Gdzie diabeł mówi „za zimno”, a my „dzień dobry!”
Jest –35 stopni (albo i mniej). Wychodząc z domku na lodowate, nocne powietrze, zabieram ze sobą szklankę zimnej wody. Biorę zamach i wylewam ciecz w powietrze. Woda spada na ziemię – nic ciekawego się nie wydarzyło…
20 lat później wiem, że do przeprowadzenia efektownego eksperymentu potrzeba wrzątku. Wylana woda zamienia się w parę, która ze względu na małą objętość zdąży zamarznąć, zanim cokolwiek dotrze do ziemi. Przez ostatnie 20 lat wiele się dowiedziałem. Jednak to właśnie szkolny wyjazd za koło podbiegunowe nauczył mnie bardzo ważnych życiowych lekcji, które do dzisiaj pamiętam.
1. Jeśli nie zapytasz, to nigdy się nie dowiesz
Słowa niewypowiedziane nie istnieją. Od podstawówki człowiek może usłyszeć, że „nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi”. Ja jednak osobiście uważam, że kluczowe jest samo zadawanie pytań. Wielu ludzi boi się pytać, nie chce albo co gorsza – nawet nie wie, że może. Boimy się tej głupiej odpowiedzi lub tego, że sami zostaniemy uznani za niekompetentnych, bo jest coś, co wymaga pomocy innych. Ja w trzeciej klasie liceum nie miałem tego problemu – w końcu już w przedszkolu miałem ksywkę „Profesor Ciekawski” – więc kiedy zacząłem interesować się tematem zorzy polarnej, po prostu zapytałem psora Janasika: „Co trzeba zrobić, aby zobaczyć zorzę polarną?”. Odpowiedź była z kategorii: „To proste, ale…”.
Z punktu widzenia fizyki i astronomii aurora borealis jest zjawiskiem przewidywalnym, zależy od aktywności Słońca. W krótkim okresie ciężko dokładnie wyznaczyć jej obecność – może to być za godzinę, jak i za siedem godzin – jednak w ujęciu rocznym występuje regularnie, na półkuli północnej najsilniej w okresie od listopada do lutego. Tutaj jednak pojawia się nasze „ale”. Zorzę polarną zdarza się zobaczyć nawet w Polsce, jednak aby nie liczyć na przypadek, najlepiej udać się za koło podbiegunowe. Zimą. Tam, gdzie niczego nie ma. Tam, gdzie nocą temperatura potrafi przebić –40 stopni…
Zimą 2005 roku do Rovaniemi w Finlandii nie latały żadne samoloty, zresztą dzisiaj chyba też nie latają. To nie jest popularny kierunek, nawet latem. Jedyną opcją transportu pozostawał samochód. Suma potencjalnych „ale”, które nie zachęcały, była spora. Miałem już odpowiedź na swoje pytanie – co trzeba zrobić. Teraz wyzwaniem była druga część – z kim zrealizować ten szalony projekt.
Parę miesięcy później zimą pod mój dom zajechało osobowe auto. W nim czekali już Janek Jończyk, Borys Cieślak i kierownik wyprawy, właściciel krążownika szos, w którym spędziliśmy (i trochę przespaliśmy) kolejne szalone 10 dni – psor Janasik. Bez psora całe to wydarzenie nigdy by nie doszło do skutku. Warto jest zadawać pytania, ale jeszcze ważniejsze jest to:
2. Dobry przodownik to podstawa sukcesu
W filmie „Pieniądze to nie wszystko” jest scena, w której jeden z rolników bierze gazetę i czyta artykuł o liderach small biznesu, po czym komentuje: czemu nie można było napisać tego po polsku – lider to przecież przodownik. Dzisiaj pracuję w wielkiej międzynarodowej firmie i połowa mojego słownictwa to anglicyzmy, nie zmienia to jednak faktu, że w realizacji każdego projektu bardzo ważne jest to, kto nim kieruje. Niezależnie od tego, czy nazwiemy kogoś liderem, przywódcą czy przodownikiem – taka osoba jest kluczowa. Nie bez powodu mówi się: „Nie ważne gdzie, ważne z kim”.
Przewodnikiem naszej wyprawy był psor. To dzięki jego podejściu do uczniów i edukacji mogliśmy zrealizować szalony plan wyjazdu trzech uczniów samochodem osobowym za koło podbiegunowe zimą. Wiele osób mogło zbyć moje pytanie o zorze jakimś krótkim stwierdzeniem: „Nie da się / to skomplikowane / nie interesuje mnie to”. Dobrzy liderzy to właśnie ci ludzie, którym nie boimy się zadawać pytań. Ich prawdziwa moc wychodzi w działaniu. My jako trójka licealistów nie mieliśmy żadnego doświadczenia w takich eskapadach, psor był bardzo doświadczony. To on zaplanował trasę i całą koncepcję. Zarezerwował transport, hotele, ogarnął budżet naszego projektu. Warto otaczać się ludźmi, którzy pomogą nam w realizacji planów, nawet tych najbardziej szalonych.
