Początkowo podróż szła dobrze. Drużyna ruszyła na wschód wzdłuż torów - brak terenowych przeszkód, osłonięci przez nasyp, mutanci szybko stracili z oczu szopę Suchego Mirka. Niestety tory prowadziły coraz bardziej na południe - oddalając ich od siedziby Wyroczni. Max postanowił sprawdzić ich położenie i wsiął się na nasyp. Po drugiej stronie znajdowała się płaska połać ziemi, która już na pierwszy rzut oka wyglądała na spaczoną. Stary uczył mutantów o rozpoznawaniu silnie skażonych terenów - i to wyrobisko spełniało wszystkie kryteria, o których mówił. Stalker już mial zawrócić do towarzyszy, gdy zerodowana ziemia zapadła się pod jego stopami i runął na dno wykopu!
Pozostała trójka, szybko wybiegła na nasyp i starała się pomóc wyciągnąć Maxa - niestety grząski grunt nie dawał możliwości zaczepienia, a Stalker czuł, jak jego ciało zaczyna trawić Zgnilizna. Na szczęście, kilkanaście metrów dalej wypatrzył skorupę jakiegoś starodawnego pojazdu z długim żurawiem wystającym z przedniej części i prawie dotykającym szczytu skarpy. Rzucił się biegiem w tamtą stronę, podczas gdy Krasz biegł równolegle do niego granią nasypu i liną asekuracyjną w ręce. Mama Mucha leciała tuż nad nimi, by pomóc w razie kłopotów. Max sprawnie wspiął się na maszynę i przebiegł po przerdzewiałym żurawiu - w osatniej chwili wybijając się i lądując bezpiecznie na nasypie. Z pozoru cały i zdrowy, czuł, że Zgnilizna przesiąknęła już do jego ciała. Niezbyt dobry początek podróży.
Na szczęście pas Zgnilizny kończył się kilkaset metrów dalej na wschód, a z wysokości nasypu Maxowi udało się wypatrzyć interesujące ruiny, które mogły połużyć jako schornienie przed nadciągającą nocą.
Ruiny okazały się starym wojskowym fortem - zaskakująco dobrze zachowanym, choć przetrwał tylko główny budynek. Bliskość radioaktywnego pola odstraszała chyba większość drapieżników ze strefy, bo w okolicach budynku mutanci nie dostrzegli żadnych tropów, czy innych śladów życia. Sroka zakradł się do środka, korzystając ze swojej zdolności kamuflażu i z zadowoleniem odkrył nie tylko, że budynek jest pusty, ale także, że ktoś dawno temu zostawił tu puszk z jedzeniem! I to nie byle jakiem - gdy tylko Sroka podniósł jedną z konserw, odżyły wspomnienia z dzieciństwa - Stary częstował ich dawno temu takim samym rodzajem konserw!
Cała ekipa rozlokowała się na parterze budynku, blisko wyjścia, ale w bezpiecznym i suchym miejscu. Zjedli po konserwie - zaskoczeni jak podobne w smaku były do jedzenie, które pamiętali z dzieciństwa, i położyli się spać.
Nad ranem, przed wyruszeniem w drogę, ekpia postanowiła zbadać nieco dokładniej resztę budynku. Był praktycznie ogołocony, choć znaleźli kilka przuconych naboi, jeszcze kilka konserw i beczkę z czystą wodą. Najciekawsze jednak było znalezisko, na które natknęła się Mama Mucha - na ścianie jednego z pokoi zobaczła kolorowy obrazek narysowany dziecięcą ręką i... rozpoznała w nim swoje własne dzieło! Jednym z najwcześniejszych wspomnień Mamy Muchy, był kolorowy długopis, jej największy skarb, którym bazgrala wszystko dookoła i rozpacz z tego, gdy w końcu się wypisał. A teraz odkryła w bunkrze w środku Zony jedno ze swoich dzieł!
Wygląda na to, że konserwy nie były tu przypadkowo - najwyraźniej mutanci z Arki kiedyś już tutaj byli! Gdy tylko wrócą do domu, trzeba będzie wypytać o to Starego.
Podróż na wschód przebiegła tym razem bez większych problemów. Utrzymywała się nadal piękna pogoda, a lekko foalowany teren porastała bujna, zielona trawa. Okolica była sielska i prawie zbyt idealna. Max dość szybko zorientował się dlaczego łąka po której idą jest pozbawiona wszelkich odpadków, złomu i śmieci zwykle walających się po Zonie - na południu, w ruinach niewielkieh wioski, zalęgły się Złomo-Sroki. Złośliwe ptaszyska, łase na wszystkie błyskotki. Niezbyt groźne pojedynczo, ale śmiertelnie niebezpiecznie w stadzie - a z tego co Max mógł zaobserwować, w wiosce mogłby być ich tysiące. Szybko nakazał reszcie drużyny schować, albo owinąć w szmaty wszelkie błyszczące części ekwipunku i czym prędzej odbuć na północny wschód - jak najdalej od siedziby Złomo-Srok.
