Max wyciągnął na brzeg półżywego napastnika i zerwał mu z twarzy maskę.... i jego oczom ukazała się zdeformowana, wpół-ludzka twarz. Ziemisto-blada skóra, wodniste oczy, wrzody i brodawki. Po chwili, ghul zaczął wyć z bólu, twarz pokryła się bąblami i stracił przytomność. Zdegustowany Max zostawił go na brzegu.
W międzyczasie, Mama Mucha i Krasz ruszyli do szopy, do której wpadł Sroka. Na pierwszy rzut oka, Gearhead zniknął! Rozmazany ślad krwi prowadził spod drzwi w głąb pomieszczenia i znikał pod stertą pudeł i skrzynek pod przeciwległą ścianą.
Sroka odzyskał przytomność, gdy jego głowa boleśnie uderzyła o coś twardego. Zorientował się, że jest wleczony przez dwa Ghule przez ciemny korytarz. Ghule wydawały się ze sobą rozmawiać, ale Sroka nic nie był w stanie zrozumieć z ich bełkotu i pochrząkiwań. Warknął coś do nich i spłoszył jednego z Ghuli, który rzucił się do ucieczki wgłąb korytarza. Drugi, po chwili wahania, ruszył za towarzyszem. Sroka został sam w ciemności. Ruszył na oślep przed siebie.
Krasz zorientował się, że ślady krwi znikają pod jedną ze skrzyń. Okazał się, że skrzynia przykręcona jest do zaryglowanej klapy w podłodze. Nadludzkim wysiłkiem, Kraszowi udało się wyrwać skoble i podnieść skrzynię. Cała drużyna ruszyła w dół w poszukiwaniu Sroki. Dzięki prowizorycznym pochodniom, udało im się nie zgubić w ciemnych korytarzach - i po kilku minutach natrafili na krwawy ślad na jednym ze skrzyżowań. Chwilę później znaleźli Srokę - całego w błocie i krwi, oszołomionego, ale żywego.
Kilkadziesiąt metrów dalej, korytarz ponownie się rozwidlał. Na wprost korytarz kończył się po kilku metrach drabiną prowadzącą w górę, natomiast prawa odnoga prowadziła ostro w dół. Max sprawdził drabinę - klapa prowadząca na górę była czymś zablokowana, ale Stalker był pewien, że słyszy z górę jakieś odgłosy. Drużyna postanowiła zaryzykować i... zapukać. Wzbudziło to poruszenie w pomieszczeniu na górze, po chwili słychać było odgłos przesuwania czegoś ciężkiego, a w końcu klapa w suficie uniosła się na kilka centymetrów i Max spojrzał prosto w pomarańczowe oczy Jonasza! Kilkanaście sekund później, obie ekspedycje były razem w pomieszczeniu na górze, a klapa została ponownie zabarykadowana.
Jonasz szybko streścił ekipie kilka ostatnich dni - dotarli na wyspę bez większych problemów, ale zaraz po postawieniu nogi na brzegu zostali zaatakowani przez Ghule. Przepędzili napastników, ale Jonasz i Lambda zostali ranni. Ruszyli szukać schronienia w kompleksie budynków w centrum wyspy i wtedy z nieba spadł na Workhana gigantyczny ptak - Śmiecorzeł! Porwał Stalkera, a reszta zabarykadowała się w tym pomieszczeniu. Ghule próbowały dostać się do środka przez podziemny korytarz i przez drzwi prowadzące w głąb kompleksu, ale na razie bez sukcesu.
Członkowie obu ekspedycji doszli wspólnie do wniosku, że tylko za dnia mają szansę na ucieczkę z wyspy - Ghule wyraźnie unikają światła słonecznego. Problemem pozostawał śmieciorzeł. Mama Mucha, Max i Krasz postanowili zastawić na ptaszysko zasadzkę. Sroka z Lambdą zbyt zajęci byli analizowaniem (nieskutecznym) maszynerii w pomieszczeniu, by zajmować się jakimś polowaniem na ptactwo.
Max i Krasz wrócili przez korytarze do szopy i przygotowali tam prowizoryczną sieć. Mama Mucha rozłożyła skrzydła i wyleciała na zewnątrz - w stronę komina, na którym gniazdo miał śmieciorzeł. Ptak szybko wypatrzył łakomy kąsek i ruszył w pogoń. Mama Mucha zrobiła szybki zwrot i ruszyła w stronę szopy. Plan zakładał, że wleci przez otwarte drzwi do środka, a Krasz i Max zarzucą na śmieciorłą sieć - udał się tylko połowicznie, bo Mucha w ostatniej chwili zorientowała się, że drzwi są zbyt wąskie i musiała wzbić się w górę. Na szczęście drapieżnik nie zareagował równie szybko i sieć go dosięgła. Wielkie cielsko zwaliło się na ziemię przed szopą. Chwilę później, Krasz siłował się już z ptakiem, zręcznie unikając ostrych jak brzytwy szponów i dzioba. Chwilę później śmieciorzeł leżał martwy.
