• Ewangelia wg świętego Łukasza - XXV Dzisiaj przede wszystkim chodzi o to, że Jezus dotyka trędowatego. Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXV 12 Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem ...
    Opublikowane: 30 maj 2017, 12:47 przez: Redakcja JotJotZet
  • Ewangelia wg świętego Łukasza - XXIV Dzisiaj bardzo wdzięczny fragment, nie wiadomo dlaczego nazywanym powołaniem Piotra i pierwszych apostołów. Ewangelista Marek w pierwszym rozdziale swojej ewangelii opowiada o powołaniu tych apostołów: Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał ...
    Opublikowane: 18 maj 2017, 01:06 przez: Redakcja JotJotZet
  • Ewangelia wg świętego Łukasza - XXIII Po dłuższej przerwie (spowodowanej celebracją Triduum Paschalnego) wracamy do Lectio. Kolejny fragment Ewangelii według świętego Łukasza. W jakimś sensie zostaje opowiedziany dzień działalności Jezusa Chrystusa. Cała uwaga skoncentrowana jest na ...
    Opublikowane: 7 maj 2017, 02:53 przez: Redakcja JotJotZet
  • Krzyżu Chrystusa Modlitwa papieża Franciszka z drogi krzyżowej odprawionej w Koloseum w Wielki Piątek 2016 roku. O Krzyżu Chrystusa! Krzyżu Chrystusa, symbolu Bożej miłości i ludzkiej niesprawiedliwości, ikono największej ofiary z powodu ...
    Opublikowane: 7 maj 2017, 02:08 przez: Redakcja JotJotZet
  • Ewangelia wg świętego Łukasza - XXII Jezus, żeby ogłosić nowość, jest zmuszony podążać utartymi, wydeptanymi ścieżkami swoich współziomków. Ten szlak prowadzi przez synagogę. W czasach Jezusa Chrystusa to jedna z najbardziej popularnych i najważniejszych instytucji świata ...
    Opublikowane: 7 maj 2017, 02:39 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 63. Zobacz więcej »

Ewangelia wg świętego Łukasza - XXV

opublikowane: 30 maj 2017, 02:34 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 30 maj 2017, 12:47 ]

Dzisiaj przede wszystkim chodzi o to, że Jezus dotyka trędowatego.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXV

12 Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». 13 Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: «Chcę, bądź oczyszczony». I natychmiast trąd z niego ustąpił. 14 A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: «Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 15 Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań. 16 On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się.
(Łk 5, 12–16)

Już początek tej perykopy zdumiewa. Skąd trędowaty w mieście? Ta choroba była uważana za nieuleczalną i wykluczającą ze społeczeństwa. Trędowaty był również uważany za nieczystego (to kategoria religijna, nie tylko socjologiczna). Sytuacja trędowatego była określona przez przepisy Tory:

45 Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: "Nieczysty, nieczysty!" 46 Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.
(Kpł 13, 45–46)

Zachorowanie na trąd oznaczało uśmiercenie relacji rodzinnych i społecznych. Śmierć za życia.

W związku z tym, że ta choroba była widziana w pewnej perspektywie religijnej (mówiąc wprost jako kara za grzech) trędowaty pod określonymi warunkami miał prawo uczestniczyć w liturgii synagogalnej, czyli słuchać Słowa Bożego. Wtedy mógł zjawić się w społeczności. I taki pobyt w synagodze miał służyć jego nawróceniu (w domyśle: uzdrowieniu).

Trędowaty, o którym mówi Łukasz, Jezusowi oddaje królewski, boski hołd. W tym przypadku język ciała (trędowaty oddaje mu głęboki pokłon) odpowiada deklaracjom (trędowaty zwraca się do Jezusa "Panie…").

"Jeśli chcesz…" czy w świetle historii Naamana słowa trędowatego nie są wyznaniem wiary w boskość Jezusa. Przypomnijmy sobie tamten epizod, opowiedziany w 2 Księdze Królewskiej:

Naaman więc poszedł oznajmić to swojemu panu, powtarzając słowa dziewczyny, która pochodziła z kraju Izraela. 5 A król Aramu odpowiedział: «Wyruszaj! A ja poślę list do króla izraelskiego». Wyruszył więc, zabierając ze sobą dziesięć talentów srebra, sześć tysięcy syklów złota i dziesięć ubrań zamiennych. 6 I przedłożył królowi izraelskiemu list o treści następującej: «Z chwilą gdy dojdzie do ciebie ten list, wiedz, iż posyłam do ciebie Naamana, sługę mego, abyś go uwolnił od trądu». 7 Kiedy przeczytano list królowi izraelskiemu, rozdarł swoje szaty i powiedział: «Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać? Bo ten poleca mi uwolnić człowieka od trądu! Tylko dobrze zastanówcie się i rozważcie, czy on nie szuka zaczepki ze mną?»
(2 Krl 5, 4 –7)

Z tej historii, która została spisana kilka stuleci przed Jezusem, ale która oddaje sposób myślenia na temat trądu również w czasach samego Jezusa, uzdrowienie z trądu widziane jest jako prerogatywa Boga. Tylko Bóg może oczyścić z trądu! Więc kim w oczach trędowatego jest Jezus Chrystus? Bogiem, który może uzdrowić… jeśli tylko chce...

Ile w tym „jeśli tylko chcesz” kryje się ludzkiego bólu? Czy to źródła niewiary w Boga, w Jezusa? Ateizmu? Skoro dalej jestem chory i nie domagam to znaczy, że nie chcesz mi pomóc. To znaczy, że nie jesteś zainteresowany moim losem. Tyle.

Łukasz powiada, że Jezus chciał uzdrowić trędowatego. W opisie tego cudu rzeczą istotną jest, że dokonuje się on nie tylko mocą słowa (w Ewangeliach nie brakuje ustępów, w których moc słowa Jezusa terapeuty jest dominująca. Tak przecież uzdrawia córkę Syrofenicjanki (por. Mt 15, 21–28). Nie widzi tej dziewczynki, nie dotyka jej, a przywraca jej zdrowie. Mocą samego słowa).

To dotykanie to ważny szczegół, gdyż Łukasz powiada, że Jezus uzdrawiając trędowatego dotknął go. A tym samym przekroczył zapisy Tory (innymi słowy popełnił grzech według Starego Przymierza. Nie on jeden - jego ojczym święty Józef lepszy nie był. W ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy, że ewangelie stawiają nam przed oczy postaci (jako wzorcowe: Jezus i Józef), które nie przestrzegały przepisów prawa, a zatem w rozumieniu ludzi swojego czasu grzeszyły).

