[Władysław Miłkowski]
WAWEL. KATEDRA, ZAMEK, BISKUPSTWO
Z WYDAWNICTWA DZIEŁA: „KRAKÓW ŚWIĘTY”
Z dodatkiem Informacyi dla zwiedzających Kraków
W KRAKOWIE
Nakład i własność Księgarni Katolickiéj Dra Władysława Miłkowskiego.
1881.
Źródło:
Biblioteka Narodowa, Domena Publiczna (polona.pl)
Jak wonne kwiaty w tym Bożym ogrodzie
Rozsadził Pan Bóg swe Święte w narodzie;
By wonią ducha i wonią żywota
Mocno podparta kwitła polska cnota.
Otóż umiłuj człeku i wybiéraj
I w tym ogrodzie serce swe otwiéraj
Niebu i ziemi i dziejowéj toni, —
A duch cię Świętych wesprze i obroni.
Kraków jest wspomnieniem, — mówi nieodżałowanéj pamięci O. Antoniewicz — Kraków jest nadzieją naszą! Pokąd jeden kamyczek Krakowa pozostanie, nie zaginie nadzieja nowéj Polski, odbudowanéj na wierze i nadziei! Jest świat wśród świata, jest Kraków wśród Krakowa — jest świat cudowny wśród świata materyalnego; świat katolicki, wśród świata bezbożnego, świat prawdy wśród świata kłamstwa; świat od Boga ukochany wśród świata od Boga odrzuconego, świat błogosławiony, wśród świata przeklętego… Ten mały, ukryty Kraków, jako nieustający ogień, zachowuje, żywi, podnieca w łonie swojém święty płomień miłości Boga i narodu! Jak na czarném tle złota się nić przesuwa, tak ta złota nić polskich, świętych, narodowych wspomnień przesuwa się po tém tle krwawém i łzawém przeszłości naszéj. To jest ta złota nić żywota, którą myśl z błędnika próżnych urojeń i marzeń, w dziedzinę prawdy i światła wprowadzić może. Tę nić z głębi duszy wysnutą, snują daléj i daléj, z pokolenia w pokolenie, piękne i szlachetne, miłe Bogu i ludziom, serca mieszkańców Krakowa…
Urok, jaki Kraków wywiéra, nie jest urokiem dla oka, ale dla duszy. Kto z ciekawością podróżnika obiegnie to miasto, zakłady jego i pamiątki jego, ten, w krótkim czasie zaspokoiwszy pilną ciekawość swoją, niechaj nie żąda od starego Krakowa, aby go bawił i nudne rozpędzał chwile, bo stary Kraków płacze, bo kocha, bo ufa; a kto od łez ucieka, kto wiarę utracił, kto obojętnością wyziębił nadzieję, czego ma się jeszcze błąkać po tym cmentarzu grobowych przeszłości pamiątek?!
Z Jeremijaszem w ręku trzeba się przechodzić po ulicach Krakowa, aby zrozumiéć boleść, w kotoréj tonęła dusza tego proroka Izraela. Te głosy, co jak z porwanych lutni strun się wydobywały, przenikłyby zgrozą, żalem, boleścią dusze nasze, a na otwarte rany serca, jako balsam rosy niebieskiéj, padłyby i te słowa nadziei i pociechy, którémi Jeremijasz znękany naród swój krzepił i do Boga nawracał!
Lecz jeśli chcesz szukać w Krakowie odblasku chwały polskiéj, jeśli chcesz posłyſzeć oddźwięk boleści polskiéj — o! wtedy urok ten nie będzie objawem przemijającym: za każdym krokiem nowe, czarodziejskie obrazy rozwijać się będą na dnie duszy Twojéj!
Po tym grodzie święci Pańscy
W łasce Bozéj tu chadzali,
A rycerscy i kapłańscy
Namaszczenie swoje brali.
Tu dźwignięty ręką starą
Piérwszy kościół razem z wiarą;
I najstarsza tutaj szkoła
Do bojaźni Bozéj woła;
I z najwyższéj tutaj wieży
Wielka chwała Matki Boskiéj,
Pieśń kapłanów i rycerzy,
W okoliczne płynie wioski.
