Trzy, dwa, jeden… Fru! Sztuka teatralna w SLO5
„Jak ja tu trafiłam? Przez pana Wróblewskiego. To Marcin Wróblewski powiedział mi: «Słuchaj, jest fajna szkoła, dobrze by ci się tam pracowało». Dyrektorem był jeszcze profesor Wojciech Czaj. Z dużą chęcią mnie przyjął, bo też miał artystyczną duszę. Lat temu to było 7, może 8…”. Od tego czasu pani Iwona Dornarowicz prowadząca kółko teatralne wyrobiła wyjątkową więź z naszą szkołą, wydobywając z uczniów perły i wystawiając je w miejscach kultury. Co więc się dzieje na próbach naszego koła, że odwiedzający odczuwają w powietrzu sztukę?
Po lekcjach w środę można usłyszeć zadziwiające krzyki z sali nr 19 – to kółko teatralne próbujące spełnić wymagania pani Iwony. Najżmudniejszą częścią zajęć teatralnych jest praca nad głosem. Jednym z ćwiczeń było na przykład krzyczenie na biedne krzesło – naginasz się i opierasz na nim ręce, wydobywając dźwięk z rozgrzanych ćwiczeniami ust: „hu!”. Wygląda to komicznie. Oprócz tego każdy padawan pani Dornarowicz powinien znać „Wpadła gruszka do fartuszka”, bo ten wiersz recytujemy, wyrabiając dykcję i wyraźność głosu.
Na szczęście każdy rocznik naszego liceum potrafi się odnaleźć na zajęciach teatralnych: „Ja tu nie miałam takiej grupy, z którą mi się źle pracowało, aczkolwiek każda grupa jest inna. Nie mogę powiedzieć, na czym polega to, że jest inna”. Dlatego także w wywiadzie z panią Iwoną wspomniane zostają pomysły wcielone w życie dzięki naszym uczniom:
„Pamiętam spektakl, który wystawiliśmy w Teatrze Polskim w Warszawie. Braliśmy udział w festiwalu i byliśmy jednymi z laureatów. (…) To były «Wędrówki Hanrahana», literatura skandynawska. Akcja się działa w Irlandii. Pamiętam, bo był to bardzo ciekawy i trudny spektakl – on był symultaniczny, w różnych miejscach sceny działy się różne rzeczy. (…) Była to duża przygoda, bo mieliśmy bardzo mało czasu na przesłanie całego nagrania do Teatru Polskiego. (…) Pamiętam, że mieliśmy próby po północy, siedzieliśmy w Urzędzie Miasta i ćwiczyliśmy tam naprawdę po nocach. Ale daliśmy radę”.
Niedawno wystawione były po raz drugi „Cienie herosów” – jako że byłam świadkiem tej sztuki i przyłożyłam rękę do jej powstania, chętnie o niej opowiem. Było to połączenie dzieła Homera z „Odprawą posłów greckich” Jana Kochanowskiego, przy tym z uwzględnieniem prac historycznych, na przykład na temat roli kobiety w starożytności. Pokazuje ten spektakl drugą stronę medalu, który zakładają sobie na szyję wojownicy za przelaną krew. I rzeczywiście krew była – po obu wystąpieniach moja twarz i ręce były wysmarowane sztuczną krwią, którą niełatwo było zmyć.
A więc – co dalej? W chwili pisania tego artykułu nasza trupa teatralna uczy się pierwszego aktu nowej sztuki o czasach PRL-u, latach 60. Jedyne, co mogę powiedzieć: będzie to aktualne dla czasów, w których wciąż istnieje cenzura książek i wpływ polityki na sztukę. Zalecamy czekać, by nie przegapić tego wystąpienia i własnoręcznie powitać panią Iwonę po spektaklu.
„Ja uważam, że to jest świetna szkoła” – mówiła pani Iwona – „bo widzę po uczniach, po was, że macie kapitalnie pootwierane głowy – i to od pierwszego roku pracy tutaj na Fiderka ja to zauważam… Wy nie myślicie schematycznie, myślicie kontekstowo. To jest fascynujące w tej szkole”.
Tetiana Parfonova