Trędowatych nie wolno było dotykać. Jezus burzy jakiś społeczny i religijny schemat. Burzy, chyba wolno to napisać, (chociaż nie zapominamy świadectwa Nowego Testamentu, który w Jezusie widział baranka bez skazy) grzechem. Ten gest trędowatemu przynosi ocalenie, ale stanowi zagrożenie dla społeczeństwa. Przecież Jezus mógł go uzdrowić samym słowem, bez dotykania trędowatego, z jakiegoś powodu decyduje się na przekroczenie Prawa (według Prawa żydowskiego już samo stanięcie w cieniu trędowatego sprawiało, że człowiek stawał się wykluczony). Jezus tym samym stawia się poza społecznością religijną Izraela! Wykluczony! Ten akt nieposłuszeństwa Jezusa wobec Prawa wydaje się dziwaczny, gdyż od samego trędowatego wymaga posłuszeństwa: idź i pokaż się kapłanom (zgodnie z przepisami Prawa).

Czy ten gest uzdrowienia trędowatego właśnie w taki sposób nie jest w jakiejś mierze zwiastunem śmierci krzyżowej Jezusa, która objawia radykalne wykluczenie Jezusa. Śmierci, która realizuje się poza miastem, poza światem.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

Ewangelia wg świętego Łukasza - XXIV

opublikowane: 18 maj 2017, 01:05 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 maj 2017, 01:06 ]

Dzisiaj bardzo wdzięczny fragment, nie wiadomo dlaczego nazywanym powołaniem Piotra i pierwszych apostołów. Ewangelista Marek w pierwszym rozdziale swojej ewangelii opowiada o powołaniu tych apostołów:

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego,
Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. (Mk 1: 16–18)


Podobnie Mateusz:

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». (Mt 4: 18–19)

Łukasz cały epizod mocno koloryzuje. Tak dalece, że nie pojawia się w nim sama formuła powołania! Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z wydarzeniem historycznym, które dotyczyło czterech mężczyzn o konkretnych imionach, będących rybakami.

A fragment jest wdzięczny po części również dlatego, że pokazuje, iż Ewangelia to także przesilenie dwóch wolności, dwóch autorytetów: Jezusowego i człowieczego. W tym fragmencie konkretnie piotrowego.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXIV

Pewnego razu - gdy tłum cisnął się do Niego aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!». A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim. (Łk 5: 1–11)

Jezus głosi Słowo. Tym razem i po raz pierwszy poza synagogą. Czy dlatego, że towarzyszy temu wielki tłum, czy też dlatego, że Jezus chce ludziom Słowo ofiarować w ich przestrzeni życia, a synagoga niekoniecznie musi być czymś takim dla każdego spotkanego nad jeziorem człowieka. Byłoby to zgodne z tym, co wiemy o Jezusie, konfrontując Go z Janem Chrzcicielem. Do tego drugiego ludzie musieli przyjść, Ten Pierwszy szedł do ludzi. A współczesny Kościół gdzie się umiejscawia i kogo naśladuje? Jezusa czy Jana Chrzciciela?

Perspektywa zaczyna się zawężać. Na początku Jezioro Genezaret i tłum ludzi. Następnie dwie łodzie i czterech rybaków. Jeszcze dalej, już tylko jeden: Szymon Piotr. Znają się. Jezus dopiero co był w domu Szymona i uzdrowił jego teściową. Dzisiaj natomiast spotyka go w równie mało komfortowej sytuacji. Cała noc pracy. Bezwartościowej, bezsensownej. Mimo najlepszej wiedzy i najlepszych chęci i wysiłku. Nic. Frustracja. Tak chyba należałoby określić ów moment egzystencjalny, w którym Szymon się znajduje.

Czy Jezus może tę frustrację przemóc? „Wypłyń na głębię”[1], mówi do Szymona. Następnie do jego towarzyszy” „Zarzućcie sieci”. Zdanie, które jest majstersztykiem. Polecenie, rozkaz w liczbie pojedynczej skierowany do Szymona. Kolejny rozkaz już w liczbie mnogiej, do nich. Ale w między czasie rozgrywa się pewien dramat kompetencji. Kto z nich dwóch zna się na rybołówstwie. Przecież nie Jezus, syn (jak mówią mieszkańcy Nazaretu) cieśli. Ekspertem jest Szymon! To nie tylko znajomość fachu, ale i doświadczenie. Również takie negatywne: całą noc łowiliśmy i nic. Jeden z nich musi ustąpić; albo Jezus pod naporem argumentów Szymona (nie ta pora, nie to miejsce, po takiej nocce jak ta – mamy wszystkiego serdecznie dosyć. Kończymy i idziemy spać), albo Szymon. Tylko dlaczego miałby ustąpić? Kompetencje i doświadczenie przemawiają za nim, a nie za cieślą. Szymon jednak ustępuje, daje za wygraną. Na Twoje Słowo. Skoro tak, to musi się wpisać między tę liczbę pojedynczą a mnogą. Skoro przyjmuje słowo Jezusa, to musi teraz przekonać współtowarzyszy, że będą wbrew ich kompetencjom i doświadczeniu łowić. Zaczyna grać dla sprawy Jezusa swoim autorytetem. Wolność Jezusa wyciągnęła ręce po wolność Szymona. Jezus mu obiecuje, że zostanie rybakiem ludzi. Zaczyna od zaraz. Bo dla idei Jezusa musi złowić trzech swoich współtowarzyszy. Powtarzam – musi to zrobić wbrew ich kompetencjom i doświadczeniu.

I jeszcze jedno. Szymon Piotr zapisał się w historii jako lider Dwunastu, jako Pierwszy, niejako urzędowy świadek Zmartwychwstania Jezusa i jako ten, który się Go zaparł. Ale epizod opowiadany przez Łukasza ukazuje jeszcze jeden z rysów tej postaci. Ilekroć czytam początek piątego rozdziału Ewangelii Łukasza, myślę o ujmującej, urzekającej bezinteresowności Szymona Piotra. Przecież mógł próbować wykorzystać Jezusa. On, Rybak mógł się pokusić o myśl, że można jakoś (tylko jak) zgodzić Jezusa na takie codzienne wizyty nad jeziorem. Po co harować całą noc, skoro wystarczy łowić przez chwilę w miejscu i w czasie wskazanym przez Cudotwórcę. Szymon tej pokusie wykorzystania Jezusa nie ulega. Akt wiary żywi się bezinteresownością. Bez niej człowiek nigdy nie stanie się wierzący.        



ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

[1] Po łacinie Duc in altum. Przytaczam to, gdyż tak nazywała się jezuicka seria wydawnicza poświęcona właśnie lectio divina. Wśród autorów na poczesnym miejscu był nieżyjący już arcybiskup Mediolanu, kardynał Carlo Maria Martini. We współczesnym Kościele chyba nikt nie uczynił więcej niż On dla popularyzowania lectio divina.