I tą ciszą, tym ustrojem
Przy tych grobach niemo stojem.
Lud poważne chowa lice…
Puste place i ulice
I chodniki na wsze strony…
Lecz kościoły naród matczą,
Ludzie milczą — mówią dzwony —
A kamienie, jak człek świadczą.
Pusto, pusto na chodniku,
Lecz w kościołach jest bez liku
Ludu, co się Bogu korzy
I przymnaża chwały Bozéj.
Przy grobowcach tylko kupi
Tu się naród rzewnie, tłumnie;
A gdy skrzepi Bóg przy trumnie,
Znowu w murach się skorupi:
Bo lud wierny, a gród Pański…
Bo od jutrzni do nieszporu
Wielbi Pana z tego dworu
Śpiew pobożny i kapłański.
I chwycony w wielkie koło
Duch pokutny się urabia,
Czas na wieczność przysposabia
I ku gwiazdom wznosi czoło.
U Pańskiego tutaj tronu
Człowiek serce tak ukorzył,
Jakby księgę tu zakonu
Sam Bóg w łasce był rozłożył.
(...) czenie jubileuszu, także w czasie wjazdu do miasta monarchy, na ingres i pogrzeb biskupów, w czasie instalacyi i pogrzebu kanoników. Gdy grzmi ów potężny Zygmunt, prawie zawsze, w chwilach większych nabożeństw, towarzyszą mu wszystkie dzwony krakowskie.
Pięknie śpiéwa nasz mazowiecki lirnik o tém, jak dzwon ten lano, co za pamiątki chwały narodowéj weń rzucano i jak go w górę ciągnięto:
I owoć dzwonu forma nowa,
A w nią gisery bronzy leją.
Więc każdy k’większéj chwale bożéj
Do onéj pracy się przyłoży,
Gdy król te godne słowa rzecze:
We dzwonie tym niech wiek mój gada! —
I pancerz srébrny z piersi zwlecze,
I ony pancerz w ogień wpada,
Co dłutowanym swym obrazem
Na téj szérokiéj piersi srogiéj,
Nim król uderzył wręcz żelazem,
Chmurą lecące płoszył wrogi;
Pancerz, na który patrząc z chlubą,
Lud prawił: Oto Lechia w zbroi;
A kto tę złamie zbroję grubą?
A kto nas bracia, gdyśwa swoi?…
Takiego świadka spraw pół wieku
Z rycerskiéj piersi Zygmunt zwleka,
I w płomień pieców tam czerwony
Zapada srébrny pancerz ony.
A kiedy w rzece ognia spłynął,
W przejasne się rozchodząc smugi,
Hetman, co w radzie króla słynął
Przez cały wiek Zygmunta długi,
Do boju miecz, do rady głowa,
A w pracy pola nie zależał,
A w bitwach to mu kark się zjéżał,
Jakoby lew nie Jan z Tarnowa,
Człek niewściągnionéj w boju ręki,
Ale po boju dziwnie miękki —
Jan, na wieczystą rzeczy sławę
Do ognia wmiotał swą buławę.
Ostrogskie zaś to orlę nasze,
Jak stał we zbrojéj hecowanéj,
Od bioder ciężki miecz odpasze
Licznémi karby karbowany;
A każdy szczerb to pękła zbroja,
To tryjumf Polski, sława twoja,
To krew Moskala i Tatara,
To męża tego moc i wiara;
Miecz, co na Moskwie trwogi wznieca
I hordy pędzi w smycz zuchwałe,
Ten ciężki miecz, żelazo białe,
Ostrogski rzuci w żary pieca.
Więc biskup kanclerz wmiótł pastorał,
A kmieć ubogi z polskiéj roli
Królowi panu swemu k’woli
To radło, którém kraj oborał.
I wyszedł z formy dzwon nad dzwony,
I był na imię króla chrzczony;
I herb téż na się wziął koronny,
Który wywiesza król téj Laszy:
📄 [Pobierz pełny plik PDF: Władysław Miłkowski – Wawel. Katedra, Zamek, Biskupstwo (1881)]
Źródło: Biblioteka Narodowa, Domena Publiczna (polona.pl)