Szanowni Państwo,
Często dyskutujemy o tym, czy szkoła ma tylko uczyć, czy również wychowywać. Gdy byłem uczniem LOS-u, w swej nastoletniej wierze we własną "dorosłość" bardzo nie chciałem już być przez nikogo wychowywany. Ale Psor po prostu z nami rozmawiał. Szczerze, z szacunkiem, po partnersku. Szczególnie zapamiętałem dwie rozmowy z Psorem. Dopiero po latach zrozumiałem, jak bardzo były dla mnie wychowawcze.
Gdy byłem Pierwszakiem, a Psor ostatni rok pełnił funkcję dyrektora, organizowałem w szkole jakieś wydarzenie i oczekiwałem w związku z tym, że nie będę musiał iść na część lekcji. Wtedy Psor wziął mnie na bok i opowiedział miło, ale z wyraźną dezaprobatą, o "działaczach" (to słowo miało u niego strasznie negatywne konotacje!), którzy niby coś robią społecznie, ale w sumie to oczekują przy tym korzyści dla siebie. Surowo, lecz jak zwykle z uśmiechem, przestrzegł mnie przed tym.
To była dla mnie lekcja na całe życie o tym, czym powinna być praca społeczna czy też wolontariat. Społecznik niesie w świat ważne dla siebie wartości, stara się służyć ludziom, nie szuka w tym zysku czy poklasku. Tak się przypadkiem złożyło, że w dniu śmierci Psora wracałem właśnie ze spotkania administratorów Wikipedii, największego społecznego projektu edukacyjnego w historii, tworzonego przez wolontariuszy. Jestem przekonany, że bez tej nauki Psora o sensie i etyce społecznego zaangażowania, nie znalazłbym się tam.
Teraz zdradzę po latach nieco wstydliwy dla mnie sekret. Nasza druga pamiętna dla mnie rozmowa miała miejsce, gdy Psor nie był już dyrektorem, ale wciąż uczył matematyki. Obaj wiedzieliśmy, że powinienem mieć z tej matmy na świadectwie ukończenia szkoły trójczynę. Ale Psor wiedział też, że byłem już wtedy olimpijczykiem z innego przedmiotu. Wziął mnie wtedy na długi spacer po ogródku wokół szkoły i powiedział, że on widzi tę moją matematyczną słabość, ale docenia wysiłek i zaangażowanie włożone gdzie indziej. I dlatego dostanę od Niego na świadectwie czwórkę.
Psor sporo wymagał od uczniów i współpracowników, jeszcze więcej od siebie, ale nigdy nie tracił w tym swojego ciepłego człowieczeństwa. Nigdy nie pozwalał sobie na patrzenie na kogolwiek z góry. W licealiście widział najpierw człowieka, dopiero potem ucznia. Bardzo świadomie kształcił i wychowywał ludzi, którzy mieli potem trafiać na najlepsze uczelnie, a z czasem w ważne miejsca dorosłego życia. Ale jednocześnie oczekiwał, że ta nasza świetna edukacja, którą dawał i wciąż daje LOS, posłuży nie tylko nam, lecz przede wszystkim dobru wspólnemu. Bo wierzył, i przekazał tę wiarę nam, że tylko taka szkoła ma sens.
Chcemy nadal rozwijać dzieło Psora i przekazywać Jego wartości kolejnym pokoleniom młodych ludzi. Dlatego dzisiaj mam smutny zaszczyt żegnać Psora nie tylko w swoim imieniu, nie tylko w imieniu Absolwentów LOS-u, ale również jako członek i w imieniu Zarządu Samodzielnego Koła Terenowego nr 10 Społecznego Towarzystwa Oświatowego, organu prowadzącego naszej szkoły.
Dziękuję za wszystko, Psorze! Do zobaczenia!
Jarosław Błaszczak