Ewangelia wg świętego Łukasza - XXIII

opublikowane: 7 maj 2017, 02:51 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 maj 2017, 02:53 ]

Po dłuższej przerwie (spowodowanej celebracją Triduum Paschalnego) wracamy do Lectio. Kolejny fragment Ewangelii według świętego Łukasza. W jakimś sensie zostaje opowiedziany dzień działalności Jezusa Chrystusa. Cała uwaga skoncentrowana jest na aspekcie terapeutycznym – Jezus jest pokazany jako ten, który uzdrawia.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXIII

38 Po opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. 39 On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im. 40 O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. 41 Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: «Ty jesteś Syn Boży!» Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem. 42 Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. 43 Lecz On rzekł do nich: «Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany». 44 I głosił słowo w synagogach Judei.
(Łk 4, 38-44)

Nadal jesteśmy w Kafarnaum. Jezus zjawia się w domu Szymona Piotra. Łukasz nie przedstawia bliżej tej postaci. Ewangelia nie powstaje w próżni. Zapewne jest przekonany, że czytelnikom jego dwutomowego dzieła Szymon Piotr jest znany. Wydaje się, że początek znajomości między Jezusem a Szymonem Piotrem musiał mieć inny początek niż ten, który zwykliśmy nazywać powołaniem późniejszego lidera apostołów. Gdzie i jak się poznali Łukasza zdaje się nie interesować. Także chronologia tej przyjaźni też nie jest przedmiotem Łukaszowej troski.

Skoro jest teściowa to musi, to powinna być i żona. Niewiele o niej wiemy. W Nowym Testamencie raz jeszcze czyni się do niej aluzję. W Pierwszym Liście do Koryntian Paweł stawia pytanie: „Czyż nie wolno nam brać z sobą niewiasty - siostry, podobnie jak to czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?” (1 Kor 9, 5). Kontekst tego Pawłowego pytania jest następujący: w podróżach misyjnych apostołom towarzyszyły ich żony (zwane tutaj siostrami). Stąd też pytanie czy w jakiejś mierze były zaangażowane w dzieło misyjne rodzącego się Kościoła? Nie wiemy. Ten brak informacji skłania księdza Franciszka Mickiewicza SAC do stwierdzenia: „Tradycja nie przechowała [o małżeństwie Szymona Piotra] żadnych wspomnień, co może wskazywać, że Szymon Piotr po spotkaniu z Jezusem i wejściu do grona Jego najbliższych uczniów zerwał wszelkie więzy z rodziną”[1]. To dosyć odważna opinia. A świetle aktualnej dyskusji nad kondycją chrześcijańskiego małżeństwa rodzi się pytanie w jaki sposób Jezus traktował małżeństwo.

Powróćmy do teściowej, która jest chora. Jezus staje nad nią, przy niej i rozkazuje trawiącej ją gorączce, aby ustąpiła. Żadnego gestu – jedynie siła słowa. Podobnie jak w przypadku wypędzania demonów. Ta moc Jezusa robi wrażenie, więc kiedy kończy się szabat do domu Szymona Piotra zostają przyniesieni i przychodzą chorzy. Jezus uwalnia ich siłą swojego słowa od dolegliwości. Wśród uzdrowionych są także opętani. Demony przez nich, ich ustami składają deklarację tożsamości Jezusa (czy jest to wyznanie wiary): Ty jesteś Synem Bożym. Po całonocnej posłudze terapeuty Jezus odchodzi na miejsce odosobnienia. Możemy się jedynie domyślać, że to taka przestrzeń intymności między Jezusem–Synem a Ojcem.

Dzieło Jezusa wzbudza entuzjazm wśród mieszkańców Kafarnaum. Tak dalece, że pragną Go zatrzymać dla siebie, ale On domaga się wolności, ze względu na Dobrą Nowinę – ewangelię (po raz kolejny Łukasz nazywa sens i znaczenie nauczania Jezusa Chrystusa), którą chce głosić, zanieść mieszkańcom innych miastom.

I znowu nie wiadomo dlaczego Łukasz pisze o Judei, skoro Kafarnaum znajdowało się na terytorium Galilei.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

[1] Ks. Franciszek Mickiewicz SAC, Ewangelia według świętego Łukasza, tom III, część 1, str. 275.

Krzyżu Chrystusa

opublikowane: 14 kwi 2017, 00:03 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 maj 2017, 02:08 ]

Modlitwa papieża Franciszka z drogi krzyżowej odprawionej w Koloseum w Wielki Piątek 2016 roku.

O Krzyżu Chrystusa!

Krzyżu Chrystusa, symbolu Bożej miłości i ludzkiej niesprawiedliwości, ikono największej ofiary z powodu miłości i skrajnego egoizmu wynikającego z głupoty, narzędzie śmierci i drogo zmartwychwstania, znaku posłuszeństwa i znamię zdrady, miejsce kaźni prześladowań i sztandarze zwycięstwa.

Krzyżu Chrystusa, także dzisiaj widzimy, jak wznoszą cię w naszych siostrach i braciach zabitych, żywcem spalonych, zarżniętych czy ściętych barbarzyńskim mieczem i tchórzliwym milczeniem.

Krzyżu Chrystusa, także dzisiaj cię widzimy w obliczach dzieci, kobiet i osób wyczerpanych i zalęknionych, które uciekają przed wojną i przemocą, spotykając często tylko śmierć i tylu Piłatów umywających ręce.

Krzyżu Chrystusa, także dzisiaj widzimy cię w uczonych w literze prawa, ale nie w duchu, specjalistach od śmierci, ale nie od życia, którzy zamiast uczyć miłosierdzia i życia, grożą karą i śmiercią, i skazują sprawiedliwego.

Krzyżu Chrystusa, także dzisiaj widzimy cię w sługach niewiernych, którzy zamiast wyzbywać się swych próżnych ambicji, ogołacają nawet niewinnych z ich godności.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w skamieniałych sercach tych, którzy wygodnie osądzają innych, w sercach gotowych, by skazać nawet na ukamienowanie, nigdy nie zauważając własnych grzechów i win.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w fundamentalizmie i terroryzmie wyznawców pewnych religii, którzy profanują imię Boga i używają go, by usprawiedliwić swą niesłychaną przemoc.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w tych, którzy chcą cię usunąć z miejsc publicznych i wyrugować cię z życia publicznego w imię jakiegoś laickiego pogaństwa czy nawet w imię równości, której Ty sam nas uczyłeś.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w możnych i w handlarzach broni, którzy podsycają ogień wojen niewinną krwią braci i dają do jedzenia swoim dzieciom zakrwawiony chleb.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w zdrajcach, którzy za trzydzieści srebrników wydadzą każdego na śmierć.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w złoczyńcach i skorumpowanych, którzy zamiast chronić dobro wspólne i etykę, sprzedają się na nędznym targu niemoralności.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w głupcach, którzy budują magazyny, by gromadzić skarby nietrwałe, dając Łazarzowi konać z głodu u swych drzwi.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w dewastatorach naszego „wspólnego domu”, którzy egoizmem rujnują przyszłość następnych pokoleń.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w ludziach starszych opuszczonych przez swoich krewnych, w niepełnosprawnych i w niedożywionych dzieciach, odepchniętych przez nasze egoistyczne i zakłamane społeczeństwa.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w naszych morzach, Śródziemnym i Egejskim, które stały się nienasyconymi cmentarzyskami, obrazem naszego niewrażliwego i odurzonego sumienia.