Mama Mucha wykorzystała chwilę nieuwagi pozostałych towarzyszy i poleciała prosto do gniazda na szczycie komina. Znalazła tam na wpół zjedzonego Worhana i kilka innych ciał. Szybko zebrała ekwipunek Stalkera (w tym niezłą strzelbę i sakwę ze schowaną w podwójnym dnie mapę Zony!) i rozglądnęla się po gnieźdźie. Jej uwagę przykuło jeszcze jedno ciało - ubrane w stalowo-szary kombinezon, z emblematem gwiazdo-oka na piersi. Ciało musiało należeć do kobiety, ale Mama Mucha nie była w stanie wywnioskować nic więcej - w kieszeni kombinezonu znalazła tylko dziennik z tym samym emblematem na marginesie. Niestety, nie będąc zbyt biegłą w czytaniu, nie mogła odszyfrować wiadomości. Schowała ją więc do torby i postanowiła poruszyć sprawę z Kronikarzami po powrocie do Arki.
Sroka i Lambda próbowali zrozumieć wszystkie pokrętła i światła migające na maszynerii w pomieszczeniu. Nie szło im to najlepiej, ale Sroka doszedł do wniosku, że nawet porażka może im wyjść na dobre - w najgorszym wypadku spowodują wystarczająco dużo chaosu by wymknąć się z wyspy. I przynajmiej częściowo miał rację. Po wciśnięciu kilku losowych guzików i przestawieniu kilku pokręteł, w powietrzu rozległ się ryk syreny alarmowej, a konsoleta zaświeciła się na czerwono. Za drzwiami prowadzącymi w głąb kompleksu wybuchła wrzawa, a drzwi zatrzęsły się we framugach gdy Ghule próbowały sforsować barykadę. Sroka i Lambda uciekli na zewnątrz w osatniej chwili - wewnętrzne drzwi wypadły z zawiasów i do środka wpadły Ghule. Schowana pod oknem Sroka z fascynacją obesrwowała ich wpół-oszalałe zachowanie i tajemnicze rytuały. Ghule utworzyły szpaler między drzwiami a konsoletą i padły na kolana. Dwa Ghule niosące dymiące kadzielnice, wprowadziły do pomieszczenia Ghula ściskającego w ręce pęk kluczy i narzędzi. Wszystkie stworzenia zaczeły miarowo nucić i zawodzić, a główny Ghul z namaszceniem zaczął przekręcać i regulować maszynę. Sroka wycofała się do reszty Mutantów.
Podczas gdy ekipa zajęta była śmierciorłem i ghulami, Jonasz i Kosmar udali się do basenów z wodą na północnej części wyspy. Tam dołączyłą do nich reszta mutantó. Kosmar siedział zanurzony w jednym ze zbiorników aż po szyję. Gdy wynurzył się, jego gąbczaste ciało było całe napuchnięte od zgromadzonej w nim wody. Wygląda na to, że wyprawa zakończy się przynajmniej częściowym sukcesem - o ile uda im się wrócić do Arki.
Gdy już mieli ruszać, Sroka starł się z Jonaszem. Emocje napięte do granic możliwości, wybuchły. Oba mutanty odpaliły swe moce - ale to Sroka okazał się zwycięski - zahipnotyzował silnorękiego - jego oczy przygasły, twarz straciła wyraz, a sylwetka zgarbiła się. Krasz i Max poszturchując i popychając Jonasza, byli w stanie zaprowadzić go na brzeg i opuścić wyspę.
Cała siódemka Mutantów ruszyła znaną już trasą w stronę Arki. Korzystając z dobrej pogody, przemierzali sprawnie kolejne kilometry. Po około dwóch godzinach marszu, Jonasz odzyskał świadomość. Rzucił się znienacka na Srokę i tylko szybka reakcja Krasza sprawiła, że gearhead skończył tylko z podbitym okiem. Po kilku minutach szarpaniny, Jonasz uspokoił się i mutanci mogli kontynuować podróż - Sroka złapał jednak kilka razy spojrzenie Jonasza, i nie były to przyjazne spojrzenia.
Drużyna dotarła do Arki bez dodatkowych incydentów przed zmrokiem. Powitały ich radosne okrzyki mieszkańców Arki - przez obóz szybko poniosłą się wieść, że ekipa ratunkowa Maxa, Mamy Muchy, Krasza i Sroki nie tylko uratowała Jonasza, Lambdę i Kosmara, ale też wróciła z zapasem czystej wody i nowymi informacjami o Zonie. Wieczór mieszkańcy Arki Pana spędzili na świetowaniu - kolejnego dnia drużynę czekają kolejne decyzje. W szczególności Mamę Muchę, któa na razie nie przyznałą się nikomu jakie artefakty przyniosła z Zony.