Główna galeria, którą Państwu udostępniam, to dla mnie coś znacznie więcej niż zbiór archiwalnych fotografii. To ocalały fragment świata, na który patrzę dzisiaj oczami mojego dziadka, Jana Fickiego. To on, z właściwą sobie precyzją i wrażliwością, stał się kronikarzem losów naszej rodziny.
Z zawodu mój dziadek był leśnikiem. Ta codzienna praca w bliskości z naturą, doglądanie kniei i wyczulenie na światło, ukształtowały w nim niezwykły dar obserwacji. Jan Ficki nie tylko dokumentował rzeczywistość – on ją uwieczniał. Jako mąż Marii, córki Heleny Mniszek, stał się naturalnym łącznikiem między surowym światem lasów a kulturalnym życiem ziemiańskich dworów.
W moich rodzinnych zbiorach przechowuję stare, pożółkłe albumy, które mimo upływu dziesięcioleci zachowały zdumiewającą jakość i ostrość. To w nich dziadek Jan zapisał rytm lat międzywojennych. Fotografował życie, które toczyło się w Bronnej Górze, gdzie na co dzień doglądał lasów, ale bywał też częstym gościem w dworze w Kucharach.
Na jego zdjęciach widzę prababcię - pisarkę i jednocześnie gospodynię, matkę - kobietę twardo stąpającą po ziemi. Jan Ficki portretował rodzinę z taką samą uważnością, z jaką patrzył na las – z szacunkiem do prawdy i głębokim zrozumieniem cyklu życia, który nas wszystkich spaja.
To, co Państwo tu widzą, to moja odziedziczona Silva Rerum – domowa księga pamięci, którą przekazali mi dziadkowie. Te zdjęcia to „światło rzucone na historię”, pozwalające nam dziś zajrzeć do pokoi i ogrodów, które dawno przestały istnieć na mapach, ale dzięki pasji jednego człowieka ocalały na papierowych odbitkach.
Zapraszam Państwa do wspólnego przeglądania tych albumów. Niech oko leśnika i serce mojego dziadka poprowadzą Was ścieżkami, które dla naszej rodziny wciąż pozostają żywe.
Praca dziadka, zdjęcia myśliwych, robotnicy podczas żniw, flisacy spławiający drewno. Wydarzenia życia rodzinnego i towarzyskiego. Z przeszłości wyłaniają się dwory i pałace. Powozy i saneczki mkną po leśnych drogach...
Mój dziadek rejestrował z drobiazgową dokładnością wydarzenia życia rodzinnego i towarzyskiego. Możemy tu zobaczyć: Marię (Rysię) Ficką (z domu Chyżyńską), samego Jana Fickiego oraz moją prabababcię Helenę Mniszek. Zbiór zawiera także świetne portrety pisarki i wspólne z córkami (Rysią, Inką, Hanią i Irką) wykonane przez ówczesnych rzemieślników
Poleskie ścieżki Heleny Mniszek. Powroty do kresowych puszcz i wód
Kresowe krajobrazy towarzyszyły Helenie Mniszek od najmłodszych lat. Urodzona w Kurczycach na Wołyniu, z sentymentem wspominała dzieciństwo i liczne podróże po Ukrainie, w które zabierał ją ojciec. Choć losy i drugie małżeństwo z Antonim Radomyskim wiodły ją przez Rogale na Podlasiu aż do Kuchar koło Drobina na Mazowszu, Kresy nigdy nie przestały tętnić w jej sercu.
Nowy rozdział tych sentymentalnych powrotów otworzyło małżeństwo jej córki Marii – nazywanej przez wszystkich czule Rysią – z Janem Fickim. Dziadek Jan pełnił funkcję leśnika w malowniczych lasach w okolicach Bronnej Góry nieopodal Berezy Kartuskiej. Kuchary stały się dla prababci nie tylko ukochaną przystanią twórczą, ale i doskonałą bazą wypadową na Polesie. To stamtąd regularnie wyruszała w podróż na wschód, by znów zanurzyć się w ciszy kresowych puszcz, odetchnąć zapachami poleskich łąk i podziwiać bezkres piaszczystych brzegów oraz wód tutejszego Jeziora Białego.
