Rano, budzi wszystkich przeraźliwy wizg i świst - to znów tunel "gra". Wiatr tym razem pędzie prosto do środka tunelu, ale uspokaja się po kilkunastu minutach. Wygląda na to, że tunel jest niebezpieczny tylko o zmroku i o świcie. A jeśli wierzyć Suchemu Mirkowi, to właśnie na wschodzie mają największą szansę odnaleźć Wyrocznię. Drużyna rusza w ciemność...
Tunel ciągnię się przez kilometr. Drużyna wędrowałaby w niemal całkowitej ciemności, gdyby nie fluorescencyjne symbole kropli wymalowane na ścianach w równych odstępach - zapewne Suchy Mirek oznacza w ten sposób swój szlak. Gdy w końcu wynurzyli się na powierzchnię po drugiej stronie tunelu, przez chwilę stali całkowicie oślepieni słonecznym światłem. Gdy po kilku sekundach mrugania i mrużenia oczu plamki światła nie znikały, zorientowali się, że na niewielkim pagórku na przeciwko tunelu stoją ruiny niskiego budynku, który ktoś pokrył niemal w całości fragmentami szkła, luster i polerowanego metalu, które oślepiały ich odbitym światłem.
Gdy ruszyli nieco bliżej budynku, ze światła wyłoniła się jakaś postać. Widoczna tylko jako sylwetka, przemówiła donośnym głosem:
-Kto przybywa do Wyroczni i czy przybywa w pokojowych zamiarach?!
Drużyna skwapliwie zapewniła, że przybywaja w pokoju i postać zbliżyła się do nich na tyle, że mogli przyjrzeć się jej lepiej. Była to młoda, korpulentna kobieta ubrana w kamizelkę z foliowych siatek, dzierżąca w ręce mocny, podkuty kostur. Przedstawiła się jako Biedronka, jedna ze strażniczek Wyroczni. Max wyjaśnił, że przebyli długa drogę i muszą spotkać się z Wyrocznia, jednka Biedronka pokręciła głową i oświadczyła, że dzisiaj Wyrocznia nikogo nie przyjmie. Jednocześnie zażądała darów, "jak nakazuje obyczaj". Sroka, dość niechętnie, rozstał się ze swoją kwasową meduzą - Biedronka przyjęła dar z mieszaniną zainteresowania i zdziwienia, a następnie pokierowała wędrowców do Osady Wyroczni - gdzie mieli oczekiwać na decyzje o audiencji u Wyroczni
Droga, którą wskazała Biedronka, wiła się miedzy wzgórzami na północnym-zachodzie. Max skorzystał z terenu i przeprowadził szybki zwiad, by uniknąć potencjalnej zasadzki ze strony strażników Wyroczni. Na szczęście jego obawy okazały się płonne. Bez trudu odnalazł "osadę" o której wspomniała Biedronka - zrujnowany dworek otoczony i kilka namiotów rozsianych wokół. Całość terenu otoczna była prowizorycznym, ale dość solidnym płotem. Nawet z tej odległości, Max od razu zobaczył niezwykle ciekawy widok - jakiś człowiek w czerwonej kurtce próbował (bezkutecznie) jeźdźić na rowerze!
Przy furtce prowadzącej do osady, przywitał ich kolejny strażnik Wyroczni, Szperacz. Na jego prośbę, drużyna zdeponowała swoją broń w ciężkiej skrzyni koło bramy i została wpuszczona. Sroka od razu dopadł do człowieka na rowerze i bezceremonialnie oświadczył, że teraz on będzie jeźdźił. Młody mutant, zwany Żeremi, ustąpił bez protestu, ale oświadczył, że rower nie jest jego a siedzącej przy ognisku Marlbory, która tak jak on, przybyła tu by spotkać Wyrocznię.
Gdy Sroka (skutecznie) zaczyna jeźdźić na rowerze, Mama Mucha wypytuje Żeremiego o osadę. Ten przybył tu dość niedawno, po nieudanej pielgrzymce do innej wyroczni daleko na południu, więc nie ma zbyt wielu informacji. Wyrocznia nie przyjęła nikogo już prawie od tygodnia, ale normalnie nie czeka się na audiencję zbyt długo. Całym procesem zarządza trójka Strażników - Biedronka, Szperacz i Chmurna Zocha. Sam Żeremi wędruje po pustkowiach od kiedy jego osada nie przetrwała wewnętrznych sporów. Zawsze miał smykałkę do leczenia i postawił sobie za cel odkryć dlaczego mutanci są tak zróżnicowani, skąd się wzięli i dlaczego z ich związków nie rodzą się dzieci.
Sroka, zafascynowany nową zabawką, z pełnym przekonaniem próbuje namówić Marlborę by ta oddała mu rower. Jest przekonany, że pojazd wybrał go na swego właściciela i nie jest w porządku, by go nie dostał. Argumentacja niestety nie trafia do mutanti, co więcej, gdy szykuje się do spania, postanawia wziąć rower ze sobą do namiotu.
