Kurczyce nad Słuczą
Z ogromną radością prezentuję specjalną stronę poświęconą Helenie Mniszek, autorki bestsellerowej powieści Trędowata (1909). Pisała o miłości, konfliktach społecznych i życiu kobiet w swoich czasach. Jej książki zdobyły ogromną popularność i doczekały się wielu ekranizacji. Choć życie prywatne wypełniały jej obowiązki rodzinne i towarzyskie, pozostawiła po sobie bogaty dorobek literacki, który wciąż inspiruje czytelników. ➡️
"W kilku książkach moich wspominam Wołyń, gdzie w dużym dworze, nad Słuczą pierwsze swe dziecinne spojrzenia rzucałam na tą prześliczną rzekę i gdzie potem podczas wakacji, w lesie wśród olbrzymich sosen lub na polanie wśród borów, zaczytywałam się w „Trylogii” i w nowelach Sienkiewicza egzaltując się i fantazjując na swoją rękę". ➡️
-Helena Mniszek
Urodziła się 4 II 1880 w Kurczycach nad rzeką Słucz na Wołyniu (dzisiaj: obwód żytomierski). Niektóre źródła podają datę 24 V 1878 (ja byłem na grobie prababci w Zembrowie - na płycie nagrobnej jest data urodzenia 4 II 1880; dopisek: Michał Rażniewski). Otrzymała bardzo staranne wychowanie domowe. Władała swobodnie czterema językami obcemi. W latach młodzieńczych razem ze swoją młodszą siostrą Józefą dużo podróżowała po Ukrainie wraz ze swoim ojcem Michałem Mniszek Tchorznickim. Ojciec jej był bowiem plenipotentem hrabiego Męcińskiego, właściciela rozległych dóbr na Ukrainie. Na inspekcje tych dóbr jeździł Michał Mniszek Tchorznicki przeważnie ze swoimi córkami. I właśnie w czasie tych podróży zatrzymywali się po różnych znajomych dworach ziemiańskich, gdzie Halszka wsłuchiwała się w nadzwyczaj ciekawe autentyczne opowiadania gospodarzy, którzy ich przyjmowali. Helena Mniszek pochodziła z jednej z najstarszych rodzin szlacheckich ziemi Mielnickiej (na Podlasiu). „Przewodniku Heraldycznym” jest pewne, że Mniszek Tchorzniccy przed przyjęciem nazwiska Tchorzniccy używali nazwiska Mniszek i pod tym nazwiskiem cytowani są w aktach z XV wieku. ➡️
Pamiętam ją od najwcześniejszych lat – nie jako autorkę „Trędowatej”, ale jako cichą sylwetkę pochyloną nad biurkiem, z lokami oświetlonymi lampą naftową. Jej pokój był dla nas – dzieci – czymś w rodzaju sanktuarium. Nie dlatego, że zabraniano tam wchodzić, lecz dlatego, że wszyscy wiedzieliśmy: tam powstają światy. ➡️
-Maria Ficka
„Las rzeczy, w którym każde drzewo ma swoje korzenie w przeszłości, a każdy liść jest zapisanym wspomnieniem”.
Niniejszy zbiór fotografii nie jest jedynie galerią obrazów. To świadomie pielęgnowana silva rerum – tradycyjna księga domowa, w której zapisano losy pokoleń. Wybrany tytuł łączy w sobie dwa światy:
Po pierwsze, stanowi hołd dla Dziadka – Leśnika, który zawodowo i z pasją strzegł lasów, a prywatnie stał się kustoszem rodzinnej historii. Po drugie, nawiązuje do najlepszych tradycji ziemiańskich i szlacheckich, gdzie dbałość o przekaz pokoleniowy była najwyższą wartością.
W tych kadrach – od profesjonalnych atelier dawnych rzemieślników, po prywatne chwile w cieniu dworów i literackiego świata Heleny Mniszek – zapisano obraz świata, który przeminął, ale dzięki tym pamiątkom wciąż pozostaje żywy.
