Ze względu na leczenie kardiologiczne zalecono mi umiarkowaną aktywność. Odszedłem więc od intensywnych treningów slalomowych i letnich wypraw rowerowych, które wcześniej przygotowywały mnie do zawodów SITN oraz prowadzenia kursów kadrowych.
Michał Rażniewski urodził się 11 lipca 1953 r. we Wrocławiu. Jest narciarzem, fotoamatorem, entuzjastą turystyki rowerowej. W latach 1970 – 2014 uczestniczył i pracował w Szkole Narciarskiej i Sudeckim Klubie Sportowym Aesculap. Uczył w tej szkole jazdy na nartach i prowadził szkolenia kadry instruktorskiej. Kontynuował tradycje rodzinne w wychowaniu dzieci i młodzieży w duchu wartości, wychowaniu przez sport. Przez jego ręce przewinęło się wielu narciarzy, a od 1995 roku (wtedy zdobył stopień Instruktora Wykładowcy PZN) – wszyscy młodzi nauczyciele narciarstwa z jego szkoły. Do 1995 roku zajmował się trenowaniem zawodników. W latach 1995 – 2014 pełnił funkcję Kierownika Wyszkolenia SN i SKS AESCULAP, a jednocześnie prowadził serwis internetowy Aesculapa (2000 -2014). Obecnie przebywa na emeryturze i nie jeździ na nartach zjazdowych. Więcej
Musiałem zrezygnować także z dalekich wypraw rowerowych z sakwami i ambitnych górskich eskapad – dziś na stromych podjazdach prowadzę rower. Rok 2018 stał się początkiem nowego etapu: nie uczę już jazdy na nartach, a priorytetem stała się fotografia i działalność internetowa.
5 czerwca 2022 roku miałem poważny wypadek podczas spaceru rowerowego – skomplikowane złamanie kości ramiennej i stawu łokciowego. Ręka, mimo leczenia, nigdy nie wróci już do dawnej sprawności. Na szpitalnym łóżku, z tabletem na kolanach, pozostały wspomnienia rowerowo-narciarskie i długa rehabilitacja, a codziennością stały się spacery z psem i aparatem.
Z czasem pojawiło się nowe ożywienie. Wróciłem do jazdy terenowej – z radością, może nieco zbyt odważnie jak na mój stan zdrowia. Ale satysfakcja była ogromna. Pod wpływem chwili tak pisałem w mediach społecznościowych:
„Coś drgnęło, coś we mnie odżyło. Znowu jeżdżę przez las i pod górkę po wertepach. Co za radość. Znowu na fullu w terenie. Trochę może za odważnie i na przekór zaprzyjaźnionym chorobom i kontuzjom. Ale frajda niesamowita. Skończone 72 lata, skończony lekkoduch cieszy się „treningiem” jak dziecko. A jak się okazało ręka „wzmocniona” śrubkami i drucikami działa prawie jak należy…"
Myślę, że w 2026 roku można już to powiedzieć z pełnym przekonaniem - przez centrum Jeleniej Góry da się przejechać rowerem praktycznie bez kontaktu z ruchem samochodowym. Dzięki ścieżkom pieszo-rowerowym oraz drodze rowerowej wzdłuż Alei Wojska Polskiego jazda stała się naprawdę komfortowa i bezpieczna.
Sam bardzo często korzystam z tej możliwości. Moją ulubioną trasą jest przejazd z Zabobrza przez Garbaty Mostek, Osiedle Robotnicze, Podwale i dalej na Plac Ratuszowy. To najprostszy sposób, aby dotrzeć do Rynku, zwłaszcza gdy wybieram się na spacer z kamerą i filmowanie mojego miasta.
To jednocześnie świetny początek dłuższych wycieczek – choćby w stronę Perły Zachodu czy Cieplic. Jeśli jednak nie planuję dalszej wyprawy, skręcam z ulicy Długiej w Chrobrego, następnie przez Kasprowicza dojeżdżam do drogi rowerowej przy Alei Wojska Polskiego. Dalej ulicą Krakowską docieram do Alei Solidarności, skąd można wygodnie dojechać do ulicy Wincentego Pola. Powstała tam nowoczesna ścieżka pieszo-rowerowa prowadząca aż do Grabarowa, a stamtąd Aleją Jana Pawła II wracam na Zabobrze. To właśnie moje rowerowe rewiry. Uważam, że wciąż są niedoceniane, choć doskonale nadają się zarówno na wycieczki rowerowe, jak i spacery czy jazdę na rolkach.
Wracając z takiej pętli, warto zatrzymać się przy atrakcyjnym terenie rekreacyjnym u stóp Wzgórz Dziwiszowskich i Góry Szybowcowej w Górach Kaczawskich. Strefa wypoczynku, zrealizowana w ramach Jeleniogórskiego Budżetu Obywatelskiego, znajduje się przy Alei Jana Pawła II, tuż obok nowej Hali Modelarni Kolejkowo przy ulicy Legnickiej. Być może w przyszłości poświęcę temu miejscu osobny film.
Zapraszam Was na wspólną rowerową wędrówkę dookoła Jeleniej Góry. Film jest w 100% autorskim projektem. Ponieważ nie miałem pod ręką rowerzysty, który mógłby wystąpić przed kamerą, tę rolę powierzono... mnie samemu. To kolejny przykład mojego „autofilmowania” - ustawiałem kamerę na statywie, przejeżdżałem wyznaczony odcinek, wracałem po sprzęt i całą operację powtarzałem od nowa. Ile takich ujęć musiałem wykonać? O tym przekonacie się podczas oglądania filmu.
Czasem nie trzeba wyjeżdżać daleko, by odkryć miejsca, które z perspektywy rowerowego siodełka potrafią zaskoczyć na nowo. Zapraszam na wspólną przejażdżkę po Jeleniej Górze