Sin, napędzana niesłabnącą ciekawością, zapędziła się w Yunhai w końcu w regiony jeszcze bardziej święte niż bambusowy gaj - pasmo Jincui Zhenzu Dao. Tym razem zwracała większą uwagę na potencjalne zakazy wstępu, więc nie wpadła tak prędko w tarapaty. Przemierzając dostępne dla szerokiej publiki, skaliste wzgórza, zdarzało jej się położyć na skalnych półkach na wznak. Nie w celu odpoczynku, a żeby dzięki wysokości masywu, z relatywnego bliska poobserwować ciemne niebo, które jednocześnie było oceanem. Kiedy ona w bezruchu gapiła się na pływające po sklepieniu ryby i wodne żyjątka, inne stworzenia, te lądowe, obłaziły jej korpus cieplejszy od okolicznych kamieni, skąpo nagrzewanych nikłym na tym archipelagu, słonecznym światłem. Jaszczurki i węże, zmiennocieplne gady, wtulały się w jej rozgrzane, porcelanowe ciało chętniej niż żądni miękkiego dotyku kochanki goście Pęku wodnej lilii. Nie odganiała ich, jednak decyzja, by maszerować dalej i nawet najmniejszy ruch z jej strony sprawiały, że wszystkie zwierzątka natychmiast czmychały w bezpieczne szczeliny między nieożywionymi bazaltami.
Wszystkie poza jednym.
Młody osobnik z gatunku zagrożonych, ale też ikonicznych dla tego regionu, karłowatych chińskich smoków wpełzł Sin odważnie pod koszulkę, umościł się tam, najbliżej buzującego ciepłem rdzenia i nie zamierzał rezygnować z wygody przez jakiś nieuzasadniony, instynktowny, zwierzęcy strach. Ba! Wydawał się wręcz nieustraszony!
Ostatecznie zszedł na ramionach anamorfidki z gór, a ich relacja opiera się z jednej strony na ciekawości, z drugiej natomiast na bezgranicznej miłości do ciepełka.
Klusek, bo tak Sin go po konsultacji z Lihuą nazwała, ma aktualnie jakiś miesiąc i rozmiarami przypomina fretkę. Jest też zwinny, wścibski i gryzie dokładnie tak samo jak fretka. Mimo bycia zmiennocieplnym gadem, posiada ciągnące się przez grzbiet, aż po czubek ogona, gęste, miękkie futerko. Jego łapki zakończone haczykowatymi pazurami są nieproporcjonalnie duże, zdradzając, że stworzonko jeszcze urośnie. Maksymalne rozmiary wraz z wijącym się ogonem nie przekroczą ostatecznie jednak trzech, sczepionych ze sobą na długość jamników. Charakterystyczne dla chińskich smoków wąsy już wiją mu się wokół pyszczka, a podobno wydłużać się będą przez całe jego życie i to na ich podstawie da się oszacować wiek tych długowiecznych stworzeń. Nad skroniami widoczne są pokryte jeszcze łuskami i futerkiem wypustki, z których wyrosną błękitne rogi, gdy Miantiao osiągnie dojrzałość.
Powszechnie wiadomo, że smoki to nadzwyczaj inteligentne stworzenia, oświecone wręcz. Karłowate smoki natomiast… powiedzmy, że są na tyle kumate, by nie zadławić się jedzeniem. Zazwyczaj. W przypominających rybie ślepiach Kluska pojawia się czasem nikła iskierka zrozumienia, przeważnie tli mu się tam jednak płomyk agresji. Stworzonko to ma jakąś chorą potrzebę niszczenia i dominacji. Gryzie do krwi ręce, które próbują go głaskać, rozrywa na strzępy każdego pluszaka, z którym zostawi się go sam na sam, brutalnie morduje każdy swój obiad, nawet jeśli tego dnia jest to akurat brzoskwinia, a spokojne i niegroźne jest jedynie, gdy śpi, co na całe szczęście dla pokoju na świecie czyni przez większą część doby. Ego zdecydowanie przerasta tego osobnika, któremu wydaje się chyba, że jest smokiem właściwym, więc nosi się dumnie oraz nieustraszenie, jak takowy, mimo znacznego niedoboru fizycznych sił. Co zaskakujące potrafi się opanować i spotulnieć na komendę Sin, ale może to tylko kwestia bijącego od niej, kojącego ciepła.
Istnieje szansa, że z wiekiem nieco zmądrzeje, uspokoi się i będzie się dało nauczyć go jakichś komend lub sztuczek.
Ponad dwumetrowe odachi (klinga 190 cm, rękojeść 20 cm) uprzednio należące do heroski o imieniu Riruka.
Rezyduje w nim tajemniczy, najpewniej prastary duch. Khadaj, bo tak zwie się świadomość połączona z tym ostrzem, był przedmiotem magii Riruki i jej wiernym towarzyszem do czasu, aż ta zdecydowała się poświęcić człowieczeństwo dla dobra niewielkiej, górniczej wioski i jej mieszkańców.
Oryginalnie rozmowny, niestroniący od ironii i kąśliwych uwag, zamilkł po stracie partnerki. Ciężko powiedzieć, czy cisza ta jest formą żałoby, fochem, a może po zerwaniu kontraktu świadomość ducha całkiem opuściła broń. Tak, czy siak, Sin obiecała zaopiekować się mieczem i zdarza jej się prowadzić z nim jednostronne konwersacje, w nadziei, że może otrzyma kiedyś odpowiedź od doświadczonego Khadaja.
Jako że anamorfidka nie zna się na szermierce oraz przeważnie unika rozwiązań siłowych, to stroni od używania tego miecza w walce. Również z szacunku do rezydującego w nim ducha. Z tego powodu tsuba zazwyczaj przywiązana jest do sayi za pomocą czerwonego, wytrzymałego sznurka uniemożliwiając wysunięcie miecza z pochwy.
Jeśli kiedyś na drodze tej dwójki stanie szermierz godny dzierżenia tego oręża, szermierz dorastający Riruce do pięt, szermierz, w którego dłoniach Khadaj ponownie się odezwie, Sin będzie skłonna mu tę broń przekazać.
Do tego czasu oręż w jej dłoniach nie zaginie, tak samo, jak w jej kwarcowym umyśle nie zaginie pamięć o dzielnej Riruce.
^ Obrazek ultra poglądowy
Faktycznie to odachi wygląda raczej tak >