3. Plany są niczym, planowanie jest wszystkim
„Plans are nothing, planning is everything” – słowa te przypisuje się Dwightowi D. Eisenhowerowi, który jako generał i naczelny dowódca sił sojuszniczych podczas drugiej wojny światowej wiedział, że w realiach wojennych żaden plan nie przetrwa pierwszego kontaktu z wrogiem. Prawie 100 lat później to stwierdzenie jest wciąż aktualne i sam, w mojej pracy polegającej na usprawnianiu procesów wytwarzania oprogramowania, uczę ludzi, jak ważne jest posiadanie planów, a jeszcze ważniejsze – reagowanie na zmiany i tworzenie nowych planów.
Podczas naszej wyprawy kilkukrotnie musieliśmy zmienić pierwotne założenia i przyjąć nową strategię dotarcia na północny koniec Europy. Pierwszy test przeszliśmy, kiedy okazało się, że hostel, w którym mieliśmy nocować w Helsinkach, spłonął, o czym nie raczył wspomnieć aktualny przewodnik Lonely Planet. Na szczęście mimo zimowej pory w stolicy wciąż było wiele miejsc noclegowych, z których mogliśmy skorzystać.
Największą niespodzianką, jaka nas spotkała – i o której z przyjemnością opowiadam swoim bliskim i znajomym jako niesamowitym przeżyciu – była nasza wyprawa do „domków”. W Finlandii w wielu miejscach zbudowane są małe drewniane chatki, z których może skorzystać każdy turysta – zanocować, ogrzać się i wyruszyć dalej w trasę. Nasz plan zakładał przeprawę do takiej chatki i spędzenie w niej kilku dni. Mieliśmy zapasy jedzenia, a drewno z założenia powinno było być dostępne na miejscu. Dzisiaj nazwano by to cyfrowym detoksem – oddaloną od cywilizacji chatką gotową na przyjęcie śmiałków pragnących zobaczyć zorzę polarną.
Życie miało jednak inne plany i już na starcie zorientowaliśmy się, że przeprawa przez wysoki śnieg zajmie nam znacznie więcej czasu, niż planowaliśmy. Mieliśmy jednak zapas i postanowiliśmy iść dalej. Zima polarna ma to do siebie, że bardzo szybko robi się ciemno. W połowie drogi stało się jasne, że nie dojdziemy do chatki na czas. Tu po raz kolejny przezornością wykazał się psor, który zabrał „w razie czego” namiot… Tak, do dzisiaj pamiętam tę noc za kołem podbiegunowym, w namiocie, gdzie po obudzeniu się rano mieliśmy w środku namiotu szron na ściankach. Zima była piekielnie mroźna, a temperatura w ciągu dnia nie wzrastała powyżej –20 stopni, natomiast w nocy spadała nawet do –35 stopni. Tu powinno znaleźć się zdjęcie Borysa, który po wyjściu z namiotu i zjedzeniu „śniadania” miał na rzęsach zamarznięty lód.
Wolę nie myśleć, co by się stało, gdyby psor nie zabrał wtedy namiotu. Ważne jest planowanie wyprawy, ale jeszcze ważniejsza – umiejętność przewidywania potencjalnego ryzyka. Jednak najważniejsze jest mieć lidera, który w kryzysie potrafi pokierować zespołem, oraz – o czym rzadko się mówi – posiadać zespół, który jest gotowy na zmiany. Czy to na wyprawie szkolnej, czy w biznesie, czy w rodzinie – sukces jest wypadkową dobrego przywódcy i ludzi, którzy chcą za nim podążać.
4. Nigdy się nie zatrzymuj
Wyprawa, aby zobaczyć zorzę polarną, była początkiem mojej przygody z podróżami. Parę lat później jako student na dziekance spędziłem 17 miesięcy poza domem, podróżując po Ameryce Środkowej, Nowej Zelandii i Australii, oraz spędziłem siedem miesięcy, pływając statkostopem po Pacyfiku. Kto wie, czy gdyby tamtego dnia, kiedy zadałem psorowi pytanie, odpowiedź była z kategorii tych negatywnych, miałbym kiedykolwiek potem szansę na wszystkie wspaniałe przeżycia, których doświadczyłem. Cieszę się, że realizacja jednego marzenia dała mi siłę do planowania i realizowania kolejnych.
________________________________________
Zawsze jest okazja do zrobienia czegoś szalonego, ale nawet proza życia wymaga odwagi, aby czuć się w niej szczęśliwym. Usłyszałem kiedyś: „Sukces to mieć to, co się chce, a szczęście to chcieć to, co się ma”.
Życzę wszystkim uczniom, nauczycielom i absolwentom LOS-u, aby odnosili wspaniałe sukcesy, ale jednocześnie zawsze byli szczęśliwi z tego, co mają.
Niezależnie od tego, jakie macie plany, otaczajcie się wspierającymi ludźmi, przodownikami, którzy dadzą wam energię do realizacji planów i wiarę w to, że pomimo wszelkich zmian dacie radę je zrealizować!
Jan Walkiewicz
matura 2005