Gdy grzmi ów potężny Zygmunt, prawie zawsze, w chwilach większych nabożeństw, towarzyszą mu wszystkie dzwony krakowskie. Pięknie śpiéwa nasz mazowiecki lirnik o tém, jak dzwon ten lano, co za pamiątki chwały narodowéj weń rzucano i jak go w górę ciągnięto...
Stanisław Tondos (1854–1917), autor akwareli przedstawiającej Dzwon Zygmunta na Wawelu. Reprodukcja na pocztówce, wydanej w Krakowie przez Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich, ok. 1923. Źródło: Biblioteka Narodowa, domena publiczna.
Gdy grzmi ów potężny Zygmunt, prawie zawsze, w chwilach większych nabożeństw, towarzyszą mu wszystkie dzwony krakowskie. Pięknie śpiéwa nasz mazowiecki lirnik o tém, jak dzwon ten lano, co za pamiątki chwały narodowéj weń rzucano i jak go w górę ciągnięto:
I owoć dzwonu forma nowa,
A w nią gisery bronzy leją.
Więc każdy k’większéj chwale bożéj
Do onéj pracy się przyłoży,
Gdy król te godne słowa rzecze:
We dzwonie tym niech wiek mój gada! —
I pancerz srébrny z piersi zwlecze,
I ony pancerz w ogień wpada,
Co dłutowanym swym obrazem
Na téj szérokiéj piersi srogiéj,
Nim król uderzył wręcz żelazem,
Chmurą lecące płoszył wrogi;
Pancerz, na który patrząc z chlubą,
Lud prawił: Oto Lechia w zbroi;
A kto tę złamie zbroję grubą?
A kto nas bracia, gdyśwa swoi?…
Takiego świadka spraw pół wieku
Z rycerskiéj piersi Zygmunt zwleka,
I w płomień pieców tam czerwony
Zapada srébrny pancerz ony.
A kiedy w rzece ognia spłynął,
W przejasne się rozchodząc smugi,
Hetman, co w radzie króla słynął
Przez cały wiek Zygmunta długi,
Do boju miecz, do rady głowa,
A w pracy pola nie zależał,
A w bitwach to mu kark się zjéżał,
Jakoby lew nie Jan z Tarnowa,
Człek niewściągnionéj w boju ręki,
Ale po boju dziwnie miękki —
Jan, na wieczystą rzeczy sławę
Do ognia wmiotał swą buławę.
Ostrogskie zaś to orlę nasze,
Jak stał we zbrojéj hecowanéj,
Od bioder ciężki miecz odpasze
Licznémi karby karbowany;
A każdy szczerb to pękła zbroja,
To tryjumf Polski, sława twoja,
To krew Moskala i Tatara,
To męża tego moc i wiara;
Miecz, co na Moskwie trwogi wznieca
I hordy pędzi w smycz zuchwałe,
Ten ciężki miecz, żelazo białe,
Ostrogski rzuci w żary pieca.
Więc biskup kanclerz wmiótł pastorał,
A kmieć ubogi z polskiéj roli
Królowi panu swemu k’woli
To radło, którém kraj oborał.
I wyszedł z formy dzwon nad dzwony,
I był na imię króla chrzczony;
I herb téż na się wziął koronny,
Który wywiesza król téj Laszy:
Józef Holewiński (1848–1917), autor drzeworytu, według wzoru Jana Matejki (1838–1893). Rycina przedstawiająca zawieszenie Dzwonu Zygmunta na Wawelu, 1876. Źródło: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie, domena publiczna.
Kraków można poznawać na wiele sposobów. Można oglądać Wawel, Sukiennice, kościoły i stare ulice. Można fotografować zabytki, szukać ciekawych miejsc, śladów dawnych mieszkańców i wydarzeń, które przez wieki kształtowały miasto. Ale można też spróbować posłuchać Krakowa. Dlatego, zanim pokażę własne fotografie i opowiem o miejscach, które zatrzymały moją uwagę, chcę przywołać fragment starej książki „Wawel” Władysława Miłkowskiego, wydanej w 1881 roku.