Krzyżu Chrystusa, obrazie miłości bez końca i drogo Zmartwychwstania, widzimy cię także dzisiaj w ludziach dobrych i sprawiedliwych, którzy czynią dobro nie szukając poklasku i podziwu innych.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w sługach wiernych i pokornych, którzy rozświetlają ciemności naszego życia jak świece, co się spalają bezinteresownie, by oświetlić życie tych, którzy są ostatnimi.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w obliczach zakonnic i osób konsekrowanych – Miłosiernych Samarytan, którzy pozostawiają wszystko, by w ewangelicznym milczeniu opatrywać rany biedy i niesprawiedliwości.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w miłosiernych, którzy w miłosierdziu znajdują najdoskonalszy wyraz sprawiedliwości i wiary.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w ludziach prostych, którzy radośnie przeżywają swoją wiarę w codzienności i w synowskim posłuszeństwie przykazaniom.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w skruszonych, którzy z głębokości nędzy swych grzechów potrafią zawołać: Panie, wspomnij na mnie w swym Królestwie!

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w błogosławionych i świętych, którzy potrafią przechodzić przez noc wiary, nie tracąc ufności w Tobie i nie domagając się, by zrozumieć Twoje tajemnicze milczenie.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w rodzinach, które przeżywają w wierności i płodności ich małżeńskie powołanie.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w wolontariuszach, którzy wielkodusznie służą potrzebującym i poszkodowanym.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w prześladowanych za swoją wiarę, którzy w cierpieniu nadal dają autentyczne świadectwo Jezusowi i Ewangelii.

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w marzycielach, którzy żyją z sercem dziecięcym i każdego dnia trudzą się, by świat uczynić miejscem lepszym, bardziej ludzkim i sprawiedliwszym.

W tobie Krzyżu Święty widzimy Boga, który kocha aż do końca, i widzimy nienawiść, która panoszy się i oślepia serca i umysły tych, co ciemności przedkładają nad światło.

Krzyżu Chrystusa, Arko Noego, któraś ocaliła ludzkość od potopu grzechu, zbaw nas od zła i od złego! Tronie Dawida i pieczęci Bożego i wiecznego Przymierza, przebudź nas z ułudy próżności! Krzyku miłości, wzbudź w nas pragnienie Boga, dobra i światła.

Krzyżu Chrystusa, naucz nas, że wschód słońca jest silniejszy niż ciemność nocy. Krzyżu Chrystusa, naucz nas, że pozorne zwycięstwo zła znika w obliczu pustego grobu, wobec pewności Zmartwychwstania i miłości Boga, której nic nie jest w stanie zwyciężyć ani przyćmić czy osłabić.

Amen.

Ewangelia wg świętego Łukasza - XXII

opublikowane: 9 kwi 2017, 08:31 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 maj 2017, 02:39 ]

Jezus, żeby ogłosić nowość, jest zmuszony podążać utartymi, wydeptanymi ścieżkami swoich współziomków. Ten szlak prowadzi przez synagogę. W czasach Jezusa Chrystusa to jedna z najbardziej popularnych i najważniejszych instytucji świata żydowskiego. To greckie słowo (jego hebrajski odpowiednik to be-khenishta' lub po prostu kenishta') oznaczało miejsce zgromadzenia pobożnych Żydów, którzy modlili się tam i oddawali się studium, modlitewnemu rozważaniu Biblii. Synagoga swoje początki znajduje w czasie niewoli babilońskiej – czasie deportacji Żydów z Palestyny do Babilonii w okresie od 586 do 538 r. p.n.e. Żydzi pozbawieni sanktuarium jerozolimskiego (ołtarza i kultu) postanowili bronić swojej tożsamości religijnej i wiary w Jahwe gromadzić się w szabat i w święta właśnie z synagogach. Każde miasteczko zabiegało o to, aby ją posiadać. W większych ośrodkach bywało kilka synagog. Podobnie zachowywali się Żydzi żyjący w diasporze, poza Palestyną. Synagoga była miejscem, które promieniowało nie tylko na Żydów, ale także na tzw. bojących się Boga, prozelitów.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXII

Udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; «Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!» Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: «Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą». I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.
(Łk 4, 31–37)

Jezus opuszcza Nazaret i przenosi się do Kafarnaum, dużej rybackiej osady, która leżała nad Jeziorem Genezaret. Akwen ten jest także nazywany Morzem, Jeziorem Galilejskim. W Kafarnaum mieszkał Szymon Piotr, wespół ze swoim bratem Andrzejem, którzy należeli do pierwszych uczniów Jezusa. Miasteczko stało się oparciem dla Jezusa i Jego ruchu bardziej niż rodzinny Nazaret.

Mieszkańcy Kafarnaum nauczanie Jezusa przyjmują ze zdumieniem, wiąże to się z uznaniem i z podziwem dla osoby, słów Nauczyciela. W synagodze znajduje się człowiek opętany przez demona, ducha nieczystego. W kulturze hellenistycznej, w której wychował się Łukasz – autor Ewangelii, demony nie były koniecznie kojarzone z duchami nieczystymi. Demonami nazywano bóstwa niższej rangi, drugorzędne, które mogły na człowiek wpływać pozytywnie lub negatywnie, w zależności od swojej natury.

Paradoksalnie inicjatywa należy do opętanego. To on odzywa się pierwszy, niejako zaczepia Jezusa. Rozpoznaje Go jako zagrożenie dla siebie. Opętany rozpoznaje Jezusa niejako na dwóch płaszczyznach: historycznej (zwraca się do Niego "Jezusie Nazarejczyku") oraz nadprzyrodzonej (wiem, kim jesteś: święty Boga). Interwencja Jezusa jest krótka i zdeterminowana. Wywołuje to kolejny wybuch entuzjazmu i uznania ze strony obecnych w synagodze. Co ciekawe, ich uwaga skupiona jest na Słowie, mimo że są świadkami niewątpliwego cudu.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons


Ewangelia wg świętego Łukasza - XXI

opublikowane: 28 mar 2017, 12:51 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 maj 2017, 02:38 ]

Jezus rozpoczyna swoją działalność publiczną. Rozpoczyna ją w swoim rodzinnym Nazarecie. Tam gdzie dojrzewał. Tam gdzie był znany On i Jego rodzina. Wszystko dzieje się po chrzcie w Jordanie i po czterdziestodniowym poście na pustyni (zapewne judzkiej). Jezus wraca zatem do swojego świata.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXI

14 Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. 15 On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. 16 Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. 17 Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: 18 Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, 19 abym obwoływał rok łaski od Pana. 20 Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. 21 Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli». 22 A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?» 23 Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum». 24 I dodał: «Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. 25 Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; 26 a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. 27 I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman». 28 Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. 29 Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. 30 On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.
(Łk 4, 14- 30)

Łukasz powrót Jezusa z Judei do Galilei widzi i opisuje szeroko. Jezus naucza i czyni cuda, wszystko to sprawia, że zaczyna się o Nim mówić. Wydźwięk tej jezusowej obecności w Galilei wydaje się pozytywny. Ostatecznie kieruje się ku swojemu Nazaretowi, w którym jest znany on i Jego rodzina.

