„Las rzeczy, w którym każde drzewo ma swoje korzenie w przeszłości, a każdy liść jest zapisanym wspomnieniem”.
Niniejszy zbiór fotografii nie jest jedynie galerią obrazów. To świadomie pielęgnowana silva rerum – tradycyjna księga domowa, w której zapisano losy pokoleń. Wybrany tytuł łączy w sobie dwa światy:
Po pierwsze, stanowi hołd dla Dziadka – Leśnika, który zawodowo i z pasją strzegł lasów, a prywatnie stał się kustoszem rodzinnej historii. Po drugie, nawiązuje do najlepszych tradycji ziemiańskich i szlacheckich, gdzie dbałość o przekaz pokoleniowy była najwyższą wartością.
W tych kadrach – od profesjonalnych atelier dawnych rzemieślników, po prywatne chwile w cieniu dworów i literackiego świata Heleny Mniszek – zapisano obraz świata, który przeminął, ale dzięki tym pamiątkom wciąż pozostaje żywy.
Ku pamięci przodków, ku przestrodze i radości potomnych. ➡️
Przez lata powstało kilka autorskich stron internetowych. Na pierwszy rzut oka dotyczą różnych tematów, ale w rzeczywistości tworzą spójną całość – opowieść o fotografii, pamięci, miejscach i ludziach.
Fotografia Sudetów Zachodnich
Moje spojrzenie na Karkonosze, Góry Izerskie i Kotlinę Jeleniogórską. Krajobrazy, przyroda, wędrówki i świat widziany przez obiektyw aparatu.
https://sites.google.com/view/fotografia-sudety-zachodnie/
Helena Mniszek – literatura, historia i Kresy
Projekt poświęcony twórczości mojej prababci, a jednocześnie podróż przez świat dawnych Kresów, rodzinnych historii, przedwojennego kina i ludzi, których losy połączyły Wołyń, Podole, Zaleszczyki i Lwów.
https://sites.google.com/view/helena-mniszek/start
Historia Aesculapa
Miejsce szczególnie osobiste. Opowieść o szkole narciarskiej Aesculap i środowisku, które przez lata współtworzyłem. To fragment mojego życia zawodowego, fotograficznego i narciarskiego – świat, którego już nie ma, ale który pozostawił po sobie wiele wspomnień.
https://sites.google.com/view/historia-aesculapa
Wszystkie te strony są częścią mojego prywatnego „Lasu Rzeczy” – Silva Rerum. Każda opowiada o czymś innym, ale razem tworzą historię moich pasji: fotografii, gór, narciarstwa, rodzinnej pamięci, Kresów i ludzi, których ślady odnajduję w dokumentach, archiwach i starych fotografiach.
Moja strona od zawsze była opowieścią o Jeleniej Górze, otaczających ją górach, rowerowych wyprawach, światłach poranków i detalach codzienności. O patrzeniu. O próbie zatrzymania chwili. Z biegiem lat coraz częściej jednak łapię się na tym, że fotografując współczesne miasto, widzę coś więcej niż tylko to, co znajduje się przede mną. Widzę obrazy nakładające się na siebie – ślady ludzi, miejsc i światów, które już minęły.
Może właśnie dlatego dziś tak mocno przyciągają mnie dawne Kresy II Rzeczypospolitej – Wołyń, Podole, Huculszczyzna, dawne miasta i miasteczka rozsiane między Karpatami Wschodnimi a Dniestrem. To nie jest przypadkowa fascynacja. Przecież moje miasto po wojnie stało się domem ludzi przesiedlonych zza Buga, z tamtych gór, dolin i kresowych ulic. W pewnym sensie ich pamięć zamieszkała tutaj razem z nimi.
Dziś, będąc już na emeryturze, podróżuję inaczej niż dawniej. Możliwości fizycznych wypraw są bardziej ograniczone, ale pojawił się inny rodzaj wędrówki – podróż przez fotografie, stare filmy, dokumenty, wspomnienia i opowieści. Godzinami potrafię oglądać archiwalne materiały, dawne zdjęcia, przedwojenne przewodniki i kroniki filmowe. To właśnie tam odnajduję świat, którego nigdy nie mogłem dotknąć osobiście, a który mimo to stał mi się bliski.
Bo fotografia nie kończy się na robieniu zdjęć.
