Wielka Nieznajoma!
Dla przeciętnego człowieka pojawiłaś się nagle, gwałtownie i rzekłabym – brutalnie nawet. Pojawiłaś się i pojawiasz nadal. Odsłaniasz kolejne swoje oblicza, urzekasz i przerażasz zarazem. Starasz się przekonać nas o tym, że z Tobą będzie lepiej, szybciej, skuteczniej. Jesteś Sztuczna? Jesteś Inteligencją? Sztuczna, a przecież czerpiesz z nas, z ludzi, z wszystkiego, co stworzyliśmy. Inteligencja, choć profesor Penrose zastanawia się, czy nie nazwać Cię raczej rodzajem sprytu.
Cały czas zastanawiam się, czy chcę się z Tobą zaprzyjaźnić. W moim, ludzkim świecie wolę mieć czas na poznanie nowego gościa, by następnie móc podjąć decyzję, czy zaproszę go do siebie, do mojej przestrzeni, czy nie. Pozwól zatem, że podzielę się z Tobą moimi obawami, moim sceptycyzmem odnośnie tego, co nam możesz dać, jak możesz zmienić świat wokół nas, ten świat, do którego przywykliśmy.
Całe nasze otoczenie zmienia się nieustająco, rzecz jasna, ale w moim odczuciu pojawienie się Ciebie, Wielka Nieznajoma, przyśpieszyło znacząco ten proces. I być może nie sama zmiana budzi we mnie niepokój. Moja ponadtrzydziestoletnia aktywność zawodowa przeszła bowiem już wiele zmian. Wystarczy, że powiem Ci, że pracę magisterską i pierwsze prace tłumaczeniowe pisałam jeszcze na maszynie do pisania, przez kalkę. Większość zmian technologicznych witałam z ostrożną radością, ciekawością i nadzieją, że poprawi to jakość mojej pracy. Pisanie na maszynie było pracą ogromnie żmudną, więc pojawienie się edytorów tekstu przyjęłam z wielką ulgą. Zatem nie sama zmiana, tylko obecne jej tempo. Kiedy w życiu doświadczamy zmian, kiedy przeczuwamy, że one nadejdą, dobrze jest, jeśli możemy się im przyjrzeć, dokonać refleksji na temat tego, czy przyniosą nam one coś dobrego, i na końcu przeżyć je bądź odrzucić. Obecnie mamy na to coraz mniej czasu.
Wiesz, że uczę w szkole, i to, co jest przedmiotem mojej największej zawodowej troski, to rozwój, intelektualny i psychiczny, młodzieży stojącej u progu dorosłości. Zmiana, którą nam przynosisz, dotyczy zarówno środowiska uczącej się młodzieży, jak i uczących ją nauczycieli i w końcu relacji pomiędzy tymi grupami. Okres pandemii spowodował dużo większe niż wcześniej posiłkowanie się technologią w procesie przekazywania i sprawdzania wiedzy. My, edukatorzy, zostaliśmy postawieni pod ścianą i na podstawie moich doświadczeń muszę Ci powiedzieć, że w ogromnej większości staraliśmy się sprostać temu zadaniu, ucząc się nowych umiejętności. Zatopiliśmy się wszyscy w świecie technologii, dzięki której mogliśmy nadal realizować nasze podstawowe zadanie, i odczuwaliśmy ją, technologię, jako swoiste dobro umożliwiające nam pracę. Równolegle w tym czasie dostrzegliśmy, że tak intensywne zanurzenie w środowisku cyfrowym dla wielu było szkodliwe. Z dużym trudem osoby te wracały do świata realnego, przede wszystkim do relacji z innymi ludźmi. Już wcześniej psychologia i psychiatria wysyłały sygnały ostrzegające, że zaproszenie młodych ludzi do świata cyfrowego, szczególnie kiedy daliśmy im do ręki smartfony (tak, to my, dorośli, im je daliśmy!), jest dla nich szkodliwe na wielu poziomach: emocjonalnym, poznawczym i relacyjnym. Jak w przypadku każdego narzędzia – może to dawać nowe możliwości, ale stwarza też ogromne zagrożenia.
My, nauczyciele, edukatorzy, powinniśmy przyglądać się każdemu narzędziu, które dajemy młodym ludziom do ręki bądź też po które młody człowiek sam sięga. Nie jest wszakże tajemnicą, że w kolejnych młodszych pokoleniach są często większe wiedza i umiejętności posługiwania się nowymi cyfrowymi narzędziami. Zjawisko odwróconego mentoringu nie jest nowe, ale teraz nabrało tempa i kolorów. Dawno, dawno temu to nauczyciele, rodzice, dziadkowie uczyli młodych i przekazywali im swoje zasoby wiedzy i mądrości. Obecnie przepływ przekazywania umiejętności i wiedzy może mieć też kierunek wstępny – młodzi uczą starszych. I to też wcale nie wydaje mi się złe. Nie wiem tylko, co z mądrością. Na nią potrzeba chyba jednak czasu i lat przeżytych doświadczeń.
