Spacerowałem po mieście jak zwykle. Pogoda jak marzenie – aż chce się iść przed siebie.
Dla mnie to spacer filmowy. iPad w rękach, obraz zbierany z marszu – bez ustawiania, bez pozowania. Tak jak było. Tak jak się zdarzyło. Nad głową czysty błękit. Na ulicach – kolorowy zawrót głowy. Zwykły dzień miasta… a jednak inny niż wszystkie. Bo jest światło. Bo jest nastrój.
Bo jest spojrzenie. I wtedy… nagle w kadr wskoczyli oni - rowerzyści jakby z innej epoki. Retro. Spokojni. Jakby jechali swoim rytmem, nie naszym. Chwila zawahania – zatrzymać ich? zagadać? Nie zdążyłem bo zniknęli tak szybko, jak się pojawili. Jakby to był tylko krótki „incydent uliczny”. Migawka. Przebłysk. Kadr z przeszłości. A ja? Poszedłem dalej ze swojm iPadem. Zapraszam na spokojny spacer uliczkami stolicy Sudetów Zachodnich. Urban life – po prostu. A może… czasem także podróż w czasie.