Wieczorem z domu (wygląda na to, że tylko Strażnicy mają do niego wstęp), wychodzi ostatnia ze Strażników Wyroczni - Chmurna Zocha. Przeciąga się jak po dobrej drzemce i rusza w stronę domu Wyroczni. Po około pół godzinie, do osady wraca Biedronka. Warty się zmieniły.
Nad wieczornym ogniskiem, drużyna potajemnie naradza się co do kolejnych kroków. Nie mają czasu do stracenia i nie mogą czekać kilku dni by dostać się do Wyroczni. Jednocześnie, Max czuje, że musi się z nią spotkać i poznać w końcu tajemnice Edenu. Postanawiają zaryzykować.
Pod osłona nocy opuszczają osadę i ruszyają do domu Wyroczni. Max prowadzi ich pewnie przez noc, a gdy docierają na miejsce, Sroka wykrozystuje swoją moc by stać się niewidzialna i zakraść się do środka. Tam napadają na zaskoczoną Chmurną Zochę - Krasz obezwładnia ją bez trudu i związuje. Razem wkraczają do środka.
Pokoje Wyroczni wyglądają bardzo przytulnie, ale dość... normalnie. Zasłonka z kolorowych paciorków oddziela korytarz od niewielkiego saloniku z okrągłym stołem i kuchenką. Za drzwiami przesłoniętymi kotarą widać fragment pokoju z łóżkiem. Gdy tylko mutanci wchodzą do saloniku, z sypialni dobiega ich spokojny, nieco zachrypnięty głos Wyroczni:
-To dość nietypowa pora na wizytę, ale nie powiem, żebym była zaskoczona.
Po chwili ich oczom okazuje się stara kobieta o włosach spiętych w kok, ubrana w suknię z pozszywanych flag. Na nosie nosi okulary z wieloma wymiennymi soczewkami, a zapasowe soczewki wiszą w pękach na jej szyi. Z pewnym rozbawieniem słucha, że Biedronka nie pozwala na wizyty (tłumaczy, że była nieco chora, ale to nic poważneg), a także zbiera "dary" dla niej. Szybko jednak przechodzi do sedna sprawy - sadza wszystkich przy stole (wtrącając co jakiś czas imiona mutantów, jakby ich znała, co umyka ich uwadze), po czym zaczyna wróżyć nim Ci zdążyli zadać jakieś pytanie. Prostuje się i jakby nieobecnym głosem mówi:
-Gdy dym czarny uniesie się nad wodami Zachodu, zbudzi się to, co milczało od wieków – ślepe, lecz prowadzone głosem dzieci. To niebezpieczeństwo przyjdzie samo, nienazwane, głodne.
Lecz na Wschodzie, pod ruinami starego ognia, dym taki sam wzejdzie raz jeszcze – ale tylko wtedy, gdy ktoś go wznieci. To drugie zło uśpione czeka ręki, co z nieświadomości uczyni iskry.
Dość powiedzieć, że mutanci nie mają zielonego pojęcia co im wywróżyła. Zasypują więc Wyrocznie pytaniami - o wiele bardziej przyziemnymi. Wyrocznia parzy sobie herbatę (Max jest prawie pewien, że esencja aż żarzy się od Zgnilizny!) i odpowiada- choć nadal engimatycznie. Zapewnia Maxa, że ten znajdzie Eden - a Ci którzy są sceptyczni (spogląda na Mamę Muchę), będą musieli przejrzeć na oczy. Mówi, że czas i przestrzeń to wieczny krąg i wszyscy pochodzimy z Edenu (co tylko utwierdza Mamę Muchę, że Wyrocznia pieprzy głupoty). Koniec końców, zmęczona, mówi, żeby już ją zostawili. Drużyna wychodzi - lecz postanawiają sprowadzić Wyroczni jeszcze jednego klienta.
Zakradają się znów do osady i budzą Żeremiego - mówią, że w Arce przyda się drugi lekarz i jeśli zgodzi się z nimi pójść, załatwią mu audiencję u Wyroczni. Młody mutant jest nieco sceptyczny, ale w końcu przystaje na tą ofertę. Prowadzą go do Wyroczni i zostawiają z nią sam na sam. Po kilkunastu minutach, chłopak wychodzi - wyraźnie oszołomiony tym co usłyszał. Wygląda na to, że Wyrocznia zrobiła na nim większe wrażenie. Z pełnym przekonaniem oświadcza, że rozumie teraz swoją misję - i równe dobrze może rozpocząć ją w Arce, więc chętnie wróci z drużyną.
Korzystając z osłony nocy, wszyscy ruszają w drogę powrotną.
Wyroczni
Biedronka
Szperacz
Chmurna Zocha
Całonocny marsz jest męczący, ale Max sprawnie i bezpiecznie prowadzi wyprawę do celu. Gdy wstaje świt, mutanci z ulga dostrzegają znajome zabudowania Arki. Wygląda jednak na to, że nie będzie im dane wypocząć - na placu czeka już na nich Lambda.
-Wreszcie jesteście! Bałem się, że przytrafiło Wam się coś złego w Zonie! Nasza wyprawa jest już gotowa, wkrótce odkryjemy sekrety skryte pod Wodociągami! Sekrety Edenu! Ruszajmy jak najprędzej! Na WSCHÓD!