Rano główny plac Arki jest pełen mutantów.
Mama Mucha negocjuje z Ciernisławem zakup Płotka - nieco leniwego, ale rozgraniętego mutanta. Cienisław chce sie go pozbyć, bo rozczarowany jest jego duchową postawą, Mama szuka kogoś, kto będzie pilnował jej dobytku podczas nieobecności.
Kawałek dalej, Max sprawdza plecaki i ekipunek drużyny przed wyruszeniem na południowy-wschód. Znając tylko ogólny kierunek, Max nie wie jak długo spędzą w Zonie, więc martwi się nieco o zapasy jedzenia. Przynajmniej wody maja pod dostatkiem, a kule do nowej strzelby przyjemnie brzdękaja w jego kieszeni.
Po drugiej stronie placu, Yassan przygotowuje się do swojej wyprawy. Razem z ludźmi ElektryBud rusza na północny-zachód szukać narzędzi w pobliskich magazynach.
Mama Mucha i Sroka postanawiają znaleźć "sponsora" ich wyprawy - obawy Maxa odnośnie jedzenia mogą być uzasadnione. Ruszają w stronę Prezbiterium, żeby znaleźć Leświnda - w końcu pomysł na tą całą wyprawę zrodził się po rozmowie ze Starym o liście, który znalazła Mucha. Zamiast Leświnda, znajdują kilku Kronikarzy zbitych w małą grupkę i szepczącą coś tajemniczo. Sroka używa swojej mocy, by podkraść się niezauważenie i podsłuchać o czym rozmawiają - okazuje się, ze ktoś włamał się wczoraj w nocy do jednej ze skrytek w Prezbiterium! Co dziwniejsze, jedyne co zginęło, to list od Mamy Muchy! Główną podejrzaną wydaje sie być Fiacik - w końcu to ona próbowała włamać się do Prezbiterium kilka tygodni temu. Jednocześnie kronikarz Kluczjan rzuca półgębkiem, że sam Leśwind miałby interes, gdyby nikt nie zawracał sobie głowy Edenem...
Mama i Sroka konfrontują Kronikarzy - nie zdradzają skąd wiedzą o kradzieży, ale dają do zrozumienia, że wyniki ich wyprawy mogą pomóc przeboleć stratę samego listu. Kluczjan po chwilowy wahaniu zgadza się na ich warunki - artefakty jakie znajdą idąc tym tropem, mogą być jeszcze bardziej niesamowite, niż sam list. Kronikarze przekazują jedzenie na wyprawę.
Tuż przed południem, drużyna wyrusza z Arki. Dość szybko orientują się, że ktoś ich śledzi. Krasz zostaje nieco z tyłu, a Max wchodzi między ruiny i zaczyna robić pętlę. Krasz wypada na śledząca ich postać... którą okazuje się Fiacik! Dziewczyna zaklina się, że nie ukradła żadnego listu, ale postanowiła zniknąć z Arki zanim sprawa nieco nie przycichnie. Ekipa postanawia pozwolić jej iść ze sobą.
Drużyna zagłębia się w Zonę. Ruiny dawnych osiedli, kupy gruzu i dzika roślinność nie ułatwiają marszu, na szczęści Max zna te tereny i prowadzi ich sprawnie do drogi prowadzącej ze wschodu na zachód. Po drugiej stronie starej drogi, po horyzont ciągną się wysokie, strzeliste krzaki z rozłożystymi liśćmi. Mutanci kojarzą, że liście można zasuszyć i palić, ale Max ostrzega, że lepiej nie zapuszczać się w te pola - ponoć znajduje się tam jakiś tajemniczy przedmiot, który mąci w umysłach. Powiadają, że niektórzy całymi dniami błąkali się wśród pól zanim odkryli drogę powrotną - niektórzy błąkają się po dziś dzień, jako duchy!
Nieco dalej na wschód, mutanci trafiają na o wiele bardziej realną przeszkodę. Głęboka rozpadlina dzieli szeroki plac na dwie części. Płożące dookoła cierniste krzewy nie ułatwiają wędrówki na północ i południe, więc Sroka i Fiacik postanawiają zbudować kładkę. Po kilku godzinach, prowizoryczne przejście jest gotowe - Sroka rusza pierwsza, Fiacik za nią. Honorowe przejście niemal kończy się tragicznie, gdy po drugiej stronie Srokę atakują zdziczałe psy. Na szczęście szybka reakcja Krasza i celne oko Maxa ratują sytuację - a jeden z psów już wkrótce wyląduje na ruszcie.
Drużyna dociera w znajome rejony strumienia prowadzącego do sadów niedaleko wodociągów. Umocnienia na wzgórzu po drugiej stronie strumienia są większe niż poprzednio - wygląda na to, że ktoś ciągle obserwuje teren. Max zarządza postój w korycie strumienia - na szczęście noc upływa bez przygód. Pies nie został upieczony.
Max prowadzi mutantów na południe, teren robi się coraz bardziej podmokły, gęste pokryte mchem drzewa i zarośla ograniczają widoczność. Strumyk wzdłuż którego podążają rozlewa się szerzej a w końcu łączy z olbrzymią rzeką - w unoszącej się mgle ledwo można dostrzec drugi brzeg. O wiele ciekawsze są jednak na wpół-zatopione zabudowania na tym brzegu. Dawna marina, przegniłe pomosty i duży hangar w niezłym stanie - przez otwarte wrota widać dziób łodzi!
Sroka studzi jednak zapał reszty mutantów - na błotnistym brzegu wylegują się dwie przerażające bestie - beczkowate cielska pokryte łuską, masywne, zakończone pazurami łapy i paszcze pełne zębów. Wejście do wody w ich obecności może nie być dobrym pomysłem.