukiwał jego ciała, a potem informacji o nim przez PCK, niestety niczego się nie dowiedział.
Po przegranej kampanii wrześniowej, jak wielu żołnierzy, powrócił do domu. Przystąpił do oddziałów partyzanckich organizujących się na terenie Zamojszczyzny. Złożył przysięgę na wierność Ojczyźnie, był żołnierzem Armii Krajowej, dla potrzeb konspiracji wybrał pseudonim „Leszczyna”.
O działalności Michała Sołoduchy wiem niewiele. Czasami nie było go w domu kilka dni, czasami robił trumny, które ze swoim młodszym bratem, Władysławem, wywozili - możemy przypuszczać, że były dla zabitych i grzebanych potajemnie. Pradziadkowie mieli w tamtym czasie już czwórkę dzieci i w trosce o nie pradziadek wykopał pod jednym z drzew schron. W 1941 i 1942 r. Niemcy często przyjeżdżali do wsi, planowali akcję wysiedlenia Zamojszczyzny. W tamtym czasie siostra dziadka, Apolonia, i jej mąż oraz rodzina Kozerów (mieszkali po sąsiedzku) zostali aresztowani wywiezieni na zamojską Rotundę, następnie do Trawnik i rozdzieleni. Apolonia najprawdopodobniej trafiła do Oświęcimia i tam zginęła. Pradziadek nie uzyskał o niej żadnych informacji. Osoby te nie zostały pochowane, z opowieści mamy wiem, że dla Michałka był to wielki problem, często mówił o tym do swoich wnuków, żeby pamiętali o Karolu i Apolonii.
Życie w warunkach okupacji wymagało od wszystkich bohaterstwa. Kiedy w końcu 1944 r. na tereny wschodnie wkroczyły wojska radzieckie, pradziadek zdecydował się ukrywać dowódców AK. Zamieszkali w stodole (miejsce było dogodne, niedaleko las, gospodarstwo na końcu wsi). Trudno określić, jak długo tam przybywali. Udzielenie schronienia wymagało odwagi, w każdej chwili mogło się wydać, a przecież Michałek miał rodzinę. Prababcia przygotowywała dla ukrywających się jedzenie i prała. Większość z nich wyjechała w okolice Poznania.
Problemy pradziadków zaczęły się pod zakończeniu wojny. Nowa władza szybko zorientowała się, kto był kim podczas II wojny światowej. Oskarżono dziadka o przynależność do AK, działalność w grupach bandyckich i ukrywanie wrogów narodu i państwa. Został aresztowany i osadzony na Zamku w Lublinie w 1949 r. Prababcia została w domu z 6 dzieci, najstarszy, Lucjan, miał 19 lat. babcia Reginka nie wywiązała się z oddawania przymusowych dostaw z gospodarstwa (zboże) tzw. kontyngentu i została aresztowana i osadzona w więzieniu w Chełmie. W domu oprócz Lucjana zostały córki: Irena - 17 lat, Halina - 13lat, Helena (maja babcia) - 9 lat, Jadwiga - 5 lat i Dorota - niecałe 2 lata. Babcia spędziła w areszcie 9 miesięcy, w tym Wigilię świąt Bożego Narodzenia.
Po powrocie z więzienia prababcia Reginka wynajęła adwokata i rozpoczęła starania o uwolnienie męża. W tym czasie moja babcia, Helena, została wyrzucona ze szkoły jako córka wroga narodu, nie mogła uczęszczać do Liceum Pedagogicznego w Zamościu. Z jednego z przedmiotów wystawiono jej ocenę niedostateczną. Dyrektor szkoły powiedział jej żeby poprosiła o przyjęcie do podobnej szkoły w Chełmie lub Lublinie, mówił, że jest duże zapotrzebowanie na nauczycielki, więc na pewno ją przyjmą. Niestety, nikt tam z nią nie chciał rozmawiać. Po sześciu latach dziadek wyszedł z więzienia.
Czy był bohaterem? Tak. Był odważny, walczył w kampanii wrześniowej, był żołnierzem AK, walczył w obronie Ojczyzny, przekazał swoim dzieciom podstawowe wartości, wychował ich na dobrych ludzi, pomagał innym ludziom. Nie opowiadał o swoich dokonaniach, nie chwalił się, nie uskarżał na pobyt w więzieniu, gdzie nabawił się choroby płuc, był skromny. A przy nim zawsze była jego żona, Reginka.
Regina Sołoducha została odznaczona 11 września 2008 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski przez ówczesnego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego.