Helena Mniszek – Silva Rerum to autorski projekt genealogiczno-archiwalny prowadzony przeze mnie – Michała Rażniewskiego, prawnuka pisarki. Inicjatywa ta ma na celu cyfrowe ocalenie od zapomnienia historii rodzinnej, tradycji ziemiańskich oraz kresowego dziedzictwa autorki Trędowatej.
📖 Prywatna księga domowa (Silva Rerum)
Nazwa nawiązuje do staropolskiej tradycji prowadzenia wielopokoleniowych kronik. Witryna stanowi formę hołdu dla mego Dziadka (leśnika i kustosza pamięci) oraz samej Prababci.
🌲 Korzenie (Bronna Góra – Jelenia Góra)
Dział poświęcony ścieżkom losu naszej rodziny, prowadzącym od leśnictwa w Bronnej Górze aż po Jelenią Górę w Kotlinie Jeleniogórskiej.
🏛️ Majątki i Dwory (Kurczyce, Platerów, Sabnie, Rogale, Kuchary)
Cyfrowa rekonstrukcja świata ziemiańskiego i życia Heleny Mniszek – od wołyńskich Kurczyc nad Słuczą, przez Sabnie, Rogale, aż po Kuchary na Mazowszu.
🖼️ Archiwum & Galeria / Ożywiony portret AI
Przestrzeń gromadząca unikatowe, rodzinne pamiątki, dokumenty, cyfrowo odrestaurowane fotografie oraz nieznane dotąd portrety pisarki.
Strona powstała z potrzeby uporządkowania archiwum. Oto kilka słów o mojej pracy i... erze sztucznej inteligencji, która niedawno przyszła...
Chciałbym zaprosić Was do obejrzenia wybranych zdjęć z albumów mojego dziadka, który miał wiele pasji. Między innymi uprawiał fotografię dokumentalną związaną z jego pracą. Robił zdjęcia myśliwym, uwieczniał robotników podczas żniw, flisaków spławiających drewno. Rejestrował z drobiazgową dokładnością wydarzenia życia rodzinnego i towarzyskiego. Albumy otrzymałem w spadku, są one pokryte patyną starości, mocno postrzępione, ale jednak z dobrze zachowanymi zdjęciami. Oglądałem je z uwagą jeszcze jako kilkuletni chłopiec. Obecnie fascynują mnie po prostu. Stanowią prawdziwą kopalnię wiedzy o dawnych przedwojennych czasach. Ukazują jak wyglądał wtedy świat. Z przeszłości wyłaniają się dwory i pałace. Powozy i saneczki mkną po leśnych drogach... Tak naprawdę emocje płynące z tych archiwalnych scen spowodowały moje zainteresowanie się fotografią. Później odkryłem świat internetu. W 2000 roku powstały moje pierwsze strony – „Wędrówki z aparatem w plecaku” oraz „Aesculap i Łysa Góra”. Uczyłem się wszystkiego sam, od składni HTML po zasady projektowania. Przez lata prowadziłem oficjalny serwis Aesculapa, a potem także bloga i strony na WordPressie. Internet stał się przestrzenią, w której mogłem ocalać kawałki historii i dzielić się pasją fotograficzną.
Przez całe życie byłem przede wszystkim instruktorem narciarstwa, a nie publicystą, redaktorem czy pisarzem z dyplomem. Pisanie zawsze było dla mnie narzędziem, a nie zawodem - sposobem opisywania pracy, ludzi, wydarzeń, prowadzenia dokumentacji kursów, korespondencji, sprawozdań oraz treści na stronę internetową. Tworzyłem różne teksty związane z działalnością SN i SKS AESCULAP – tak, jak potrafiłem, najlepiej jak umiałem. Nie ukrywam: nie było to pisanie „profesjonalne” w sensie redakcyjnym. Brakowało mi warsztatu, wiedzy edytorskiej, a także czasu - bo moim zawodem było prowadzenie szkoleń narciarskich, a nie siedzenie przy klawiaturze. I wtedy… przyszła era sztucznej inteligencji. Nagle okazało się, że mam do dyspozycji redaktora, korektora i językowego porządkowego w jednym. Narzędzie, które sprawia, że moje teksty od razu zyskują na przejrzystości, stylistyce i czytelności. To dokładnie ta pomoc, której przez lata mi brakowało - i na którą wcześniej zwyczajnie nie było mnie stać. Żeby było jasne i uczciwie wobec czytelników: 👉 AI jest dziś moim redaktorem. Forma jest wspomagana nowoczesną technologią. Oczywiście korzystam z możliwości jakie daje AI w sferze obróbki fotografii. Niektóre (powtarzam - niektóre) zdjęcia poprawiam czy koloryzuję za pomocą sztucznej inteligencji. Jednak żaden program, żadna AI nie zastąpi dobrych fotografii. One i tak w wersiji oryginalej mówią więcej niż tysiące słów. A tym bardziej w przypadku starych fotografii to właśnie ta oryginalna, lekko wyblakła sepia niesie ze sobą najwięcej emocji i autentycznego "ducha" epoki. Koloryzacja to ciekawy eksperyment, ale oryginał to żywy świadek historii, którego nic nie zastąpi. Moja strona i rodzinne zdjęcia z albumów mojego dziadka są tego żywym przykładem. A więc - zapraszam do oglądania analogowych galerii a także bogatej kolekcji grafik tworzonych przy pomocy AI. Na pierwszy ogień idzie ulubiony portret przedstawiający moją prababcię Helenę Mniszek z córkami (ta po prawej to Maria Ficka z domu Chyżyńska - moja babcia)... A dalej? Po prostu zobaczcie wszystko - Korzenie... Kurczyce... Sabnie... Rogale... Kuchary... Rekonstrukcje... Krajobrazy... Wspomnienia...
Michał Rażniewski
Czy internetowe kadry naprawdę są „niczyje”?
Słowa takie jak „etyka internetowa” czy „cyfrowe dziedzictwo” brzmią podniośle, ale w praktyce oznaczają konkretny, fizyczny wysiłek: wielogodzinne poszukiwania, skanowanie, cyfrowy retusz i archiwizację. Za każdym wartościowym kadrem w sieci stoi czyjś czas i praca.
Problem z bezprawnym wykorzystywaniem cudzych materiałów rzadko wynika ze złej woli – najczęściej to po prostu czysta bezmyślność. Wielu osobom wydaje się, że jeśli zdjęcie wyświetla się w wyszukiwarce, to jest „publiczne” i można po nie sięgnąć zawsze, gdy brakuje ilustracji do własnego tekstu, posta czy wystawy.
Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Dokładnie tak samo dzieje się z materiałami z mojej witryny (Helena Mniszek – Silva Rerum), które regularnie „zasilają” cudze publikacje bez mojej wiedzy i zgody.
Kultura w sieci zaczyna się od prostej zasady: jeśli korzystasz z efektów czyjejś pracy – uszanuj twórcę i podaj źródło.
O kulisach cyfryzacji, pracy archiwisty i etyce pamięci przeczytasz w moim obszernym artykule:
➡️ OCALONE Z CIENIA. Przemyślenia nad rodzinnym archiwum, cyfrowym dziedzictwem i etyką pamięci, czyli ile trzeba włożyć pracy w przygotowanie publikacji.
Zapraszam do lektury – obszerny artykuł udostępniam tutaj ➡️
-Michał Rażniewski