Na mojej stronie prezentuję autorskie fotografie Jeleniej Góry z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. To obrazy analogowe, które wyraźnie różnią się od współczesnych fotografii cyfrowych. Mają własną estetykę, własny rytm i klimat — będący połączeniem nostalgii, ziarna, pięknej głębi, ale i pewnej „niedoskonałości”. Dla jednych to wada, dla innych ogromna zaleta. Dla mnie — wartość. Do dziś bardzo się z tych zdjęć cieszę, bo mają charakter, którego nie da się podrobić presetem.
Szczególnie pasjonowała mnie fotografia czarno-biała, wraz z całym procesem jej powstawania. Wywoływałem zdjęcia w łazience. To był czas cierpliwości, zapachu chemii i magii obrazu wyłaniającego się na papierze. Wiem, że do tego już nie wrócę. Nie planuję kolejnych prac w ciemni. Z tamtych lat pozostało mi jednak sporo negatywów oraz czarno-białych odbitek, a także kolorowych zdjęć wykonywanych na filmach oddawanych do fotolabu. Być może jeszcze przyjdzie moment, by je wyciągnąć z szuflady.
I są jeszcze stare aparaty… ale o nich osobno. Tymczasem zapraszam do obejrzenia czarno-białych prac z wczesnych lat mojej fotograficznej drogi, głównie z pogranicza pejzażu miejskiego. Jelenią Górę zacząłem fotografować już w latach osiemdziesiątych.
Od 2007 roku jestem wierny systemowi Sony Alfa. Przez lata używałem m.in. lustrzanek Sony A100, A200 oraz A550. Od 2018 roku pracuję na aparacie Sony SLT-A68, którym wykonuję zarówno zdjęcia, jak i filmy. Korzystam z obiektywów: DT 3,5–5,6/18–70, Minolta 3,5–4,5/35–105, Minolta AF 100–300 mm 1:4,5–5,6 oraz Tokina AT-X 11–16 mm f/2.8 PRO DX II.
Równolegle fotografuję i filmuję bezlusterkowcami Panasonic GX9 i GH3, używając obiektywów Lumix G Vario 14–45 mm F3.5–5.6 ASPH, Lumix G Vario 45–150 mm F4.0–5.6 ASPH oraz stałoogniskowego Lumix G 25 mm f/1.7 ASPH. Ostatnio do zestawu dołączyły trzy niedrogie, chińskie obiektywy stałoogniskowe systemu micro 4/3: 7artisans 12 mm f/2.8, 25 mm f/1.8 oraz 50 mm f/1.8. To był w pewnym sensie powrót do przeszłości.
Niekiedy wracam do fotografii analogowej. Korzystam z lustrzanki Minolta Dynax 800si, najczęściej ładując do niej filmy Ilford XP2 400/36 C-41. Z czasem odkryłem, że do bezlusterkowców można z powodzeniem adaptować niemal każdy stary obiektyw — wystarczy odpowiedni adapter. I wtedy historia naprawdę spotyka się z teraźniejszością.
Przez długi czas używałem także średnioformatowych aparatów analogowych oraz kamery na taśmę Super 8. W mojej kolekcji znajdują się m.in.:
Mieszkowa Ercona z obiektywem Zeiss Tessar 1:3,5 f=105 — niezwykle solidny aparat na błony filmowe 6×9 i 6×6, produkowany w latach 1949–1956 przez VEB Zeiss Ikon Dresden.
Seagull 4A — lustrzanka dwuobiektywowa wyprodukowana pod koniec lat sześćdziesiątych w Chinach (często uznawana za kopię Rolleiflexa), z obiektywem Haiou 31 1:3,5 f=75, format 6×6.
Radziecka kamera QUARZ 1×8S-2 oraz projektor Ruś.
W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych fotografowałem także aparatami: Zorkij 4, Praktica VLC, Praktica LTL 2, Praktica PLC 2, Fed 5s, Exa 1b, Lubitel 166, Pentacon SIX TL, Start 66, a już po 2000 roku — krótko Minoltą Dynax 5.
Po latach poszukiwań odkryłem to, czego naprawdę mi brakowało — możliwość ponownego używania legendarnych obiektywów Rokkor, z których korzystałem ponad 30 lat temu wraz z analogowymi Minoltami SR7 i SRT100. Na szczęście ich wtedy nie sprzedałem. Trzymałem je w szafie jak chomik zapasy na zimę. Dziś wiem, że to była dobra decyzja — współczesne obiektywy tej klasy kosztują majątek.
Manualne cudeńka wróciły do łask i robią świetne zdjęcia — trzeba tylko ustawić ostrość ręcznie. Testuję także stare radzieckie obiektywy: Jupiter 8, 9, 11, Industar 50 oraz Wołnę 9. Wszystkie te szkła, w erze bezlusterkowców, dostały nowe życie. Mocuję je do aparatów Panasonic za pomocą adapterów M39, M42 oraz Minolta MD na micro 4/3.
Szczególnie cenię Wołnę 9 oraz Jupitera 9 — ten ostatni, z piętnastolistkową przysłoną, oferuje niesamowity bokeh i doskonale nadaje się do portretów oraz detali wyodrębnianych z tła. Nic dziwnego, że bywa na Zachodzie określany mianem „taniego rarytasu”.
Na zakończenie chcę wrócić do jednego z najpiękniejszych doświadczeń fotograficznych ostatnich lat — pracy z chińską lustrzanką dwuobiektywową Seagull 4A podczas dwóch wyjazdów do Austrii: do Kaprun na lodowiec Kitzsteinhorn oraz na Wysokoalpejską Drogę Grossglockner.
Fotografowanie analogowym średnim formatem w takich plenerach to doświadczenie zupełnie inne niż szybka praca cyfrowa. Każda klatka ma wagę. Każde spojrzenie w matówkę uspokaja. Aparat wymusza skupienie, zwolnienie tempa, uważność. Krajobrazy Alp — potężne, czyste, niemal nierealne — idealnie współgrają z analogowym obrazem zapisanym na filmie. Podobnie jak pejzaże Kotliny Jeleniogórskiej, które od lat pozostają moim fotograficznym domem.
To właśnie w takich momentach czuję, że fotografia nie jest tylko zapisem obrazu, ale obcowaniem z materią, światłem i czasem. Z aparatami, z którymi naprawdę chciałoby się spać w jednym łóżku.
W uzupełnieniu – zdjęcia