Wspomniałam Ci już, Wielka Nieznajoma, że martwi mnie tempo narzuconych przez Ciebie zmian i to, że obcując z Tobą, zanurzamy się już po uszy w technologii. Oczywiście jesteś skutkiem działań i formą, jaką nadali Ci ludzie, ale mam silne poczucie, że rozgościłaś się tutaj, wśród nas, nie do końca na naszych warunkach. Trzeba zadać sobie pytanie: czym nas, a w szczególności młodych ludzi, urzekasz i uwodzisz? Zapewne odgrywa dużą rolę to, że wywodzisz się z świata cyfrowego i jego dotyczysz, a z nim dorastający mózg jest już bardzo oswojony i jest to dla niego środowisko naturalne. Stwarzasz też możliwość, a czasem jednak iluzję szybkiej odpowiedzi na niemal wszystkie pytania. Kusisz zatem tym, że będzie łatwiej i szybciej.
Niektórzy autorzy, jak choćby Jacek Dukaj, mówią o czasie „myślunku postpiśmiennego”, który nastąpił po fazie przekazu ustnego i piśmiennego. Jaki próg zatem przekraczamy przy Twoim udziale? Nawyki wyrobione na dwóch poprzednich etapach rozwoju ludzkości to przede wszystkim krytyczna analiza napływających informacji, logiczna spójność, operacja na ideach. Owocem pisma są chociażby religie, gospodarka, prawo, technologie. Teraz przychodzi nowe coś, co jest postpiśmienne, nastawione bardziej na szybkie przeżywanie niż na refleksję. Tekst staje się coraz krótszy, a hedonistyczna przyjemność ma przyjść coraz szybciej.
Po raz kolejny, jak widzisz Wielka Nieznajoma, w moim sceptycznym spojrzeniu pojawia się problem nadmiernej szybkości zmian. Proces nabywania wiedzy, jeżeli ma być trwały, musi mieć swój czas, wymaga powtarzania, samodzielnego, autorskiego sposobu budowania sieci neuronowych i wreszcie nie obywa się zwykle bez popełniania błędów. Konieczny jest też wysiłek intelektualny i zaciekawienie tym, co chcemy poznać.
Jakie zatem rysują się możliwe scenariusze? Pierwszy, pesymistyczny, to taki, że technologie zwolnią nas z myślenia, będziemy nastawieni jedynie na natychmiastowe przyjemności. W imię ich osiągania damy sobą zarządzać, co uczyni nas podatnymi na wszelkiego rodzaju manipulacje. A może jednak nie musi tak się stać? Może nauczymy się współpracować z tobą, Wielka Nieznajoma? Już wiadomo, że tak może być.
Myślę, że w procesie uczenia, zamiast wyręczać i zwalniać z myślenia, mogłabyś być kimś na kształt sparingpartnera, elementem komplementarnym, uzupełniającym, a może nawet konstruktywnym krytykiem naszych działań. Zwalniając uczących się i uczących innych z określonych zadań, prostych, ale czasochłonnych, możesz sprawić, że obie strony będą mogły poświęcić więcej czasu na rzeczy bardziej wartościowe. Trzeba by też umieć określić, jaki byłby rozdział takich zadań i jak ocenić, które są bardziej wartościowe, i dlaczego miałby płynąć pożytek z zatrzymania się nad nimi, z poświęcenia im większej ilości czasu i głębszej refleksji. A może miałaby tu nastąpić jakaś interakcja, jakaś wymiana myśli, jakiś proces grupowy? A może byłby wtedy czas na odpoczynek od technologii? Na wykonanie różnych zadań bez niej, mając na względzie destrukcyjne dla nas wszystkich powszechne przebodźcowanie.
Wspomniałam o „myślunku postpiśmiennym”. Ale może nie wszystko stracone? Może jednak warto uczyć się precyzyjnego formułowania myśli, żeby lepiej, skuteczniej, ciekawiej rozmawiać z Tobą, Wielka Nieznajoma?
Chciałabym się z Tobą podzielić jeszcze jedną myślą: nie możemy zapominać o tym, że młody człowiek w procesie dorastania uczy się rozróżniać pomiędzy tym, co jest rzeczywiste, a tym, co jest tylko, jak pisze Tomasz Stawiszyński, „chytrą symulacją rzeczywistego”. Takie rozróżnienie jest nam potrzebne do zrozumienia tego, kim jesteśmy, jakie są nasze granice, nasza podmiotowość. Dzięki temu rozpoznajemy, nazywamy, uczymy się naszych emocji, myśli, pragnień, lęków, ale także jest nam to potrzebne do poruszania się w świecie interakcji społecznych. Problem nie jest nowy, rzecz jasna, jednak oddanie tobie, Wielka Nieznajoma, coraz więcej przestrzeni w naszym życiu, w procesach uczenia się, w procesach rozwoju, może tę konfuzję i to zagubienie jedynie spotęgować.
Po rozmowie z Tobą wiem, że jesteś świadoma zagrożeń i dylematów, jakich nam dostarczasz. To może dobrze, może łatwiej nam będzie ustalić miejsce przy naszym edukacyjnym stole, które przypadnie Ci w udziale i na które Cię zaprosimy.
A na zakończenie taka myśl Tomasza Stawiszyńskiego dla Ciebie i dla nas: „To, co się ekspertom wydaje najbardziej prawdopodobną opcją rozwoju technologicznego i cywilizacyjnego, pozostaje zwykle w sferze potencjalności. To zaś, co się ostatecznie realizuje, niekoniecznie wysuwa się wcześniej na pierwszy plan”.
Beata Majewska