Data publikacji: Jul 15, 2012 9:51:18 AM
Fotorelacja z wycieczki autorstwa:
- Limita
No i wystartowaliśmy z akcją Wakacje z Cyklozą. Pierwszą wycieczką jaką przygotowaliśmy dla naszych członków oraz sympatyków był
wyjazd rowerowy do Lublińca. Pomimo iście jesiennej aury i wczesnej pory w sobotni poranek na Placu K. Ćwierka przy fontannie stawiła
się liczna grupa cyklistów i cyklistek.
Pomysłodawcą oraz przewodnikiem dzisiejszej wycieczki był kol. Adam. Trzeba przyznać przygotował bardzo atrakcyjną i urozmaiconą trasę
prowadzącą przez barwny krajobraz Lasów Lublinieckich.
Parę minut po 7:00 wystartowaliśmy do celu naszej wycieczki Lublińca - jednego z najstarszych miast Śląska. Rześkie powietrze i wyłaniające się
za chmur Słońce sprawiło, że bez większych problemów dotarliśmy do Wymysłowa, gdzie zaplanowaliśmy pierwszą dłuższą przerwę.
Od tego momentu praktycznie do samego Lublińca jechaliśmy przez lasy. Za Wymysłowem pierwsza przeszkoda. Musieliśmy się jakość prześlizgnąć
przez pas Bunkrów "Obszaru Warownego Śląsk". Mając w załodze kolegów za Brynicy udało się zdobyć jeden z nich i oraz przedostać się dalej.
Miejscami robiąc przerwy na jagody i inne owoce leśne przemierzaliśmy miejscami dość piaszczyste leśne dukty. Jak na wycieczki przystało
nie obyło się również od "kapci". Szybkie serwisy i lecimy dalej ku celowi wyprawy. Czym bliżej mety tym więcej piachu na drodze. Nas to nie
zraża i z uśmiechem na twarzy brniemy w nieznane.
Ku regeneracji sił zatrzymujemy się na terenie Rezerwatu Jeleniak - Mikuliny. Południe wybiło, a przed nami jeszcze trochę drogi.
Na 13:00 grupa "zdobywców" dotarła na Rynek w Lublińcu. Pamiątkowa zbiorowa fotografia i udajemy się do Chaty Wuja Toma na posiłek.
Obsługa sprawnie poradziła sobie z nami przygotowując pyszne obiadowe dania. Warte polecenia miejsce: dużo, smacznie i tanio.
Naładowani porcją kalorii z racji na chłodną pogodę zabraliśmy się w drogę powrotną z myślą, że wrócimy tu jeszcze poznać dokładniej
uroki tej mieściny.
Powrotna droga przebiegała już w większości bocznymi asfaltowymi drogami. Pogoda zaczęła trochę kaprysić i nas lekko zrosiło deszczykiem.
W Boruszowicach zboczyliśmy lekko z trasy by zobaczyć "za płota" fabrykę papieru. Portier przedstawił nam krótko historię tego miejsca.
Kolejny dłuższy postój w Parku w Świerklańcu na kolejne kalorie i ruszamy ku domowi. Dzień powoli się kończy wspinamy się na wzniesienie
w Rogoźniku i podziwiamy zachód Słońca. Promienie świetlne połączone z kroplami deszczu dołożyły nam jeszcze jedną atrakcję pogodową
- tęczę. Nakłonieni przez kolegę Waldka udajemy się ku jej końcowi w poszukiwaniu garnca złota, ale jednak to przedsięwzięcie się nie udało
bo na wysokości Gródkowa tęcza zaczęła zanikać i nasz niecny plan spalił na panewce. Od Łagiszy nasz peleton powili się uszczuplał, żegnając
się co jakiś czas z uczestnikami. Na Dęblińską dotarliśmy już w okrojonym składzie, gdzie podsumowaliśmy i zakończyliśmy dzisiejsze zmagania.
Po mimo nie sprzyjającej aury każdy z uczestników wrócił cało i bezpiecznie do domów. Niektórym udało się nawet 200 km zdobyć, gratulujemy
wytrwałości i zapraszamy na kolejne wycieczki z Cyklozą.
A tak wyglądała trasa jaką pokonaliśmy (łącznie z dojazdem i powrotem prowadzącego).