W kilku książkach moich wspominam Wołyń, gdzie w dużym dworze, nad Słuczą pierwsze swe dziecinne spojrzenia rzucałam na tą prześliczną rzekę i gdzie potem podczas wakacji, w lesie wśród olbrzymich sosen lub na polanie wśród borów, zaczytywałam się w „Trylogii” i w nowelach Sienkiewicza egzaltując się i fantazjując na swoją rękę. ➡️
„Las rzeczy, w którym każde drzewo ma swoje korzenie w przeszłości, a każdy liść jest zapisanym wspomnieniem”.
Niniejszy zbiór fotografii nie jest jedynie galerią obrazów. To świadomie pielęgnowana silva rerum – tradycyjna księga domowa, w której zapisano losy pokoleń. Wybrany tytuł łączy w sobie dwa światy:
Po pierwsze, stanowi hołd dla Dziadka – Leśnika, który zawodowo i z pasją strzegł lasów, a prywatnie stał się kustoszem rodzinnej historii. Po drugie, nawiązuje do najlepszych tradycji ziemiańskich i szlacheckich, gdzie dbałość o przekaz pokoleniowy była najwyższą wartością.
W tych kadrach – od profesjonalnych atelier dawnych rzemieślników, po prywatne chwile w cieniu dworów i literackiego świata Heleny Mniszek – zapisano obraz świata, który przeminął, ale dzięki tym pamiątkom wciąż pozostaje żywy.
Ku pamięci przodków, ku przestrodze i radości potomnych. ➡️
Pamięć o Helenie → Marii → kolejnej Marii. Archiwum, które ujrzało światło dzienne. Stare zdjęcia z albumów poskanowane i przygotowane do publikacji w internecie – na mojej stronie. Połączyłem wspomnienia, fotografie, listy. Stworzyłem przestrzeń, w której dawny dwór, minione lata i pióro prababci znów nabierają barw. To nie tylko daty, ale emocje i nieznane dotąd fakty. Moja praca – filmy, fotografie, opowieści – jest przecież współczesną formą tego, co one robiły przez całe życie: ocalaniem świata od zapomnienia.. ➡️
Pamiętam ją od najwcześniejszych lat – nie jako autorkę „Trędowatej”, ale jako cichą sylwetkę pochyloną nad biurkiem, z lokami oświetlonymi lampą naftową. Jej pokój był dla nas – dzieci – czymś w rodzaju sanktuarium. Nie dlatego, że zabraniano tam wchodzić, lecz dlatego, że wszyscy wiedzieliśmy: tam powstają światy. ➡️
-Maria Ficka
Akwarela ukazuje młodą Helenę Mniszek, która siedzi w cieniu sędziwej sosny, gdzie szum rzeki miesza się z szelestem przewracanych kart. Czternastoletnia Helena, zatopiona w świecie sienkiewiczowskiej Trylogii, odnajduje w kurczyckich borach echa dawnej chwały i własne, rodzące się marzenia
Strona powstała z potrzeby uporządkowania archiwum. Oto kilka słów o mojej pracy i... erze sztucznej inteligencji, która niedawno przyszła...
Chciałbym zaprosić Was do obejrzenia wybranych zdjęć z albumów mojego dziadka, który miał wiele pasji. Między innymi uprawiał fotografię dokumentalną związaną z jego pracą. Robił zdjęcia myśliwym, uwieczniał robotników podczas żniw, flisaków spławiających drewno. Rejestrował z drobiazgową dokładnością wydarzenia życia rodzinnego i towarzyskiego. Albumy otrzymałem w spadku, są one pokryte patyną starości, mocno postrzępione, ale jednak z dobrze zachowanymi zdjęciami. Oglądałem je z uwagą jeszcze jako kilkuletni chłopiec. Obecnie fascynują mnie po prostu. Stanowią prawdziwą kopalnię wiedzy o dawnych przedwojennych czasach. Ukazują jak wyglądał wtedy świat. Z przeszłości wyłaniają się dwory i pałace. Powozy i saneczki mkną po leśnych drogach... Tak naprawdę emocje płynące z tych archiwalnych scen spowodowały moje zainteresowanie się fotografią. Później odkryłem świat internetu. W 2000 roku powstały moje pierwsze strony – „Wędrówki z aparatem w plecaku” oraz „Aesculap i Łysa Góra”. Uczyłem się wszystkiego sam, od składni HTML po zasady projektowania. Przez lata prowadziłem oficjalny serwis Aesculapa, a potem także bloga i strony na WordPressie. Internet stał się przestrzenią, w której mogłem ocalać kawałki historii i dzielić się pasją fotograficzną.