Ku pamięci przodków, ku przestrodze i radości potomnych. ➡️
Pamięć o Helenie → Marii → kolejnej Marii. Archiwum, które ujrzało światło dzienne. Stare zdjęcia z albumów poskanowane i przygotowane do publikacji w internecie – na mojej stronie. Połączyłem wspomnienia, fotografie, listy. Stworzyłem przestrzeń, w której dawny dwór, minione lata i pióro prababci znów nabierają barw. To nie tylko daty, ale emocje i nieznane dotąd fakty. Moja praca – filmy, fotografie, opowieści – jest przecież współczesną formą tego, co one robiły przez całe życie: ocalaniem świata od zapomnienia.. ➡️
Ja znałam Babcię inaczej – najpierw z portretu o wielkich, ciemnych oczach, który wisiał w pokoju mojej Mamy jak strażniczka dawnych lat. Dopiero później – z opowieści, które miały w sobie „tamten świat”: pachnący jabłkami ze starego sadu, letnimi wizytami gości i stukotem dorożek zatrzymujących się przed białym dworem. ➡️
-Maria Darkiewicz
Strona powstała z potrzeby uporządkowania archiwum. Oto kilka słów o mojej pracy i... erze sztucznej inteligencji, która niedawno przyszła...
Chciałbym zaprosić Was do obejrzenia wybranych zdjęć z albumów mojego dziadka, który miał wiele pasji. Między innymi uprawiał fotografię dokumentalną związaną z jego pracą. Robił zdjęcia myśliwym, uwieczniał robotników podczas żniw, flisaków spławiających drewno. Rejestrował z drobiazgową dokładnością wydarzenia życia rodzinnego i towarzyskiego. Albumy otrzymałem w spadku, są one pokryte patyną starości, mocno postrzępione, ale jednak z dobrze zachowanymi zdjęciami. Oglądałem je z uwagą jeszcze jako kilkuletni chłopiec. Obecnie fascynują mnie po prostu. Stanowią prawdziwą kopalnię wiedzy o dawnych przedwojennych czasach. Ukazują jak wyglądał wtedy świat. Z przeszłości wyłaniają się dwory i pałace. Powozy i saneczki mkną po leśnych drogach... Tak naprawdę emocje płynące z tych archiwalnych scen spowodowały moje zainteresowanie się fotografią. Później odkryłem świat internetu. W 2000 roku powstały moje pierwsze strony – „Wędrówki z aparatem w plecaku” oraz „Aesculap i Łysa Góra”. Uczyłem się wszystkiego sam, od składni HTML po zasady projektowania. Przez lata prowadziłem oficjalny serwis Aesculapa, a potem także bloga i strony na WordPressie. Internet stał się przestrzenią, w której mogłem ocalać kawałki historii i dzielić się pasją fotograficzną.