Z jednej strony Jezus w tym początku nawiązuje do swojej młodości, z drugiej strony wykorzystuje istniejącą strukturę. Mieszkańcy Nazaretu, podobnie jak sam Jezus, mieli zwyczaj gromadzić się w synagodze. Czytano w niej Biblię, rozważano jej znaczenie i modlono się. Przy synagodze działały szkoły, w których dzieci uczyły się czytać i pisać. Każda lokalna społeczność zabiegała o to, aby posiadać synagogę.

W szabat gromadzono się na wspólnej modlitwie. Wybrany fragment Pisma mógł czytać każdy mężczyzna, który potrafił to poprawnie uczynić. Również interpretacji przeczytanego fragmentu podjąć mógł się każdy, kto potrafił to zrobić.

Jezus otrzymuje zwój Księgi Izajasza i wybiera dwa fragmenty. Jeden z pięćdziesiątego ósmego rozdziału, drugi zaś z sześćdziesiątego pierwszego. Jezus to Słowo odnosi do siebie. Uważa się za Namaszczonego. Tę Jego misję Namaszczonego określa pięć czasowników:
  1. ubogim głosił dobrą nowinę,
  2. więźniom głosił wolność,
  3. a niewidomym [głosił] przejrzenie,
  4. abym uciśnionych czynił wolnymi,
  5. abym obwoływał (głosił) rok łaski od Pana.
To pokazuje, że misja Jezusa skoncentrowana jest/była na słowie. Zostają wyróżnione trzy kategorie adresatów: ubodzy (należy ich interpretować nie kontekście społecznym a teologicznym, czyli tacy, którzy swoją całą swoją nadzieję pokładają w Bogu); więźniowie (doświadczenie zniewolenia należy do tożsamości Narodu Wybranego); niewidomi (być może pojawiają się tutaj ze względu na fakt, że sam Jezus prezentowany jest jako światłość przychodząca od Boga).

Kazanie Jezusa sprowadza się do jednego zdania: „Dzisiaj wypełniło się to Pismo, które słyszeliście”. Krótkie i pierwsze zapisane w ewangelii Łukasza. I natychmiast zostaje negatywnie przyjęte. Początek publicznej działalności Jezusa zostaje naznaczone odrzuceniem, niepowodzeniem. Musi boleć skoro pochodzi od tych, których Jezus doskonale znał i których zapewne tak po ludzku darzył sympatią i życzliwością. Czy można było gorzej zacząć? Od klęski!

Te złe emocje ze strony sąsiadów Jezusa dochodzą do zenitu. Ewangelista powiada, że chcieli Go zabić, ale Łukasz zdradza przy tym nieznajomość topografii Ziemi Świętej. Nazaret bowiem nie był usytuowany na górze, wręcz przeciwnie, w dolinie. Oczywiście ten błąd autora ewangelii niektórym daje do ręki argument podważający historyczność całego epizodu.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

Ewangelia wg świętego Łukasza - XX

opublikowane: 22 mar 2017, 01:36 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 22 mar 2017, 01:36 ]

Zupełnie przez przypadek ta okrągła (bo dwudziesta) lectio divina poświęcona Ewangelii Łukasza zabarwiona jest nieco klimatem Wielkiego Postu, gdyż mowa o poście samego Jezusa i jego kuszeniu przez diabła. Epizod kuszenia opowiadany w trzech Ewangeliach synoptycznych znajduje się u Łukasza, Marka i Mateusza w tym samym miejscu: między chrztem Jezusa w Jordanie a początkiem Jego publicznej działalności.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XX

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu Świętym na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek». Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje». Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego». Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.
(Łk 4,1–13)

Tłumaczenie Biblii Tysiąclecia (z którego korzystamy) nie wydaje się dokładne. Bowiem Duch nie tyle wyprowadził Jezusa na pustynię, ile prowadził go na pustyni (lub po pustyni). I zapewne chodzi o Pustynię Judzką. Jezus przebywał na niej czterdzieści dni. Czytając Ewangelię, musimy pamiętać, że to opowieść o historii Jezusa, w związku z tym nasza uwaga musi być skoncentrowana nie tylko na historii (tak, jak ją rozumiał Łukasz i tak, jak ją my rozumiemy), ale również na wszelkich możliwych aluzjach literackich (tak, jak czynimy to przy każdej opowieści). Liczbę czterdzieści słuszniej w tym kontekście interpretować jako pewną aluzję literacką niźli informację historyczną. Autor opowiadania najprawdopodobniej czyni aluzję do czterdziestu lat wędrowania plemion izraelskich przez pustynię. Dla Izraela było to fundamentalne doświadczenie bliskości Boga. Doświadczenie, które ukonstytuowało go jako Naród Wybrany, naród Jahwe. Pustynia jednak oprócz tego znaczenia doświadczenia Boga była również widziana jako miejsce przebywania dzikich zwierząt i złych duchów, zagrażających człowiekowi. Być może właśnie ta dwuznaczność pustyni sprawiła, że autor Ewangelii uparł się, że Duch prowadził Jezusa po, na pustyni. Tak, aby pomóc Mu rozczytać tę rzeczywistość. Jezus pości. Zapewne wyglądało to tak, że Jezus żywił się tym, co dostarczała mu pustynia. A zatem niewiele. Jest w tym najprawdopodobniej również nawiązanie do historii Mojżesza, który, zanim otrzymał tablice na Gorze Synaj, przez czterdzieści dni nie jadł i nie pił wody (por. Wj 34, 28). To ważny tekst, gdyż należy właśnie do tego czasu czterdziestoletniej wędrówki Izraela przez pustynię. Jezus w końcu czuje głód. Pojawia się jakiś deficyt. To dobra okazja, aby mógł przystąpić do Niego diabeł ze swoimi propozycjami. Pokusy. Myślę, że w medytacji nad pokusami, które spotkały Jezusa, należy uniknąć jednego zasadniczego niebezpieczeństwa. Wydaje nam się często, że odkrycie swoistej logiki pokusy uchroni nas przed upadkiem. Tak, jakby zwycięstwo nad pokusą zależało od zrozumienia jej dynamiki i mechanizmu. Diabeł Jezusa kusi na trzy sposoby. Każdy z nich przynosi pewną lekturę rzeczywistości (świata i relacji z innymi). Pierwsza dotyczy głodu, deficytu, jaki w sobie odkrywa Syn Człowieczy. Rzecz dotyczy zatem użycia środków, którymi dysponuje Jezus. Według diabła należałoby je ukierunkować na samego Jezusa. Na siebie. Taka byłaby logika wymuszona po części przez głód, ów deficyt dokuczający Jezusowi. Odpowiedź Jezusa „nie samym chlebem żyje człowiek” w pierwszym rzędzie relatywizuje sam deficyt, głód. Tak, jakby Jezus chciał powiedzieć: owszem jestem głodny, ale to nie jest najważniejsze. Druga pokusa, której doświadcza Jezus, wiąże się z pewnym założeniem, które nie jest już tak oczywiste i prawdziwe jak wcześniejszy głód. Dotyczy przekonania, że polityka (i zarazem historia) należą do diabła i za cenę hołdu może tę swoją władzę przekazać, komu chce. Ta deklaracja diabła jest oczywiście sprzeczna ze świadectwem Biblii, która nie ustaje w przekonywaniu, że jedynym Panem świata jest Jahwe. Iluż to z nas żyje tą diabelską iluzją, że polityka to jego dzieło lub jego królestwo. Przy trzeciej pokusie ponownie zmienia się sceneria. Tym razem jesteśmy w świątyni jerozolimskiej, w której diabeł wydaje się poddawać w wątpliwość wiarę Jezusa w miłość Ojca. W tej pokusie, stricte religijnej, diabeł kusi w przestrzeni, która jest święta, sakralna (chciałoby się powiedzieć, że nie ma bezpiecznego miejsca, do którego diabeł nie miałby dostępu) i posługuje się Słowem Bożym, aby zwieść Jezusa. Przedstawia się jak wytrawny teolog. W grze jest sprawa najistotniejsza – intymna relacja Jezusa z Ojcem. Pokusy w tej trzeciej próbie osiągają swoje apogeum. To spotkanie Jezusa z diabłem oznacza początek starcia, którego finałem będzie śmierć krzyżowa Chrystusa.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