Przez całe życie byłem przede wszystkim instruktorem narciarstwa, a nie publicystą, redaktorem czy pisarzem z dyplomem. Pisanie zawsze było dla mnie narzędziem, a nie zawodem - sposobem opisywania pracy, ludzi, wydarzeń, prowadzenia dokumentacji kursów, korespondencji, sprawozdań oraz treści na stronę internetową. Tworzyłem różne teksty związane z działalnością SN i SKS AESCULAP – tak, jak potrafiłem, najlepiej jak umiałem. Nie ukrywam: nie było to pisanie „profesjonalne” w sensie redakcyjnym. Brakowało mi warsztatu, wiedzy edytorskiej, a także czasu - bo moim zawodem było prowadzenie szkoleń narciarskich, a nie siedzenie przy klawiaturze. I wtedy… przyszła era sztucznej inteligencji. Nagle okazało się, że mam do dyspozycji redaktora, korektora i językowego porządkowego w jednym. Narzędzie, które sprawia, że moje teksty od razu zyskują na przejrzystości, stylistyce i czytelności. To dokładnie ta pomoc, której przez lata mi brakowało - i na którą wcześniej zwyczajnie nie było mnie stać. Żeby było jasne i uczciwie wobec czytelników: 👉 AI jest dziś moim redaktorem. Forma jest wspomagana nowoczesną technologią. Oczywiście korzystam z możliwości jakie daje AI w sferze obróbki fotografii. Niektóre (powtarzam - niektóre) zdjęcia poprawiam czy koloryzuję za pomocą sztucznej inteligencji. Jednak żaden program, żadna AI nie zastąpi dobrych fotografii. One i tak w wersiji oryginalej mówią więcej niż tysiące słów. A tym bardziej w przypadku starych fotografii to właśnie ta oryginalna, lekko wyblakła sepia niesie ze sobą najwięcej emocji i autentycznego "ducha" epoki. Koloryzacja to ciekawy eksperyment, ale oryginał to żywy świadek historii, którego nic nie zastąpi. Moja strona i rodzinne zdjęcia z albumów mojego dziadka są tego żywym przykładem. A więc - zapraszam do oglądania analogowych galerii a także bogatej kolekcji grafik tworzonych przy pomocy AI. Na pierwszy ogień idzie ulubiony portret przedstawiający moją prababcię Helenę Mniszek z córkami (ta po prawej to Maria Ficka z domu Chyżyńska - moja babcia)... A dalej? Po prostu zobaczcie wszystko - Korzenie... Kurczyce... Sabnie... Rogale... Kuchary... Rekonstrukcje... Krajobrazy... Wspomnienia...
Michał Rażniewski
Na podstawie zdjęć Jana Fickiego - mojego dziadka
Mój dziadek, leśnik z zawodu i fotograf z zamiłowania, pozostawił po sobie bezcenny skarb – czarno-białe Archiwum Pamięci Rodowej. Ale to Archiwum, choć pełne prawdy, jest też pełne cieni. Ta galeria akwarel jest moją próbą – artystyczną wizją – tchnięcia życia w te cienie, przywrócenia im kolorów, których nie mogły utrwalić dawne klisze.
To moja osobista podróż w czasie, piękny sen o dawnych dniach mojej rodziny. Sen, w którym wszystko jest jasne, żywe i barwne. Ale nie jest to tylko fantazja. W tych malarsko-fotograficznych opowieściach zawarta jest prawda o ludziach, o ich otoczeniu, o krajobrazie, który ich ukształtował. Oni, tak jak my wszyscy, mieli swoje radości i smutki, swoje codzienne problemy. Chcieli ładnie wyglądać na zdjęciach, chcieli być zapamiętani.
I właśnie tak – pięknie, świetliście, z pociechą – chciałem ich przedstawić. To moje namalowane wspomnienie, powrót do świata, za którym tęsknię, do tej bezpiecznej, rodzinnej przestrzeni, która teraz, kiedy sam jestem stary, wraca do mnie z taką siłą.
Wracam w tych pracach do klimatu dworków, do spokoju polskiej wsi, do rozległych pejzaży, zielonych pól i gęstych lasów. Wracam do gospodarstwa i majątku, którym zarządzała moja prababcia Helena wraz ze swoimi mężami.
Szczególnym sentymentem i ciekawością darzę te czasy najodleglejsze, tak odległe, że wydają się prawie nierzeczywiste. A przecież były! To okres dzieciństwa Heleny Mniszek, która urodziła się nad Słuczą, pośród sosnowych borów Wołynia. Chadzała nad rzeką i jako mała dziewczynka czytała Trylogię Sienkiewicza...
Ta kolorowa wizja nie zastępuje fotograficznego zapisu dziadka – ona go dopełnia. To moje marzenie, mój sen o czasach minionych, które trwają w pamięci. Są nie do zatarcia. Wręcz przeciwnie – stają się coraz wyraźniejsze.
Michał Rażniewski