Życie w Arce nieco zwolniło - tawerna cieszy się nieustającą popularnością, próby zbudowania zegara słonecznego na razie nie przynoszą większych efektów, a gangi Cernisława i ElektryBud nadal kłócą sie o zapasy. Mama Mucha postanawia zadbać o jedzenie i wodę dla całej ekipy na własną rękę - otwiera swój kram, wyciąga listę, odzywa się do starych klientów i zaczyna kampanię handlową. Handel idzie dobrze i wkrótce musi ciągnąć za sobą Krasza, aby ktoś nosił za nią zdobyte towary.
Po wodę wybierają się na północny brzeg Kaczeńczego Stawu, gdzie Kosmar pilnuje baniaków czystej wody przyniesionych z Wodociągów. Mamie udaje się szybko dobić dość korzystnego targu, ale Kosmar znów zatrzymuje na chwilę Krasza i ponawia propozycję spotkania. Gdy Mama Mucha na chwilę się oddala, Kosmar zdradza, że za namową Krasza porzucił Odlotnego Maxa i założył własny gang! No, na spółę z Lambdą... który chwilowo objął przywództwo. W każdym razie, Lambda chciałby porozmawiać z ekipą o swoich planach i tym gdzie widzi całą drużynę Mama's Papas.
Na odchodnym, nieco mimochodem, Kosmar wspomina o czymś co wzbudza w Mamie Musze większe zainteresowanie niż jakiś mini-gang Lambdy. Mówi, że handluje ostatnio z wróżkami! W zagajniku na północnym brzegu jest krąg z mchu. Kosmar zostawił tam kiedyś przez pomyłkę baniak z wodą, który zniknął kilka nocy później, a zamiast tego tajemnicza wróżka zostawiła mu zabitego ptaka i kilka strzał. Kosmar postawił tam stolik i wymienił w ciągu ostatniego tygodnia jeszcze kilka baniaków na inne fanty - dobrej jakości nóż, pęk kluczy etc. Co ciekawe, wymiany (oceniając okiem Mamy Muchy) są dość uczciwe - trzeba będzie sprawdzić co to za "wróżka".
Max, poruszony rozmową z Kluczjanem, snuje się bez celu po Arce i próbuje opracować plan wyprawy na południowy-zachód. Mutanci z Arki starali się nie zapuszczać zbyt daleko w tamtą stronę - mniej tam otwartej przestrzeni, a o wiele więcej ruin pradawnego miasta. W pewnym momencie zaczepia go Yassan - który ewidentnie czekał na niego na trasie codziennych spacerów. Próbuje namówić Maxa do dołączenia się do wyprawy Ciernisława! Widać, że nie tylko odzyskał wiarę w swoje siły, jeśli chodzi o wyprawę do Zony, ale również zyskał nową, gorliwą wiarę w samego Ciernisława. Max nie podziela ani jednego ani drugiego i spuszcza Yassana po brzytwie.
Sroka cały czas pamięta swoje starcie z Jonaszem - i postanawia być gotowy na ewentualny, kolejny konflikt. Podczas rozmowy z Siostrą Rezonatą, kronikarką i medyczką, próbuje wypytać, czy Jonasz może odwiedzał ją w związku ze swoimi ranami. Rezonata przyznaje, że Jonasz odwiedził kilka raza Prezbiterium, ale nie pojawiał się u niej - szedł prosto do Leświnda i załatwiali na osobności jakieś sprawy. Sroka postanawia zbadać temat głębiej w wolnej chwili, ale wygląda na to, że na razie Jonasz ma inne sprawy na głowie niż zemsta.
Po krótkiej naradzie, Mama's Papas postanawiają spotkać się z Lambdą. Rogaty Gearhead ma swoją kwaterę w zrujnowanych budynkach na południu Arki - tam, gdzie drużyna została prawie uwięziona podczas trzęsienia ziemi. Od czasu gdy Sroka odwiedził go ostatnim razem, pokoik niewiele się zmienił - barłóg w kącie, gruzowisko zamiast jednej ze ścian, drewniany warsztat/szopa przyklejony do zewnętrznej strony budynku. Jedyny now element to masywne krzesło okryte brezentem, które ma chyba przypominać tron.
Lambda wita ekipę serdecznie i roztacza przed nimi wizję wielkiego odkrycia jakiego mogą razem dokonać. Uważa, że Ghule skrywają pod Wodociągami prawdziwą TAJEMNICĘ. Że w Głębi kryje się coś co, jeśli nie jest Edenem, to na pewno dorównuje Edenowi wspaniałością. Początkowo sceptyczna, ekipa powoli przekonuje się do pomysłu ponownego odwiedzenia Wodociągów - niezależnie od tego ile racji ma Lambda, zabezpieczenie dostępu do wody jest dla Arki krytyczne, a jeśli Ghule umocnią swoje pozycje, może się to wkrótce okazać niemożliwe. Lambda mówi, że ma plan jak poradzić sobie z Ghulami i zyskać dostęp do Głębi - ale potrzebuje jeszcze dwóch tygodni, aby dokończyć przygotowania.
