(powieść o ziemi utraconej)
Moja strona od zawsze była opowieścią o Jeleniej Górze, otaczających ją górach, rowerowych wyprawach, światłach poranków i detalach codzienności. O patrzeniu. O próbie zatrzymania chwili. Z biegiem lat coraz częściej jednak łapię się na tym, że fotografując współczesne miasto, widzę coś więcej niż tylko to, co znajduje się przede mną. Widzę obrazy nakładające się na siebie – ślady ludzi, miejsc i światów, które już minęły. Może właśnie dlatego dziś tak mocno przyciągają mnie dawne Kresy II Rzeczypospolitej – Wołyń, Podole, Huculszczyzna, dawne miasta i miasteczka rozsiane między Karpatami Wschodnimi a Dniestrem. To nie jest przypadkowa fascynacja. Przecież moje miasto po wojnie stało się domem ludzi przesiedlonych zza Buga, z tamtych gór, dolin i kresowych ulic. W pewnym sensie ich pamięć zamieszkała tutaj razem z nimi. Dziś, będąc już na emeryturze, podróżuję inaczej niż dawniej. Możliwości fizycznych wypraw są bardziej ograniczone, ale pojawił się inny rodzaj wędrówki – podróż przez fotografie, stare filmy, dokumenty, wspomnienia i opowieści. Godzinami potrafię oglądać archiwalne materiały, dawne zdjęcia, przedwojenne przewodniki i kroniki filmowe. To właśnie tam odnajduję świat, którego nigdy nie mogłem dotknąć osobiście, a który mimo to stał mi się bliski. Bo fotografia nie kończy się na robieniu zdjęć.
Fotografia to także umiejętność patrzenia. Zachwytu nad światłem, krajobrazem, twarzą człowieka, starą ulicą, cieniem na kamienicy. To wrażliwość na piękno – zarówno to współczesne, jak i zapisane w starych kadrach. Sam fotografuję od lat, ale równie mocno uwielbiam oglądać prace innych fotografów – tych dawnych i współczesnych – którzy podobnie próbowali zatrzymać swoje emocje, swoją chwilę i swój świat. Kiedy oglądam przedwojenny film o dawnym Hirschbergu, widzę spokojne miasto pełne ludzi, którzy nie wiedzą jeszcze, że za chwilę wszystko się skończy. Te same place, te same ulice, które mijam dzisiaj. I nagle pojawia się dziwne uczucie – jakby współczesna Jelenia Góra nakładała się na dawny Hirschberg. Jakby obok mnie stali inni fotografowie, inni mieszkańcy, inni przechodnie.
A potem oglądam stary Lwów – pełen batiarskich piosenek, gwaru ulic, tramwajów, śmiechu i niezwykłego światła. I znowu mam wrażenie, że patrzę nie na historię, lecz na czyjeś prawdziwe życie zatrzymane tuż przed wielką zmianą. To właśnie wtedy zaczynam rozumieć, że fotografia jest czymś więcej niż dokumentem. To sposób łączenia światów. Świata tych, którzy musieli odejść z jednych miast, i tych, którzy przybyli do innych. Świata dawnych mieszkańców Dolnego Śląska i ludzi przyjeżdżających tutaj z Kresów Wschodnich. Dwóch historii, dwóch tęsknot i dwóch pamięci, które po wojnie spotkały się właśnie tutaj.
Moi dziadkowie opowiadali o świecie wielobarwnym – o sąsiadach różnych narodowości, o codzienności, która nie była jeszcze podzielona przez późniejszą historię. Długo słuchałem tych opowieści. Potem zacząłem oglądać stare fotografie i filmy. Aż w końcu zrozumiałem, że te wspomnienia w jakimś sensie stały się również częścią mojego własnego patrzenia. Dlatego na mojej stronie coraz częściej pojawiają się materiały „specjalne” – opowieści o dawnych Kresach, archiwalne filmy, stare fotografie, literackie opisy i dokumenty. Nie traktuję ich jako dodatku do fotografii. Dla mnie są jej naturalnym przedłużeniem. Bo czym innym są choćby przedwojenne Zaleszczyki – legendarna polska Riwiera nad Dniestrem? Oglądając film z 1937 roku, widzę świat niemal egzotyczny: plaże nad szerokim Dniestrem, dojrzewające morele i brzoskwinie, eleganckie pensjonaty, ludzi przyjeżdżających słynną Luxtorpedą z Krakowa i Lwów. Widzę miejsce pełne słońca, życia i przedwojennego uroku. A jednocześnie mam świadomość, że ten świat został brutalnie przerwany.
