Tłumaczenie to inaczej przekraczanie granicy między dwoma językami. A na granicy płaci się cło. Krytyka przekładu to w dużym stopniu procedura określania wysokości tego nieuchronnego kosztu, ponoszonego przez tłumacza i w konsekwencji przez wszystkich odbiorców jego pracy. Nie sposób uniknąć tego haraczu, płaconego zawsze, niezależnie od pokrewieństwa języków oryginału i przekładu. Tłumacz uiszcza zapłatę, rezygnując z części przewożonego ładunku, czyli z zachowania szaty językowej pierwowzoru, jego formy stylistycznej, wersyfikacyjnej i brzmieniowej, rymowej i instrumentacyjnej. Nie istnieją przekłady idealne, podobnie jak nie istnieje zbrodnia doskonała. Nawet przekłady biblijne nie są stuprocentowo wierne i dlatego nie przeprowadza się rozważań teologicznych wyłącznie na podstawie nowożytnych tłumaczeń starożytnego oryginału. Żadne tłumaczenie nie może być uznane za ostateczne, stąd występują serie przekładowe, będące zbiorem kolejnych prób zbliżenia się do nieosiągalnego ideału. Hamleta tłumaczono na język polski ponad dwadzieścia razy i żadna z tych wersji nie została ogłoszona przekładem kongenialnym, co się udało w przypadku przekładu Jerozolimy wyzwolonej Torquata Tassa pióra Piotra Kochanowskiego, czy Giaura George’a Gordona Byrona autorstwa Adama Mickiewicza.