Nazwa i położenie: Jezioro Białe (biał. Белае возера) leży w dzisiejszym rejonie bereskim na Białorusi, tuż obok miejscowości Białooziersk.
Sąsiedztwo z Bronną Górą: Zbiornik znajduje się zaledwie około 10–12 km na południowy wschód od stacji i kompleksu leśnego Bronnej Góry. W okresie międzywojennym tereny te stanowiły jeden obszar leśny pod zarządem Lasów Państwowych, w którym pracował dziadek Jan Ficki.
Fotografia 1: Helena Mniszek w buduarze w Kucharach
Kameralny kadr z wnętrza dworu w Kucharach. Helena Mniszek siedzi przy klasycznym biurku w swoim buduarze, zatopiona w lekturze lub pisywaniu korespondencji. Elegancka suknia w odcieniach głębokiego bordostwa i szmaragdowej zieleni doskonale współgra z historycznym wystrojem pokoju. Wokół niej roztacza się bogactwo domowej flory — od bujnych paproci i palmy po wazony pełne świeżych kwiatów. W tle widać rodzinne portrety i drobiazgi układające się w intymną opowieść o codziennym życiu w Kucharach.
Fotografia 2: Wycieczka na Polesiu – na łodzi nad Jeziorem Białym
Autentyczna fotografia dokumentująca wyprawę nad poleskie wody. Na pierwszym planie, na drewnianej łodzi przy piaszczystym brzegu, siedzą uczestnicy wyprawy: po lewej stronie, w jasnym płaszczu i kapeluszu, zasiada moja prababcia Helena Mniszek. Pierwszy z prawej strony to mój dziadek Jan Ficki – leśnik i gospodarz tych ziem, z bronią myśliwską opartą o ramię. Obok niego siedzi jego żona, moja babcia Rysia. Pomiędzy nimi siedzi towarzysz wyprawy, a na brzegu zgromadzili się lokalni przewodnicy, gajowi oraz ustrzelone dzikie kaczki. Całość wieńczy ściana poleskiego lasu i toń Jeziora Białego.
Kiedy piaszczysty, pstrzony cieniem sosnowych gałęzi gościniec wiedzie mnie ostatecznie w głąb poleskiej kniei, serce moje uderza żywszym, młodzieńczym tętnem. To znów te same Kresy, które od zarania dzieciństwa wrosły w moją duszę – dzikie, tajemnicze, pachnące żywicą i wilgotnym mchem. Z moich ukochanych Kuchar pod Drobinem drogi wiodą w różne strony świata, ale żadna nie ma w sobie tylu czarów, co ta prowadząca na wschód, ku mojej Rysi i jej mężowi Janowi, gospodarzowi tutejszych puszcz.
Boru poleskiego nie da się porównać z żadnym innym. W połowie lata przyroda na obrzeżach Bronnej Góry nie tyle żyje, ile pije łapczywie słońce i żyzność z mrocznych, wilgotnych łon ziemi. Trawy pną się ku niebu w jakimś niewstrzymanym szale, łany paproci tworzą zielone oceaniczne roztocza, w których człowiek kryje się jak w borze dziewiczym. W powietrzu wisi oddech gorący, gęsty od zapachu żywicy, igłowia i spiekoty dnia. Czuć niemal bulgotanie soczystych sokiów w łodygach, czuć ten cichy, potężny puls ziemi, która w bezkresnej szczodrości wyrzuca z siebie zwoje ziół, purpurę poziomkowych kropel i aksamitne mchy.
A cóż powiedzieć o wodach poleskich? Nad Jeziorem Białym czas traci swoją ziemską miarę. Kiedy Jan i Rysia usadzili mnie na prostej, wyciosanej z jednego pnia łodzi, zwanej tu pytką, poczułam, jak gładka tafla wody wciąga mię w mistyczny zachwyt. Jezioro śpi spowite w pasma seledynu i różu zachodzącego słońca, które krwawą ścianą kładzie się na ścianie dalekiego lasu. Cisza tu jest tak głęboka, że słychać tylko miarowe Pluski wiosła i odległy krzyk dzikiego ptactwa, zrywającego się z sitowia.