To czasy, kiedy Polski nie było na mapie.
A jednak była w pamięci Polaków. Była w języku, literaturze, pieśniach, rodzinnych opowieściach i w miejscach takich jak Wawel. Była w pamięci o królach, hetmanach, zwycięstwach i o dawnej Rzeczypospolitej. Czytając dzisiaj poemat o Dzwonie Zygmunta, próbuję spojrzeć na niego nie tylko oczami człowieka XXI wieku, ale także wyobrazić sobie, co mógł słyszeć w jego słowach Polak żyjący pod zaborami. Dla niego Dzwon Zygmunta musiał być czymś więcej niż zabytkiem. Był głosem Polski, która przestała istnieć jako państwo, ale nie przestała istnieć w sercach i pamięci ludzi. I właśnie dlatego ten stary poemat jest dla mnie dobrym początkiem opowieści o Krakowie.
Nie chcę pisać tutaj podręcznika historii. Nie jestem historykiem. Jestem człowiekiem, który od lat patrzy na świat przez obiektyw aparatu i próbuje zatrzymać to, co za chwilę może stać się tylko wspomnieniem. Historia Krakowa fascynuje mnie właśnie dlatego, że jest w nim wciąż obecna. Czasem w kamieniu. Czasem w starym zdjęciu. Czasem w książce. A czasem — jak w przypadku Dzwonu Zygmunta — w dźwięku, który łączy przeszłość z teraźniejszością. Dlatego zaczynam od poematu. Od dzwonu, który według poety miał przechować w swoim spiżu pamięć całej epoki.
Kiedy czytam ten stary poemat o Dzwonie Zygmunta, mam wrażenie, że słyszę w nim coś więcej niż tylko opowieść o odlaniu słynnego dzwonu na Wawelu. Słyszę tęsknotę. Tęsknotę ludzi, którzy w XIX wieku nie mieli własnego państwa, ale mieli jeszcze coś, czego nie udało się im odebrać — pamięć o Polsce. I dlatego ten poemat tak mocno do mnie przemawia.
Autor przenosi nas do czasów Zygmunta Starego. Polska jest wtedy państwem potężnym, dumnym ze swojej historii, swoich królów, hetmanów i rycerzy. A potem każe nam patrzeć, jak w ogniu wielkiego pieca znikają pancerz króla, buława hetmana, miecz wojownika, pastorał biskupa i radło chłopa. Wszystko zostaje stopione. Ale właśnie z tego ognia rodzi się Dzwon Zygmunta.
To oczywiście poetycka legenda, nie dosłowny opis wydarzeń. I chyba właśnie dlatego jest tak piękna. Bo poeta nie opowiada już tylko o metalu. Opowiada o Polsce. O Polsce złożonej z króla i żołnierza, z Kościoła i ludu, z wojennej chwały i codziennej pracy. Z rzeczy wielkich i zwyczajnych. Z tego, co noszono na królewskiej piersi, i z tego, czym chłop orał swoją ziemię. Wszystko to razem staje się jednym dzwonem. I wtedy zaczynam rozumieć słowa:
„We dzwonie tym niech wiek mój gada!”
Jakże inaczej musiały brzmieć te słowa dla Polaka żyjącego w czasach zaborów. Nie było wtedy Polski na mapie. Były granice zaborców, były represje, powstania, emigracja i pamięć o utraconym państwie. Ale na Wawelu nadal stał królewski zamek. Nadal bił Dzwon Zygmunta. Nadal można było przyjść tutaj i usłyszeć głos Polski, której nie udało się wymazać z pamięci. Może właśnie dlatego Dzwon Zygmunta stał się czymś więcej niż zabytkiem. Stał się głosem. Głosem dawnej Polski. Głosem królów i hetmanów, ale także zwykłych ludzi, którzy przez wieki tę Polskę budowali.