Ewangelia wg świętego Łukasza - XIX

opublikowane: 14 mar 2017, 12:50 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 17 mar 2017, 12:30 ]

Papież Franciszek w swojej adhortacji Amoris laetitia w pewnym momencie pisze, że „Biblia pełna jest rodzin, pokoleń, historii miłości i kryzysów rodzinnych, począwszy od pierwszej strony, gdzie wkracza na scenę rodzina Adama i Ewy z jej brzemieniem przemocy, ale także z siłą życia, które trwa nadal (por. Rdz 4), aż do ostatniej strony, gdzie pojawiają się zaślubiny Oblubienicy i Baranka (por. Ap 21, 2.9)” (AL, 8). Fragment dzisiejszej lectio divina poświęcony genealogii Jezusa Chrystusa jest chyba najlepszą ilustracją do tych papieskich słów o Biblii, która jest zamieszkała przez niezliczoną rzeszę rodzin.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XIX

Sam zaś Jezus, rozpoczynając swoją działalność, miał lat około trzydziestu. Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego, syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa, syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja, syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody, syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego, syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera, syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego, syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jony, syna Eliakima, syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida, syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona, syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy, syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora, syna Serucha, syna Ragaua, syna Faleka, syna Ebera, syna Sali, syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama, syna Enosa, syna Seta, syna Adama, syna Bożego.
(Łk 3,23–38)

Również my dzisiaj przeżywamy swoisty renesans zainteresowania współczesnego człowieka swoim pochodzeniem. Niewątpliwa moda na utworzenie własnego drzewa genealogicznego sprawia, że do naszych biur parafialnych przybywa coraz więcej osób szukających śladów swoich przodków. To pomaga nam nieco zrozumieć powyższy fragment Ewangelii św. Łukasza. Również w I w. podobna moda musiała przewalać się przez ówczesny Kościół, bo nieco rozeźlony Paweł przypomina Tymoteuszowi, żeby „nakazał niektórym zaprzestać głoszenia niewłaściwej nauki, a także zajmowania się baśniami i genealogiami bez końca”. (1 Tm 1: 3 -4). Być może były to próby odtworzenia genealogii samego Jezusa. W Nowym Testamencie posiadamy dwie wersje, różne od siebie. (To pokazuje, że ich znaczenie jest bardziej religijne niż historyczne. Nie sposób czytać ich według kryteriów współczesnej historiografii). Od Dawida, który pojawia się jako jedna z kluczowych postaci w obydwóch wersjach, do Jezusa obydwie genealogie są różne. Mateusz idzie królewską drogą Salomona, następcy Dawida, natomiast Łukasz idzie linią Natama, trzeciego syna Dawida.

Łukasz mówi, że Jezus na początku miał około trzydziestu lat. To zawieszenie głosu – że około – dodaje tej informacji wiarygodności. Jezus, biorąc pod uwagę wszelkie wcześniejsze informacje dostarczone przez Łukasza, miał zapewne nieco ponad trzydzieści lat. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że miał około trzydziestu pięciu lat. Ale Łukaszowi być może chodzi o coś jeszcze. Nie tyle o faktyczny wiek Jezusa, ale o wskazanie, że Jego publiczna działalność rozpoczyna się wtedy, kiedy według mentalności żydowskiej mężczyzna osiągał dojrzałość i zdolność do podejmowania istotnych misji publicznych (o charakterze religijnym lub społeczno- politycznym). Tak było w przypadku lewitów posługujących w świątyni jerozolimskiej, jak i samego króla Dawida, który rozpoczął panowanie w Izraelu, mając lat trzydzieści właśnie.

Jezus uchodził za syna Józefa. Obecność Józefa w historii Jezusa uczniom, którzy głosili boskie pochodzenie Jezusa, musiała sprawiać pewną trudność. Stąd ów Łukaszowy dystans. Pisze zatem, że ludzie uważali go za syna Józefa. W domyśle autor Ewangelii chce powiedzieć, że tak naprawdę było inaczej. Józef nie był ojcem Jezusa. Tylko za takiego uchodził w opinii ludzi.