Podobne uczucie towarzyszy mi, gdy zagłębiam się w opowieści o Huculszczyźnie. Czytając Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, niemal słyszę trembity niosące się po połoninach, widzę konie pędzące przez Czarnohorę i ludzi żyjących w rytmie gór, muzyki oraz dawnych obrzędów. To nie jest już tylko literatura czy etnografia. To gotowy obraz – pełen światła, kolorów, emocji i niezwykłej fotograficznej plastyki. I może właśnie dlatego te dawne światy tak mocno mnie dziś przyciągają. Nie przez politykę. Nie przez nostalgię samą w sobie. Ale przez ludzi, krajobrazy, estetykę i emocje zapisane w obrazach. Przez tę niezwykłą mieszaninę piękna i przemijania. Mam czasem wrażenie, że wszystkie te miejsca – Jelenia Góra, Lwów, Wołyń, Podole czy Huculszczyzna – łączy jedno wspólne spojrzenie. Spojrzenie ludzi próbujących zatrzymać swój świat choćby na chwilę: w fotografii, filmie, pieśni, opowieści albo pamięci. A ja, fotografując współczesność i jednocześnie zanurzając się w stare obrazy, mam poczucie, że dopisuję do tej historii własną warstwę. Może właśnie na tym polega fotografia. Nie tylko na patrzeniu. Ale na dostrzeganiu tego, co pomiędzy tym, co było, a tym, co pozostało.
Grafika tytułowa „Kresy – Poleskie ścieżki” służy jako podsumowanie i zapowiedź historycznej galerii poświęconej dawnemu Polesiu. Łączy w sobie dokumentalne portrety rodzinne z archiwalnymi kadrami ukazującymi unikalny krajobraz, tradycje i codzienność tego regionu.
Odkrywanie rodzinnej historii bywa jak składanie mozaiki z podblakłych fotografii, zapisków i wspomnień. W najnowszym wpisie oraz galerii na stronie zabieram Was w podróż na dawne Polesie — krainę bezkresnych lasów, rozlewisk i ludzi, których losy splotły się z tą wyjątkową ziemią.
Ta wyjątkowa grafika tytułowa to nie tylko zapowiedź, ale i podsumowanie wizualne całej kolekcji archiwalnych kadrów, które udało mi się opracować i cyfrowo przywrócić do życia:
Śladami dziadków — W sercu kompozycji, na tle dawnej mapy Rzeczypospolitej, wyłaniają się portrety moich dziadków: babci Rysi oraz dziadka Jana Fickiego, leśnika i gospodarza tych terenów.
Życie na poleskim szlaku — Górna fotografia przedstawia przejazd tzw. linijką przez zręb leśny. Potężny koń z drewnianą dugą prowadzi wóz po błotnistej drodze pośród ogromnych stosów ściętego drewna — to autentyczny obraz codziennych trudów i uroków pracy w poleskich borach.
Twarz Polesia — Wielopokoleniowa fotografia Poleszuków uchwycona przy wiejskiej zagrodzie pokazuje autentyczny duch i folk lokalnej społeczności.
Spław drewna na rozlewiskach — Dolny kadru ukazuje flisaków pracujących na rzeczne tratwach i pomostach, przypominając o kluczowej roli spławu drewna na dawnych Kresach.
Wyprawa nad Jezioro Białe — Wyjątkowa fotografia dokumentalna z wyprawy nad poleskie wody, na której przy piaszczystym brzegu w łodzi zasiadają uczestnicy: moja prababcia Helena Mniszek, dziadek Jan z bronią myśliwską, babcia Rysia oraz towarzysze wyprawy w otoczeniu lokalnych gajowych.
Zapraszam do oglądania całej galerii i wspólnego odkrywania dawnych "Poleskich ścieżek"!
Kresowe krajobrazy towarzyszyły Helenie Mniszek od najmłodszych lat. Urodzona w Kurczycach na Wołyniu, z sentymentem wspominała dzieciństwo i liczne podróże po Ukrainie, w które zabierał ją ojciec. Choć losy i drugie małżeństwo z Antonim Radomyskim wiodły ją przez Rogale na Podlasiu aż do Kuchar koło Drobina na Mazowszu, Kresy nigdy nie przestały tętnić w jej sercu. Nowy rozdział tych sentymentalnych powrotów otworzyło małżeństwo jej córki Marii – nazywanej przez wszystkich czule Rysią – z Janem Fickim.
Czytając rozmaite relacje i opracowania tworzone przez współczesnych ukraińskich pasjonatów historii i popularyzatorów internetowych, trudno nie zauważyć pewnego powtarzalnego schematu. Na pierwszy rzut oka są to niegroźne, ciekawe relacje z podróży, posty w mediach społecznościowych czy krótkie materiały wideo. Dopiero gdy przyjrzeć się im bliżej, wyłania się przemyślana – choć często podświadoma – logika budowania nowej narracji tożsamościowej.
Do budowy grafiki użyłem wyobraźni - łącznie z AI oraz moich autorskich zdjęć z zegarem, Śnieżnymi Kotłami, z ratuszem, grafiką Drogowskaz. A także: 1. Zaleszczyki - Łódź motorowa na Dniestrze. Fot. Maurycy Bäumer (kolor AI) / Źródło: Biblioteka Narodowa, polona pl . 2. Zaleszczyli - Ratusz (kolor - AI) / Źródło: Archiwum fotograficzne Henryka Poddębskiego / Narodowe Archiwum Cyfrowe / Domena Publiczna
Przenieś się do legendarnego kurortu. Właśnie ukończyłem pracę nad nową stroną poświęconą niezwykłemu miejscu, które kiedyś było synonimem polskiego bieguna ciepła, zapachu dojrzałych moreli i niesamowitych krajobrazów. Zapraszam Was w podróż do Zaleszczyk! Zaleszczyki – malowniczo położone w zakolu Dniestru – przed wojną przyciągały tłumy spragnionych słońca i egzotyki. Jak zapisały się w historii i na starych kadrach?