Głosem zwycięstw, klęsk, wiary, pracy i nadziei. Kiedy dzwon rozbrzmiewa, przeszłość na chwilę staje się teraźniejszością. I chyba dlatego kolejne pokolenia Polaków tak mocno przywiązały się do tego dźwięku. Bo można odebrać państwo. Można zmienić granice. Można zabrać wolność. Ale znacznie trudniej odebrać człowiekowi pamięć o tym, kim jest i skąd pochodzi. Czytając ten poemat dzisiaj, po tylu latach, myślę o tamtych Polakach z jeszcze jednego powodu. Oni patrzyli w przeszłość, aby zachować nadzieję na przyszłość.
My patrzymy w przeszłość z innej perspektywy. Mamy własne państwo, własne granice i wolność, o której oni mogli tylko marzyć. A jednak warto czasem wejść na Wawel, zatrzymać się pod dzwonem i posłuchać. Nie tylko jego dźwięku. Także tego, co ten dźwięk pamięta. Bo historia Krakowa nie jest dla mnie zamkniętą księgą. To rozmowa pokoleń. I może właśnie dlatego Dzwon Zygmunta wciąż potrafi poruszyć Polaka. Nie dlatego, że przypomina nam wyłącznie o dawnej chwale. Przypomina również o tym, że po czasach wielkości mogą przyjść czasy utraty, po klęsce może narodzić się nadzieja, a pamięć może przetrwać nawet wtedy, gdy znika państwo.
Dzwon Zygmunta bije więc nie tylko na pamiątkę przeszłości.
Dla mnie bije także na przyszłość. Na pamięć. Na wolność. Na Polskę. I może właśnie od tego dźwięku warto rozpocząć opowieść o Krakowie — mieście, w którym historia nie leży spokojnie w muzealnych gablotach.
Kraków był dla mnie – instruktora narciarstwa i podróżnika – jednym z najciekawszych, a przy tym najpiękniejszych miejsc przesiadkowych, jakie można sobie wyobrazić. Przez Kraków przejeżdżałem niezliczoną ilość razy, jadąc z Jeleniej Góry do Zakopanego, a stamtąd dalej w Alpy na kursokonferencje SITN. Bywałem tu również na obowiązkowych zebraniach naszego stowarzyszenia.
Ale Kraków nigdy nie był dla mnie tylko miejscem po drodze.
Jeżeli tylko miałem trochę czasu, ruszałem na spacer. Rynek, Stare Miasto, Wisła, Wawel… Po drodze oczywiście obowiązkowa kawa, a jeśli czas pozwalał – aparat fotograficzny. Czasami zostawałem w Krakowie na noc. Wtedy wieczorny spacer nad Wisłą był niemal obowiązkowym punktem programu.
Szczególnie lubiłem fotografować Wawel z drugiego brzegu Wisły. Wieczorem, pięknie oświetlony, odbijający się w wodzie, wygląda niezwykle malowniczo. To jeden z tych krakowskich widoków, które po prostu trzeba zobaczyć – i oczywiście sfotografować.
A przecież Kraków to nie tylko Wawel. To także niezwykłe Stare Miasto, pełne uliczek, zaułków i zabytków, które można odkrywać podczas kolejnych spacerów. Rynek z Sukiennicami i pomnikiem Adama Mickiewicza, monumentalny kościół Mariacki, Floriańska i Brama Floriańska, Planty, Collegium Maius, Kazimierz, bulwary wiślane… Każde z tych miejsc ma własny klimat i historię. Mnie szczególnie urzekała możliwość przechodzenia z gwarnego, pełnego turystów centrum w spokojniejsze miejsca nad Wisłą, gdzie można było na chwilę przystanąć, wypić kawę i po prostu popatrzeć na miasto.
Prezentowane tutaj fotografie wykonałem w 2018 roku. Celowo wybrałem jednolitą, utrzymaną w podobnej tonacji serię zdjęć z jednego wyjazdu. Chciałem w ten sposób pokazać nie tylko zabytki Krakowa, ale przede wszystkim klimat tego niezwykłego polskiego miasta – zarówno za dnia, jak i po zmroku.
Kraków od lat przyciąga miłośników historii, sztuki i architektury oraz turystów z całego świata. Nic dziwnego. To miasto, do którego można wracać wiele razy i za każdym razem zobaczyć coś nowego.