Oto Jan, z bronią opartą o ramię, czujnym wzrokiem leśnika przebija mroki gęstwiny, spoglądając na podległe mu królestwo. Obok moja Rysia – promieniejąca, spokojna, wpasowana w ten surowy, a przecież tak piękny krajobraz. Chwile te, zatrzymane w mgnieniu oka, są dla mnie jak najcenniejszy balsam.
Wracam do moich Kuchar pełna tego poleskiego szału kwitnienia, zabierając w duszy szum starych puszcz, opowieści leśne i ten nieuchwytny, wieczorny czar Jeziora Białego, który potem na zawsze osiada na kartach moich książek.
🔴 Uwaga! Niektóre zdjęcia z albumów dziadka są kolorowane przez AI (HDR), skanowanie z oryginalnych odbitek © Michał Rażniewski
Od Redakcji / Słowo ode mnie
Powyższe wspomnienie jest stylizacją literacką przygotowaną na potrzeby mojej strony „Silva Rerum”. Powstało na podstawie autentycznych fragmentów prozy Heleny Mniszek - m.in. jej opisów przyrody z powieści Gehenna - a także archiwalnych fotografii i historycznych faktów związanych z dziejami naszej rodziny.
Inspiracją była rodzinna pamięć o podróżach Heleny Mniszek z Kuchar na Mazowszu do córki Marii i zięcia Jana Fickiego, leśnika pracującego w rejonie Bronnej Góry i Jeziora Białego na Polesiu.
Nie jest to więc odnaleziony pamiętnik ani dosłowny zapis wydarzeń, lecz moja literacka rekonstrukcja atmosfery tych miejsc i rodzinnych wspomnień, w której autentyczne źródła splatają się z wyobraźnią i stylem epoki.
Archiwum Pamięci Rodowej
„Las rzeczy, w którym każde drzewo ma swoje korzenie w przeszłości, a każdy liść jest zapisanym wspomnieniem”.
Niniejszy zbiór fotografii nie jest jedynie galerią obrazów. To świadomie pielęgnowana silva rerum – tradycyjna księga domowa, w której zapisano losy pokoleń. Wybrany tytuł łączy w sobie dwa światy:
Po pierwsze, stanowi hołd dla Dziadka – Leśnika, który zawodowo i z pasją strzegł lasów, a prywatnie stał się kustoszem rodzinnej historii. Po drugie, nawiązuje do najlepszych tradycji ziemiańskich i szlacheckich, gdzie dbałość o przekaz pokoleniowy była najwyższą wartością.
W tych kadrach – od profesjonalnych atelier dawnych rzemieślników, po prywatne chwile w cieniu dworów i literackiego świata Heleny Mniszek – zapisano obraz świata, który przeminął, ale dzięki tym pamiątkom wciąż pozostaje żywy.
Ku pamięci przodków, ku przestrodze i radości potomnych.
Dziadek często fotografował las – swoje miejsce pracy. Jego pasją była również fotografia rodzinna. Uwieczniał kolejne etapy życia swoich dzieci. Pamiętam, jak potrafiłem siedzieć godzinami nad starymi, postrzępionymi już albumami i oglądać pożółkłe fotografie, niektóre w pięknej sepii. Spora część wśród nich to stykówki 6×9. Na wyobraźnię działały obrazy polowań, dworków, starych powozów. Z przedwojennej przeszłości wyłaniały się sylwetki otulonych w futra myśliwych nad szeregiem upolowanych wilków i dzików. Myślę, że te obrazy i emocje długo przechowywane w pamięci, miały wpływ na moje zainteresowanie się fotografią.
Pamięć o Helenie → Marii → kolejnej Marii. Archiwum, które ujrzało światło dzienne. Stare zdjęcia z albumów poskanowane i przygotowane do publikacji w internecie – na mojej stronie. Połączyłem wspomnienia, fotografie, listy. Stworzyłem przestrzeń, w której dawny dwór, minione lata i pióro prababci znów nabierają barw. To nie tylko daty, ale emocje i nieznane dotąd fakty. Moja praca – filmy, fotografie, opowieści – jest przecież współczesną formą tego, co one robiły przez całe życie: ocalaniem świata od zapomnienia.