Wieczorem, ekipa postanawia zasadzić się w lesie na wróżkę. Kilkugodzinne oczekiwanie nie przynosi jednak większych rezultatów - przyczajoną ekipę dostrzega Łuna i zaczyna zagadywać, więc tajemna akcja dość szybko przeradza się w biwak nad brzegiem Kaczeńczego Stawu.
Nad ranem, mutancie orientują się, że baniak z wodą zniknął! Na szczęście Sroka przewidział taką możliwość i dolał do wody nieco ekstraktu z fluorescencyjnych grzybów jakie rosną w okolicy, oraz rozszczelnił nieco pojemnik. Teraz, w świetle dnia "wróżka" zostawiła za sobą wyraźny błyszczący w słońcu ślad. Bez dalszych namysłów, drużyna ruszyła na północ, poza Arkę.
Za zagajnikiem, teren dość szybko przechodził w wypalony słońcem step. Pojedyncze drzewa, wyrośnięte, żółtawe krzaki, wysokie trawy obrastające niewielkie pagórki. Pogoda sprzyjała, więc ekipa dość szybko wędrowała przez nieznany teren. Dość szybko trafiają na długi, nienaturalny wąwóz. Na jego dnie ułożone są pordzewiałe, ale jeszcze sprawne tory prowadzące w jedną stronę na prosto na wschód, a w drugą na północny-zachód. Ślad błyszczącej wody prowadzi do torów i tam się urywa. Mama Much wzbija się w powietrze i zauważa, że na wschodzie tory rozgałęziają się i giną w pagórkach. Mutanci postanawiają spróbować szczęścia właśnie w tym kierunku.
Koło południa, docierają do rozwidlenia i skręcają w boczny tor. Po kilkuset metrach okazuje się, że podjęli dobra decyzję - na torach, koło niewielkiej szopy, stoi dziwaczny pojazd. Metalowa platforma na czterech masywnych kołach, z rowerkiem stacjonarnym przyspawanym na górze i całą masą paczek, pudeł (i baniaków z wodą!) zabezpieczonych siatką na tyle. Nim zdążyli podejść bliżej, nagły huk wystrzału zatrzymał ich w pół kroku. Spomiędzy desek szopy wysunęła się lufa strzelby. Po kilku nerwowych minutach negocjacji, mutantom udało się przekonać właściciela strzelby, że nie mają złych zamiarów i przychodzą pohandlować.
Z szopy wyszedł mutant w średnim wieku, spalony słońcem, w kurtce zszytej z wielokolorowego materiału i strzelbą pod pachą. Przedstawił się jako Suchy Mirek i potwierdził, że to on handolował z Kosmarem. Żyje tu na północnych pustkowiach od dawna i handluje wszystkim (ale głównie wodą) z okolicznymi, nielicznymi osadami. Czasy są niebezpieczne, więc tego typu skryty handel pozwala obu stronom czuć się bezpiecznie - więc nie planował nawiązywać bliższego kontaktu z Arką jeszcze przez jakiś czas. Na szczeście ekipie udaje się go przekonać, że nawiązanie bliższych relacji może wszystkim się opłacić.
Suchy Mirek zaskoczył drużynę znajomością okolicznej Zony. Ostrzegł ich przed podróżą na zachód - roje zmutowanych mrówek migrują tam z północnego zachodu i odcięły Mirkowi cześć handlowych szlaków. Ma nadzieję, że na wiosnę ruszą znów na północ. Na północy i północnym-wschodzie są niewielkie osady, z którymi handluje - sam zaopatruje się na pograniczu ruin, nie zapuszczając się bardziej na południe. Dla samotnego wędrowca, brak widoczności i skryte w ruinach niebezpieczeństwa są zbyt ryzykowne. Ekipa stara się przekonać go, do wspólnej wyprawy do Wodociągów, ale Mirek stanowczo odmawia - zasada niezapuszczania się w ruiny służy mu od lat, i nie ma zamiaru jej łamać. Ale chętnie przyjmie większe ilości wody i zaoferuje za nie dobrą cenę. Jednocześnie wspomina, że na północnym-wschodzie żyje Wyrocznia. Jeśli mutanci szukają odpowiedzi, to właśnie tam powinni się udać.
Do wyprawy z Lambdą zostało jeszcze prawie dwa tygodnie, mają nieco zapasów wody i jedzenia, pogoda sprzyja, a szlak kusi. Mama's Papas ruszają dziarsko na północ!