Była to moja ostatnia podróż do Krakowa.
W 2018 roku uczestniczyłem po raz ostatni w konferencji – Walnym Zebraniu Sprawozdawczo-Wyborczym Stowarzyszenia Instruktorów i Trenerów Narciarstwa. Tym samym zakończyłem również swoją wieloletnią działalność jako instruktor wykładowca.
Podczas tego spotkania odebrałem odznakę „Honorowy Członek SITN”.
Dzisiaj, oglądając te fotografie, patrzę więc na Kraków nie tylko jak na piękne miasto. Widzę również kawałek własnej historii – setki podróży, spotkań, narciarskich szkoleń, konferencji i spacerów z aparatem. I chyba dlatego Kraków pozostał dla mnie miejscem szczególnym.
Michał Rażniewski
Foto: Michał Rażniewski
Źródło:
Biblioteka Narodowa, Domena Publiczna (polona.pl)
Jak wonne kwiaty w tym Bożym ogrodzie
Rozsadził Pan Bóg swe Święte w narodzie;
By wonią ducha i wonią żywota
Mocno podparta kwitła polska cnota.
Otóż umiłuj człeku i wybiéraj
I w tym ogrodzie serce swe otwiéraj
Niebu i ziemi i dziejowéj toni, —
A duch cię Świętych wesprze i obroni.
Kraków jest wspomnieniem, — mówi nieodżałowanéj pamięci O. Antoniewicz — Kraków jest nadzieją naszą! Pokąd jeden kamyczek Krakowa pozostanie, nie zaginie nadzieja nowéj Polski, odbudowanéj na wierze i nadziei! Jest świat wśród świata, jest Kraków wśród Krakowa — jest świat cudowny wśród świata materyalnego; świat katolicki, wśród świata bezbożnego, świat prawdy wśród świata kłamstwa; świat od Boga ukochany wśród świata od Boga odrzuconego, świat błogosławiony, wśród świata przeklętego… Ten mały, ukryty Kraków, jako nieustający ogień, zachowuje, żywi, podnieca w łonie swojém święty płomień miłości Boga i narodu! Jak na czarném tle złota się nić przesuwa, tak ta złota nić polskich, świętych, narodowych wspomnień przesuwa się po tém tle krwawém i łzawém przeszłości naszéj. To jest ta złota nić żywota, którą myśl z błędnika próżnych urojeń i marzeń, w dziedzinę prawdy i światła wprowadzić może. Tę nić z głębi duszy wysnutą, snują daléj i daléj, z pokolenia w pokolenie, piękne i szlachetne, miłe Bogu i ludziom, serca mieszkańców Krakowa…
Źródło:
Biblioteka Narodowa, Domena Publiczna (polona.pl)
Kraków to miasto, w którym historia jest widoczna na każdym kroku – na ulicach i w zabytkowych kamienicach. Gdy wychodzi się z cienistych alei Plant na Rynek Główny, trudno nie ulec jego niezwykłej atmosferze. Dźwięk hejnału rozlegający się z wieży Mariackiej, dostojny widok Sukiennic czy spoglądający z cokołu Adam Mickiewicz tworzą krajobraz, który kształtował całe pokolenia. Każdy kamień i zaułek przypominają tu o czasach świetności Rzeczypospolitej, o królach spoczywających na Wawelu i o wybitnych twórcach, którzy w Krakowie szukali natchnienia. Dla Polaków wizyta w tym miejscu ma wyjątkowe znaczenie, bo miasto przez wieki było sercem naszej kultury, nauki i polityki.
Najlepszym symbolem tego naukowego dziedzictwa jest Uniwersytet Jagielloński. To najstarsza polska uczelnia, która obok Uniwersytetu Lwowskiego tworzyła główny filar polskiej nauki i tożsamości. Krakowska Wszechnica od początku była połączona z Europą: ściągała studentów i profesorów z całego kontynentu, czerpała z włoskiego renesansu czy niemieckiego humanizmu, a zarazem wysyłała w świat wybitne umysły – takie jak Paweł Włodkowic, który na soborze w Konstancji współtworzył nowożytne prawo międzynarodowe.