W tym długim, bo liczącym 77 imion (które są ułożone w pewien porządek - jedenaście siódemek, na początku każdej ktoś znaczący w historii zbawienia – Jezus rozpoczyna dwunastą siódemkę. Tak, jakby Łukasz chciał powiedzieć: Mesjasz jest płodny, On także zapowiada i posiada), łańcuchu postaci na trzy warto zwrócić uwagę: to Dawid, król żydowski, do którego Jahwe przywiązał obietnicę Mesjasza (jej wypełnieniem jest Jezus); to Abraham – Jemu Jahwe złożył obietnicę ziemi i potomstwa, a On, uwierzywszy, stał się wzorem, modelem wiary dla Żydów i chrześcijan. To zastanawiające, że nawet chrześcijaństwo jako wzór wiary nie przedstawia Jezusa, który jest wzorem we wszystkim, ale nie w wierze, bo w niej uczymy się od Abrahama. Ostatnią postacią jest Adam – a to oznacza, że Jezus – jego potomek – jest prawdziwym człowiekiem, synem Boga. Łukasz wydaje się zainteresowany tym, aby pokazać nie tylko przynależność Jezusa do świata żydowskiego, ale (a może przede wszystkim) Jego uniwersalność, która dotyczy każdego człowieka, syna Adama, syna Boga.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

Ewangelia wg świętego Łukasza - XVIII

opublikowane: 28 lut 2017, 02:45 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 02:56 ]

Jutro już Popielec, początek Wielkiego Postu, pozostajemy wierni Łukaszowi. Pamiętajmy, że bezinteresowność (w tym wypadku niepodporządkowanie lectio żadnym względom homiletycznym, liturgicznym czy też duszpasterskim) lectio divina stanowi jeden z istotnych filarów jej owocności.
Dzisiaj kolej na jeden z najbardziej enigmatycznych fragmentów tradycji ewangelicznej – chrzest Jezusa w Jordanie. Można powiedzieć, że od pytania, kim jest Jan Chrzciciel, przechodzimy do pytania, które nie opuści nas do ostatniego zdania tej Ewangelii: kim jest Jezus Chrystus.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XVIII

Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».
(Łk 3, 21–22)

To musiało być ważne wydarzenie w życiu Jezusa, skoro wszyscy czterej ewangeliści o nim mówią. To zastanawiające, bo przecież Marek i Jan nic nie piszą o narodzinach Jezusa. Mimo że ów chrzest przysparzał niemałych problemów rodzącemu się Kościołowi. Jaki bowiem byłby / jest sens, znaczenie chrztu Jezusa? Pamiętajmy, że Łukasz nieco wcześniej oznajmił, że to chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów (Łk 3, 3). Dwadzieścia wieków chrześcijaństwa przyniosło wiele odpowiedzi na to pytanie. Niektóre z nich były ortodoksyjne, niektóre z nich zostały odrzucone jako heretyckie.

Niektórzy widzą w tym akt solidarności z ludźmi sponiewieranymi przez grzech. Oczywiście ów gest solidarności rzuci cień i na samego Jezusa. I ów cień swoje apogeum osiągnie w tajemnicy śmierci Jezusa Chrystusa.
Zmieszany z tłumem grzeszników zacznie wydawać się jednym z nich.

Integralną częścią całego epizodu jest to, co towarzyszy obrzędowi zanurzenia się w wodach Jordanu, a co jest charakterystyczne tylko dla Jezusa:

1/ otwarcie nieba

Łukasz używa specjalnej konstrukcji literackiej – passivum theologicum (strony biernej teologicznej), aby powiedzieć, że niebo, niebiosa zostały otwarte (w domyśle: przez Boga), a nie, że się otworzyły (jakby same, z własnej inicjatywy). Te otwarte niebiosa są symbolem, że Ten, który je (jak ówcześnie wierzono) zamieszkuje, wychodzi ku człowiekowi; chce mu coś zakomunikować.

2/ zstąpienie Ducha Świętego

Duch zstępuje na Jezusa. Chyba warto podkreślić różnicę znaczeń poszczególnych przyimków. Duch zstępuje (ruch z góry – w domyśle z nieba – na dół) na Jezusa, a nie w Jezusa. Użycie tego drugiego przyimka "w" mogłoby sugerować jakąś wcześniejszą nieobecność Ducha w życiu Jezusa, a to otwierałoby pole tym wszystkim spekulacjom, które w chrzcie Pana chcieli widzieć swoistą adopcję człowieka Jezusa przez Boga.

Ważne jest i to, że według Łukasza cała ta scena jest nacechowana pewną cielesnością, materialnością symbolizowanymi przez gołębicę. Być może jest w tym również aluzja do dwóch literackich wątków. Pamiętamy Księgę Rodzaju, gdzie w opisie stworzenia Duch unosi się nad wodami pierwotnego chaosu (Rdz 1, 2) oraz gołębicę, którą Noe wypuścił z Arki ocalenia (Rdz 8, 8-10).

3/ głos z nieba

To ostatni element teofanii, czyli objawienia Boga. Głos potwierdza, objawia tożsamość Jezusa.

Cała ta scena oznacza początek publicznej działalności Jezusa Chrystusa. Ten nieznany, do tej pory, nikomu obywatel małoznaczącego Nazaretu wchodzi na arenę historii swojego ludu i całej ludzkości.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

Ewangelia wg świętego Łukasza - XVII

opublikowane: 21 lut 2017, 04:04 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 02:50 ]

Niepokój odnośnie tożsamości Jan Chrzciciela się pogłębia. Fragment dzisiejszej lectio próbuje się z tym niepokojem się uporać.

Swoją drogą tłumacz ewangelii świętego Łukasza w Biblii Tysiąclecia w pewnym momencie używa słowa wiejadło? Komputer wyrzuca mi, że nie zna takiego słowa w języku polskim. Więc co to takiego to wiejadło? Wikipedia (a jakże) pisze, że wiejadło to narzędzie do oddzielenia ziarna od plew, w formie podobnej do wideł lub szufli. Było używane od starożytności, a w wielu regionach świata używane jest do dziś. Przy silnym wietrze podrzucano wiejadłem ziarno wymieszane z plewami. Ziarno spadało na klepisko, a plewy były porywane przez wiatr. Zastępowane przez dużo wydajniejszą wialnię.

Kto z nas widział wiejadło?

Ksiądz Franciszek Mickiewicz SAC, którego komentarz jest dla nas przewodnikiem w miejscu wiejadła ma właśnie szuflę.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XVII

15 Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, 16 on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. 17 Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym». 18 Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę. 19 Lecz tetrarcha Herod, karcony przez niego z powodu Herodiady, żony swego brata, i z powodu innych zbrodni, które popełnił, 20 dodał do wszystkiego i to, że zamknął Jana w więzieniu.
(Łk 3, 15–20)

Ten fragment nie jest zapisem, kompletnym zapisem nauczania i historii Jana Chrzciciela. Autor ewangelii niewątpliwie dokonał pewnego wyboru, pewnej pracy redakcyjnej w oparciu o materiały (przekaz pisany – być może tzw. dokument Q - lub przekaz ustny), które były mu dostępne w chwili opracowania samej ewangelii.