Teren opadał i wznosił się tu coraz bardziej - ograniczając widoczność i wysysając siły z podróżnych. Max pozostawił w pewnym momencie resztę drużyny, by nabrali sił i sam udał sie na szczyt pobliskiego wzgórza by lepiej złapać orientację w terenie. Dopiero po dłuższym czasie ekipa zorientowała się, że Stalkera nie ma niepokojąco długo. Pozostała trójka wyruszyła na poszukiwania i po kilku godzinach znaleźli Maxa, półprzytomnego, wyczerpanego, ale bez widocznych ran leżącego na dnie jednego z wąwozów. Stalker majaczył coś o wiosce na północy, w idealnym stanie i dziwnej mgle, która ogarnęła nagle jego myśli. Mutanci stwierdzili, że nad wyprawą wisi jakiś zły omen i postanowili odpuścić sobie chwilowo poszukiwania Wyroczni. Z podkulonymi ogonami wrócili do Arki.
W Arce dawno nie było takiego zamieszania. Około 20 wyznawców Ciernisława szykowali się do wyprawy w poszukiwanu Edenu. Dookoła zebrali się gapie by oglądac największą dotychczasową wyprawę do Zony. Ciernisław przemawiał natchnionym tonem, zachęcając, by dołączyć do niego, bo właśnie pod jego przywódzctwem Mutanci odkryją raj i ziemię obiecaną. W pewnym momencie na schodach prowadzących do kościoła pojawili się Kronikarze i prowadzony pod ręce przez Elektrę-Bud i Leświnda - sam Stary!
Stary ledwo trzymał się na nogach, a jego głos był niewiele więcej niż szeptem, ale wszyscy zgromadzeni (nawet Ciernisław) umilkli na jego widok. Stary łamiącym głosem prosił o opamiętanie, o to by mieszkańcy Arki, jego ukochane dzieci, nie dały się podzielić i współnie budowali swoją przyszłość. Niestety moc jego słów słabła z każdym zdaniem, gdy jego umysł zaczynał błądzić, a sam Stary zaczynał się powtarzać, mamrotać o dawnych czasach i gubić wątek. W pewnym momencie Mama Mucha dołączyłado zgromadzonych na schodach, rzucając przy okazji kilka cierpkich słów pod adresem Ciernisława i jego popleczników. Ku jej pozytywnemu zaskoczeniu, gdy uparty Ciernisław, ignorując słowa Stareg, ruszył przed swoimi ludźmi na wyprawę, poszło za nim już tylko około 10ciu mutantów. Reszta, zawstydzna rozpakowywała tobołki na placu, lub wykruszała się na drodzę wychodzącej z Arki.
Mama Mucha zastąpiła przy Starym Leświnda i razem z Elektrą-Bud odprowadzili wycieńczoneg staruszka do jego łóżka. Max, Krasz i Sroka, którzy zostali na placu, zobaczyli, że Leśwind został na schodach razem ze stojącym nieco na uboczu Odlotnym Maxymo.
Kolejne dwa dni upływają w Arce raczej spokojnie. Wieści o wrózkach Kosmara rozniosły się szybko i mutanci zaczęli rozstawiać swoje "kramy/ołatarzyki" na obrzerzach Arki licząc na krzystny handel z baśniowymi stworzeniami. Na razie bez skutku. Ekipa Mama's Papas nie próbowałą na razie prostować kim naprawdę jest tajemnicza wróżka - zamiast teg skierowali entuzjazm mutantów do ruszenia w końcu z remontu dzwonnicy a Arce. Jednocześnie Sroka zaszył się w swojej kryjówce i zaczął snuć plany o zbudowaniu właśnej drezyny na kształt tej posiadanej przez Suchego Mirka i zbudowania torów prowadzących z Arki - dokąd? To na razie mniej istotne...
Po dwóch dniach, Stary odzyskał siły na tyle, by przyjąć całą ekipę na krótką rozmowę. Mama Mucha opowiedziała ruinach fortu na jakie natknęli się w Zonie, o konserwach i rysunku jaki tam znaleźli. Stary potwierdził, że długo wędrował z dziećmi przez Zonę, zanim w końcu znalazł Arkę. Przez pewien czas zatrzymali się w Forcie, lecz bliskość pola Zgnilizny doprowadziła do śmierci kilkora dzieci. Stary postanowił nie ryzykować i wyruszyli na poszukiwanie bardziej dogodnego miejsca - tak trafili do Arki. Niestety, próba dowiedzenia się skąd przyszli spełzła na niczym - umysł Starego znów pogrążył się a majakach. Ale i tak, mutanci odkryli ważny kawałek swojej historii...