Z biegiem lat coraz częściej łapię się na tym, że fotografując Jelenią Górę, widzę nie tylko to, co przede mną. Widzę też to, czego tu już nie ma. I to, czego tu kiedyś nie było. To dziwne uczucie – jakby obraz nakładał się na obraz.
Bo przecież zanim to miasto stało się „moje”, było czyjeś inne. Ktoś inny chodził tymi ulicami, patrzył na te same kamienice, zatrzymywał się w tych samych miejscach.
Jako fotograf i dokumentalista patrzę na historię przez pryzmat obrazu. Obraz nie kłamie, ale potrafi rzucić na kolana swoim wewnętrznym pęknięciem. Niedawno obejrzałem jeden po drugim dwa unikalne materiały filmowe z Zaleszczyk. Pierwszy to przedwojenny reportaż Polskiej Agencji Telegraficznej z 1937 roku, dokumentujący słynne Święto Winobrania. Drugi – niemiecka kronika z 1941 roku, pokazująca lokalne dożynki pod okupacją hitlerowską.
W historii polskiej literatury podróżniczej i reportażu niewiele jest dzieł, które potrafią tak mocno chwycić za serce i przenieść czytelnika w inny wymiar, jak wydana w 1936 roku monografia „Huculszczyzna: Gorgany i Czarnohora” autorstwa podróżnika, pisarza i profesora Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego. To nie jest suchy zapis etnograficzny; to płomienny, poetycki i pełen głębokiego podziwu poemat prozą, dedykowany krainie i ludziom, którzy ze swojej wolności uczynili najwyższą religię.
Są autorzy, których książki się czyta. Są też tacy, których można słuchać godzinami. Dla mnie do tej drugiej grupy bez wątpienia należy profesor Sławomir Nicieja – historyk, pisarz i znakomity gawędziarz, który od lat przybliża losy dawnych Kresów Rzeczypospolitej oraz ludzi tworzących ich niezwykłą historię. Podczas wielu godzin spędzonych na oglądaniu jego wykładów, rozmów i wywiadów przekonałem się, że warto zgromadzić je w jednym miejscu.
Kronikarz „polskiej Riwiery” nad Dniestrem. Są miejsca, które żyją nie tylko w krajobrazie, ale również w pamięci obrazów. Zaleszczyki – przedwojenny kurort nad Dniestrem – należały właśnie do takich przestrzeni. Nazywane „polską Riwierą”, przyciągały letników, artystów i fotografów, którzy próbowali zatrzymać ich wyjątkowe światło. Jednym z nich był Maurycy Bäumer – fotograf, którego pocztówki i zdjęcia do dziś budują wizualny obraz tego miejsca.
Czytając rozmaite relacje i opracowania tworzone przez współczesnych ukraińskich pasjonatów historii i popularyzatorów internetowych, trudno nie zauważyć pewnego powtarzalnego schematu. Na pierwszy rzut oka są to niegroźne, ciekawe relacje z podróży, posty w mediach społecznościowych czy krótkie materiały wideo. Dopiero gdy przyjrzeć się im bliżej, wyłania się przemyślana – choć często podświadoma – logika budowania nowej narracji tożsamościowej.
O wymazywaniu dawnych Zaleszczyk, znikających Hucułach i granicach cyfrowego dialogu
Kiedy pracuję nad moją stroną, kiedy wyszukuję w internetowych archiwach zapisanych cyfrowo fotografii Kresów, kiedy przywracam widokówkom kolory za pomocą AI – to przede wszystkim zachwycam się kunsztem, z jakim były zrobione przed ponad 80 laty... Patrzę na nie oczami fotografa współczesnego i miłośnika historii. No i... widzę unikalny ekosystem, w którym polski kapitał i niezwykły krajobraz tworzyły przedwojenną „Polską Riwierę” oraz perłę Karpat. Zawsze wierzyłem, że fotografia i rzetelna historia są uniwersalnym językiem. Pomyślałem: skoro współcześni mieszkańcy Podola próbują dziś wracać do tradycji winiarskich, a pasjonaci Karpat tworzą grupy poświęcone Huculszczyźnie, pokazywanie archiwalnych, bogatych materiałów będzie naturalnym pomostem. Rzeczywistość internetowa brutalnie te złudzenia zweryfikowała.
Kresy - start | Poleskie ścieżki |Świat nigdy nie był czarno-biały| Zaleszczyki | Jelenia Góra i Lwów | Dwa filmy, dwa światy | Huculszczyzna | Na Kresy z Nicieją | Ludobójstwo na Wołyniu | Luxtorpeda | Maurycy Bäumer / fotograf zaleszczyckiego raju | Ukraińcy budują mit / Komentarz autora | Znikające Zaleszczyki - to jednak boli