Kraków od wieków działał zresztą jak magnes. Przyciągał młodych ludzi z najdalszych zakątków dawnego państwa – także z ziem kresowych, znad Dniestru, z Podola czy Wileńszczyzny. To tutaj przyjeżdżali na Uniwersytet Jagielloński oraz do Akademii Sztuk Pięknych, by czerpać wiedzę i tworzyć w atmosferze wolności duchowej. W tutejszych kawiarniach i na uniwersyteckich korytarzach polska kultura splatała się z myślą europejską, tworząc fundament nowoczesnej polskiej inteligencji.
Jednym z najważniejszych punktów tej artystycznej mapy stała się słynna Jama Michalika przy ulicy Floriańskiej. To w dawnej Cukierni Lwowskiej narodził się legendarny kabaret Zielony Balonik, a ściany lokalu pokryły się rysunkami i satyrycznymi szkicami największych artystów Młodej Polski. Miejsce to do dziś pozostaje symbolem krakowskiej cyganerii i specyficznego, polskiego dowcipu.
Niezwykły rozwój nauki i sztuki był możliwy dzięki potędze państwa. W czasach Jagiellonów Polska stała się prawdziwym mocarstwem. Choć walki z Zakonem Krzyżackim toczyły się na północy, to właśnie na Wawelu zapadały kluczowe decyzje polityczne i finansowe, które doprowadziły m.in. do zwycięstwa pod Grunwaldem. Jako stolica ogromnego państwa polsko-litewskiego, Kraków przyjmował dyplomatów z całego świata i inwestował w architekturę na królewską skalę.
Przechadzając się dziś ulicami Starego Miasta – od Collegium Maius, przez zamkowe wzgórze Wawelu, aż po zakola Wisły – wyraźnie czuje się tę ciągłość pokoleń. Kraków przyjmował pod swe skrzydła wychowanków i gości z najróżniejszych stron świata, oferując im przestrzeń do rozwoju. Jednak serce tego miasta od zarania dziejów bije jednym rytmem – jest nim duma z polskiej historii, kultury i niepodległego ducha, który przetrwał tu najtrudniejsze próby dziejowe.
Michał Rażniewski
Źródło:
Biblioteka Narodowa, Domena Publiczna (polona.pl)
O cukierni? Mamy to czytać? Wszak cukierń jest wszędzie pełno! Czytelnik wziąwszy w rękę broszurę, tak pomyśli i odłoży ją na bok. — Cukiernia ta jednak jest jedyną tego rodzaju na świecie, a cały jej rozwój wplótł się mimowoli w życie beztroskie artystów malarzy, literatów i artystów scenicznych. Między jej stałymi gośćmi byli ludzie sławni, a nawet i tacy, którzy swymi czynami zmienili bieg wypadków historii, stanęli na najwybitniejszych stanowiskach narodów. — O ludzi się rozchodzi — a nie o te jednostki, które nie rozumieją życia ze sztuką i w sztuce nie szukają piękna, podniesienia duchowego.
Założył ją w roku 1895 skromny p. Jan Apolinary Michalik, który przybył ze Lwowa jako uczeń Bienieckiego. Pochodził z rodziny obywatelskiej. W drugiej klasie gimnazjalnej dostał tak zwaną dwóję, a ojciec ile razy przyjeżdżał do Lwowa ze wsi, był stałym klientem Bienieckiego, znał się z nim. Pomówił z nim i oddał syna na praktykę cukierniczą. Miało to za zadanie, aby zachęcić młodego Jana do nauk. Po wakacjach ojca czekało rozczarowanie, bo syn do szkół iść nie chciał za żadne skarby, na klęczkach prosił, aby został w terminie, bo mu się zawód spodobał. Nolens volens musiał się zgodzić, sądząc, że może później syn będzie prosić o powrót do nauk. Jan jednak wytrwał w obranym zawodzie — po wypisie w parę lat przyjechał ze Lwowa do Krakowa i przy ul. Florjańskiej 45 założył „Cukiernię Lwowską”.