Przez całe życie byłem przede wszystkim instruktorem narciarstwa, a nie publicystą, redaktorem czy pisarzem z dyplomem. Pisanie zawsze było dla mnie narzędziem, a nie zawodem - sposobem opisywania pracy, ludzi, wydarzeń, prowadzenia dokumentacji kursów, korespondencji, sprawozdań oraz treści na stronę internetową. Tworzyłem różne teksty związane z działalnością SN i SKS AESCULAP – tak, jak potrafiłem, najlepiej jak umiałem. Nie ukrywam: nie było to pisanie „profesjonalne” w sensie redakcyjnym. Brakowało mi warsztatu, wiedzy edytorskiej, a także czasu - bo moim zawodem było prowadzenie szkoleń narciarskich, a nie siedzenie przy klawiaturze. I wtedy… przyszła era sztucznej inteligencji. Nagle okazało się, że mam do dyspozycji redaktora, korektora i językowego porządkowego w jednym. Narzędzie, które sprawia, że moje teksty od razu zyskują na przejrzystości, stylistyce i czytelności. To dokładnie ta pomoc, której przez lata mi brakowało - i na którą wcześniej zwyczajnie nie było mnie stać. Żeby było jasne i uczciwie wobec czytelników: 👉 AI jest dziś moim redaktorem. Forma jest wspomagana nowoczesną technologią. Oczywiście korzystam z możliwości jakie daje AI w sferze obróbki fotografii. Niektóre (powtarzam - niektóre) zdjęcia poprawiam czy koloryzuję za pomocą sztucznej inteligencji. Jednak żaden program, żadna AI nie zastąpi dobrych fotografii. One i tak w wersiji oryginalej mówią więcej niż tysiące słów. A tym bardziej w przypadku starych fotografii to właśnie ta oryginalna, lekko wyblakła sepia niesie ze sobą najwięcej emocji i autentycznego "ducha" epoki. Koloryzacja to ciekawy eksperyment, ale oryginał to żywy świadek historii, którego nic nie zastąpi. Moja strona i rodzinne zdjęcia z albumów mojego dziadka są tego żywym przykładem. A więc - zapraszam do oglądania analogowych galerii a także bogatej kolekcji grafik tworzonych przy pomocy AI. Na pierwszy ogień idzie ulubiony portret przedstawiający moją prababcię Helenę Mniszek z córkami (ta po prawej to Maria Ficka z domu Chyżyńska - moja babcia)... A dalej? Po prostu zobaczcie wszystko - Korzenie... Kurczyce... Sabnie... Rogale... Kuchary... Rekonstrukcje... Krajobrazy... Wspomnienia...
Michał Rażniewski
Na podstawie zdjęć Jana Fickiego - mojego dziadka
Mój dziadek, leśnik z zawodu i fotograf z zamiłowania, pozostawił po sobie bezcenny skarb – czarno-białe Archiwum Pamięci Rodowej. Ale to Archiwum, choć pełne prawdy, jest też pełne cieni. Ta galeria akwarel jest moją próbą – artystyczną wizją – tchnięcia życia w te cienie, przywrócenia im kolorów, których nie mogły utrwalić dawne klisze.
To moja osobista podróż w czasie, piękny sen o dawnych dniach mojej rodziny. Sen, w którym wszystko jest jasne, żywe i barwne. Ale nie jest to tylko fantazja. W tych malarsko-fotograficznych opowieściach zawarta jest prawda o ludziach, o ich otoczeniu, o krajobrazie, który ich ukształtował. Oni, tak jak my wszyscy, mieli swoje radości i smutki, swoje codzienne problemy. Chcieli ładnie wyglądać na zdjęciach, chcieli być zapamiętani.
I właśnie tak – pięknie, świetliście, z pociechą – chciałem ich przedstawić. To moje namalowane wspomnienie, powrót do świata, za którym tęsknię, do tej bezpiecznej, rodzinnej przestrzeni, która teraz, kiedy sam jestem stary, wraca do mnie z taką siłą.
Wracam w tych pracach do klimatu dworków, do spokoju polskiej wsi, do rozległych pejzaży, zielonych pól i gęstych lasów. Wracam do gospodarstwa i majątku, którym zarządzała moja prababcia Helena wraz ze swoimi mężami.
Szczególnym sentymentem i ciekawością darzę te czasy najodleglejsze, tak odległe, że wydają się prawie nierzeczywiste. A przecież były! To okres dzieciństwa Heleny Mniszek, która urodziła się nad Słuczą, pośród sosnowych borów Wołynia. Chadzała nad rzeką i jako mała dziewczynka czytała Trylogię Sienkiewicza...
Ta kolorowa wizja nie zastępuje fotograficznego zapisu dziadka – ona go dopełnia. To moje marzenie, mój sen o czasach minionych, które trwają w pamięci. Są nie do zatarcia. Wręcz przeciwnie – stają się coraz wyraźniejsze.
Michał Rażniewski