Fotografia to także umiejętność patrzenia. Zachwytu nad światłem, krajobrazem, twarzą człowieka, starą ulicą, cieniem na kamienicy. To wrażliwość na piękno – zarówno to współczesne, jak i zapisane w starych kadrach. Sam fotografuję od lat, ale równie mocno uwielbiam oglądać prace innych fotografów – tych dawnych i współczesnych – którzy podobnie próbowali zatrzymać swoje emocje, swoją chwilę i swój świat.
Kiedy oglądam przedwojenny film o dawnym Hirschbergu, widzę spokojne miasto pełne ludzi, którzy nie wiedzą jeszcze, że za chwilę wszystko się skończy. Te same place, te same ulice, które mijam dzisiaj. I nagle pojawia się dziwne uczucie – jakby współczesna Jelenia Góra nakładała się na dawny Hirschberg. Jakby obok mnie stali inni fotografowie, inni mieszkańcy, inni przechodnie.
A potem oglądam stary Lwów – pełen batiarskich piosenek, gwaru ulic, tramwajów, śmiechu i niezwykłego światła. I znowu mam wrażenie, że patrzę nie na historię, lecz na czyjeś prawdziwe życie zatrzymane tuż przed wielką zmianą.
To właśnie wtedy zaczynam rozumieć, że fotografia jest czymś więcej niż dokumentem.
To sposób łączenia światów.
Świata tych, którzy musieli odejść z jednych miast, i tych, którzy przybyli do innych. Świata dawnych mieszkańców Dolnego Śląska i ludzi przyjeżdżających tutaj z Kresów Wschodnich. Dwóch historii, dwóch tęsknot i dwóch pamięci, które po wojnie spotkały się właśnie tutaj.
Moi dziadkowie opowiadali o świecie wielobarwnym – o sąsiadach różnych narodowości, o codzienności, która nie była jeszcze podzielona przez późniejszą historię. Długo słuchałem tych opowieści. Potem zacząłem oglądać stare fotografie i filmy. Aż w końcu zrozumiałem, że te wspomnienia w jakimś sensie stały się również częścią mojego własnego patrzenia.
Dlatego na mojej stronie coraz częściej pojawiają się materiały „specjalne” – opowieści o dawnych Kresach, archiwalne filmy, stare fotografie, literackie opisy i dokumenty. Nie traktuję ich jako dodatku do fotografii. Dla mnie są jej naturalnym przedłużeniem.
Bo czym innym są choćby przedwojenne Zaleszczyki – legendarna polska Riwiera nad Dniestrem? Oglądając film z 1937 roku, widzę świat niemal egzotyczny: plaże nad szerokim Dniestrem, dojrzewające morele i brzoskwinie, eleganckie pensjonaty, ludzi przyjeżdżających słynną Luxtorpedą z Krakowa i Lwów. Widzę miejsce pełne słońca, życia i przedwojennego uroku. A jednocześnie mam świadomość, że ten świat został brutalnie przerwany.
Podobne uczucie towarzyszy mi, gdy zagłębiam się w opowieści o Huculszczyźnie. Czytając Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, niemal słyszę trembity niosące się po połoninach, widzę konie pędzące przez Czarnohorę i ludzi żyjących w rytmie gór, muzyki oraz dawnych obrzędów. To nie jest już tylko literatura czy etnografia. To gotowy obraz – pełen światła, kolorów, emocji i niezwykłej fotograficznej plastyki.
I może właśnie dlatego te dawne światy tak mocno mnie dziś przyciągają. Nie przez politykę. Nie przez nostalgię samą w sobie. Ale przez ludzi, krajobrazy, estetykę i emocje zapisane w obrazach. Przez tę niezwykłą mieszaninę piękna i przemijania.
Mam czasem wrażenie, że wszystkie te miejsca – Jelenia Góra, Lwów, Wołyń, Podole czy Huculszczyzna – łączy jedno wspólne spojrzenie. Spojrzenie ludzi próbujących zatrzymać swój świat choćby na chwilę: w fotografii, filmie, pieśni, opowieści albo pamięci.
A ja, fotografując współczesność i jednocześnie zanurzając się w stare obrazy, mam poczucie, że dopisuję do tej historii własną warstwę.
Może właśnie na tym polega fotografia.
Nie tylko na patrzeniu.
Ale na dostrzeganiu tego, co pomiędzy tym, co było, a tym, co pozostało.