Źródło:
Biblioteka Narodowa, Domena Publiczna (polona.pl)
Sukiennice na Rynku Głównym w Krakowie na pocztówce z przełomu XIX i XX wieku. Widoczna charakterystyczna renesansowa attyka oraz podcienia handlowe, stanowiące od wieków serce krakowskiego handlu i życia towarzyskiego.
Kraków. Sukiennice – Tuchhalle | Pocztówka, ok. 1900–1910 r. | Zbiory Biblioteki Narodowej (Polona.pl)
Zamek Królewski oraz Katedra na Wawelu widziane od strony zakola Wisły. Na pierwszym planie widoczne dawne łodzie i galary rzeczne u stóp historycznego wzgórza – panteonu narodowego i siedziby królów polskich.
Kraków. Wawel – Königschloß | Pocztówka kolorowana, ok. 1900–1915 r. | Zbiory Biblioteki Narodowej (Polona.pl)
Panorama Rynku Głównego z Wieżą Ratuszową, wiekowym Kościołem św. Wojciecha na pierwszym planie oraz fasadą Sukiennic. Widok oddający niepowtarzalny, wielowarstwowy klimat architektoniczny dawnej stolicy Polski.
Kraków. Rynek główny – Hauptring | Pocztówka, ok. 1905–1914 r. | Zbiory Biblioteki Narodowej (Polona.pl)
Gotycki Barbakan (zwany dawniej Rondlem) wraz z Bramą Floriańską. Kluczowy element dawnych obwarowań miejskich Krakowa, otwierający historyczny Droga Królewska (Via Regia) prowadzącą na Wawel.
Kraków. Rondel i brama floryańska – Bastei und Florianertor | Pocztówka, ok. 1900–1910 r. | Zbiory Biblioteki Narodowej (Polona.pl)
Ulica Floriańska w Krakowie w ujęciu z przełomu wieków, zamknięta w perspektywie Bramą Floriańską. Jedna z najważniejszych i najbardziej tętniących życiem ulic Starego Miasta, przy której mieści się m.in. słynna „Jama Michalika” (Floriańska 45).
Kraków. Ulica Floryańska | Fotografia / pocztówka, ok. 1900–1910 r. | Zbiory Biblioteki Narodowej (Polona.pl)
Bazylika Mariacka z widocznymi rusztowaniami podczas prac konserwatorskich wyższej wieży (Hejnalicy) na przełomie XIX i XX wieku. Na pierwszym planie charakterystyczna kopuła jednej z kaplic Rynku Głównego.
Kraków. Wieże Maryackie | Fotografia / pocztówka, ok. 1895–1905 r. | Zbiory Biblioteki Narodowej (Polona.pl)
Tadeusz Boy-Żeleński – Znasz-li ten kraj? oraz Słówka
(Bezpośrednie źródło wiedzy o krakowskiej cyganerii artystycznej, atmosferze Jamy Michalika i fenomenie kabaretu „Zielony Balonik”).
Zenon Druszyński – Jama Michalika. Lokal „Zielonego Balonika”, Kraków 1930
(Broszura wydana nakładem „Cukierni Lwowskiej”, dokumentująca historię lokalu przy ul. Floriańskiej 45, Jana Michalika oraz powstanie kabaretu).
Jan Długosz – Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego
(Opis chorągwi wojsk polskich pod Grunwaldem w 1410 r., w tym chorągwi ziemi lwowskiej walczącej pod berłem Władysława Jagiełły).
Jerzy Stempowski (Hostowiec) – Eseje (m.in. W dolinie Dniestru)
(Szkice literackie ukazujące więzi intelektualne między Kresami a Krakowem oraz uniwersyteckie środowisko przełomu XIX i XX wieku).
Maria Dąbrowska – Dzienniki
(Obraz życia kulturalnego i literackiego Polski interdyscyplinarnej, powiązania z Krakowem oraz środowiskiem akademickim).