Postać Jana elektryzowała społeczeństwo żydowskie jeszcze długo po jego śmierci i to nie tylko w Judei czy Galilei. Ślady tego znajdujemy chociażby w Dziejach Apostolskich, gdzie w rozdziale 19 opowiada się misję Pawła Apostoła w Efezie:
Paweł przeszedł okolice wyżej położone, przybył do Efezu i znalazł jakichś uczniów. 2 Zapytał ich: «Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy przyjęliście wiarę?» A oni do niego: «Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty». 3 «Jaki więc chrzest przyjęliście?» - zapytał. A oni odpowiedzieli: «Chrzest Janowy».
(Dz 19, 1-3)

Chronologicznie jesteśmy mniej więcej w połowie lat pięćdziesiątych I wieku. Od śmierci Jana Chrzciciela upłynęło około 30 lat!

Lud oczekuje, ludzie się czegoś spodziewają. Te nadzieje koncentrują się wokół postaci Jana. Pojawia się podejrzenie, że to może on jest oczekiwanym Mesjaszem. Jak dowiedzie historia – wybuch powstania przeciw Rzymowi (lata 67 – 70), nazywane wojną żydowską – oczekiwania miały te przede wszystkim charakter polityczny. Czy Jan składał jakieś obietnice wyzwolenia politycznego? W świetle przekazanych świadectw wydaje się to mało prawdopodobne. Być może tak opacznie interpretowano jego krytyczne nastawienie do panującego Heroda Antypasa, że wbrew sobie wyrastał na działacza politycznego, a sam Herod Antypas zaczynał w nim widzieć kogoś na kształt opozycjonisty. Lidera, mentora tych, którzy chcieliby złożyć z urzędu samego króla. Że taki zabieg jest możliwy Herod Antypas wiedział chociażby z historii swojego brata Archelaosa, który zarządzał Judeą, a w 6 roku naszej ery Rzymianie usunęli go z urzędu i zesłali do dalekiej Galii (czyli Francji) z powodu skarg Żydów i Samarytan, którzy nie znosili jego porywczego i niesprawiedliwego sposobu sprawowania władzy. Ale póki co Jan chce uciec od tej mylnej interpretacji, którą tłum go opasuje. A zatem przy okazji chrztu w Jordanie (ten ryt nie może zmylić naszej chrześcijańskiej wrażliwości, która w chrzcie widzi jednorazowy akt, sakrament). W przypadku chrztu janowego mamy do czynienia z gestem, który posiadał przede wszystkim wymiar głęboko symboliczny, odpowiadający na wewnętrzną dyspozycję człowieka, który rozpoznając swój grzech i niewierność chce się nawrócić (stąd właśnie skandaliczność chrztu, który przyjmuje Jezus Chrystus w Jordanie!).

Jan odnosi się do opinii, którą mają o nim przychodzący się ochrzcić. Nie jestem mesjaszem – to brzmi bardzo mocno! Więcej, tym, mesjaszem będzie ten, który przyjdzie po mnie.

Język Jana to język starotestamentalnych proroków. Ogień, o którym wspomina Chrzciciel, u proroków Starego Testamentu oznaczał pewną własność Boga, dzięki której dokonywało się oczyszczenie z grzechów człowieka i przygotowanie go do pełnienia wyznaczonej mu misji. Być może dobrze przytoczyć jeden z takich tekstów; otóż w księdze proroka Zachariasza prorok mówi tak:
W całym kraju - wyrocznia Pana - dwie części zginą i śmierć poniosą, trzecia część tylko ocaleje. 9 I tę trzecią część poprowadzę przez ogień, oczyszczę ją, jak oczyszcza się srebro, i wypróbuję tak, jak złoto próbują. I wzywać będzie mego imienia - a Ja wysłucham, i będę mówił: «Oto mój lud», a on powie: «Pan moim Bogiem».
(Za 13, 8–9)

Jaka jest relacja Jana do nadchodzącego Mesjasza? W słowach samego nadjordańskiego proroka wyższość Tego drugiego zostaje potwierdzona trzykrotnie:
  1. jest potężniejszy niż Jan;
  2. on przynosi „lepszy’ chrzest;
  3. mesjasz jest sędzią.
Oczywiście intryguje nas ten obraz ściąganych sandałów. Otóż w starożytności była to czynność zarezerwowana dla niewolników a musiała być uważana za tak upokarzającą, że z zachowanych źródeł żydowskich wiemy, że żydowski niewolnik nie musiał zdejmować sandałów ze stóp swojego pana czy mistrza.

W rozumieniu Jana Mesjasz ma być sędzią. Stąd obraz tej nieszczęsnej szufli.

Ot, tak właśnie Jan lokuje siebie wobec nadchodzącego Mesjasza. I coś wyraźnie musiało mu później nie pasować, skoro pod koniec swojego życia, już z więzienia, wysyła do Jezusa posłańców z dramatycznym pytaniem: „Czy ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?» (Łk 7; 19) Co takiego zmyliło Jana? Do tego pytania wrócimy za jakiś czas.

Jan krytykował Heroda Antypasa. Jak mówi ewangelista za to, że ten wziął sobie za żonę Herodiadę, żonę swojego brata. Mimo, że prawo żydowskie pozwalało na rozwód i ponowny ślub to jednak w Torze był wyraźny zakaz wiązania się z żoną brata, za jego życia: Nie będziesz odsłaniać nagości swojej bratowej, jest to nagość twojego brata. (Kpł 18, 16) Podobnie jak z wiejadłem pojawia się kwestia języka. Co to takiego odsłonięcie nagości. Eufemizm określający stosunek seksualny, relację intymną.

A zatem wydaje się, że jesteśmy w takim dyskursie moralnym. Oczywiście powstaje dlaczego Jan oczekiwał, że nie–Żyd będzie przestrzegał prawa żydowskiego. Herod Antypas był synem Heroda Wielkiego, który był Idumejczykiem i kobiety, która była Samarytanką. Wszyscy poza Torą i poza Przymierzem. I tak był wychowywany Antypas.

Ale skoro mamy króla to musimy mieć i politykę. Żeby pobrać się z Herodiadą, Herod Antypas musiał pozbyć się swojej pierwszej żony, która była córką Aretasa IV, króla Damaszku i Nabatejczyków. Teść Heroda nie pogodził się z decyzją swojego zięcia i rozpoczął przeciw niemu wojnę (urażeni teściowie tak mają). Skórę Herodowi uratowali Rzymianie, bo inaczej skończyłoby się to totalną katastrofą. Ludzie, tłum klęskę wojsk Heroda Antypasa widzieli jako karę Bożą za jego małżeństwo z Herodiadą. Gdzieś tam pewnie zrodziło się podejrzenie, że Jan musi mieć coś wspólnego z militarnymi poczynaniami króla Damaszku.

Nad Janem zbierają się czarne chmury: krytyk moralnej postawy władzy, która atakowana z zewnątrz, jak każda zagrożona władza, będzie szukała wewnątrz wrogów, którzy mogliby sprzymierzyć się z tymi, którzy nacierają spoza. Nadto złość urażonej kobiety, Herodiady. Taka koalicja póki, co pozbawia Jana wolności. Po niejakim czasie pozbawi go głowy.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons

1-10 of 63