Ze względu na leczenie kardiologiczne zalecono mi umiarkowaną aktywność. Odszedłem więc od intensywnych treningów slalomowych i letnich wypraw rowerowych, które wcześniej przygotowywały mnie do zawodów SITN oraz prowadzenia kursów kadrowych.
Musiałem zrezygnować także z dalekich wypraw rowerowych z sakwami i ambitnych górskich eskapad – dziś na stromych podjazdach prowadzę rower. Rok 2018 stał się początkiem nowego etapu: nie uczę już jazdy na nartach, a priorytetem stała się fotografia i działalność internetowa.
5 czerwca 2022 roku miałem poważny wypadek podczas spaceru rowerowego – skomplikowane złamanie kości ramiennej i stawu łokciowego. Ręka, mimo leczenia, nigdy nie wróci już do dawnej sprawności. Na szpitalnym łóżku, z tabletem na kolanach, pozostały wspomnienia rowerowo-narciarskie i długa rehabilitacja, a codziennością stały się spacery z psem i aparatem.
Z czasem pojawiło się nowe ożywienie. Wróciłem do jazdy terenowej – z radością, może nieco zbyt odważnie jak na mój stan zdrowia. Ale satysfakcja była ogromna. Pod wpływem chwili tak pisałem w mediach społecznościowych:
„Coś drgnęło, coś we mnie odżyło. Znowu jeżdżę przez las i pod górkę po wertepach. Co za radość. Znowu na fullu w terenie. Trochę może za odważnie i na przekór zaprzyjaźnionym chorobom i kontuzjom. Ale frajda niesamowita. Skończone 72 lata, skończony lekkoduch cieszy się „treningiem” jak dziecko. A jak się okazało ręka „wzmocniona” śrubkami i drucikami działa prawie jak należy…